środa, 21 października 2009

Sławomir Kłusek: Traktat z Lizbony tworzy Federalne Państwo Europejskie



"Żaden naród nie może zrezygnować ze swoich praw do wolności i z własnych zadań. Nie wolno tych praw nikomu oddawać, ich obrona jest obowiązkiem moralnym, a rezygnacja z nich – zdradą !”
Stefan kard. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia

"Przekazanie komuś suwerenności narodu to zdrada najwyższego stopnia"
ks. prof. Jerzy Bajda w Liście otwartym do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, 29 listopada 2007 r.

Traktat z Lizbony tworzy Federalne Państwo Europejskie


Instytut Bankowości Spółdzielczej


"Prezydent Lech Kaczyński nie dopełnił w sprawie Traktatu z Lizbony obowiązku bycia strażnikiem niepodległości Państwa Polskiego. Ale jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy ", napisał Sławomir Kłusek.



Traktat z Lizbony tworzy Federalne Państwo Europejskie

10 października 2009 jest dniem tragicznym. Jest on taki nie dlatego, że na przykład napadły na Polskę obce wojska. Jest tragiczny dlatego, że miało dziś miejsce wydarzenie o ogromnym negatywnym znaczeniu dla Polski (i szerzej: dla prawa narodu do życia w swym własnym państwie) a faktycznie negatywny charakter tego wydarzenia nie jest dostrzegany w zdecydowanej większości mediów (choć oczywiście stwierdzenie to nie dotyczy wszystkich środków masowego przekazu, chlubne wyjątki istnieją).

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński ratyfikował dziś Traktat z Lizbony. Należę do tej grupę Polaków, którzy oceniają ten Traktat negatywnie. Uważam bowiem, że Traktat ten likwiduje niepodległość Państwa Polskiego. Postaram się pokrótce przedstawić argumenty na potwierdzenie tej tezy. Warto zastanowić się nad tym czym więc będzie UE po wejściu w życie Traktatu z Lizbony. Omówię kilka kwestii.


UE będzie organizmem państwowym

Unia Europejska stanie się Federalnym Państwem Europejskim (FPE) zwanym także "super-państwem”. Unia otrzymuje osobowość prawną.

Unia stanie się państwem dlatego, że jak wskazuje poseł czterech kadencji sejmu Pan Jan Łopuszański (w artykule "Tadku, nie sprzedawaj Polski !” zamieszczonym na łamach "Naszego Dziennika” w dniu 21 marca 2008 roku) państwo to "podmiot prawa, który charakteryzują łącznie trzy cechy - stanowi go ludność, osiadła na określonym terytorium i wyposażona w suwerenną władzę.”

Internauci mogą przeczytać na stronie Wikipedii, że "państwo to polityczna, suwerenna, terytorialna i obligatoryjna organizacja społeczeństwa. Organizuje i koordynuje prace dużych grup społecznych.”

Konwencja w Montevideo z 1933 określa państwo jako "podmiot prawa międzynarodowego posiadający: stałą ludność, suwerenną władzę, określone terytorium oddzielone od innych granicą oraz zdolność wchodzenia w relacje międzynarodowe”.

Były prezydent RP Lecha Wałęsa udzielił niegdyś wywiadu miesięcznikowi "Businessman” (numer ze stycznia 2009 roku). Wywiad ten zatytułowany został "Zbudujmy państwo Europa”.

Intencji zbudowania "państwa Europa” nie podzielam. Tytuł powyższego wywiadu z Lechem Wałęsą dobrze oddaje jednak, moim zdaniem, dążenia wielu zwolenników Traktatu z Lizbony (piszę "wielu” a nie "wszystkich”, gdyż wyobrażam sobie sytuację, że ktoś udziela poparcia dla Traktatu nie mając świadomości, iż tworzy on "Państwo Europa”).

Tymczasem Traktat dążenia do zbudowania "Państwa Europa”, moim zdaniem, realizuje i to całkowicie.


Państwo Polskie straci niepodległość i stanie się prowincją UE

Z analizy Traktatu z Lizbony wynika bowiem, że UE spełniać będzie wszystkie opisane wyżej cechy państwa. Unia będzie oczywiście państwem specyficznym. Nie jest to niczym dziwnym, gdyż jak wiadomo istnieją różne rodzaje państw: unitarne, federalne a także inne. Państwa federalne (USA, Brazylia, Indie, Meksyk, Rosja itd.) także różnią się między sobą.

UE będzie po prostu Federalnym Państwem Europejskim (FPE): "państwem” - gdyż jak wspomniałem spełnia cechy państwa, "federalnym” - gdyż istotą ustroju PE będzie federalizm a "europejskim” - gdyż w jego skład będą wchodzić kraje (prowincje) leżące na Kontynencie Europejskim.

Nie upieram się oczywiście przy nazwie "Federalne Państwo Europejskie”. Można użyć w tym wypadku innej nazwy: na przykład "super-państwo”. W Traktacie z Lizbony kraje członkowskie UE (prowincje "super-państwa”) nazywane są (może dla niepoznaki ?) "państwami członkowskimi”

Unia w myśl Traktatu z Lizbony składać się będzie więc z "państw członkowskich”, które tracą niepodległość. Stają się bowiem prowincjami (czy też inaczej regionami) kontynentalnego "super – państwa” (zauważyła to na przykład posłanka Halina Nowina – Konopka w swym żarliwym wystąpieniu na posiedzeniu sejmu RP w dniu 5 listopada 2004 roku w trakcie debaty nad informacją rządu na temat planów i perspektyw przystąpienia Polski do strefy euro, to nieprawda, że w ogóle nie mamy w Polsce polityków zasługujących na to zaszczytne miano, to kłamstwo !) W konsekwencji niepodległość straci także Rzeczypospolita Polska.


Unia może utrudniać państwu członkowskiemu wyjście z Unii

Traktat z Lizbony stanowi, że "Państwo Członkowskie, które podjęło decyzję o wystąpieniu z UE, notyfikuje swój zamiar Radzie Europejskiej. W świetle wytycznych Rady Europejskiej Unia prowadzi negocjacje i zawiera z tym państwem umowę określającą warunki jego wystąpienia, uwzględniając ramy jego przyszłych stosunków z Unią. Umowę tę negocjuje się zgodnie z artykułem 218 ustęp 3. Jest ona zawierana w imieniu Unii przez Radę, stanowiącą większością kwalifikowaną po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego”

Z powyższego cytatu wynika więc, że wedle tej procedury wyjście z UE możliwe jest po uzyskaniu zgody Rady UE na podpisanie odpowiedniej umowy (a przecież Rada UE można takiej zgody nie wyrazić) oraz po uzyskaniu dla tej umowy aprobaty ze strony Parlamentu Europejskiego (a przecież aprobata taka przez PE również może nie zostać wyrażona).

Kolejny zapis mówi, że w przypadku braku takiej umowy Traktaty przestają mieć zastosowanie do danego państwa dwa lata po notyfikacji, "chyba, że Rada Europejska w porozumieniu z danym państwem podejmie jednomyślnie decyzje o przedłużeniu tego okresu”. Po co ten ostatni zapis został wprowadzony ?

Z zapisów Traktatu wynika, że w odniesieniu do treści ostatnich trzech akapitów sformułowania "Rada Europejska” oznacza Radę Europejską pozbawioną udziału przedstawiciela państwa chcącego wystąpić z Unii. "Rada” oznacza Radę UE pozbawioną także udziału przedstawiciela takiego państwa.

Możliwa jest więc sytuacja, że Rada Europejska może w nieskończoność przedłużać moment, w którym "Traktaty przestają mieć zastosowanie do danego państwa”. Owszem Traktat mówi, że "przedłużanie” to odbywa się to "w porozumieniu” z danym państwem. Nie bardzo jednak wiadomo, jakie mogą być praktyczne konsekwencje takiego zapisu..

Co będzie, gdy państwo członkowskie będzie chciało wystąpić, z UE, do podpisania umowy określającą warunki jego wystąpienia nie dojdzie, a w pewnym momencie Rada Europejska zakomunikuje państwu członkowskiemu "No to my wam proponujemy porozumienie !”. Państwo chcące wystąpić z Unii odpowie "ale my nie chcemy”. Rada Europejska znów odpowie "ale my proponujemy porozumienie (o którym mowa w traktacie z Lizbony)”.

Ktoś powie, że wymyślam sztuczne problemy. Bardzo chciałbym, żeby ten ktoś miał rację. Powiem wprost – bardzo trudno mi uwierzyć w to, aby wpływowe środowiska zmierzające do odbierania tak chętnie i na coraz szerszą skalę poszczególnych kompetencji państwom narodowym i przenoszenia ich w ręce UE tak łatwo, tak prosto zgadzały się po prostu na wyjście danego państwa członkowskiego z Unii.

Żeby było jasne – nie jestem prawnikiem. Ale czy nie-prawnik będący Polakiem nie ma prawa martwić się o konsekwencje zapisów Traktatu z Lizbony dla niepodległości i suwerenności Polski – która jest jego jedyną ziemską Ojczyzną ?

Poza tym w Traktacie z Lizbony nie zawarto szczegółowych procedur wychodzenia ze strefy euro. Może się przecież zdarzyć, że z Unii chciałoby wyjść państwo członkowskie wchodzące w skład strefy euro, na przykład Austria. Nie wiem czy wszyscy o tym wiedzą, ale w szeregu pozaeuropejskich unii walutowych (o czym pisze doktor Paweł Młodkowski w książce "Pozaeuropejskie Unie monetarne. Historia i funkcjonowanie”, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007 rok) istnieją procedury jej opuszczania. Co więcej w przypadku jednej z tych unii opisane są nawet szczegółowe procedury rozpadu takiej unii.

Warto też pamiętać, że istnienie zapisów o możliwości wystąpienia z danego państwa nie wyklucza, iż państwo to jest właśnie państwem a nie na przykład organizacją międzynarodową. Na stronie Wikipedii czytamy, że prof. dr. hab. Konstanty Adam Wojtaszczyk z Instytutu Nauk Politycznych Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego twierdzi na przykład, że terytoria federacji "z reguły” nie mają prawa secesji z danego państwa federacyjnego. Sformułowanie "z reguły” oznacza, że mogą jednak istnieć takie państwa federacyjne, w przypadku których prawo secesji występuje. Od reguły mogą jak wiadomo istnieć przecież wyjątki.


Kolejny niebezpieczny zapis

W Traktacie z Lizbony zapisano, że "państwa członkowskie (...) powstrzymują się od podejmowania wszelkich środków, które mogłyby zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii”.

Zapis ten wprowadzono moim zdaniem w intencji ułatwienia Unii Europejskiej ograniczania kompetencji państw Członkowskich. Trudno mi uwierzyć, by intencje osób, które promowały wprowadzenie takiego zapisu, były inne. Martwi mnie, że zapis taki został zaakceptowany przez reprezentantów Państwa Polskiego.


UE jako państwo na arenie międzynarodowej

Unia Europejska otrzymuje wyłączną kompetencję do zawierania umów międzynarodowych, "jeżeli ich zawarcie zostało przewidziane w akcie prawodawczym Unii lub jest niezbędne do umożliwienia Unii wykonywania jej wewnętrznych kompetencji w zakresie, w jakim zawarcie może wpływać na wspólne zasady lub zmieniać ich zakres”.


Kompetencje wyłączne UE

Unia Europejska mieć będzie kompetencję wyłączne w kilku ogromnie ważnych zagadnieniach, takich jak:
 •  unia celna,
 •  ustanawianie reguł niezbędnych do funkcjonowania rynku wewnętrznego,
 •  polityka pieniężna w odniesieniu do Państw Członkowskich, których walutą jest euro,
 •  zachowanie morskich zasobów biologicznych w ramach wspólnej polityki rybołówstwa
 •  wspólna polityka handlowa

Polska w przypadku wejścia do strefy euro nie będzie miała jakichkolwiek kompetencji w żadnym z tych pięciu dziedzin. Z tego powodu należy bronić złotego oraz prawa Polski do prowadzenia własnej suwerennej polityki pieniężnej.


Kompetencje dzielone

Traktat określa katalog 11 kompetencji dzielonych między Unię a państwa członkowskie

 •  rynek wewnętrzny,
 •  polityka społeczna w odniesieniu do aspektów określonych w niniejszym Traktacie,
 •  spójność gospodarcza, społeczna i terytorialna,
 •  rolnictwo i rybołówstwo, z wyłączeniem zachowania morskich zasobów biologicznych,
 •  środowisko naturalne,
 •  ochrona konsumentów,
 •  transport,
 •  sieci transeuropejskie,
 •  energia,
 •  przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości,
 •  wspólne problemy bezpieczeństwa w zakresie zdrowia publicznego, w odniesieniu do aspektów określonych w niniejszym Traktacie

Z zapisów Traktatu wynika, że Unia wykonuje wyżej wymienione kompetencje wówczas i w takim zakresie "w jakim cele zamierzonego działania nie mogą zostać osiągnięte w sposób wystarczający przez Państwa Członkowskie, zarówno na poziomie centralnym jak i regionalnym oraz lokalnym, i jeśli ze względu na rozmiary lub skutki proponowanego działania możliwe jest lepsze ich osiągnięcie na poziomie Unii.”

Zapis ten otwiera drogę do dalszego zawłaszczania wyżej wymienionych 11 kompetencji przez UE. To bowiem Unia będzie decydować o tym, czy jest w stanie "lepiej wykonywać” konkretne kompetencje. To Unia będzie decydować o tym, czy konkretne kompetencje mogą lub nie mogą być osiągnięte "w sposób wystarczający przez państwa członkowskie.”


Unia będzie "wspierać, koordynować i uzupełniać”

Unia będzie mieć kompetencje do prowadzenia działań mających na celu wspieranie, koordynowanie lub uzupełnianie działań państw członkowskich.

w następujących dziedzinach ("o wymiarze europejskim’)

 •  ochrona zdrowia i poprawa życia ludzkiego
 •  przemysł
 •  kultura
 •  turystyka
 •  edukacja, kształcenie zawodowe, młodzież i sport
 •  ochrona ludności
 •  współpraca administracyjna


Traktat z Lizbony to neo-konstytucja

Zapisy Traktatu z Lizbony są w ogromnym stopniu powtórzeniem zapisów projektu Konstytucji dla Europy.

W marcu 2007 roku prezydent Lech Kaczyński o projekcie owej Konstytucji mówił: "Gdyby przyjęto ten traktat, Polacy przestaliby decydować o sobie (...) moglibyśmy sami decydować jedynie o kulturze i turystyce. Reszta decyzji zapadałaby w Brukseli”.

Martwi mnie, że w sytuacji posiadania wówczas takiego poglądu prezydent RP dziś ratyfikował Traktat z Lizbony.

Są czasem w życiu takie sytuacje, w których istnieje potrzeba przeciwstawienia się opinii większości, nie z uwagi na szukanie próżnej chwały, nie z uwagi na skłonność do indywidualizmu, ale z uwagi na obowiązek obrony dobra wspólnego.


Prezydent UE i minister spraw zagranicznych UE

Traktat z Lizbony przewiduje utworzenia stanowisk: Prezydenta UE oraz unijnego ministra spraw zagranicznych. Wprawdzie stanowiska te nazwane zostały inaczej (prezydent UE to "Przewodniczący UE” a minister spraw zagranicznych to "Wysoki Przedstawiciel do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa”), ale nie zmienia to istoty rzeczy.


Refleksja osobista

Bardzo chciałbym być dumnym z postawy prezydenta RP przeciwstawiającego się wszelkim rozwiązaniom powodującym, że "Polacy przestaliby decydować o sobie”. Niestety nie mogę. Co więcej, ze żalem stwierdzam, że Pan prezydent Lech Kaczyński (na którego głosowałem w wyborach prezydenckich w 2005 roku zarówno w I jak i II turze) nie dopełnił w sprawie Traktatu z Lizbony obowiązku bycia strażnikiem niepodległości Państwa Polskiego.

Przypominają mi się w tym momencie słowa Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego (zamieszczone na przykład na stronie Klubu Inteligencji Katolickiej w Radomiu), który przestrzegał niegdyś "Żaden naród nie może zrezygnować ze swoich praw do wolności i z własnych zadań. Nie wolno tych praw nikomu oddawać, ich obrona jest obowiązkiem moralnym, a rezygnacja z nich – zdradą !”.

Niech nikt nie myśli, że łatwo pisało mi się ten tekst. Jest wręcz przeciwnie. Pisało mi się go najtrudniej w moim życiu spośród tekstów, które kiedykolwiek gdziekolwiek opublikowałem. Wolałbym, aby nigdy, przenigdy tekst ten nie musiał powstać….

Polska nie umrze, dopóki żyją Polacy !
Czy to znaczy, że nie ma już nadziei, że wszystko stracone ? Tak oczywiście myśleć nie wolno. Przywoływany tu już na początku Pan poseł Jan Łopuszański na spotkaniu w Kielcach w dniu 16 kwietnia 2008 roku pytany: co robić, wskazał, że odpowiedź na to pytanie tkwi w słowach naszego Hymnu Narodowego: "Jeszcze Polska nie zginęła, póki MY żyjemy !”


Sławomir Kłusek

Autor jest analitykiem giełdowym i pracownikiem Zespołu Analiz Rynkowych Departamentu Skarbu Gospodarczego Banku Wielkopolski, od grudnia 1997 roku do maja 2008 roku był komentatorem giełdowym "Rzeczpospolitej”. Od stycznia 2002 roku do marca 2009 roku był komentatorem Gazety Giełdy "Parkiet”. Poglądy przedstawione w niniejszym opracowaniu wyrażają osobiste stanowisko autora tekstu. Jednocześnie autor wyraża głębokie przekonanie, że w instytucjach finansowych działających na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pracuje więcej osób podobnie myślących i im właśnie dedykowany jest ten tekst: w podziękowaniu za to, że są i dla zachęty.


dodajdo.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz