piątek, 27 stycznia 2012

Wojciech Cejrowski: Władzę, która wprowadza ACTA, należy obalić




Wojciech Cejrowski



Władzę, która wprowadza ACTA, należy obalić




Na temat ACTA myślę tak: ZAGROŻENIE. Należy zwalczać ten akt prawny, należy zwalczać władze, które chcą ACTA wprowadzać. Zwalczać… mało powiedziane! Władze, które wpadają na takie pomysły są niebezpieczne i należy je obalić, bo nawet jeśli dziś powstrzyma się ACTA, to jutro oni wymyślą coś następnego. Już teraz pełno jest kamer w miastach, pełno śledzenia obywatela w internecie, w sklepie, w zbliżeniowej karcie kredytowej, w komórce, w odciskach palców na granicy, w skanerach całego ciała przed wejściem do samolotu, w tych numerach pesel i NIP, które nam nadają, w kolczykowaniu każdej krowy na Twoim polu, w numerowaniu jajek w sklepie, znacznikowaniu każdego telewizora i komputera w fabryce, w montowanych na stale GPS-ach, które śledzą ruchy Twojego auta zawsze, chcesz, czy nie, w czytnikach do oka, które mają zastępować klucze do drzwi, w identyfikatorach głosu, które mają być ”ułatwieniem dla Ciebie”, do obsługi ”wyłącznie Twojego sprzętu”… Tęczówka, siatkówka, fale mózgowe, odciski palców, pomiary izometryczne głowy, kod kreskowy przypisany do obywatela…
ZAGROŻENIE.

A zatem władzę, która wprowadza ACTA należy obalić. Dla własnego bezpieczeństwa. A piractwo w sieci? Z piractwem się nie wygrywa zakazami – z piractwem należy walczyć poprzez wyprzedzanie piratów na zakrętach. Steve Jobs – ten od firmy Apple – wyprzedził piratów, gdy zaczął sprzedawać legalnie piosenki po 99 centów za sztukę. Skończyło się nielegalne kopiowanie, bo większość ludzi woli za dolara kupić sobie porządny plik z piosenką, okładką, opisem, niż niepewny od pirata za… no właśnie – za ile piratowi się opłaca, w sytuacji, gdy legalnie można kupić za 99 centów? W podobny sposób należy zwalczać piractwo we wszystkich miejscach – to znaczy, należy legalny towar oferować tanio w dobrej jakości. Pirackiej płyty DVD w USA się już nie kupi. Dlaczego? Bo nie ma klientów. Nie ma chętnych na pirackie kopie. A nie ma dlatego, że można sobie za 9 dolarów miesięcznie wykupić usługę NETFLIX, podłączyć internet do telewizora i oglądać wszystkie filmy świata w ramach tych 9 dolarów miesięcznie. Wykupiłem. Jestem w Polsce – działa, jestem w Meksyku – działa, a teraz jestem w USA na prerii, i też działa – odpalam laptopa, podłączam kabelek do telewizora i oglądam na co mi akurat przyjdzie chęć. Stare programy telewizyjne, stare filmy czarno-białe, najnowsze filmy z kina, wczorajszy mecz futbolowy… co tylko mi się podoba.

ACTA wprowadzane dzisiaj jest potrzebne wyłącznie władzy. Dziesięć lat temu jakoś się za to nie brali, a wtedy piractwo było problemem prawdziwym. Dzisiaj już nie jest.

I przypomnę Państwu kto to pisze: facet, który żyje ze sprzedaży dzieł w rozumieniu prawa autorskiego, czyli facet, którego wkurza, gdy jest okradany przez internetowych piratów. Okradają mnie i denerwują codziennie. Wywieszają nielegalne wersje moich książek, audycji radiowych, moich programów telewizyjnych, potem kasują za to pieniądze, ale ze mną się nie dzielą – ZŁODZIEJE wartości intelektualnej. Ja z obrotu prawami do moich utworów utrzymuję rodzinę i kilkunastu pracowników, z których większość ma swoje rodziny i dzieci… A zatem pisze to wszystko facet, którego osobiście dotyka problem piractwa w internecie. I z tej mojej pozycji, osoby okradanej, poszkodowanej, piszę, że ACTA jest zagrożeniem większym dla mnie osobiście, niż wszyscy ci piraci.

Bo ACTA to ograniczenie wolności osobistej, swobód obywatelskich, to wpieprzenie się władzy w przestrzeń, gdzie władzy być nie powinno. A ponieważ władza raczej nie zrezygnuje sama, to trzeba jej pomóc – OBALIĆ. Nawet lewacy zaczynają się orientować, że Tuski to zagrożenie. Nawet lewacy zaczynają się orientować, że wrogiem nie jesteśmy my katole, narodowcy, homofoby, tylko władza. Z lewakiem mogę żyć na jednym osiedlu; nie lubię go, nie cenię jego poglądów ani stylu życia i tu się kończy konflikt. Wojna między nami zaczyna się dopiero wtedy, gdy ponad nami pojawia się władza.

To władza napuszcza ludzi na siebie. To władza jest inżynierem konfliktów. To władza wydaje zezwolenia na dwie manify na tej samej ulicy o tej samej porze. To władza jednym wydaje licencję na nadawanie, a innym nie daje. To władza ustawia starych ludzi w kolejkach do aptek. To władza zabrania Ci zatrudniać tanią ukraińską sprzątaczkę. To władza każe Ci zapłacić cło za komputer, który chcesz sobie sprowadzić z USA. To władza za twoje pieniądze zamawia autostradę u Chińczyków, ale jednocześnie ta sama władza nigdy w życiu nie kupiłaby swojej własnej córce chińskiego samochodu, ani chińskiej liny alpinistycznej, ani niczego, od czego zależy bezpieczeństwo i zdrowie. To władza produkuje dziesiątki tysięcy magistrów i zapewnia im zero miejsc pracy. To władza obiecuje Ci konkretne rzeczy w exposé premiera, a potem nigdy nie rozlicza się z ich wykonania.

Obudziłeś się lewaku, lemingu, czy kim tam chcesz być? Widzisz już, gdzie jest Twój wróg? To nie ja, nie Jarosław, nie Dyrektor – my mamy po prostu radykalnie odmienne poglądy w większości spraw. A wrogiem Twoim, moim, naszym jest ta władza. I nawet nie proszę Cię, byś mi ją pomógł obalić – po prostu obalaj ją sam ze swojej strony, a ja z mojej. Będę wdzięczny, jeśli ktoś popchnie tę władzę w tym samym czasie, gdy ja popycham. Zacznie się kiwać, raz w lewo, raz w prawo i w końcu runie w cholerę.


_________________________

Źródło: lu.pl.salon24.pl





dodajdo.com

Min. MCzS Siergieja Szojgu strażacy od zadań specjalnych


Do głównych zadań Państwowej Straży Pożarnej Federacji Rosyjskiej, należą:
- organizacja projektowania i wdrażania działań rządu mających na celu zapobieganie pożarom, poprawa skuteczności ochrony przeciwpożarowej miejsc osiedlenia, przedsiębiorstw, organizacji i instytucji;
- organizacja i realizacji kontroli Państwowej Straży Pożarnej;
- gaszenie pożarów i przeprowadzanie związanych z nim pierwszorzęnych działań awaryjno-ratowniczych na terenach zamiszkałych i obiektach;
- szkolenia zawodowe kadr do wykonywania przeciwpożarowych prac awaryjno-ratowniczych.

Jednak strażacy Ministerstwa Ds. Zdarzeń Nadzwyczajnych kierowanego przez min. Siergieja Szojgu, a przynajmniej ludzie w strażackich roboczych uniformach, zatrudnieni przy likwidacji skutków podczas tzw. katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku





wykonywali daleko szerszy zakres prac, aniżeli zadania statutowe. I tak, nie tylko brali udział w tłumieniu ognia powstałego w momencie upadku samolotu, ale także układali z płyt betonowych drogi dojazdowe,



wykonywali ręcznie i przy pomocy koparek i spychaczy najróżniejsze prace polowe, ładowali szczątki wraku na ciężarówki



przesuwali ręcznie i przy pomocą ciężkiego sprzętu budowlanego wielkie elementy skrzydeł i kadłuba


a także dźwigali trumny.

Krótko mówiąc pracowali ciężko i ofiarnie, nierzadko z narażeniem własnego życia i zdrowia.

Ale mało kto wie, że najważniejszym, priorytetowym zadaniem ludzi min. Szojgu ubranych w strażackie uniformy robocze były staranne, niezwykle precyzyjne operacje metaloplastyczne, dokonywane na resztkach wraku, pod fachowym nadzorem swoich przełożonych lub samodzielnie.


Przy pomocy łomów, nożyc do cięcia elementów metalowych, linek i kabli, wreszcie spalinowych pił tarczowych, doprowadzali oni mozolnie resztki wraku do stanu, w którym będą się one wreszcie w pełni kwalifikowały do transportu na miejsce tymczasowego składowania (przed oddaniem do przetopu).


W tym przypadku widzimy, że obiektem szczególnego zainteresowania operatora piły tarczowej i jego przełożonego jest odchylona klapa osłony goleni podwozia. Z zupełnie niezrozumiałych dla nas laików powodów ten niewielki detal musiał zostać przycięty dokładnie według wskazanej linii ukośnej, i to zanim ten wielki kilka ton ważący element skrzydła zostanie załadowany na platformę i przewieziony na miejsce składowania.

Ale MCzS Rosji jest instytucją zbyt profesjonalną, ażeby coś w jej działaniu było przypadkowego, czy bezcelowego. Możemy się więc jedynie domyślać, że jakaś rysa, wgłębienie, czy pęknięcie na tej klapie nie było taką rysą, wgłębieniem, czy pęknięciem, jakiego wymagałaby wersja o winie niedouczonych polskich pilotów i o pijanym generale w kokpicie, nakłaniającym pilotów do zbiorowego samobójstwa.
 


"O tu, popatrz, widzisz? Tutaj jeszcze trochę tego zostało. Jeszcze ciut, ciut w górę, w kierunku krawędzi" - zdaje się mówić swemu podwładnemu , wskazując palcem, kierownik tej trudnej i odpowiedzialnej operacji... wrakoplastycznej.

Niestety, nie mamy dokumentacji fotograficznej z analogicznych działań nocnych. Skądinąd wiadomo, że prace nad likwidowanie skutków katastrofy trwały nieprzerwanie przez 24 godziny na dobę, posuwając sie powoli, ale systematycznie do przodu.

Skąd to wiemy? Możemy się o tym przekonać, patrząc tylko na jeden tylko element - chodzi o część ogonowa samolotu z resztkami płatów poziomych i zdewastowanym sterem kierunku pionowycm. Jeszcze 10 kwietnia w południe na filmie montażysty TVP pana Wiśniewskiego ta część wyglądała tak:

Widzimy wyrażnie zachowane resztki pomalowanej na biało krawędzi natarcia, jak gdyby spłaszczoną i wgiętą, jak po jakimś otarciu lub uderzeniu w jakąś przeszkodę niewiadomego pochodzenia, jednak biało-czerwona szachownica, umieszczonej na granicy pasów białego i czerwonego, zachowała się niemal nietknięta.

Spójrzmy teraz, jak ten sam szczątek wraku przedstawia się według MAK w świetle dnia 12 kwietnia 2010 r. (str. 88 Raportu MAK w wersji rosyjskiej).




Widzimy, że obecnie w miejscu, gdzie była jeszcze kilkadziesiąt godzin temu biała krawędź części ogonowej w polskich barwach narodowych, jest teraz głębokie wcięcie. Zachodzi ono aż na część tylną, tę pomalowaną na czerwono. A nawet - obejmuje swym zasięgiem nietknięte dotąd katastrofą górne białe pole szachownicy. Nie ulega wątpliwości, że  ludzie min Szojgu tutaj też nie próżnowali.

I tak oto dzięki pracy rosyjskich specjalnych służb pożarniczych fotografia tej resztki szczątka może zostać wreszcie zamieszczona w Raporcie MAK str. 88, jako niezbity dowód, jakoby wrak polskiego wyglądał, jak każdy może sam na własne oczy, czytając Raport MAK-u, zobaczyć.

W swoim czasie minister MSWiA Jerzy Miller, jako przewodniczący rządowej komisji ds. wyjaśnienia przyczyn tzw. katastrofy w Smoleńsku wsławił się stwierdzeniem, że nic nie wie o tym aspekcie działalności rosyjskich służb wokół wraku Tupolewa. Zdaje się nie dowiedział się o tym fakcie do tej pory, bowiem gdyby się dowiedział, coś z tej jego wiedzy przeniknęłoby do treści Raportu Millera. Niestety, Raport Millera milczy, o ile nam wiadomo, jak zaklęty na ten tak ważny temat, nie wspomniawszy ani słowem o tej ciężkiej, odpowiedzialnej i co tu dużo mówić, niewdzięcznej pracy strażaków swego kolegi po funkcji, min. Siergieja Szojgu.

Ale taka to już zdaje się cecha "wrodzona" znacznej liczby członków ekip  rządowych Donalda Tuska: najlepiej "nic nie widzieć, nic nie słyszeć, nic nie wiedzieć", a rządzić. I wyjaśniać, i to z powodzeniem, przyczyny katastrofy w Smoleńsku. Oczywiście - tłumacząc ją tzw. czynnikiem ludzkim.

__________________________
Dodane: 20.03.2012
Dot. sposobu malowania szachownicy na części ogonowej Tu-154M 101. (patrz komentarz P. Cypriana Polaka.)


dodajdo.com