poniedziałek, 15 grudnia 2008

Israel Shamir - Biało-niebieski Danny



Niedawny skandal na Hradczanach, jak zaczęto już określać incydent wywołany przez szefów czołowych ugrupowań Parlamentu Europejskiego podczas wizyty u Prezydenta Czech Vaclava Klausa, w celu wymuszenia na przywódcy czeskiego państwa zgody na Traktat Lizboński, nakazuje ponownie przyjrzeć się politycznej i etycznej sylwetce Daniela Cohn-Bendita. Aczkolwiek poniższy tekst bez wątpienia pisany jest z pozycji lewicowych, a nawet lewackich z powodu wyraźnej nostalgii za rewolucją polityczno-obyczajową 1968 r., to jednak pod pewnymi względami może on, jak się wydaje, zainteresować nieżydowskiego, nawet nielewicowego polskiego czytelnika.


Izrael Shamir

Biało-niebieski Danny



Dla mojego pokolenia imię Czerwony Danny, czyli Daniel Cohn-Bendit, zawsze będzie związane z Paryżem i słynną rewolucją 1968 r., z "Chinką" Godarda i z "Zabriskie Point" Antonioniego, z graffiti "Zakazuje się zakazywać" na uniwersytetach, z długowłosymi hippisami, z marihuaną i z wolną miłością, z barykadami w Paryżu i w Berkeley, z upojnym wiatrem wolności, który przemiatał cały kontynent. Podobnie jak wielka poprzedniczka, Wiosna Ludów w 1848, rewolucja 1968 upadła, ale dokonała przekształcenia Europy i Stanów Zjednoczonych. Czerwony Danny był animatorem tej rewolucji i wielkim źródłem inspiracji dla tych z nas, którzy poszukiwali wolności i równości.

Minęły lata a Cohn-Bendit, obecnie jako szanowny europarlamentarzysta z ramienia niemieckiej partii Zielonych, odwiedza Jerozolimę. Czasy się zmieniły, więc i on też oraz jego sylwetka. Obecnie podkreśla, że nie jest ani syjonistą, ani antysyjonistą. Żydzi mogą żyć również w Europie - nie muszą wyjeżdżać do Izraela. Wspiera utworzenie państwa palestyńskiego; mówi, że jest przeciwko okupacji (zachodniego Brzegu Jordanu - przyp. tłum.). Jest przekonany, że Sharon również jest przeciwko okupacji - byc może Sharon chce mieć Wielki Izrael, ale nie za wielki. Mur, oczywiście, że nieludzki, to dla niego dowód, że intencją Sharona jest ograniczenie ekspansji Izraela.

Opowiada o swoim spotkaniu z "chłopcami" - z jego nowymi przyjaciółmi, z prowojenną partią w Waszyngtonie. Mówi, że Perle i Wolfowitz ujawnili przed nim swoje plany co do Bliskiego Wschodu. Oni chcą oddać Irak haszemickiemu władcy, chcą zepchnąć Palestyńczyków do Jordanu, aby tam stworzyć państwo palestyńskie. Oni są bolszewikami - mówi. "Bolszewik" to w ustach nowego Danny'ego nowość. Ma on lepszy, znacznie lepszy plan: dać państwo Palestyńczykom, wprowadzić Izrael do NATO i Unii Europejskiej. Doprowadzić do tego, aby Rosja, Chiny, każde państwo zadeklarowało swoje wsparcie dla Izraela, najlepszej i jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie. Jeśli Amerykanie będą szli również w tym kierunku, może on zapewnić im europejskie poparcie dla amerykańskiej okupacji Iraku, mówi. Nawet jego gospodarze z liberalnego ugrupowania "Syjonistyczny Pokój Teraz" zaczynają się niepokoić.

Cohn-Bendit jest przekonany, że jest w stanie to osiągnąć. Ma na swoim koncie wiele osiągnięć. Wspierał już rozpad Jugosławii. Wspierał bombardowanie Serbii przez NATO, aby zmusić ją do poddania się. Ale wiele czasu i energii zabiera mu sprawa żydowska. Jest dumny, że Niemcy dostarczyły Izraelowi łodzie podwodne z bronią jądrową na koszt niemieckiego podatnika. "Ten dar to ich zapłata z a Holocaust" - mówi niemiecki europarlamentarzysta. Czy milion potencjalnych ofiar (najprawdopodobniej arabskich) to będzie wystarczająca pokuta? - pytam go. Nie, on się tego nie obawia. Ale ludobójczy maniacy, obecnie rządzący w Ziemi Świętej, rozważają w jaki sposób "pociągnąć świat w dół za sobą", mówiąc słowami Martina van Creveld z Uniwersytetu Hebrajskiego. Naciskam więc: ale jego kraj przecież także podlega cierpieniom. "Jaki kraj" - pytani niewinnie Danny. Urodzony we Francji, służąc w Brukseli i Strasburgu, kochając Izrael, zapomniał, że reprezentuje Niemcy. Czyż nie wolno Żydowi kochać swojego kraju? Tak, wolno, o ile pamięta, który to kraj.

Niemniej, nie sądzi, że państwo Izrael ma zawsze rację. Można, pod pewnymi warunkami, krytykować Izrael. Te warunki są jednak raczej dość rygorystyczne i trudne do spełnienia. W marcu zeszłego roku Jamal Karsli, syryjski imigrant, członek niemieckiego parlamentu z ramienia partii Cohn-Bendita, wezwał Niemcy do zaprzestania zaopatrywania Izrael w broń masowego rażenia i nawiązał do "silnego żydowskiego wpływu w niemieckich mediach". Cohn-Bendit i jego Parteigenossen (towarzysze partyjni - przyp. tłum.) praktycznie zlinczowali Karsli za "antysemityzm". Ich atak był wspierany przez Michela Friedmana, "najelokwentniejszego mówcę żydowskiego w Niemczech" - było to zanim ten notoryczny patron białoruskich dziwek został uwięziony za kokainę.

Czy nie zbiera ci się na wymioty, pytam go, z powodu wywoływania antysemityzmu jak Bush i Ashcroft, Friedman i Foxman? To postawa bolszewicka, mówi, "trzeba potrafić wyrazić swój pogląd nawet, jeśli podobna opinia jest wypowiadana przez ludzi niesympatycznych". Brawo, Danny! Ale dlaczego on nie myślał w ten sam sposób, kiedy usuwał ze swej partii Karsli'ego za "powtarzanie nazistowskiej plotki o żydowskiej kontroli" nad niemieckimi mediami? Dlaczego ta błyskotliwa myśl nie powstrzymała jego samego ani innych Żydów - od nieustannego odwoływania się do Protokołów Mędrców Syjonu jako najlepszej metody swojej obrony: jeśli Protokoły mówią, że Żydzi powinni opanować media, ipso facto nikomu nie wolno odnotować stałego podporządkowania europejskich mediów żydowskim interesom. Dlaczego nie możemy stosować tej samej maksymy, mówiącej, że "trzeba potrafić wyrazić swój pogląd nawet, jeśli podobna opinia jest wypowiadana przez ludzi niesympatycznych".

Przyczyna tego jest taka, że z zasady Żydzi są niezdolni zastosować do siebie kantowskiego kategorycznego imperatywu tak, aby stał się zasadą uniwersalną. Mógłbym przedstawić definicję Żyda, jako osoby niezdolnej dokonać obiektywnego osądu moralnego, ponieważ stare religijne i etniczne kryteria nie mają już zastosowania. Jego osąd będzie zawsze różny w zależności od tego, czy to jest dobre dla Żydów, lub złe dla Żydów. Broń masowej zagłady jest zła w rękach goja, ale dobra w żydowskich. Nacjonalizm goja jest zły, żydowskie poświęcenie dla sprawy żydowskiej jest dobre. Równość praw dla Żydów i nie-Żydów w Europie jest dobra, ale zła w Izraelu. Karsli był zły dla żydów, więc musiał odejść.

Karsli, wypędzony przez Cohn-Bendita z partii Zielonych, wstąpił do FDP Juergena Moellmanna, dzielnego niemieckiego polityka, który sprzeciwiał się wyposażaniu Izraela w najnowocześniejsze uzbrojenie oraz żydowskiej kontroli nad niemieckimi mediami. Wkrótce potem Juergen Moellmann miał tragiczny wypadek - podczas skoku nie otworzył mu się żaden z dwóch spadochronów. (Praktycznie w tym samym czasie Anna Lindh, szwedzka minister spraw zagranicznych, wytrwała zwolenniczka sprawy Palestyńczyków została zamordowana w Sztokholmie). Kariera polityczna Karsli'ego została powstrzymana w zarodku.

Był to sam początek kampanii Cohn-Bendita przeciwko arabskim imigrantom w Europie. Niedawno Unia Europejska wypracowała studium na temat antysemityzmu w Europie. Grupa syjonistycznych badaczy zabrała się do pracy i wyprodukowała raport, który oskarżał o antysemityzm Semitów - dokładniej, Arabów.

Była to nieprawdopodobna sugestia. Etnicznie i religijnie zróżnicowany Wschód nigdy nie znał czegoś takiego jak rasizm. Ktokolwiek z ograniczoną choćby znajomością Arabów wie, że nie mają oni przesądów rasowych przeciwko Żydom jako takim. W przeszłości, jak pisał David Shasha, badacz żydowski syryjskiego pochodzenia, "Żydzi i inne mniejszości etniczne brały udział w ramach islamskiego życia politycznego wspólnoty jako uznani członkowie cywilizowanego społeczeństwa i uczestniczyli w zażyły sposób w ewolucji i rozwoju tego społeczeństwa". Obecnie, dziesiątki Żydów, którzy popierają sprawę palestyńską, mieszkają w palestyńskich arabskich domach od Raffah po Jenin. Czy to Norman Finkelstein, czy Jennifer Loevenstein, nigdy nie doświadczyli rasowej nienawiści. Ze swej strony, sam zawsze czułem się jak w domu z Arabami z Maghrebu w Marsylii, z Saudyjczykami w Londynie lub Egipcjanami w Kairze, a z Palestyńczykami w mojej rodzinnej Jaffie.

W celu osiągnięcia żądanego rezultatu, wspomniani badacze antysemityzmu w Europie włączyli do obszaru swego zainteresowania działalność antyizraelską i doszli do wniosku końcowego: "Muzułmanie i działacze propalestyńscy są odpowiedzialni za antysemityzm w Europie". Słusznie Europejskie Centrum Monitoringu Rasizmu i Ksenofobii (EUMC) odłożyło ten raport ma półkę, gdyż był on "naznaczony tendencją antymuzułmańską i przy jego tworzeniu zastosowano niewłaściwe metody badawcze". Zamiast jednak uznania swoich błędów, badacze ci udali się na skargę do izraelskiego dziennika Ha'aretz, że Europejczycy odrzucili ich raport z powodu "nadmiernej poprawności politycznej".

Kiedy Żydzi sprzeciwiają się poprawności politycznej? Kiedy tylko przeszkadza im uderzać w muzułmanów. Europejski antyrasistowski pies łańcuchowy zalecił "zwrócenie uwagi na muzułmańskich i propalestyńskich przestępców, skłonnych do rebelii" i mogących wywołać wojnę domową w Europie. Ależ wojna domowa w Europie przeciwko milionom Arabów i innych muzułmanów jest właśnie celem syjonistów, integralną częścią wojny przeciwko islamowi prowadzonej przez USA. Ha'aretz donosił:

Daniel Cohn-Bendit, przywódca partii Zielonych w parlamencie Europejskim zdecydowanie potępił we wtorek EUMC za odłożenie raportu na półkę. "Rzeczą całkowicie szaloną jest to, że oni nie chcą uznać wniosków, ponieważ obawiają się urazić pewną muzułmańską opinię publiczną w Europie" powiedział on dla Radia Izrael. "Jest całkowicie szalone i błędne podejście". Cohn-Bendit, obecnie przybywający z wizytą w Izraelu, stwierdził, że decyzja przejścia do porządku dziennego nad tym studium było "wielkim, wielkim błędem" oraz że jego partia będzie protestować w Parlamencie Europejskim przeciwko temu posunięciu przy pierwszej nadarzającej się okazji".

Oczywiście, Cohn-Bendit nie obawia się urażenia wrażliwości Muzułmanów ani wywołania wojny domowej. Kto by się tym przejmował? Antyarabska i antymuzułmańska propaganda przelewa się z kontrolowanych przez Żydów mediów w Europie. Podczas gdy Cohn-Bendit przemawiał do studentów z Uniwersytetu Hebrajskiego, na drugim końcu miasta Ariel Sharon dawał okazję sfotografowania się z nim odwiedzającemu Izrael przywódcy włoskich faszystów, Gianfranco Fini. Przesłanie tego gestu było jasne: prawicowy czy lewicowy, Zielony czy Faszysta, każdy jest zapraszany do prosyjonistycznej koalicji przeciwko islamowi.

W Niemczech, po usunięciu Karsli'ego i niewczesnej śmierci Moellmanna, lękliwe propalestyńskie grupy stały się jeszcze bardziej bojaźliwe. Są one nieustannie atakowane przez główne partie, zarówno z lewa jak i z prawa. Choroba niemieckiej narodowej psyche najlepiej wyraża się przez powstanie skrajnie nieodpowiedzialnej proizraelskiej, antyniemieckiej lewicy. Ich bohaterem jest "bombardier" Harris, brytyjski masowy zabójca, który podczas II wojny światowej równał z ziemią niemieckie miasta i zabił miliony niemieckiej cywilnej ludności. Oddali swoją miłość Żydom. Moja przyjaciółka, działaczka propalestyńska Ingrid. K. (niemieccy przyjaciele Palestyny obawiają się ujawniania swoich nazwisk w mediach) napisała do mnie:

"Tak zwani antyniemieccy Antifa (antyfaszyści) oddają cześć "Bomberowi" Harrisowi. Są oni grupą grożącą katastrofalnymi następstwami. Ich głównym zadaniem jest działanie jako hipersyjoniści na szkodę lewicy. Przez koncentrowanie swojej uwagi na "antysemityzmie" doprowadzili do podziału niewielkiej lewicy w Niemczech. (Jest to tak, jak gdybyśmy my Niemcy przestali myśleć, kiedy chodzi o antysemityzm). Lewica doszła do pożałowania godnego stopnia bezsilności i dezorientacji. Popieranie Palestyńczyków jest to swego rodzaju sprawdzian odwagi, gdyż ryzykuje się, ze będzie się zakwalifikowanym jako antysemita".

Niemcy są potrzebne jako członek Europy. Razem z Francją, Niemcy mogliby być zaporą przed syjonistami i neokonserwatystami. Europejskie poparcie potrzebne jest Palestyńczykom i Irakijczykom. Ale ten wielki kraj, dom Hegla i Marksa, Beethovena i Goethego jest chory, skoro jest reprezentowany przez takiego jak Cohn-Bendit, przez człowieka, który promuje starcie między rodowitymi Niemcami a niemiecką społecznością muzułmańską, aprobuje dostarczanie Izraelowi nuklearnej broni masowej zagłady, aby można było szantażować za to w przyszłości, który przyjaźni się z amerykańskimi i izraelskimi wrogami prawa międzynarodowego, który ucisza propalestyńskie głosy w Niemczech fałszywymi oskarżeniami o antysemityzm - przez człowieka, który, krótko mówiąc, postawił sprawę żydowską ponad sprawę, za która się kiedyś opowiadał: ponad sprawę wolności i równości.

___________________

Żródło: Israel Shamir: Danny The Blue & White


dodajdo.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz