środa, 17 listopada 2010

Czy Trybunał Konstytucyjny RP orzeknie o swoim przekształceniu się w organ jawnie antykonstytucyjny? (5)




Min. Maciej Szpunar - przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych

Wysoki Trybunale!

Ja w swoim wystąpieniu odniosę się tylko do kilku argumentów zamieszczonych w przedłożonym piśmie procesowym, w pozostałym zakresie wszystkie twierdzenia, zamieszczone w piśmie Ministra Spraw Zagranicznych, podtrzymuję.

Kluczowe zarzuty zawarte we wnioskach grupy posłów reprezentowanych przez pana posła Antoniego Macierewicza i grupy senatorów reprezentowanych przez pana senatora Piotra Andrzejewskiego sprowadzają się w istocie do następującego twierdzenia: Unia Europejska w kształcie ustalonym Traktatem z Lizbony nie jest już organizacją międzynarodową, której Rzeczpospolita Polska może przekazać artykułem 90. Konstytucji wykonywanie kompetencji organów państwa w niektórych sprawach.

Zdaniem wnioskodawców, po pierwsze - kompetencje przyznane Unii Europejskiej przez państwa członkowskie nie są w traktatach w aktualnym brzmieniu określone wystarczająco precyzyjnie, a przekazywanie Unii Europejskiej nieokreślonych, niedookreślonych kompetencji jest niezgodne z Konstytucją.

Po drugie - niektóre przepisy wprowadzone do Traktatu przez Traktat z Lizbony umożliwiają przyznawanie Unii nowych kompetencji, niezgodnie z procedura określoną w art. 90 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Wysoki Trybunale!

Minister Spraw Zagranicznych nie podziela tych zarzutów. Przede wszystkim Unia Europejska, funkcjonująca na podstawie traktatów zmienionych traktatem z Lizbony, z systemowego punktu widzenia nie różni się od traktowanych łącznie Wspólnoty Europejskiej i Unii Europejskiej, funkcjonujących przed wejściem w życie Traktatu z Lizbony. Tymczasem przystąpienie Polski do Unii i Wspólnot Europejskich, a tym samym zgodność traktatów stanowiących podstawę ich funkcjonowania w wersji ustalonej Traktatem z Nicei, zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za zgodne z Konstytucją w wyroku z 11 maja 2005 r.

Niewątpliwie Traktat z Lizbony przyznaje Unii nowe kompetencje, a także zmienia sposób korzystania z usług dotychczasowych kompetencji. Unia nie stała się jednak z dniem 1 grudnia 2009 r., czyli z dniem wejścia w życie Traktatu z Lizbony - jak sugerowano we wniosku posłów - sui generis państwem federalnym. Unia jest niewątpliwie nadal organizacją międzynarodową, o której mowa w art. 90 ust. 1 Konstytucji. Co więcej, status prawny Unii Europejskiej po wejściu w życie Traktatu z Lizbony jest jednoznacznie określony, co nie było oczywiste we wcześniejszym stanie prawnym, opartym zasadniczo na Traktacie z Maastricht. Unia funkcjonująca od 1 grudnia 2009 r. stała się organizacją znacznie mocniej opartą na Prawach Podstawowych i wartościach, na których opiera się także polski porządek konstytucyjny.

W powyższym kontekście szczególnie wątpliwy, w opinii Ministra Spraw Zagranicznych, jest zarzut, jakoby niezgodne z Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej było członkostwo w organizacjach międzynarodowych, w których organach decyzyjnych przedstawiciele państw członkowskich dysponują różną siłą głosu, a decyzje mogą być podejmowane wbrew woli niektórych państw.

Przedstawiciel Pana Prezydenta już wyjaśnił, że to, czy dany akt prawa wtórnego Unii Europejskiej jest przyjęty w procedurze, w której obowiązuje jednomyślność na forum Rady, czy większość kwalifikowana, samo w sobie nie przesądza, czy akt prawa wtórnego jest zgodny z Konstytucją, czy niezgodny, czy też zgodny z interesem Polski, bądź z nim nie są.

Podejmowanie decyzji większością kwalifikowaną, bądź też przyznawanie różnej siły głosu poszczególnym państwom jest cechą organów decyzyjnych wielu organizacji międzynarodowych, których Polska jest członkiem. Chociażby Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy niektóre organizacje (niezr.). W Radzie Wspólnoty Europejskiej część decyzji zapadało większością kwalifikowaną już od końca lat 60. i nie budziło to zasadniczych wątpliwości konstytucyjnych w trybunałach konstytucyjnych tzw. starych państw członkowskich.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że prawodawcą w Unii Europejskiej jest nie tylko Rada Unii Europejskiej, lecz także Parlament Europejski. Liczba eurodeputowanych wybranych w danym państwie członkowskim jest uzależniona, podobnie jak siła głosu na forum Rady, od wielkości tego państwa. Trudno zatem nie zadać wnioskodawcom pytania, czy ich zdaniem wymóg jednomyślności powinien odnosić się wyłącznie do decyzji podejmowanych przez Radę. Przecież decyzje podejmowane przez Parlament Europejski, czyli współprawodawcę Unii Europejskiej, mogą być przyjmowane wbrew woli większości, a nawet wbrew woli wszystkich polskich eurodeputowanych. Zatem przyjęcie aktu prawnego naruszałoby wówczas Konstytucję Rzeczpospolitej polskiej.

Nie trzeba podkreślać, że gdyby we wszystkich państwach członkowskich przyjęto stanowisko sugerowane przez wnioskodawców, proces decyzyjny organów Unii Europejskiej byłby sparaliżowany. Podjęcie decyzji wymagałoby bowiem nie tylko jednolitości na forum Rady Unii Europejskiej, co można sobie wyobrazić, lecz także na forum Parlamentu Europejskiego.

Należy wreszcie zaznaczyć, że to państwa członkowskie, jako strony Traktatu, decydują, w których dziedzinach konieczna jest jednomyślność na forum Rady, a które decyzje mogą być podejmowane w inny sposób. O tym przesądza Traktat i prawo pierwotne Unii Europejskiej.

Wysoki Trybunale!

Oba wnioski kierowane do Trybunału Konstytucyjnego szczególnie wyraźnie zarzucają niezgodny z art. 90 Konstytucji tych postanowień Traktatu z Lizbony, które umożliwiają modyfikację w sposób inny, niż szczególne... niż klasyczne rewizje Traktatu, niektórych zasad funkcjonowania Unii. Chodzi o tzw. uproszczoną zmianę Traktatu - tutaj zasadniczo głównym przepisem jest art. 48 ust. 6 Traktatu o Unii Europejskiej, oraz o tzw. procedurę kładki. Tutaj procedura kładki odnosi się tylko do przypadku przejścia z jednomyślności na większość kwalifikowaną, to jest art. 48 ust. 7 i także niektóre przepisy szczególne.

Zdaniem Ministra Spraw Zagranicznych ten zarzut nie zasługuje na uwzględnienie. Po pierwsze - wnioskodawcy nie zauważają, że podobne postanowienia występowały także w poprzednich wersjach Traktatów, stanowiących podstawę Wspólnot i Unii Europejskiej. Art. 42 ówczesnego Traktatu o Unii Europejskiej, art. 57 ust. 2 Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską, czy art. art. 266, 235, czy art. 2 tego samego Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską, czy także art. 14 obowiązującego do 1 listopada 1993 r. Traktatu Ustanawiającego Europejską Wspólnotę Gospodarczą.

Niekiedy były te normy kompetencyjne z powodzeniem wykorzystywane. Tego rodzaju instytucja prawna funkcjonowała zatem w systemie prawnym Unii Europejskiej już wcześniej i została także pośrednio uznana za zgodną z Konstytucją w wyroku Wysokiego Trybunału z 11 maja 2005 r.

Po drugie - tzw. uproszczona procedura rewizji Traktatu nie może służyć do wprowadzania zmian poszerzających kompetencje Unii. Czyli, na ich podstawie nie może dojść do przeniesienia kompetencji państw członkowskich na rzecz Unii. Świadczy o tym chociażby art. 48 ust. 6, akapit 3, który stanowi, że decyzja, o której mowa w akapicie 2. nie może zwiększać kompetencji Unii, przyznanych Traktatem.

Gdy chodzi z kolei o tzw. klauzule kładki, to ich zastosowanie nie poszerza kompetencji Unii, lecz pozwala na korzystanie z kompetencji, które już zostały przyznane Unii w Traktacie ratyfikowanym przez wszystkie państwa członkowskie. Co więcej, skorzystanie z klauzuli kładki jest możliwe dopiero po podjęciu przez Radę Europejską, lub Radę, zawsze jednomyślnie, odpowiedniej szczególnej decyzji. W większości przypadków parlamenty krajowe dysponują w tym zakresie prawem weta.

Po trzecie - wszystkie postanowienia Traktatu z Lizbony, które umożliwiają zmianę Traktatu w tzw. uproszczonym trybie, gwarantują państwom członkowskim zachowanie pełnej kontroli nad podejmowaniem odnośnych decyzji kompetencyjnych. To wyłącznie od państw członkowskich zależy, czy i w jakim stopniu opowiedzenie się przedstawiciela danego państwa na forum Rady, lub Rady Europejskiej, za lub przeciwko takiej decyzji jest uwarunkowane jakimś szczególnym krajowym upoważnieniem, na przykład upoważnieniem ustawowym. Prawo Unii Europejskiej nie ustanawia w tym zakresie żadnych ograniczeń.

Wysoki Trybunale!

Wnioskodawcy zarzucają dodatkowo niezgodność z Konstytucją deklaracji nr 17, dołączonej do Traktatu z Lizbony - o czym już była mowa, tak, że ja tylko w dwóch słowach wspomnę, że w deklaracji tej państwa członkowskie przypominają o znaczeniu zasady pierwszeństwa.

Zdaniem wnioskodawców zasada ta jest niezgodna z (niezr.) Konstytucji w polskim porządku prawnym, wynikającym z art. 8 Konstytucji, a ponadto zasada pierwszeństwa, zdaniem wnioskodawców, narusza kompetencję Trybunału Konstytucyjnego do badania zgodności z Konstytucją aktów wydawanych przez organy Unii.

Zdaniem Ministra Spraw Zagranicznych wniosek w tym zakresie jest przede wszystkim niedopuszczalny. Zaskarżana deklaracja nie jest bowiem ani umową międzynarodową, ani częścią takiej umowy, nie podlega więc kognicji Trybunału. Nie ma też charakteru prawnie wiążącego, co umożliwiłoby jej rozpatrywanie jako samoistnego aktu normatywnego.

Zarzut wnioskodawców w tym zakresie jest także nieuzasadniony. Zasada pierwszeństwa nie jest, jak zdają się to pojmować wnioskodawcy, instrumentem, za pomocą którego Unia Europejska usiłuje w sposób nieuprawniony narzucić państwom członkowskim rozwiązania prawne sprzeczne z ich interesami. Zasada ta jest konieczną konsekwencją dobrowolnego powierzenia przez państwa członkowskie niektórych z ich kompetencji organom Unii, utworzonym na mocy Traktatu.

Nie sposób nie zadać wnioskodawcom pytania, w jaki sposób wyobrażają sobie oni ustanawianie i wykonywanie wspólnych reguł prawnych, gdyby każde z państw członkowskich mogło w każdej chwili te reguły podważyć mocą własnych uregulowań krajowych. Oznaczałoby to zakwestionowanie całego porządku prawnego Unii. Zasada pierwszeństwa ma temu zapobiec.

Istnieją natomiast mechanizmy, pozwalające zapewnić nadrzędną rolę konstytucji krajowych w porządkach prawnych poszczególnych państw członkowskich. Mechanizmy takie istnieją również w prawie polskim, a gwarantem należnej pozycji Konstytucji, także wobec prawa europejskiego, jest Trybunał Konstytucyjny. Dowodem tego są dotychczasowe orzeczenia Trybunału Praw Europejskich (?), w szczególności orzeczenie w kwestii dotyczącej europejskiego nakazu aresztowania. Obawy wnioskodawców są zatem w tym zakresie niezasadne.

Wysoki Trybunale!

Wnioskodawcy wnoszą wreszcie o stwierdzenie niezgodności z Konstytucją ustawy zezwalającej na ratyfikację Traktatu z Lizbony ze względu na fakt ustawowego unormowania udziału Sejmu i Senatu w procesie kształtowania stanowiska Rzeczypospolitej w Unii Europejskiej.

Zarzut ten wydaje się po pierwsze nietrafny w odniesieniu do samej ustawy ratyfikacyjnej. Ustawa tego rodzaju ma ustalony zakres normatywny i jest trudno czynić jej zarzut, że nie zawiera innych treści. Jeżeli natomiast rozumieć zarzut wnioskodawców bardziej ogólnie, to wydaje się także nieuzasadniony. W polskim porządku prawnym istnieją bowiem odpowiednie uregulowania, w postaci tzw. ustawy kooperacyjnej. Są one nadal stosowane po wejściu w życie Traktatu z Lizbony, choć można mieć zastrzeżenia co do spójności obecnie obowiązującej ustawy z nowymi rozwiązaniami, które wprowadził Traktat z Lizbony. Ten ostatni mankament został jednak usunięty - jak już wielokrotnie podkreślano - w dniu 8 października Sejm uchwalił nową ustawę o współpracy Rady Ministrów z Sejmem i Senatem w sprawach związanych z członkostwem Rzeczpospolitej Polskiej w Unii Europejskiej i wydaje się, że ona realizuje w pełni postulaty wnioskodawców.

Wysoki Trybunale!

Minister Spraw Zagranicznych podtrzymuje argumentację zamieszczoną w stanowisku złożonym na piśmie. Naszym zdaniem Traktat z Lizbony nie narusza polskiego porządku konstytucyjnego, ani nie zagraża suwerenności państwa polskiego.

Odnosząc się do kwestii wniosku pana posła Antoniego Macierewicza, wnoszę o nieuwzględnienie tego wniosku. Przedmiotem niniejszego postępowania jest zgodność z Konstytucją umowy międzynarodowej i o tej zgodności nie może przesądzać akt ustawodawstwa zwykłego.

Wydaje się ponadto, że ewentualne wątpliwości dotyczące zgodności ustawy kooperacyjnej, nowej, uchwalonej, jeszcze nie ogłoszonej wedle mojej wiedzy, może być uwzględnione, ale w zupełnie odrębnym postępowaniu, które by dotyczyło zgodności tejże ustawy z Konstytucją. Dziękuję za uwagę.


dodajdo.com

Czy Trybunał Konstytucyjny RP orzeknie o swoim przekształceniu się w organ jawnie antykonstytucyjny? (4)



Aleksander Proksa, przedstawiciel Kancelarii Prezydenta RP

Wysoki Trybunale!

Pragnę podtrzymać wszystkie wnioski i oceny zawarte w pisemnym stanowisku Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 25 maja br. Ze względu na obszerność pism procesowych i innych materiałów w sprawie chciałem tylko odnieść się do kilku kwestii zasadniczych, głównie tych, które zostały zawarte w stanowisku pisemnym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Pierwsza kwestia to jest niekonstytucyjność tych przepisów traktatowych, które oznaczają zmianę sposobu podejmowania decyzji z systemu jednomyślności na system większościowy, głównie kwalifikowanej większości. Powstaje pytanie, czy w świetle art. 90 Konstytucji dopuszczalne jest ratyfikowanie takiego traktatu, który przewiduje taki właśnie sposób podejmowania decyzji przez Radę. Czy w ogóle, mówiąc szerzej, przez organy organizacji międzynarodowych, o których mowa w art. 90 Konstytucji.

Na tak postawione pytanie należy odpowiedzieć twierdząco. Wynika to także ze znanego wszystkim wyroku Wysokiego Trybunału z 11 maja 2005, dotyczącego Traktatu Akcesyjnego, ponieważ i w poprzednim stanie prawnym taki system zajmowania stanowiska był przewidziany.

Warto zwrócić uwagę, że to, czy system jest jednomyślny, czy wystarczy kwalifikowana większość, nie jest elementem, który determinuje rozstrzygnięcie pod kątem jego zgodności z polską Konstytucją, ani z interesami Polski. Wystarczy zwrócić uwagę na takie sytuacje, w których wymaganie jednomyślności w istocie będzie prowadziło do <>zablokowania<> przyjęcia takich rozstrzygnięć, które by były zgodne z interesami Polski, przez nią oczekiwane.

Również przy systemie jednomyślności znana jest polityka ustępstw, czynionych na rzecz tych, którzy sprzeciwiają się przyjęciu decyzji określonej treści, w efekcie taka jednomyślność może również prowadzić do wycofywania się na takie pozycje, które są niezgodne z interesem Polski, przez nią nieoczekiwane. Dlatego można powiedzieć krótko, że przyjmowany system jednomyślności, czy kwalifikowanej większości, sam przez się nie determinuje jeszcze interesu Polski, ale w związku z tym nie może podlegać, czy... nie decyduje o konstytucyjności, lub niekonstytucyjności tych postanowień traktatowych, który taki system przewiduje.

Kolejna kwestia podniesiona w stanowisku Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dotyczy niezgodności z Konstytucją tych postanowień Traktatu, które przewidują pozatraktatowe kształtowanie kompetencji, czy modyfikacje kompetencji organów Unii. I tu również powstaje pytanie, czy na podstawie art. 90 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej jest możliwe ratyfikowanie takiej umowy międzynarodowej, która w swej treści przewiduje tzw. procedury kładkowe. A więc - która umożliwia przekazywanie kompetencji czy wprowadzania istotnych zmian w wykazywaniu takich kompetencji przez organizację międzynarodową.

Z treści tego przepisu można wyprowadzić wniosek, że tak. Art. 90 mówi bowiem o tym, że umowa międzynarodowa jest podstawą przekazania kompetencji organów władzy państwowej w niektórych sprawach. Czyli, jest to relatywizowane do umowy, a nie do samego aktu przekazania. <>Akt przekazania może nastąpić zgodnie z procedurami przyjętymi w traktacie ratyfikowanym. Czyli, sam akt przekazania może nastąpić zgodnie z postanowieniami traktatu, na ratyfikację którego Polska decydowała się w procedurze, szczególnej procedurze określonej w art. 90.<>

Kolejną kwestią jest kwestia deklaracji odnoszącej się do pierwszeństwa, deklaracji nr 17. Ta deklaracja w swej treści zawiera tylko dwa elementy. W części pierwszej - przypomnienie stanowiska wynikającego z utrwalonego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, dawniej NTSU, że prawo przyjęte na mocy traktatu ma pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich. Natomiast w drugiej części tej dosłownie półstronicowej deklaracji jest przytoczona opinia Służby Prawnej Rady z dnia 22 czerwca 2007 r., która też nie ma charakteru samodzielnego, ale odwołuje się w istocie do orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości.

Na tle takiej deklaracji powstaje pytanie, jakie jest jej znaczenie i jak doszło do jej przyjęcia. Otóż godzi się przypomnieć, że zasada pierwszeństwa była projektowana wprost w treści Traktatu Konstytucyjnego, który jak wiadomo nie został przyjęty - został odrzucony. W związku z tym w Traktacie Lizbońskim nie zdecydowano się na jej wprowadzenie do treści Traktatu, natomiast przyjęto, dołączając do materiałów konferencji deklarację odnoszącą się do pierwszeństwa. I na tym tle zostały już dzisiaj sformułowane dwa stanowiska.

Stanowisko pierwsze jest takie, że ta deklaracja jest pozbawiona znaczenia prawnego. Jest ona bowiem tylko przypomnieniem tego, co już do tej pory wynika z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A więc deklaracja ta nic nie zmienia w stanie prawnym istniejącym - ma charakter czysto faktyczny. Oznacza bowiem, że państwa, które podpisały tę deklarację, konstatują istnienie takiego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Według drugiego stanowiska taka deklaracja nie jest pozbawiona znaczenia prawnego, ponieważ nie oznacza tylko konstatację znanego stanowiska Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale w istocie oznacza akceptację takiego stanowiska Trybunału przez państwa-strony Traktatu.

Stąd już tylko krok do twierdzenia, że pod wpływem takiej deklaracji należałoby zrewidować, <>przynajmniej<> zrewidować przyjmowaną dotychczas zasadę nadrzędności Konstytucji w ten sposób, że ta nadrzędność dotyczy tylko takich konstytucyjnych granic, czy kryteriów przekazywania kompetencji na rzecz organów Unii oraz innych fundamentalnych zasad, których Unia, nie posiadająca kompetencji do kształtowania własnych kompetencji, nie może tutaj naruszyć.

Wydaje się, że to drugie stanowisko nie jest jednak prawidłowe. Takie stanowisko byłoby uzasadnione wówczas, gdyby zasada pierwszeństwa znalazła się w treści Traktatu. Ona natomiast w treści Traktatu Lizbońskiego - inaczej, niż to miało miejsce w odrzuconym Traktacie Konstytucyjnym - się nie znalazła. W związku z tym raczej należy opowiedzieć się za takim stanowiskiem, że deklaracja ta oznacza jedynie formalną konstatację przez państwa członkowskie orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w tym zakresie i prowadzi do faktycznego wzmocnienia tej zasady. Natomiast od strony prawnej nic nie zmienia.

W deklaracji tej, jak zwróciłem uwagę, jest w pierwszej części zawarte przypomnienie, że istnieje określonej treści orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w drugiej części jest opinia Służby Prawnej Rady, zatem trudno jest mówić, aby w tej deklaracji znajdowały się jakieś normy prawne.

Zatem nie ma podstaw do orzekania w odniesieniu do tej deklaracji i w tym zakresie powinno być postępowanie umorzone.

I wreszcie ostatnia kwestia. Ustawa ratyfikująca, która składa się w istocie z dwóch artykułów. Taka treść tej ustawy jest w pełni prawidłowa, dlatego że chodzi o ustawę ratyfikującą, przyjmowaną w szczególnym trybie określonym art. 90 ust. 2. Tym bardziej należy zatem podzielać tutaj stanowisko, zgodnie z którym w ustawach ratyfikujących, zwłaszcza tych, które są obejmowane tą szczególną, Kwalifikowaną większością 2/3, o której mowa w art. 90 ust. 2, nie powinny być zamieszczane żadne inne postanowienia poza zgodą na związane się Traktatem i przepisem, który zawiera klauzula wejścia w życie tej ustawy.

Co do kwestii ustaw okołotraktatowych, w tym zakresie również (niezr.) już wyrażono stanowiska idące w dwóch kierunkach. Jedno takie, że konieczne jest na poziomie ustawodawstwa zwykłego oprzyrządowanie funkcjonowania prawidłowych relacji między Unią a Rzeczpospolitą Polską po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego. Ja rozumiem - ten cel stara się realizować nowa ustawa o współpracy Rządu z Sejmem i Senatem z 8 października 2010. Ale od strony formalnej trudno się co do tej ustawy wypowiadać, dlatego, że według posiadanych mi wiadomości ustawa ta, przynajmniej do wczoraj, nie została ogłoszona. Od strony formalnej nie stanowi jeszcze elementu obowiązującego w Polsce porządku prawnego. Trudno zatem się wypowiadać do ustaw, które nie podlegały publikacji jeszcze.

Drugi kierunek wypowiedzi doktrynalnej jest taki, że w tym zakresie potrzebne są normy rangi konstytucyjnej, a więc, że Traktat Lizboński wymaga oprzyrządowania konstytucyjnego. Przy czym nie chodzi o jakieś bardzo szczegółowe regulacje, ale o pewne umocowanie działań podejmowanych głównie w tych sprawach, w których Traktat Lizboński przewiduje rolę dla parlamentów krajowych, żeby miało to umocowanie w przepisach konstytucji. Eeee... (Stłumiony śmiech słuchacza.)

Oczywiście rozstrzygnięcie tej kwestii nie jest bezpośrednio związane z niniejszą sprawą, jeżeli bowiem trzymać się stanowiska że traktat Lizboński nie ma wpływu na przyjmowaną od momentu tego cytowanego już orzeczenia z 11 maja 2005, nie ma wpływu na stanowisko co do pierwszeństwa polskiej Konstytucji nad prawem unijnym, no to to, czy opowiedzieć się za jednym, czy za drugim stanowiskiem, czy ta ustawa jest prawidłowa, czy tak, jak zdaniem tutaj prezentowanym w imieniu grupy osób przez pana posła Macierewicza jest nieprawidłowa, to to nie ma bezpośredniego związku z niniejszą sprawą.

Polski system konstytucyjny jest jednak inny niż niemiecki i to nie jest tak, że można przenieść to, co wyraził trybunał niemiecki federalny w swoim ubiegłorocznym orzeczeniu, na grunt prawa polskiego. Takiego bezpośredniego związku między orzekaniem o konstytucyjności bądź nie- Traktatu Lizbońskiego, a jego oprzyrządowaniem w ustawodawstwie zwykłym, czy też... ewentualnie w jakimś przepisie konstytucyjnym, nie dostrzegam.

W związku z tym podtrzymuję w pełni wnioski i oceny, jak w piśmie Pana Prezydenta z 25 maja br.

Sędzia Przewodniczący: A co do odroczenia rozprawy?

Aleksander Proksa: Co do odroczenia, to pośrednio wynika z zajętego stanowiska, ponieważ nie ma bezpośredniego związku między tą ustawą oprzyrządowującą, a przedmiotem niniejszego postępowania i ustawa ta nie została jeszcze promulgowana, wydaje się, że nie ma podstaw do takiego zawieszenia, ale z decyzję w tym zakresie podejmie Wysoki Trybunał.

dodajdo.com