Jeszcze w październiku 2009 nic tutaj nie było - ot, zwykły zarośnięty krzewami nieużytek, jakich wiele w tej okolicy. Jedynie trudno zauważalny kształt kwadratu o wymiarach 120 x 120 mógł wskazywać, iż miejsce to mogło mieć kiedyś coś wspólnego z infrastrukturą nawigacyjną wojskowego lotniska Smoleńsk Północny.

Sądząc po zdjęciach satelitarnych z 11 kwietnia 2010 sytuacja tego miejsca zmieniła się radykalnie. Teren ten, teraz kwadrat o wymiarach dokładnie 100 m x 100 m został ogrodzony, a od strony drogi publicznej (ulicy) wykonano dwa wjazdy. Rozpoczęto także, dosłownie na dniach, roboty niwelacyjne, o czym świadczą sterty świeżo nawiezionego piasku.

Jednak ani ok. 25 czerwca 2010 ani później nic nie wskazuje na to, iż miałby to być jakiś plac budowy. Dalej jest to pusty, kwadratowy plac z dwoma wjazdami i splantowany wzdłuż boków ogrodzenia, prostopadłych do ulicy.

Mówimy cały czas o terenie, który położony jest w odległości ok. 660 m dokładnie na północ od tzw. "dalszej" radiolatarni naprowadzającej na kurs 259, tj. ten kurs magnetyczny, na którym lądował w dniu 10.04.2010 polski TU-154M 101.

Dodatkową cechą położenia tej działki jest to, iż leży ona w odległości dokładnie 6000 m od miejsca, w którym uderzył w ziemię polski samolot. Ponadto leży ona na kursie geograficznym równym liczbowo kursowi magnetycznemu podejścia Tu-154 do lądowania 259 st.
Ta ostatnia ze wspomnianych okoliczność jest o tyle istotna, że tego dnia polski samolot w okolicach Smoleńska częściej latał kursem geograficznym, niż magnetycznym, jak powinien, kierując się żyrokompasem magnetycznym.
Nadmienić należy, że zazwyczaj kurs geograficzny różni się od odpowiadającego mu kursu magnetycznego o wartość deklinacji magnetycznej, charakterystycznej dla danej okolicy. Dla Smoleńska wynosi ona zazwyczaj +7, może nawet +8 st. Kiedy więc pilot obiera kurs magnetyczny 259, a deklinacja magnetyczna wynosi +7 st., samolot leci wówczas kursem geograficznym 266. To znaczy, w tym przypadku, kursem pasa startowego lotniska Smoleńsk Północny z kierunku wschodniego.
Feralnego dnia wszakże bywało inaczej. Tego dnia w rejonie Smoleńska deklinacja magnetyczna zdawała się momentami osiągać wartość niezwykle bliską... zero. Lub +14 st. - w zależności od tego, co uczynimy wartością odniesienia. Bowiem kiedy samolot dolatywał do Smoleńska, minąwszy punkt ASKIL, a dyspozytor nakazał załodze kurs (magnetyczny) 40 st. samolot leciał, jak świadczyłaby filmowa symulacja MAK, kursem geograficznym ok. 40 st. (zamiast 48 st.) podczas gdy rejestrator parametryczny zarejestrować miał w tym czasie wartość 34 st. (patrz: rys. 22 10:21:00-10:26:00 str. 76 Raportu końcowego MAK, wersja ros.). Z kolei kiedy na prostej przeciwległej do prostej pasa nakazany przez dyspozytora kurs magnetyczny wynosił 79 st. (geogr. 86 st.), rzeczywista (wzgl. domniemana) odchyłka kursu ponownie wyniosła tym razem (zgodnie z MAK) -10 st. w stosunku do kursu prawidłowego, natomiast wartość kursu żyromagnetycznego zapisana w rejestratorze równa ma być (wg MAK) 70 st. (tamże, 10:31:00-10:35:30).
Nie trzeba chyba dodawać, że jeżeli istotnie miało miejsce celowe określone zakłócenie pracy żyrokompasu samolotu, bądź danych wyprowadzanych na pulpit, to z uwagi na swoje właściwości położenia wspomniana działka stanowić może idealne miejsce do ulokowaniu nań fałszywej dalszej radiolatarni, naprowadzającej samolot na fałszywy kurs magnetyczny pasa startowego.




