Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 lutego 2009
Prof. B. Wolniewicz: Rząd i prezydent RP promotorami judaizacji Polski
Prof. Wolniewicz 1.02.2009 dla "Aktualności Dnia" Radia Maryja
Prof. Bogusław Wolniewicz rozpoczął swą wypowiedź dla Radia Maryja od wyrażenia swego szacunku i podziwu dla dokonań O. Tadeusza Rydzyka, a zwłaszcza Wyższej Szkoły Kultury Medialnej. Zauważa, że zamiast słów uznania dla obywatelskiej troski i dalszej pomocy ze strony władz, O. Tadeusza spotykają tylko wrogie potwarze, w rodzaju określenia "imperium Rydzyka" i rzucanie kłód pod nogi - różnego rodzaju szykany o charakterze administracyjnym, w których aktywną rolę odgrywa m.in. "polski" rząd.
(...) Dlaczego w tej nikczemnej nagonce na to wielkie dzieło toruńskich Ojców Redemptorystów uczestniczy polski rząd?
Nie chodzi mi o jakąś Kudrycką, bo to tylko sługa - robi, co jej każą. Chodzi mi o premiera - pana Donalda Tuska osobiście, personaliter. Czemu premier Rzeczypospolitej Polskiej za wszelką cenę - tak to w każdym razie wygląda - [chce] zniszczyć Radio Maryja i związane z nim dzieła, z Wyższą Szkołą Kultury na czele?
Jak nie udaje się tego zniszczyć politycznie, ani prawnie, ani propagandowo, to teraz próbuje się to zrobić finansowo. Nowy chwyt. Tak jak w sprawie tych wierceń geotermicznych. Przecież tam nie chodzi o żadne względy rzeczowe, techniczne, bo to jest osobna sprawa - ja się na tym nie znam - ale widać, że to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby poprzez te wiercenia, które miały być sfinansowane, a teraz się rząd z tego wycofał, czy wykręcił raczej, żeby przez to doprowadzić dzieło Ojców Redemptorystów do finansowej ruiny. To przecież widać jak na dłoni.
Bo dlaczego na przykład Jerzemu Owsiakowi wolno robić zbiórkę publiczną, a Tadeuszowi Rydzykowi nie wolno?
Pytam: w czym Tadeusz Rydzyk gorszy od Jerzego Owsiaka?
Pytam o to pana premiera Donalda Tuska oczywiście. (...)
Stawiam to pytanie i odpowiedzi widzę tylko dwie. One się zresztą nie wykluczają - mogą być obie prawdziwe, ale jedna na pewno musi być prawdziwa. Otóż jedno z dwojga: w tej wrogości do Radia Maryja rządem albo powoduje lewacka wrogość do chrześcijaństwa i do wszystkiego, co się z chrześcijaństwem łączy. To mają od XVIII wieku, od Rousseau, od Woltera. To jest jedna możliwość.
Albo - to jest druga możliwość - rząd podjął jakieś ciche zobowiązania międzynarodowe, z których usiłuje się teraz wywiązać. A na czele tych zobowiązań, tej listy zobowiązań stoi uciszenie rozgłośni Radia Maryja - zatkanie jej ust. Gips w usta - w Polsce technikę tę znamy - żeby nie krzyczała. O czymś, co się w Polsce dzieje i co ma się dziać po cichu.
Jakież to mogą być zobowiązania? Też się nad tym zastanawiałem i mówiłem już szeroko w Aktualnościach Dnia dziewięć miesięcy temu - to było 11 kwietnia zeszłego roku - zaraz po ówczesnej wizycie premiera Tuska w Izraelu. Ujawnił on wtedy na konferencjach prasowych trzy rzeczy.
Po pierwsze, że w wyniku tych rozmów, które tam przeprowadził, sprawy roszczeń żydowskich wobec Polski, jak się wyraził, "ruszyły z kopyta".
Po drugie, że co kilka miesięcy odbywać się będą - znowu tak się wyraził - regularne konsultacje premierów i ministrów Polski i Izraela.
I po trzecie, powiadomił wtedy, że udzielił stronie żydowskiej zapewnienia, iż nie będzie w Polsce tolerancji dla antysemityzmu.
To powiedział pan premier Tusk na początku kwietnia zeszłego roku w Izraelu - ja szeroko mówiłem o tym w tej audycji wtedy, 11 kwietnia.
A teraz na tle tych wypowiedzi zestawcie sobie, Państwo, takie oto fakty. Po pierwsze, już na samym początku swego urzędowania pan premier Tusk zapewnił przecież Żydów amerykańskich, że ich roszczenia wobec Polski zostaną uregulowane i uwzględnione ustawowo do końca 2008 roku. Termin minął miesiąc temu. Wobec tego to nie nastąpiło, przynajmniej oficjalnie (co się dzieje po cichu - nie wiemy). Oficjalnie to nie nastąpiło. I cisza.
Czyżby strona żydowska o tych zobowiązaniach zapomniała?
Na pewno nie zapomniała. Żydzi to jest naród poważny - jak mówi Norwid - i oni poważnie traktują zobowiązania premierów, z którymi rozmawiają. I mają po stokroć rację. Cóż więc nastąpiło? Że termin nie został dotrzymany, a strona, wobec której zobowiązanie zostało zaciągnięte, niczego nie monituje?
Otóż odpowiedż, którą ja sam sobie daję, jest taka: oni premierowi Tuskowi, rządowi obecnemu termin wywiązania się z tych zobowiązań sprolongowali.
Sprolongowali - tak tutaj prowadzę swoje rozumowanie - ale przecież nie za darmo. Właśnie jako naród poważny. Naród poważny nie prolonguje takich rzeczy za darmo. Bo byłby wtedy narodem niepoważnym, (jakim my Polacy - niestety, trzeba to powiedzieć, proszę Państwa, między nami Polakami tu rozmawiając - niestety się nieraz okazujemy).
Więc nie za darmo sprolongowano. Więc za co sprolongowano? Oczywiście za wywiązanie się z tego trzeciego zobowiązania, że nie będzie tolerowany w Polsce antysemityzm, pod którym kryje się przede wszystkim zobowiązanie zagipsowania tej tuby, jaką stanowi rozgłośnia Radia Maryja. I czego, jak sądzę, pilnuje się w tych coparomiesięcznych "regularnych konsultacjach międzyrządowych" na szczeblu premierów i ministrów, a więc na najwyższym.
Jeżeli to moje domniemanie jest prawdziwe, a jak powiadam, są tylko dwa: albo to jest goła nienawiść do chrześcijaństwa, albo to są zaciągnięte zobowiązania.
Ja przyjmuję tę wersję drugą, jako łagodniejszą. Otóż jeśli to tak jest, to pan premier musi za wszelką cenę pokazać, że przynajmniej tutaj, to znaczy w zatykaniu ust Radiu Maryja, naprawdę się stara. Więc robi, co może: uruchamia Kudrycką, uruchamia Schetynę, kogo się da. Uruchamia, bo musi. Rządowa walka z antysemityzmem - ta zapowiedziana w Izraelu w kwietniu - toczy sie u nas zresztą nie tylko na odcinku Radia Maryja, chociaż to jest odcinek jej frontu, najważniejszy, główny (tak jak w czasie II wojny światowej główny był front wschodni), to to jest "front wschodni" tej walki.
Ale są też inne fronty - pewnie też objęte jakimiś cichymi zobowiązaniami. Wskażę tylko jeden z nich, choć jest ich wiele.
W ostatni poniedziałek, teraz, 26 stycznia, ukazało się w prasie oświadczenie grupy znanych polskich historyków i polonistów, w którym protestują oni przeciwko poczynaniom ministra edukacji, Katarzyny Hall. A chodzi o zmiany, jakie ministerstwo edukacji chce wprowadzić do licealnych programów nauczania historii Polski i języka polskiego. A zmiany pani Hall sprowadzają się do jednego: obciąć te programy. Czyli program nauczania w liceum, w jego wychowawczo newralgicznym punkcie, skosmopolityzować, wypatroszyć z treści narodowych.
To pewnie jest też część walki rządu z polskim "antysemityzmem". Z tym oświadczeniem kolegów historyków i polonistów mogę się tylko na sto procent solidaryzować. Ojczyzna to jest wielka wspólna sprawa. A ta wspólna sprawa, jak już kiedyś u Państwa mówiłem, to są trzy wielkie rzeczy wspólne: wspólna mowa, wspólna ziemia i wspólna pamięć. Te rzy rzeczy wspólne, wielkie, łączą nas, Polaków, w jeden Naród. A kultywacja dwóch z nich : mowy i pamięci tej mają służyć w liceum właśnie te dwa przedmioty, których programy podręczna pana premiera Tuska chce zdegradować i obciąć.
Nie pozwólmy na to. To są zamachy rządu Tuska na naszą świadomość narodową.
Co sobie ten rząd myśli? Przecież jest polskim rządem... chyba...
W oświadczeniu tych 56 historyków i polonistów uderzył mnie pewien drobny szczegół, związany z tym, co uprzednio mówiłem, z tymi cichymi zobowiązaniami międzynarodowymi naszego rządu, jak domniemywam. Oto dowiedziałem się z oświadczenia tych historyków, czego przedtem nie wiedziałem, że według programu pani minister Hall w licealnym kanonie języka polskiego, cytuję, "jedynymi dwiema lekturami bezwzględnie obowiązkowymi z zakresu całej literatury XX wieku mają być: Bruno Schultz i Gombrowicz".
Pomińmy Gombrowicza, bo to sprawa osobna, choć też dyskusyjna, ale w innym kontekście. Ale dlaczego Bruno Schultz? Przecież drugorzędny pisarz awangardowych dziwiadeł, i to w dodatku awangardowych sprzed siedemdziesięciu lat... Otóż, gdy się nad tym zastanawiam, dlaczego Bruno Schultz [został] tak wyróżniony w całej literaturze XX wieku, to jedyny powód pchania go przez panią Hall, a za nią przez pana premiera Tuska, do kanonu lektur szkolnych (ja cytowałem - "bezwzględnie obowiązkowych"), to jedyny powód, jaki widzę, to ten, że był Żydem. A zatem, zadziałała tu chęć rządu, by się przypodobać lobby żydowskiemu: jakiemuś Smolarowi, czy Pelegowi...
Przypodobać się mu, albo trzeba powiedzieć więcej: przed nim się wykazać.
W zakresie gorliwego wykazywania się swoim filosemityzmem, ukochanie wszystkiego, co żydowskie, trwa u nas w tym wykazywaniu się jakieś dziwne współzawodnictwo między panem premierem i panem prezydentem. Oto przykład (wszyscy Państwo to pamiętają - sprzed miesiąca) w grudniu pan prezydent ostentacyjnie wprowadził w Polsce świętowanie żydowskiego święta Chanuki: palił świeczki w oknach swojego pałacu, chodził w jarmułce, na podłodze bawił się z rabinem w jakies gry chanukowe, które w tym żydowskim środowisku są przyjęte.
Ja oczywiście, napewno także i Państwo, nie mam nic przeciwko żydowskiemu świętu Chanuka, jeżeli Żydzi mają takie święto tradycyjne, to ich sprawa i niech je sobie obchodzą. Ale pytam: co nas, Polaków, obchodzi Chanuka! Oni mają swój narodowy zwyczaj, ale my mamy swój. Więc po co pan prezydent wpycha nam tę Chanukę?
My mamy swoje święta, chyba przecież nie gorsze?
Proszę Państwa, paskudnie to wygląda. I to nie pierwszy raz. Trwające u nas od dziesięciu lat, lekko licząc, nachalne forsowanie kultury żydowskiej i żydowskiego punktu widzenia staje sie już nie do zniesienia.
Przynajmniej dla mnie, Bogusława Wolniewicza, staje się nie do zniesienia. Wszelkie pretensje proszę kierować na mój adres: Warszawa...
Ta nachalność musi przecież wzbudzić reakcje i sprzeciwy, tak jak ten mój w tej chwili. Ale ufam, że ja nie jestem jedyny w Polsce, którego to razi. Musi budzić sprzeciwy.
I tutaj rodzi się we mnie drugie pytanie: Czy ci promotorzy judaizacji Polski tego nie rozumieją? Że ich tak zaślepia chucpa? Czy może przeciwnie? Rozumieją bardzo dobrze, bo tego właśnie chcą? Chcą nas sprowokować, by potem móc ryczeć na cały świat o polskim antysemityzmie i "polskich" obozach zagłady?!
W wiadomym celu. To by leżało na tej linii "podstawiania Polski", jak to mówiliśmy i opisywaliśmy z kolegą Zbigniewem Musiałem pięć lat temu w naszej książce "Ksenofobia i wspólnota" - "podstawiania Polski", czyli zawiązującego się na naszych oczach nowego Świętego Przymierza, w nas wycelowanego. Takiego Trójporozumienia, chociaż trochę inni tutaj jego partnerzy, niż to było niecałe 200 lat temu. Trójporozumienia, by najpierw w oczach świata zrobić z Polski "czarną owcę" Europy, a potem dokonać jej V. rozbioru. Rozbioru może nie totalnego, może tam zostanie gdzieś nad Wisłą kawałek, jakieś kieleckie, radomskie, czy coś takiego.
O drugim członie tego Trójporozumienia mówił co dopiero prof. Nowak. Ja dodam tylko jeszcze dwa słowa. Pan profesor Nowak mówił o działającym w Polsce lobby germanofilskim - to jest drugi człon tego Trójporozumienia, z centralą we Wrocławiu. Mówił jak najsłuszniej. Bo to udaremnienie przez Niemca Klausa Bachmana konferencji polskich historyków w Polsce to jest rzecz w swojej horendalności niebywała. Powiedziałbym - krzyżacka.
Klaus Bachman poczuł się tutaj jak komtur. Ale to jedno lobby, to tylko część zawiązującej się w Polsce nowej konfederacji targowickiej, [konfederacji] tych wszystkich, którzy Polskę spisali już na straty i każdy z tych konfederatów próbuje tylko z tego polskiego postawu czerwonego sukna, jak to powiedział Sienkiewicz, wydrzeć, ile się da dla siebie.
W Polsce działają obecnie różne... różne antypolskie lobbies. My niewiele przeciw nim możemy, bo są one potężne i mają potężnych protektorów...
Ale jedno możemy. Dopóki nie zatkano tuby Radia Maryja i dopóki nie zagipsowano panu profesorowi Nowakowi, albo Wolniewiczowi ust, możemy piętnować to łajdactwo publicznie, gdzie się da.
A poza tym, proszę Państwa, Alleluja i do przodu!
_________________________
Jako komentarz do powyższej wypowiedzi Profesora B. Wolniewicza pozwalam sobie zwrócić Czytelnikowi uwagę na artykuł:
• Jerzy Rachowski, Czy Polacy pozwolą ukraść sobie historię? Myśl Polska, 2001
a także
• Judaizacja społeczeństwa [w USA] nabiera tempa: udział sędziego federalnego Antonin Scalia w debacie o prawie talmudycznym
(Bibula.pl)
• Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski i jego Rok 2050
• Ewa Junczyk-Ziomecka: "Będziemy się czuli jak w domu"
http://suwerennosc.blogspot.com/2012/06/ewa-junczyk-ziomecka-bedziemy-sie-czuli.html
na tym blogu.
Etykiety:
Izrael,
judaizacja,
Kultura,
Niemcy,
Oświata,
Radio Maryja,
roszczenia,
Suwerenność Narodu,
Wolniewicz
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Israel Shamir - Biało-niebieski Danny
Niedawny skandal na Hradczanach, jak zaczęto już określać incydent wywołany przez szefów czołowych ugrupowań Parlamentu Europejskiego podczas wizyty u Prezydenta Czech Vaclava Klausa, w celu wymuszenia na przywódcy czeskiego państwa zgody na Traktat Lizboński, nakazuje ponownie przyjrzeć się politycznej i etycznej sylwetce Daniela Cohn-Bendita. Aczkolwiek poniższy tekst bez wątpienia pisany jest z pozycji lewicowych, a nawet lewackich z powodu wyraźnej nostalgii za rewolucją polityczno-obyczajową 1968 r., to jednak pod pewnymi względami może on, jak się wydaje, zainteresować nieżydowskiego, nawet nielewicowego polskiego czytelnika.
Izrael Shamir
Biało-niebieski Danny
Dla mojego pokolenia imię Czerwony Danny, czyli Daniel Cohn-Bendit, zawsze będzie związane z Paryżem i słynną rewolucją 1968 r., z "Chinką" Godarda i z "Zabriskie Point" Antonioniego, z graffiti "Zakazuje się zakazywać" na uniwersytetach, z długowłosymi hippisami, z marihuaną i z wolną miłością, z barykadami w Paryżu i w Berkeley, z upojnym wiatrem wolności, który przemiatał cały kontynent. Podobnie jak wielka poprzedniczka, Wiosna Ludów w 1848, rewolucja 1968 upadła, ale dokonała przekształcenia Europy i Stanów Zjednoczonych. Czerwony Danny był animatorem tej rewolucji i wielkim źródłem inspiracji dla tych z nas, którzy poszukiwali wolności i równości.
Minęły lata a Cohn-Bendit, obecnie jako szanowny europarlamentarzysta z ramienia niemieckiej partii Zielonych, odwiedza Jerozolimę. Czasy się zmieniły, więc i on też oraz jego sylwetka. Obecnie podkreśla, że nie jest ani syjonistą, ani antysyjonistą. Żydzi mogą żyć również w Europie - nie muszą wyjeżdżać do Izraela. Wspiera utworzenie państwa palestyńskiego; mówi, że jest przeciwko okupacji (zachodniego Brzegu Jordanu - przyp. tłum.). Jest przekonany, że Sharon również jest przeciwko okupacji - byc może Sharon chce mieć Wielki Izrael, ale nie za wielki. Mur, oczywiście, że nieludzki, to dla niego dowód, że intencją Sharona jest ograniczenie ekspansji Izraela.
Opowiada o swoim spotkaniu z "chłopcami" - z jego nowymi przyjaciółmi, z prowojenną partią w Waszyngtonie. Mówi, że Perle i Wolfowitz ujawnili przed nim swoje plany co do Bliskiego Wschodu. Oni chcą oddać Irak haszemickiemu władcy, chcą zepchnąć Palestyńczyków do Jordanu, aby tam stworzyć państwo palestyńskie. Oni są bolszewikami - mówi. "Bolszewik" to w ustach nowego Danny'ego nowość. Ma on lepszy, znacznie lepszy plan: dać państwo Palestyńczykom, wprowadzić Izrael do NATO i Unii Europejskiej. Doprowadzić do tego, aby Rosja, Chiny, każde państwo zadeklarowało swoje wsparcie dla Izraela, najlepszej i jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie. Jeśli Amerykanie będą szli również w tym kierunku, może on zapewnić im europejskie poparcie dla amerykańskiej okupacji Iraku, mówi. Nawet jego gospodarze z liberalnego ugrupowania "Syjonistyczny Pokój Teraz" zaczynają się niepokoić.
Cohn-Bendit jest przekonany, że jest w stanie to osiągnąć. Ma na swoim koncie wiele osiągnięć. Wspierał już rozpad Jugosławii. Wspierał bombardowanie Serbii przez NATO, aby zmusić ją do poddania się. Ale wiele czasu i energii zabiera mu sprawa żydowska. Jest dumny, że Niemcy dostarczyły Izraelowi łodzie podwodne z bronią jądrową na koszt niemieckiego podatnika. "Ten dar to ich zapłata z a Holocaust" - mówi niemiecki europarlamentarzysta. Czy milion potencjalnych ofiar (najprawdopodobniej arabskich) to będzie wystarczająca pokuta? - pytam go. Nie, on się tego nie obawia. Ale ludobójczy maniacy, obecnie rządzący w Ziemi Świętej, rozważają w jaki sposób "pociągnąć świat w dół za sobą", mówiąc słowami Martina van Creveld z Uniwersytetu Hebrajskiego. Naciskam więc: ale jego kraj przecież także podlega cierpieniom. "Jaki kraj" - pytani niewinnie Danny. Urodzony we Francji, służąc w Brukseli i Strasburgu, kochając Izrael, zapomniał, że reprezentuje Niemcy. Czyż nie wolno Żydowi kochać swojego kraju? Tak, wolno, o ile pamięta, który to kraj.
Niemniej, nie sądzi, że państwo Izrael ma zawsze rację. Można, pod pewnymi warunkami, krytykować Izrael. Te warunki są jednak raczej dość rygorystyczne i trudne do spełnienia. W marcu zeszłego roku Jamal Karsli, syryjski imigrant, członek niemieckiego parlamentu z ramienia partii Cohn-Bendita, wezwał Niemcy do zaprzestania zaopatrywania Izrael w broń masowego rażenia i nawiązał do "silnego żydowskiego wpływu w niemieckich mediach". Cohn-Bendit i jego Parteigenossen (towarzysze partyjni - przyp. tłum.) praktycznie zlinczowali Karsli za "antysemityzm". Ich atak był wspierany przez Michela Friedmana, "najelokwentniejszego mówcę żydowskiego w Niemczech" - było to zanim ten notoryczny patron białoruskich dziwek został uwięziony za kokainę.
Czy nie zbiera ci się na wymioty, pytam go, z powodu wywoływania antysemityzmu jak Bush i Ashcroft, Friedman i Foxman? To postawa bolszewicka, mówi, "trzeba potrafić wyrazić swój pogląd nawet, jeśli podobna opinia jest wypowiadana przez ludzi niesympatycznych". Brawo, Danny! Ale dlaczego on nie myślał w ten sam sposób, kiedy usuwał ze swej partii Karsli'ego za "powtarzanie nazistowskiej plotki o żydowskiej kontroli" nad niemieckimi mediami? Dlaczego ta błyskotliwa myśl nie powstrzymała jego samego ani innych Żydów - od nieustannego odwoływania się do Protokołów Mędrców Syjonu jako najlepszej metody swojej obrony: jeśli Protokoły mówią, że Żydzi powinni opanować media, ipso facto nikomu nie wolno odnotować stałego podporządkowania europejskich mediów żydowskim interesom. Dlaczego nie możemy stosować tej samej maksymy, mówiącej, że "trzeba potrafić wyrazić swój pogląd nawet, jeśli podobna opinia jest wypowiadana przez ludzi niesympatycznych".
Przyczyna tego jest taka, że z zasady Żydzi są niezdolni zastosować do siebie kantowskiego kategorycznego imperatywu tak, aby stał się zasadą uniwersalną. Mógłbym przedstawić definicję Żyda, jako osoby niezdolnej dokonać obiektywnego osądu moralnego, ponieważ stare religijne i etniczne kryteria nie mają już zastosowania. Jego osąd będzie zawsze różny w zależności od tego, czy to jest dobre dla Żydów, lub złe dla Żydów. Broń masowej zagłady jest zła w rękach goja, ale dobra w żydowskich. Nacjonalizm goja jest zły, żydowskie poświęcenie dla sprawy żydowskiej jest dobre. Równość praw dla Żydów i nie-Żydów w Europie jest dobra, ale zła w Izraelu. Karsli był zły dla żydów, więc musiał odejść.
Karsli, wypędzony przez Cohn-Bendita z partii Zielonych, wstąpił do FDP Juergena Moellmanna, dzielnego niemieckiego polityka, który sprzeciwiał się wyposażaniu Izraela w najnowocześniejsze uzbrojenie oraz żydowskiej kontroli nad niemieckimi mediami. Wkrótce potem Juergen Moellmann miał tragiczny wypadek - podczas skoku nie otworzył mu się żaden z dwóch spadochronów. (Praktycznie w tym samym czasie Anna Lindh, szwedzka minister spraw zagranicznych, wytrwała zwolenniczka sprawy Palestyńczyków została zamordowana w Sztokholmie). Kariera polityczna Karsli'ego została powstrzymana w zarodku.
Był to sam początek kampanii Cohn-Bendita przeciwko arabskim imigrantom w Europie. Niedawno Unia Europejska wypracowała studium na temat antysemityzmu w Europie. Grupa syjonistycznych badaczy zabrała się do pracy i wyprodukowała raport, który oskarżał o antysemityzm Semitów - dokładniej, Arabów.
Była to nieprawdopodobna sugestia. Etnicznie i religijnie zróżnicowany Wschód nigdy nie znał czegoś takiego jak rasizm. Ktokolwiek z ograniczoną choćby znajomością Arabów wie, że nie mają oni przesądów rasowych przeciwko Żydom jako takim. W przeszłości, jak pisał David Shasha, badacz żydowski syryjskiego pochodzenia, "Żydzi i inne mniejszości etniczne brały udział w ramach islamskiego życia politycznego wspólnoty jako uznani członkowie cywilizowanego społeczeństwa i uczestniczyli w zażyły sposób w ewolucji i rozwoju tego społeczeństwa". Obecnie, dziesiątki Żydów, którzy popierają sprawę palestyńską, mieszkają w palestyńskich arabskich domach od Raffah po Jenin. Czy to Norman Finkelstein, czy Jennifer Loevenstein, nigdy nie doświadczyli rasowej nienawiści. Ze swej strony, sam zawsze czułem się jak w domu z Arabami z Maghrebu w Marsylii, z Saudyjczykami w Londynie lub Egipcjanami w Kairze, a z Palestyńczykami w mojej rodzinnej Jaffie.
W celu osiągnięcia żądanego rezultatu, wspomniani badacze antysemityzmu w Europie włączyli do obszaru swego zainteresowania działalność antyizraelską i doszli do wniosku końcowego: "Muzułmanie i działacze propalestyńscy są odpowiedzialni za antysemityzm w Europie". Słusznie Europejskie Centrum Monitoringu Rasizmu i Ksenofobii (EUMC) odłożyło ten raport ma półkę, gdyż był on "naznaczony tendencją antymuzułmańską i przy jego tworzeniu zastosowano niewłaściwe metody badawcze". Zamiast jednak uznania swoich błędów, badacze ci udali się na skargę do izraelskiego dziennika Ha'aretz, że Europejczycy odrzucili ich raport z powodu "nadmiernej poprawności politycznej".
Kiedy Żydzi sprzeciwiają się poprawności politycznej? Kiedy tylko przeszkadza im uderzać w muzułmanów. Europejski antyrasistowski pies łańcuchowy zalecił "zwrócenie uwagi na muzułmańskich i propalestyńskich przestępców, skłonnych do rebelii" i mogących wywołać wojnę domową w Europie. Ależ wojna domowa w Europie przeciwko milionom Arabów i innych muzułmanów jest właśnie celem syjonistów, integralną częścią wojny przeciwko islamowi prowadzonej przez USA. Ha'aretz donosił:
Daniel Cohn-Bendit, przywódca partii Zielonych w parlamencie Europejskim zdecydowanie potępił we wtorek EUMC za odłożenie raportu na półkę. "Rzeczą całkowicie szaloną jest to, że oni nie chcą uznać wniosków, ponieważ obawiają się urazić pewną muzułmańską opinię publiczną w Europie" powiedział on dla Radia Izrael. "Jest całkowicie szalone i błędne podejście". Cohn-Bendit, obecnie przybywający z wizytą w Izraelu, stwierdził, że decyzja przejścia do porządku dziennego nad tym studium było "wielkim, wielkim błędem" oraz że jego partia będzie protestować w Parlamencie Europejskim przeciwko temu posunięciu przy pierwszej nadarzającej się okazji".
Oczywiście, Cohn-Bendit nie obawia się urażenia wrażliwości Muzułmanów ani wywołania wojny domowej. Kto by się tym przejmował? Antyarabska i antymuzułmańska propaganda przelewa się z kontrolowanych przez Żydów mediów w Europie. Podczas gdy Cohn-Bendit przemawiał do studentów z Uniwersytetu Hebrajskiego, na drugim końcu miasta Ariel Sharon dawał okazję sfotografowania się z nim odwiedzającemu Izrael przywódcy włoskich faszystów, Gianfranco Fini. Przesłanie tego gestu było jasne: prawicowy czy lewicowy, Zielony czy Faszysta, każdy jest zapraszany do prosyjonistycznej koalicji przeciwko islamowi.
W Niemczech, po usunięciu Karsli'ego i niewczesnej śmierci Moellmanna, lękliwe propalestyńskie grupy stały się jeszcze bardziej bojaźliwe. Są one nieustannie atakowane przez główne partie, zarówno z lewa jak i z prawa. Choroba niemieckiej narodowej psyche najlepiej wyraża się przez powstanie skrajnie nieodpowiedzialnej proizraelskiej, antyniemieckiej lewicy. Ich bohaterem jest "bombardier" Harris, brytyjski masowy zabójca, który podczas II wojny światowej równał z ziemią niemieckie miasta i zabił miliony niemieckiej cywilnej ludności. Oddali swoją miłość Żydom. Moja przyjaciółka, działaczka propalestyńska Ingrid. K. (niemieccy przyjaciele Palestyny obawiają się ujawniania swoich nazwisk w mediach) napisała do mnie:
"Tak zwani antyniemieccy Antifa (antyfaszyści) oddają cześć "Bomberowi" Harrisowi. Są oni grupą grożącą katastrofalnymi następstwami. Ich głównym zadaniem jest działanie jako hipersyjoniści na szkodę lewicy. Przez koncentrowanie swojej uwagi na "antysemityzmie" doprowadzili do podziału niewielkiej lewicy w Niemczech. (Jest to tak, jak gdybyśmy my Niemcy przestali myśleć, kiedy chodzi o antysemityzm). Lewica doszła do pożałowania godnego stopnia bezsilności i dezorientacji. Popieranie Palestyńczyków jest to swego rodzaju sprawdzian odwagi, gdyż ryzykuje się, ze będzie się zakwalifikowanym jako antysemita".
Niemcy są potrzebne jako członek Europy. Razem z Francją, Niemcy mogliby być zaporą przed syjonistami i neokonserwatystami. Europejskie poparcie potrzebne jest Palestyńczykom i Irakijczykom. Ale ten wielki kraj, dom Hegla i Marksa, Beethovena i Goethego jest chory, skoro jest reprezentowany przez takiego jak Cohn-Bendit, przez człowieka, który promuje starcie między rodowitymi Niemcami a niemiecką społecznością muzułmańską, aprobuje dostarczanie Izraelowi nuklearnej broni masowej zagłady, aby można było szantażować za to w przyszłości, który przyjaźni się z amerykańskimi i izraelskimi wrogami prawa międzynarodowego, który ucisza propalestyńskie głosy w Niemczech fałszywymi oskarżeniami o antysemityzm - przez człowieka, który, krótko mówiąc, postawił sprawę żydowską ponad sprawę, za która się kiedyś opowiadał: ponad sprawę wolności i równości.
___________________
Żródło: Israel Shamir: Danny The Blue & White
Etykiety:
Cohn-Bendit,
Izrael,
Niemcy,
Unia Europejska,
Van Creveld
Subskrybuj:
Posty (Atom)
