środa, 17 lutego 2010

List z Grecji



List z Grecji od Christosa


Grypa666's Blog, 16.02.2010, tłum. Ola Gordon


Mam 26 lat i mieszkam w Grecji. Piszę ten list w celu poinformowania was o nowym prawie wprowadzonym wczoraj w Grecji. Minister finansów oznajmił wczoraj, że od 1.01.2011 zakazane będą wszystkie transakcje finansowe w wysokości ponad 1.500 euro. Każda transakcja powyżej tej sumy będzie mogła być dokonana tylko kartą kredytową lub czekiem. Oficjalne wyjaśnienie mówi, że uderzy ono we wszystkich tych, którzy nie płacą podatków. Ale my wiemy, że to nie jest prawdą.

Wydaje się, że NWO chce zrobić z Grecji poligon doświadczalny dla nowych przepisów. W ciągu ostatnich miesięcy, Grecję zaatakowano bez litości. Zostaliśmy nazwani kłamcami, oszustami, fałszerzami, złodziejami. Grożą nam ciągle wyrzuceniem nas ze strefy euro oraz niepłaceniem. [Oskarżenia te] nie są prawdą. Problemem jest, w oparciu o ich oskarżenia i (wirtualną) złą sytuację finansową Grecji, będą wprowadzać eksperymentalne prawa ich NWO.

Nowy rząd partii socjalistycznej, wybrany 4 miesiące temu, zapomniał o wszystkich swoich obietnicach, jest zdeterminowany, aby wprowadzić prawo dające obywatelstwo nielegalnym imigrantom po upływie 5 lat, bez wyjątku. Jest nas 10 mln Greków, a prawie 3 mln w większości nielegalnych imigrantów, którzy uzyskają greckie obywatelstwo i uzyskają prawo do sprowadzania swoich rodzin również W Pakistanie pojawiły się nawet reklamy o treści “za 5000 euro możemy dostać się do Grecji, na darmowe studia, do pracy, by zakładać rodziny oraz uzyskać paszporty UE”

A teraz to Poprzedni rząd wprowadził nową kartę tożsamości, w celu zbierania danych o osobie od urodzenia. Ten rząd będzie zakazywał transakcji w gotówce ponad 1500 euro, by każdy z nas miał kartę kredytową. Oczywistym pierwszym krokiem jest wprowadzenie zakazu wszelkich transakcji gotówkowych, a następnie scalenie tej nowej karty tożsamości z systemem kredytowym, a później - zainstalowanie tej kompletnej karty w naszym ciele

Morale nasze jest niskie, ponieważ społeczeństwo zdezorganizowane przez imigrację i propagandę, a my nie będziemy walczyć z tymi przepisami. Wy żyjący w świecie zachodnim, bądźcie przygotowani, bo oni planują to samo dla was!

Ogólna sytuacja

Spróbuję przedstawić moją opinię o sytuacji w Grecji.

Przede wszystkim, nie ma zaufania do polityków . Większość ludzi nie wierzy im i wiedzą, że to szumowiny, ale nadal w każdych wyborach głosują na tych samych ludzi. Dzieje się tak dlatego, że obiecują korzyści w celu uzyskania głosów. Większość polityków są członkami tajnych stowarzyszeń i mają bliskie związki z USA i elitami europejskimi. Nasz obecny premier jest nawet obywatelem amerykańskim

Sytuacja młodego człowieka żyjącego w Grecji i nie mającego koneksji, jest beznadziejna. Bez koneksji będzie miał poważne trudności, jeśli chce dostać się na dobry uniwersytet (lub dokończyć studia bez wręczenia łapówki), jeśli chce znaleźć pracę, lub otworzyć własną firmę. On będzie musiał wstąpić do wojska, podczas gdy uprzywilejowani młodzi ludzie z koneksjami legalnie go unikną.

I nie ma sensu szukanie miłości. Oczywiście ładne kobiety wybiorą bogatszych mężczyzn, ale w Grecji kobiety nawet o umiarkowanym wyglądzie preferują mężczyzn z głębokimi kieszeniami. Wolą dzielić się ważnymi mężczyznami, niż mieć mężczyznę tylko dla siebie.

A ważni mężczyźni w Grecji to oszuści. Grecja nie produkuje nic, poza wyjątkiem zasobów naturalnych i przemysłu turystycznego. Korupcja jest tak duża, że wszystkie siły wytwórcze są zatopione. Tak więc tutaj wszyscy ludzie władzy mają ją z grabieży narodu greckiego, lub z posiadania koneksji z tymi, którzy to robią. Kobietom (i ich rodzinom) oczywiście nie chodzi o to. Tak długo, jak ktoś jest bogaty, jest pożądany, a jego wartość jako człowieka nie ma znaczenia.

Pomimo słabej sytuacji ekonomicznej (ale nie na tyle beznadziejnej, by podejmować tak straszne środki), osoby przy władzy doznają przyjemności atakując tradycyjne zwyczaje, prawosławie, oraz tradycyjnych greckich patriotów. Oni chronią nielegalnych imigrantów oraz przemilczają zbrodnie. Atakują chrześcijaństwo w mediach, w szkołach itd. Z miejsc publicznych usuwają wszystkie symbole chrześcijańskie.

Media

Greckie media to sterta śmieci. Przez największą część dnia, większość dużych stacji telewizyjnych pokazują programy z dyskusjami o stylu życia greckich “VIP-ów”, stosunków seksualnych itp. Jest kilka programów “politycznych”, wszystkie próbują ukryć prawdę, oraz odwrócić uwagę ludzi na sprawy o trywialnym znaczeniu. Propaganda jest krzykliwa. Poprzedni rząd był dosłownie zniszczony przez sieci telewizyjne. One bardzo promowały obecny rząd, tak bardzo, że poprzedni premier był zmuszony do ogłoszenia nowych wyborów, mimo iż jego rząd trwał tylko dwa lata.

Obecny premier złożył obietnice, z których żadna nie została spełniona po wybranych. Zaledwie kilka dni po wyborach, zajął się planami NWO. Stworzył sztuczną dramatyczną sytuację finansową, aby móc wprowadzać wszelkie prawa jakie chciał, plus dawać pieniądze swoim przyjaciołom. On “spreparował” nasz budżet, przeniósł płatności z 2010 na 2009, dochody z 2009 na 2010, w celu zrobienia większego deficytu i możliwości twierdzenia w 2010, że “poprawił” gospodarkę. Nie oznacza to, że nasz poprzedni premier nie był marionetką, tylko, że nie był w stanie spełnić warunków NWO, jak nowy rząd.

Ogromne afery gospodarcze są wykrywane każdego dnia, a pogrzebane przez greckie media propagandowe. Najbardziej uczciwi ludzie są tak zafrapowani pracą w 2 i 3 miejscach, aby nakarmić ich rodziny, że nie mogą walczyć z tą korupcją. Grecy pracują średnio więcej godzin tygodniowo niż w innych krajach UE, mają dużo mniej płacone, a płacą więcej za te same produkty. Z powodu zdrajców w rządzie, prasie i mediach, unijne gazety i środki przekazu nazywają nas leniwymi. Mówią, że musimy pracować jeszcze więcej i dostawać nawet mniej Oczywiście nie jest to prawdą. Grabież narodu greckiego została zorganizowana przy ich pomocy. Ale to długi temat i nie będę o tym mówił.

Wnioski

Krótko mówiąc, życie w Grecji jest okropne. Ponieważ jestem programistą, wiele razy myślałem o wyjeździe do lepszego kraju, żeby tam zamieszkać. Ale nie chcę jeszcze porzucić mojej ojczyzny. Byłbym skłonny do walki z tym systemem, ale nie widzę żadnego sensu, ponieważ ten system jest tak głęboko zakorzeniony, że nie może zostać rozwiązany za pomocą tylko kilku osób.

Powodem napisania poprzedniego listu było to, że to nowe prawo, zakazujące transakcji pieniężnych powyżej 1.500 euro, to tylko kolejny krok na drodze do społeczeństwa bezgotówkowego, a jest ono wdrażane w Grecji jako fazie testowej. Jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu i że większość zachodnich krajów będzie miało podobne prawa.

dodajdo.com

Wrodzona choroba strefy euro



Wiele przemawia za tym, że obecnie mamy do czynienia z uzewnętrznionymi wewnętrznymi sprzecznościami całej dotychczasowej eurointegracji i że oto ujawniły się one niespodziewanie w świetle światowego kryzysu ekonomicznego. Sprzeczności te są już tego stopnia widoczne i oczywiste, iż nie można już ich zamieść pod dywan i udać, że nie istnieją. Tym, którzy mają oczy do patrzenia, a uszy do słuchania, niech posłużą za naukę i ostrzeżenie.

"Strach pomyśleć, jak kryzys uderzyłby w polską gospodarkę, gdybyśmy euro mieli już w 2008 i 2009 r. i nie mogli skorzystać z dewaluacji złotego."

- napisał w swoim komentarzu do kryzysowej sytuacji w Grecji komentator gospodarka.gazeta.pl (Grecja koniem trojańskim strefy euro. Wciąż nie koniec zagrożenia, 2010-02-14).

Zauważmy: całymi latami polski czytelnik bombardowany był rewelacjami o tym, jak rzekomo dobroczynne było dla takich krajów jak Irlandia, Grecja, Hiszpania czy Portugalia wejście do Unii Europejskiej i do strefy euro. Dopiero dzięki kryzysowi, który dotknął, co prawda w różnym stopniu, państwa członkowskie Unii Europejskiej należące już do strefy euro, możemy poznać (z tych samych euroentuzjastycznych mediów), prawdziwe oblicze europejskiej integracji polityczno-ekonomicznej.

I oto nagle słyszymy dramatyczne okrzyki, że oto
"w Hiszpanii bezrobocie wśród osób do 25. roku życia osiągnęło 40 proc.!"

Z tych samych eurosceptycznych źródeł, które dotąd eurosceptyków odsądzały od czci i wiary za krytykę eurointegracji i euromonetaryzacji, a nawet skłonne byłyby tak karygodną ksenofobię obłożyć karą 3 lat pozbawienia wolności i przepadek mienia służącego do pełnienia przestępstwa, otrzymujemy niezbite argumenty przeciwko wprowadzeniu euro w Polsce. Bowiem okazuje się nagle, że
"gdyby w Grecji wciąż były drachmy, łatwiej mogłaby się wykaraskać z kłopotów. Zadziałałby ten sam mechanizm, który pomógł polskiej gospodarce - naturalna dewaluacja waluty. Dzięki niej greckie towary i usługi stałyby się relatywnie tańsze, a przez to - bardziej atrakcyjne. Cała gospodarka zyskałaby oddech."

Ale oczywiście Grecja już tego uczynić nie może, gdyż wcześniej wyraziła zgodę na rezygnację ze swej waluty narodowej, wymieniając ją 1 stycznia 2002 na euro po kursie 340,750 GRD/EUR, z kolei wycofanie się Grecji ze strefy euro może grozić konsekwencjami na skalę wręcz apokaliptyczną. Tymczasem Narodowy Bank Polski znajduje argumenty za wprowadzeniem w Polsce euro w drodze zapytywania obywateli, czy woleliby zamienić złotówkę na euro po kursie 3,4, czy może 3,2 PLN/EUR.

Ale wróćmy do wspomnianego artykułu na temat kryzysu w Grecji.
"Kryzys pokazał, że strefa euro cierpi na wrodzoną chorobę. Jednorazowe wykupienie z długów [takie jak w przypadku Grecji] nie usunie olbrzymich różnic w produktywności i konkurencyjności, jakie dziś dzielą członków strefy euro - mówi Pieter Clieppe, ekonomista z brytyjskiego think tanku OpenEurope. - Co powinno nas niepokoić najbardziej? Strukturalne problemy w strefie euro. Mamy jedną politykę monetarną, ale różne strategie fiskalne. No i różne gospodarki. Poszczególne kraje nie są jednakowo konkurencyjne. Biedniejsze państwa - z mniej konkurencyjnymi gospodarkami - muszą wydawać relatywnie więcej na podstawową infrastrukturę. To potęguje ich problemy, koło się zamyka - wtóruje mu Duleep Aluwihare, szef firmy doradczej Ernst & Young w Polsce".

To "zamknięte koło" wygląda wręcz na klasyczny problem kwadratury koła. Z jednej strony bowiem Unia, pragnąc się objawić światu jako nowa paneuropejska potęga gospodarcza złożona z 12 państw europejskich, przymknęła oczy na faktyczną sytuację ekonomiczną we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii Grecji i Irlandii. Owa polityczna w istocie decyzja o powołaniu strefy euro po 10 latach okazuje się nagle kamieniem u szyi najlepiej stojących ekonomicznie państw tej strefy, jak Niemcy czy Holandia, które to państwa nadal pragną być najlepsze, zdecydowanie lepsze od drugiej, gorszej połowy strefy euro. Nierzadko korzystając z gorszej sytuacji pozostałych państw strefy, państwa lepsze nie zamierzają naturalnie nic uczynić, aby istniejące różnice w ramach strefy uległy zatarciu.

Z drugiej zaś strony państwa (rządy krajowe), a raczej elity polityczne, które naobiecywały swoim obywatelom złote góry z Unii Europejskiej, żeby ich mimo wszystko przekonać do rezygnacji z suwerenności, ze zdolności do samodzielnego decydowania o swoim losie, po latach wyrzeczeń ponoszonych przez tych obywateli w imię osiągnięcia (nieuniknionego, jak się okazuje) wstępu do Unii Europejskiej, muszą wreszcie kiedyś wykazać, pod groźbą kompromitacji i utraty władzy, że coś dobrego z tej Unii jednak dla obywateli wynika, poza dalszymi, coraz większymi ciężarami.

Mógłby ktoś powiedzieć, że Unia Europejska to taka instytucja dobroczynna, która krajom spragnionym szybszego rozwoju i dobrobytu wspaniałomyślnie zamiast osławionych już wędek do łowienia ryb rozdaje na lewo i prawo baty do poganiania samego siebie i zmuszania się tym sposobem do coraz szybszego ekonomicznego biegu, bez względu na gospodarcze, kulturowe, polityczne i społeczne realia, istniejące w danym kraju.

Powstaje pytanie zasadnicze - kto właściwie za dramatyczną sytuację w Grecji, Hiszpanii, czy Portugalii odpowiada? Czy rzeczywiście odpowiedzialność spada wyłącznie na Greków, Hiszpanów, czy Portugalczyków? Pamiętać przy tym należy, że banki centralne państw członkowskich w strefie euro przestają służyć gospodarkom rodzimych państw członkowskich, przestają podlegać im w najważniejszych sprawach. Obecnie w imię "instytucjonalnej i osobistej niezależności krajowego banku centralnego" banki te służą, przynajmniej formalnie, strefie euro jako takiej; pełnią one coraz bardziej rolę filii Europejskiego Banku Centralnego w służbie Unii Europejskiej.

Dla przykładu, już obecnie NBP przygotowuje "niezbędne" zmiany w polskiej Konstytucji. Obecnie nie Sejm, nie Naród polski będzie decydował, co wolno Narodowemu Bankowi Polskiemu. Teraz to NBP, aspirujący do miana Krajowego Banku Centralnego, jako filia Europejskiego Banku Centralnego, określać będzie, co może, a co nie może znaleźć się w polskiej Ustawie Zasadniczej. Między innymi prezes Krajowego Banku Centralnego (przyszłego b. NBP) nie będzie mógł już być postawiony przed Trybunałem Stanu (art. 198 Konstytucji). Krajowy Bank Centralnu (przyszły d. NBP) nie będzie mógł być kontrolowany przez Najwyższą Izbę Kontroli (art. 203 Konstytucji). Odpowiedniej do potrzeb UE zmianie ulegnie także kluczowy dla KBC art. 227., mówiący o celach działalnosci NBP, emisji pieniądza i polityce pieniężnej. (Marcin Olszak, Marek Porzycki, Prawne przygotowania do wejścia Polski do strefy euro. Raport na Temat Pełnego Uczestnictwa Rzeczpospolitej Polskiej w Trzecim Etapie Unii Gospodarczej i Walutowej)

Co więcej - obecnie, na mocy trakatu z Lizbony następuje instytucjonalizacja europejskiej służby rozrachunkowej, mającej w założeniach realizować jednolitą dla wszystkich krajów UE politykę fiskalną, i to bez względu na to, czy ta jednolita europejska polityka fiskalna dostosowana jest do warunków ekonomicznych i potrzeb danego państwa członkowskiego, czy nie, czy działa na korzyść danego kraju, czy też odwrotnie - na jego szkodę. Czy można zatem nadal, jak dotychczas, twierdzić, że za sytuację w Grecji odpowiedzialni są sami Grecy? A może za ten stan rzeczy należy raczej obarczyć eurokomisarzy, mniej czy bardziej greckiego pochodzenia?

Warto w tym momencie posłuchać, co mówią sami wysocy funcjonariusze Unii Europejskiej:
"Kraje strefy rozwijają się niezależnie od siebie, tzn. bez żadnej wewnętrznej spójności. Według najnowszego Raportu Komisji UE niektóre z krajów członkowskich przeżywają ostrą dekoniunkturę rozwoju gospodarczego, w szczególności, gdy porówna się bilans handlowy, deficyt budżetowy i salda obrotów bieżących. Przykładowo Niemcy skorzystały z członkostwa w strefie euro, gdyż poprawiły w ostatnich latach swoją pozycję w światowej konkurencji. W gorszej sytuacji znalazły się Włochy, Hiszpania, Portugalia, a głównie Grecja, gdzie od 1998r. do 2008r. silnie wzrósł deficyt budżetowy (o 10% i wyniósł 13% PKB). Już od połowy lat 90-tych w tych krajach obserwuje się wzrost deficytu budżetowego, który według Raportu Komisji UE (Quarterly Raport on the Euro Area) osiągnął obecnie szczytową wartość. Wynika z tego, że Grecy, Portugalczycy, Włosi i inne kraje strefy walutowej żyją ponad stan, czyli więcej importują i konsumują, aniżeli produkują i eksportują."
(Próba rozerwania strefy euro, Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Konsulatu Generalnego RP w Kolonii)

Doprawdy, szkoda, że tych i podobnych rewelacji komisarze brukselscy nie ujawnili przed rozkręceniem tzw. integracji europejskiej. Ale może w takim razie należałoby spytać, jaki to mechanizm w Unii Europejskiej sprawia, że płace mogą rosnąć szybciej, niż krajowy progukt brutto? Albo, co powoduje, że opłaca się więcej importować i konsumować, aniżeli produkować i eksportować?

To ostatnie pytanie o tyle zasadne, że podobne, jeśli nie identyczne zarzuty jak Grekom, Włochom, Portugalczykom czy Hiszpanom można postawić Polakom w całym niemal ostatnim dwudziestoleciu tzw. rynkowej gpospodarki: Polacy również więcej importują, niż eksportują, więcej konsumują niż wytwarzają - po prostu w sposób skandaliczny żyją ponad stan. Żeby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na ogromny deficyt w handlu zagranicznym Polski za rok 2008, (nb. spowodowany tak niezwykle pożądaną przez eurokratów nadwartościową złotówką).

Nie ulega wątpliwości, że pod oświeconymi rządami biurokratow brukselskich i ich krajowych najemników (dawniej nazywanych pachołkami) polska gospodarka będzie musiała być poddana nowej brukselskiej (frankfurckiej) terapii wstrząsowej. Niedwuznacznie nam to zapowiada poprzez swój program konsolidacji finansów państwa premier rządu Donald Tusk.

Tak, to prawda: Unia Europejska cierpi na nieuleczalną chorobę - jest nią superpaństwo europejskie. Jest ono dokładnie takie, jak jego symbol - euro. Przypomina ciemny, coraz węższy i coraz bardziej kierujący sie ku dołowi korytarz, zmuszający do coraz szybszego biegu. Lecz to, co na jego końcu majaczy, to nie jest bynajmniej światełko nadziei, w kierunku którego należałby się tłoczyć. Tym, co wrażenie nadziei sprawia, jest ostry, długi szpikulec nowego, nieznanego w dziejach ludzkości totalitaryzmu, czekający cierpliwie na swoje dalsze naiwne ofiary.

dodajdo.com