czwartek, 24 października 2013

Ustalenia Prokuratury Generalnej w sprawie katastrofy smoleńskiej zagrożone?, czyli, czy Prokurator Generalny RP uznaje zasadę suwerenności narodu?




Zacznijmy od przypomnienia. W swoim czasie Pan Prokurator Generalny Andrzej Seremet wsławił się poprzez solenną obietnicę wykonania czegoś niewykonalnego dla niego jako prokuratora generalnego. Przypomnę - mianowicie zarzekł się publicznie, składając dziennikarce *), proszącej go o wskazanie terminu wywiadu z nim, że do końca listopada "może" owego wywiadu udzielić i udzieli, zapewniając równocześnie, że "dzisiaj", czyli w chwili, kiedy to mówi, nie potrafi podać terminu spotkania.

Z czasem okazało się, że obiecywane solennie przez Generalnego Prokuratora spotkanie jest rzeczą dla Prokuratury Generalnej w ogóle niemożliwą do spełnienia, bowiem tamten koniec listopada minął, a wskazania terminu rzeczonego spotkania jak nie było, tak nie ma po dziś dzień.

Warto sobie uświadomić, jaka jest wymowa tego incydentu. Na mocy prawa prasowego (Ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo Prasowe), - ustawa jeszcze z okresu stanu wyjątkowego w komunistycznym PRL - przedstawiciele administracji publicznej, instytucji państwowych, organizacji społecznych i samorządowych zobowiązani są do udzielenia dziennikarzom bez zbędnej zwłoki informacji w związku z działalnością reprezentowanych przez siebie podmiotów. W przypadku odmowy udzielenia żądanej informacji organ informacyjny, który o nią wnioskował i nie uzyskał, może wówczas domagać się odmowy na piśmie, wraz uzasadnieniem, którą powinien otrzymać w ciągu 3 dni. Taką odmową można wówczas zaskarżyć do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Tak stanowi prawo, jeszcze z czasów komunistycznych, z czasów reżimu totalitarnego. A więc, na gruncie obowiązującego w Rzeczypospolitej Polskiej tego prawa Prokuratura Generalna, w tym przypadku reprezentowana przez Andrzeja Seremeta, naczelna instytucja państwowa, ustawowo zobligowana do stania na straży przestrzegania prawa w Polsce, uchyliła się od swego ustawowego obowiązku odmawiając w sposób praktyczny udzielenia żądanej informacji w związku ze swoją działalnością, wcześniej ustnie zapewniając dziennikarza, że spodziewaną informację niechybnie otrzyma.

Warto mieć przy tym na uwadze, że tematem spotkania miały być ówczesne działania prokuratury generalnej w związku z katastrofą w Smoleńsku.

Nie trzeba chyba specjalnie nikomu tłumaczyć, że w ten sposób opinia publiczna, społeczeństwo, Naród polski, nie otrzymały przysługującej z mocy prawa informacji, być może ważnej ze społecznego punktu widzenia z zakresu działalności naczelnego organu państwowego, na podstawie której mogłyby samodzielnie wyrobić sobie zdanie o jakości jego działania na przykładzie tak ważnej dla państwa i Narodu kwestii, jak tragedia smoleńska.

Opisany powyżej incydent, rzucający niezbyt korzystne światło na ogólną postawę Prokuratury Generalnej i na samo rozumienie przez nią swoich zadań, zdaje się dziś nader znamienny w świetle najnowszej wypowiedzi jej przedstawiciela. (Patrz: Andrzej Seremet punkt po punkcie obala tezy II Konferencji Smoleńskiej)

Pan Prokurator Generalny Andrzej Seremet, korzystając ze swojego suwerennego prawa informowania, względnie nieinformowania, suwerennego Narodu polskiego w zakresie swojej działalności, powiedział rzecz - można powiedzieć - niebywałą, coś, wobec czego niegdysiejszy lapsus Prokuratora Generalnego w kwestii w pełni możliwej niemożliwości wskazania terminu udzielenia informacji o swojej działalności zdaje się po prostu blednąć w oczach. Oto Pan Prokurator Generalny obecnie nie tylko publicznie wchodzi w materię, która w zasadzie powinna mu być obca, zbija bowiem pracowicie punkt po punkcie tezy postawione przez ekspertów parlamentarnego zespołu do wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Powinno mu być obce, co poczynają obywatele, czy parlamentarni reprezentanci narodu, dopóki nie naruszają prawa.

Prokurator posuwa się przy tym, myślę, do czegoś znacznie więcej. Dokonuje on także swoistej publicznej, urzędowej oceny działalności, kwalifikuje, publicznie, moralnie, jak na razie, a nie prawnie, poczynania niektórych parlamentarnych przedstawicieli Narodu. Jak słyszymy, zdaniem Prokuratora Generalnego, zamiast współpracować z Prokuraturą i dostarczać jej materiałów, wspierających dotychczasowe ustalenia, do których to materiałów nie zdołała być może ona samodzielnie dotrzeć, (pomimo całych stojących do jej dyspozycji środków), parlamentarny zespół dopuszcza się rzeczy niesłychanej w oczach Prokuratora Generalnego: grupa naukowców koncentruje się na podważaniu "tego, co ustala Prokuratura"!

Tu znowu należy pochylić się przez chwilę nad tym stwierdzeniem Prokuratora Generalnego, które swoją wymową wzbudziło potrzebę użycia nadzwyczajnego znaku interpunkcyjnego, jakim jest wykrzyknik. Wydawałoby się bowiem, że jest tak, że w zasadzie od ustalania przyczyn katastrofy jest niezależna Państwowa Komisja do Badania Wypadków Lotniczych, w niektórych okolicznościach specjalna komisja rządowa. Komisja taka zajmuje się wyłącznie przyczynami - nie jest uprawniona do określania stopnia odpowiedzialności z czyjejkolwiek strony za zaistnienie danego wypadku. Tym ostatnim zajmuje się ze swej istoty Prokuratura, która vice versa nie jest powołana do wdawania się w przyczyny danej katastrofy, przynajmniej nie aż w takim stopniu, iżby dezawuować zasadnicze ustalenia instytucjonalnej, czy specjalnie powołanej komisji państwowej. Jest powołana do tego, aby prawo było przestrzegane w całej rozciągłości, bez względu na to, kogo by miało dotyczyć, głównie pod kątem dopełnienia obowiązków.

Oczywiście, można by postawić sprawę inaczej i spodziewać się, że po niedawnym wydzieleniu z Ministerstwa Sprawiedliwości i przekształceniu w niezależny od rządu naczelny organ wymiaru sprawiedliwości uzyskał na tyle niezależność, że nie musi być związany z mocy prawa ustaleniami państwowej (rządowej) komisji. Co mogłoby oznaczać, dla niektórych przynajmniej, że mogłaby ona prowadzić swoje własne ustalenia - czyli inaczej mówiąc, badać przyczyny danej katastrofy - na własną rękę. Słowa prokuratora generalnego o bliżej nieokreślonych ustaleniach prokuratury mogłyby poniekąd do takiego postrzegania rzeczy skłaniać. Warto jednak zauważyć, że, jak dotąd, ustalenia Prokuratury Generalnej w sprawie smoleńskiej zdają się ani na jotę nie odbiegać od ustaleń, jakich dokonała komisja państwowa (rządowa) Jerzego Millera. Co więcej - widzimy, że pozornie niezależna od rządu Prokuratura Generalna utożsamia się w całej rozciągłości z owymi ustaleniami odnośnego organu państwowo-rządowego, kwalifikując jako szkodliwą dla siebie (można wnosić - dla państwa polskiego) wszelką działalność, w rezultacie której ustalenia rządowe, niezwykle jak widać tożsame z ustaleniami prokuratury, mogłyby ulec jakiemukolwiek podważeniu, sugerując jakąś wymierną potrzebę takiej czy innej weryfikacji wyników dotychczasowego dochodzenia przyczyn katastrofy..

Otwarty zarzut pod adresem pochodzących przecież z prawomocnych wyborów powszechnych parlamentarzystów o działalność antypaństwową jakby wisi w zasięgu ręki. Należałoby zastanowić, czy i kiedy w oczach Prokuratora Generalnego samo domaganie się informacji publicznej o jego działalności ze strony dziennikarza nie stanie się w jakiejś perspektywie czasowej antypaństwowe.

I to, myślę, samo w sobie stanowi dostateczną okazję do poważnego obywatelskiego zastanowienia się nad samym rozumieniem obowiązującego prawa przez instytucje z mocy prawa destynowane do nadzoru nad przestrzeganiem prawa. Nie mówiąc już o przestrzeganiu od całego szeregu lat przez wszelkie władze państwowe najwyższej konstytucyjnej zasady suwerenności narodu.


___________________

*) Anita Gargas Wojciechowska – polska dziennikarka specjalizująca się w dziennikarstwie śledczym. Dziennikarka tygodnika Gazeta Polska i dziennika Gazeta Polska Codziennie (kieruje działem śledczym). Od 1 sierpnia 2006 do 19 lutego 2010 wiceszef redakcji reportażu i wicedyrektor ds. publicystyki TVP1, autorka programu Misja specjalna.


dodajdo.com

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza