czwartek, 29 maja 2008

Dlaczego odwołano manifestację 23 kwietnia 2008 r.?

.
W dniu 23 kwietnia br. przeprowadziliśmy jako Komitet Suwerenność Narodu Polskiego kolejny od 7 grudnia 2007 samotny protest pod pomnikiem Wincentego Witosa w Warszawie przeciwko ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Podkreślaliśmy przy tym, że jest to protest przeciwko likwidacji względnej suwerenności państwa polskiego , za którą miliony Polaków w przeszłości przelały swą krew, przeciwko przekształceniu wywalczonej z takim trudem niepodległej Polski w zależną pod każdym względem od rządu w Brukseli jednostkę terytorialno-administracyjną europejskiego totalitarnego superpaństwa pod niemiecką dominacją, tworzonego na mocy tego traktatu. Protestowaliśmy zarazem przeciwko faktycznej zdradzie najwyższych władz ustawodawczych i wykonawczych państwa, dokonanej poprzez pogwałcenie m.in. art. 8 ust. 1 Konstytucji RP w stopniu równoznacznym z z unieważnieniem tej Konstytucji, a zwłaszcza - przeciwko pozbawieniu Narodu, dotąd Suwerena, godności i praw jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi. Wobec ogromu dokonywanego w biały dzień bezprawia, pomimo odwołania wielkiej manifestacji, mogącej odnieść wymierny polityczny skutek, uznaliśmy za konieczne wyrazić swój sprzeciw wobec ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego choćby w tak skromnym liczebnie gronie osób.

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy w dniu 26 kwietnia w audycji "Minął miesiąc" prof. Jerzy Robert Nowak za najważniejsze wydarzenie miesiąca, wymagające w pierwszym rzędzie wspomnienia, uznał najwyraźniej, że takim wydarzeniem nie jest, jak by się można spodziewać, wyrażenie zgody przez Sejm i Senat RP na likwidację państwa polskiego i na zniewolenie Narodu polskiego, tylko jakieś rzekome "dywagacje pochodzeniowe", jakich dopuścił się "jakiś komitetecik obrony suwerenności", protestujący z jakąś szubienicą pod pomnikiem Witosa. Co więcej, forma, w jakiej prof. Nowak wyraził swój własny, osobisty pogląd na nasz temat, nie odbiegała zbytnio od tych "oszczerczych, bezprzykładnych, nieprzebierających w środkach ataków", jakimi sam, jak sam mówi, jest poddawany przez wrogów, zwalczających go za jego "bezkompromisową obronę wiary i polskości".

Zostawmy w tym miejscu na boku sprawy personalne, na których tak chętnie zazwyczaj koncentruje się Pan Profesor, jak gdyby uciekając od rzeczywistych zagadnień, a zajmijmy się kwestiami rzeczywiście istotnymi. A pojawia się ich tu bodaj kilka. Przede wszystkim należy zapytać, jak to się dzieje, że ktoś, kto twierdzi, że bardzo kocha Polskę i nie zamieniłby na żaden inny kraj, tak mało w swoich wielogodzinnych pogadankach na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam poświęcił tak bardzo niebezpiecznemu dla Polski, jak sam prof. Nowak przyznaje, Traktatowi Lizbońskiemu. Dokładniej bowiem rzecz ujmując - to zainteresowanie czołowego publicysty toruńskich stacji Traktatem było w ostatnich 12 miesiącach równe niemal zeru absolutnemu. Na podstawie choćby opublikowanych w Internecie nagraniach audycji dźwiękowych z udziałem prof. Jerzego Roberta Nowaka można przekonać się, iż do krytycznego momentu wyrażenia przez Sejm i Senat RP zgody na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego w dniach 1-2 kwietnia 2008, problematyka Traktatu, a ściślej - sposobu przeprowadzenia nieodwołanej podówczas manifestacji 23 kwietnia na pl. Trzech Krzyży w Warszawie, doczekała się zaledwie dwuminutowej być może wzmianki. Padła ona w dniu 29 marca 2008 w audycji "Minął miesiąc", a brzmiała następująco:

"A teraz chciałbym, żebyśmy jeszcze przeszli do innego ważnego tematu. Było wezwanie na łamach "Naszego Dziennika" i w "Radiu Maryja" powtarzane do manifestacji w Warszawie w dniu 23 kwietnia przed pomnikiem Witosa. Gorąco optuję za tym, żeby ta manifestacja przebiegała całkowicie pokojowo, spokojnie, aby była wielkim świętem też nas wszystkich, którzy chcemy radykalnych zmian dla obrony interesów narodowych, dla obrony Kościoła, dla obrony Radia Maryja..."

Ta jedna, jedyna wzmianka prof. Nowaka na temat Traktatu Lizbońskiego wzbudziła w nas szereg pytań i wątpliwości, którym daliśmy wyraz w formie "Siedmiu pytań do prof. Jerzego Roberta Nowaka", opublikowanych w nr 14 naszego Biuletynu "Suwerenność Narodu" (25.04.2008), oraz na tym blogu. Korzystając z okazji, że kolejne spotkanie z Panem Profesorem miało mieć miejsce w Warszawie-Raszynie w dniu 26.05.2008, postanowiliśmy udać się tam osobiście, aby w bezpośredniej rozmowie poruszyć istotne dla nas sprawy. Zdawało się to nam tym właściwsze, słysząc zapowiedź ze strony prof. Jerzego Roberta Nowaka, że gotów jest on stanąć w dyskusyjne szranki nawet z dziesięcioma osobami naraz, byle by to tylko były rzeczowe argumenty, a nie "dywagacje".

Na początku trzeciej godziny spotkania z prof. Nowakiem w Raszynie, po pewnej ważnej, ale nieistotnej tutaj części wstępnej, udało się nam wreszcie poruszyć interesujące nas sprawy związane z Traktatem Lizbońskim. Na podstawie nagrania dźwiękowego można dość wiernie odtworzyć przebieg owej "debaty" z Panem Profesorem (w Raszynie w dniu 26.05.2008).

(czas: 03:03:05 - 03:07:01 nagrania)
Jerzy Rachowski: (...) Ale już tak wracając do naszego tematu. Bardzo, bardzo mi przykro i mam żal do Pana o to, że mając takie możliwości przemawiania do ludzi, do społeczeństwa, bardzo często rozsądnie, tak mało czasu poświęcił Pan Traktatowi Lizbońskie[mu]. Ja wyłapałem... nie wyłapywałem wszystkiego, [tylko] to co znalazłem na Radio Maryja, wyłapałem dwie krótkie wypowiedzi. I zmartwiło mnie, że... to był chyba koniec marca, że Pan stwierdził w ten sposób, że Pan jest gorącym zwolennikiem takich... takiego świątecznego, no, niemalże radosnego, prawda, coś w rodzaju pikniku na placu Trzech Krzyży. To dla mnie oznacza... czy dla niektórych w języku politycznym może oznaczać, że jest Pan gorącym przeciwnikiem konfrontacyjnego, to znaczy krytycznego do władz, wszelkich, wystąpień. I tutaj można powiedzieć, że w jakimś stopniu pokrywało się z obrazem tym, jaki wynikał z komunikatu wygłoszonego 6 kwietnia przez profesora Brodę...

Jerzy Robert Nowak: Przepraszam, to jest nieprawda. gdzie pan słyszał, że ja mówiłem, że jestem za radosnym piknikiem na [placu Trzech Krzyży]?

J.R.: ... że to ma być bardzo spokojne, bardzo świąteczne, bardzo pogodne...

J.R.N.: Nigdy nie mówiłem o żadnym bardzo spokojnym, bardzo świątecznym... (wrzawa na sali).Pan mówi bajkę, którą posłyszał gdzie indziej.

J.R.: Przepraszam bardzo. Mówię na podstawie nagrań, które...

J.R.N.: (niezrozumiałe)

(Głosy z sali): Proszę pana... Dziękujemy... Proszę pana, pytanie, pytanie... (Ogólna wrzawa)

J.R.: Proszę bardzo...

Organizator: Proszę pana, jestem organizatorem, spotkanie jest z Panem Profesorem. Ma pan minutę na pytanie i odbieram panu głos.

(Głosy z sali): Jak pan chce mieć wykład, proszę wynająć salę i zachęcić plakatami, ludzie przyjdą, lub nie przyjdą... Koniec wykładu. Pytanie do Profesora, koniec tematu... Tak, albo nie i.... Ćśśś...

J.R.: Pytam:... czy jest Pan za stwierdzeniem zawartym w oświadczeniu profesora Rafała Brody z 6 kwietnia 2008 r. odwołującym manifestację wyznaczoną w Warszawie na 23 kwietnia 2008 r., że oryginalnie sformułowany cel manifestacji jednoznacznie definiowany obecnie przez rząd i wspierającą go koalicję jako jedynego adresata protestu, oraz że głosowanie przez większość posłów i senatorów PiS za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego nie wchodzi, cytuję, "w zakres tych pretensji, które pragniemy kierować wobec działań i decyzji dzisiejszych decydentów, skupionych głównie w Platformie Obywatelskiej"?

Dalej, czy zaliczyłby się Pan,... (głosy na sali)... idąc po myśli prof. Rafała Brody... (Wrzawa)

J.R.N.: Ja nie jestem profesorem Brodą.

J.R.: Ja rozumiem, ale jest pytanie... (wrzawa) ... i proszę odpowiedzieć.

J.R.N.: Tak.

J.R. (kontynuując): ... do owych "orędowników wzmacniania jedności i wspólnoty wokół jasnych celów naprawy Polski", budowanej poprzez eliminowanie wszystkich tych, którzy, cytuję, "w ostatnich wyborach zostali słusznie ukarani przez wyborców brakiem poparcia i zdradzają chęć do wykorzystania tej akcji dla własnej propagandy politycznej i powrotu na scenę polityczną".

Składam na Pana ręce pozostałe pytania. Te pytania zostaną opublikowane na blogu "Suwerenność Narodu" i będziemy prosili o odpowiedź. Dziękuję bardzo.

Oczekiwaliśmy na odpowiedź aż do dnia dzisiejszego (12.06.2008), ale bezskutecznie. Z konieczności zatem musimy ograniczyć się do odpowiedzi prof. Jerzego Roberta Nowaka udzielonej nam w Raszynie, w części dotyczącej Traktatu Lizbońskiego (czas: 03:08:39 - 03:14:22 nagrania)

J.R.N.: Ja profesora Brodę bardzo lubię, ale nie znaczy, że się z nim we wszystkim identyfikuję. Przede wszystkim przypomnę też, że uważam akurat za nie... no, nie chcę tu za wiele... Więc przede wszystkim byłem przeciw odwołaniu tej manifestacji, uważam to za ogromy błąd, to odwołanie i żadne uzasadnienie tutaj nie jest... i nie będę... myślę, że moje zdanie podziela teraz bardzo wielka ilość ludzi, także wpływowych. Dlaczego? Jeśli na moich spotkaniach bywają nieraz po tysiące ludzi, a nawet w takim małym Lubinie, czy trochę większych Pabianicach ponad 800 osób przyjeżdża, to cóż dopiero, gdyby zrobiono wielką manifestację pod hasłem Radia Maryja, Ojca Dyrektora. Jestem pewny, że byłoby paręset tysięcy osób. Odwołanie uważam za wielki błąd. Nie będę teraz rzucał oska... tego... kogo uważam za winnych odwołania. To nie profesor Broda akurat winny. Prof. Broda dorabiał potem o... tłumaczenie, tłumaczenie, po prostu. Ale nie on jest winien. A w ogóle od początku wyszli... inicjatorzy źle to zrobili, bo trzeba było nie w pięć osób podpisać, jak... a kilkudziesięciu, przynajmniej ... nie jakieś takie wyróżnianie tego czy owego, a potem były dąsy. (...) A potem, co? Tomczak, który tyle... dlaczego nie... był pominięty w tym gronie? A on akurat, jeśli chodzi o Traktat Lizboński, robił bardzo wiele.

A teraz jeszcze jedno, bo tutaj można oskarżać, że ja... dlaczego ja tak mało o Traktacie Lizbońskim... Acha, ... bzdurą jest mówienie o pikniku radosnym - kłamstwo - nigdy nie mówiłem, że to ma być świąteczne, ja nie jestem rzecznikiem świątecznych rze.... manifestacji. Wręcz przeciwnie. Mogę jeszcze powiedzieć coś innego. A, już bym skończył historię. Akurat... A nie, nie, nie, przepraszam, bo zacząłem... coś za mocno by było... powiedziane. Nie, ja jestem za mocnym wyrażeniem spraw, dlatego mnie nie lubią i dlatego mnie prześladują przy różnych okazjach.

(Głos z sali): Za prawdę nigdy nie lubili... (oklaski)

J.R.N.: Ale nie żadne świąteczne, nie żadne tego.... Natomiast chciałem, żeby był prawdziwy, żeby była to zademonstrowało naprawdę rosnącą siłę naszego nurtu. Proszę państwa - to, że teraz wielokrotnie, to co było, nawet pan Strzałkowski tu pamięta, na Ochocie. W ostatniej chwili, sześć godzin przed spotkaniem odwołano nam salę. Poszliśmy do dużo mniejszej.

(Głos z sali): Byłem tam, byłem...

J.R.N.: I to było... 500 osób przyszło i ile? Ze 100 przynajmniej stało w mrozie. Ja wtedy się zaziębiłem po raz pierwszy z gardłem, że lał deszcz, w Lublinie i ponad 150 osób stało w deszczu. Ludzie są zdeterminowani. Ludzie mają dość. I uważam - bardzo źle się stało, że tą manifestację odwołano, a odwołano ją pod nieobecność Ojca Dyrektora. Który był wtedy za granicą, niestety. Nie chcę tu podawać winnych i bardzo różnych ... Tak, pod nieobecność Ojca Dyrektora odwołano tą manifestację. Niestety, taka jest prawda. Nie będę... I teraz jeszcze jeden... Ja nie zajmowałem... mało mówiłem o Traktacie Lizbońskim ... choć na każdym ze spotkań wspomniałem, dzisiaj nie, bo myślałem, że będzie potem, w dalszej serii, w dogrywce. Zawsze mówię, że było to fatalne i zawsze mówię jedną rzecz, jeśli chodzi o Traktat. Ja wysuwałem pomysł "paktu trzech": z Klausem, z Orbanem. Klaus dla mnie jest wzorem - to jest najlepszy obrońca suwerenności narodu. I jeszcze jedno - ja chciałem przypomnieć, że nie było chyba osoby, która by częściej występowała przeciwko pchaniu się do Unii za wszelką cenę, niż ja w kampanii w 2002 roku. Ile było, między innymi w LPR-rze, ile było spotkań ze mną? Niech nikt mnie nie poucza. Natomiast ja jestem za tym, proszę państwa, żeby rozdzielić wreszcie role. Jestem... bardzo dobrze, że poseł Tomczak zaczął występować. Jestem za tym, że po prostu - ja ma ten swój temat, w którym chciałbym doprowadzić nie tylko do obalenia kłamstw Grossa, ale do potężnego przetrzepania jego wszystkich popleczników, a zwłaszcza lewicy katolickiej. I to mi się już udaje, sądząc po różnych tych... I dlatego jestem pewny, że pod koniec czerwca lub na początku lipca, kiedy zacznie... kiedy skończą się moje spotkania, to razem będzie to tryumf opcji patriotycznej bardzo duży, potrzebny nam bardzo po nieszczęsnych wyborach i mam nadzieję, że wtedy będzie można zapoczątkować odwracanie biegu wydarzeń. Ale ja nie... jestem przeciwko temu, żeby jedna osoba robiła wszystko - takich jak ja osób powinno jeździć po kraju dużo więcej. (Oklaski)


Nasz komentarz końcowy

Wygląda na to, że zwracając uwagę na pewien drobny szczegół, tonący w morzu anty-grossowych, anty-michnikowych i anty-kuroniowych (na ogół i w zasadzie słusznych) wielogodzinnych polemik, poruszyliśmy jakąś ważną strunę, skoro doprowadziło to aż do czterokrotnego energicznego zaprzeczenia ewidentnego faktu.

Przypomnijmy. W dniu 29.03.2008 w pierwszej części audycji "Minął miesiąc", prof. Nowak na przykładzie Bałkanów obszernie omówił niemiecką politykę od czasów I wojny światowej, niemieckie zagrożenie, któremu jego zdaniem może skutecznie przeciwstawić proponowana przez niego współpraca polskiego prezydenta Kaczyńskiego z byłym premierem Węgier Victorem Orbanem oraz prezydentem Czech Vaclavem Klausem. Natychmiast po poruszeniu tego "ważnego tematu" prof. Jerzy Robert Nowak powiedział (czas: 00:15:30 audycji):

"A teraz chciałbym, żebyśmy jeszcze przeszli do innego ważnego tematu. Było wezwanie na łamach "Naszego Dziennika" i w "Radiu Maryja" powtarzane do manifestacji w Warszawie w dniu 23 kwietnia przed pomnikiem Witosa. Gorąco optuję za tym, żeby ta manifestacja przebiegała całkowicie pokojowo, spokojnie, aby była wielkim świętem też nas wszystkich, którzy chcemy radykalnych zmian dla obrony interesów narodowych, dla obrony Kościoła, dla obrony Radia Maryja. A ja muszę powiedzieć, że naprawdę optymizmem napełniają mnie te spotkania, które mnie te spotkania, które odbyłem. Może są one nieraz męczące, jeśli chodzi o dojazdy..."

Obraz planowanej na 23 kwietnia manifestacji w Warszawie przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu, jaki się z zacytowanej wypowiedzi prof. Nowak wyłania, nie jest to chyba obraz zbiorowego sprzeciwu wymierzonego przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu i jego autorom, na których - warto pamiętać - ciąży odium zdrady narodowej. Przeciwnie, jest to co najwyżej świąteczna manifestacja, mówiąca coś całkiem niedorzecznego, czegoś w rodzaju: patrzcie, jest nas dużo i my wszyscy bardzo prosimy, nie róbcie nam krzywdy, kiedy już bez nas, bez referendum i w sprzeczności z Konstytucją postanowiliście oddawać nas m.in. na łaskę i niełaskę Niemiec, otwierając drogę do rychłej likwidacji resztek tego, co było dotąd państwem polskim.

Wydaje się, że jest to ten sam niewzruszony optymizm, który w obliczu bezprawnego narzucenia Polsce Traktatu Lizbońskiego przez polskie władze państwowe pozwala prof. J.R. Nowakowi spokojnie planować przyszłe antyniemieckie sojusze, w szczególności - owo zbawienne dla Polski polsko-węgiersko-czeskie przymierze. Jest to bodaj ten sam optymizm, podobnie niezachwiany co i niezbyt zgodny z logiką, któremu dał wyraz prof. Jerzego R. Nowak także w miesiąc później, w cztery tygodnie po sejmowej zgodzie na likwidację państwa polskiego. Jego wypowiedź sprowadzała się mniej więcej do tego, że "wprawdzie nadzieje są nadziejami, ale nie popadajmy w skrajny pesymizm, bo przecież nie można połknąć 38 milionowego narodu, mającego w dodatku 20-milionową Polonię".

W tym kontekście można by mieć zgoła poważne wątpliwości, czy Traktat Lizboński, nazwany w pewnej chwili przez prof. Nowaka traktatem niebezpiecznym dla Polski i narodów Europy, jest rzeczywiście taki niebezpieczny. Możne w ogóle jakiekolwiek mówienie o jakichś niebezpieczeństwach płynących z tego Traktatu to tylko takie "strachy na Lachy"? Może to wszystko są to jakieś wierutne bzdury, którym w audycjach poświęconych tak ważnej obronie wiary i polskości, której z takim zapamiętaniem i bez reszty oddaje się prof. Nowak, nawet pięciu minut poświęcić nie warto?

Wreszcie - zwróćmy ponadto uwagę na dziwną zbieżność czasową. Wielka manifestację w Warszawie z 23 kwietnia przeniesiona została na lipiec 2008 w Częstochowie. Czy to nie wtedy zakończyć się ma wielka patriotyczna misja prof. Jerzego Roberta Nowaka - jego patriotyczna pielgrzymka w obronie Polski i Kościoła przed Grossem, Kuroniem i Michnikiem? Czy to nie wtedy i nie tam odbędzie się ów preferowany przez prof. Nowaka festiwal polskości, patriotyzmu i tak mu drogich i bliskich chrześcijańskich wartości? Za cenę, naturalnie, ratyfikacji traktatu Lizbońskiego, z którego opłakanymi skutkami najrozmaitszego rodzaju będzie mógł potem dzielny Pan Profesor walczyć aż do... końca świata.

A zatem, jak to jest, Panie Profesorze Nowak: co innego mówił Pan na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam w dniu 29 marca 2008 w pierwszej części audycji "Minął miesiąc" (po godz. 18), (co można łatwo sprawdzić, sięgając do wskazanego na wstępie nagrania), a co innego na jednym ze swoich spotkań z ludźmi, którzy Panu bezgranicznie wierzą i ufają? Zaprzeczając w Raszynie czterokrotnie faktom i wypierając się swoich własnych "ważnych spraw" i własnych słów? Ażeby więc obronić się przed kompromitacją, trzeba uczynić kłamcami i oszczercami innych, tych, którzy właśnie się na Pańskich słowach opierają?

Ale może to jakaś tragiczna pomyłka? Może to nie Pański głos słyszymy jakże często w Radio Maryja, tylko ktoś inny się pod Pana szanowną Osobę podszywa, podkładając pod Pana imieniem swoje własne treści, aby Pana w ten sposób skompromitować i ośmieszyć?

Możliwe jest jeszcze inne rozwiązanie zagadki: może oto po kraju jeździ jakiś drugi nieznany szerszemu ogółowi Nowak, też Jerzy, też Robert, też profesor i robi swoją wrogą antypolską i antykatolicką robotę pod pozorem krzewienia polskości, patriotyzmu i chrześcijańskich wartości?

Bo o demencję albo o rozdwojenie jaźni Pana podejrzewać byśmy nie śmieli...
.
dodajdo.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz