sobota, 12 lipca 2014

Drugie oblicze 25-ciu lat tzw. "wolności": Prokuratura Okręgowa uniemożliwia IPN-owi ekshumacje szczątków Żołnierzy Wyklętych na Służewcu




W lutym br. media poinformowały:
Instytut Pamięci Narodowej planuje w tym roku zbadać dwa miejsca, w których po wojnie chowane były ciała zabitych więźniów. Jak szacuje prof. Krzysztof Szwagrzyk, w kilkunastu miejscach Warszawy może spoczywać nawet 1000 ofiar komunistycznych represji.
W ostatnich dniach pojawiły się jednak poważne trudności...


Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji!



Na terenie cmentarza przy ulicy Wałbrzyskiej na Służewiu w Warszawie policja „zabezpiecza” prace ekshumacyjne prowadzone przez historyków Instytutu Pamięci Narodowej. Szczątki Żołnierzy Wyklętych zabrał… zakład pogrzebowy!

Według informacji, do których dotarła niezalezna.pl, sprawa szczątków Żołnierzy Wyklętych pomordowanych przez komunistów została odebrana IPN i przekazana prokuraturze powszechnej. Śledztwo prowadzi prokuratura mokotowska.

Z informacji, które przekazał portalowi Tadeusz Płużański, wynika, że na cmentarzu najpierw pojawili się policjanci w cywilnych ubraniach, a następnie umundurowani funkcjonariusze, który przystąpili do „zabezpieczania” terenu ekshumacji. Prof. Krzysztof Szwagrzyk nie może brać udziału w tych czynnościach. Naukowiec został przesłuchany. Szczątki Żołnierzy Wyklętych zabrała… prywatna firma pogrzebowa, a konkretnie należąca do niej furgonetka.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk w rozmowie dla portalu PCh24.pl podkreślił, że zna powód takich działań, nie może jednak go ujawnić. – O szczegóły proszę pytać policję – stwierdził zdenerwowanym głosem.

- Co rusz się słyszy o jakiś kontrowersjach związanych z ekshumacjami. Dziwne rzeczy dzieją się w naszym państwie. Dlaczego sprawy, które powinny być zrealizowane 25 lat temu, są realizowane dopiero obecnie i napotykają takie trudności?! – mówi dla PCh24.pl Tadeusz „Tadek” Polkowski.

- Dla mnie jest to całkowicie niezrozumiałe. Żądam sprawdzenia, kto jest wnioskodawcą takiej decyzji! Czy można odebrać prowadzenie sprawy instytucji, która jest do tego powołana? – powiedział dla naszego portalu Krzysztof Bukowski, syn por. Edmunda Bukowskiego ps. „Edmund”, którego szczątki zostały zidentyfikowane jako jedne z pierwszych na powązkowskiej „Łączce”.

Policja jednak milczy. - Działamy na zlecenie prokuratury. Proszę dzwonić do Prokuratury Okręgowej – usłyszeli dziennikarze niezalezna.pl w biurze prasowym policji. Z kolei rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie powiedział: - Nie będę teraz w stanie niczego ustalić.

Teren ten jest drugim obok kwatery „Ł” Cmentarza Wojskowego Powązkowskiego w Warszawie największym polem grzebalnym ofiar terroru komunistycznego lat 1945-1956 w stolicy. Celem prac jest odnalezienie szczątków kilkuset straconych, zamordowanych i zmarłych w więzieniach i aresztach UB i Informacji Wojskowej.

Prace prowadził zespół pod kierownictwem dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka składający się ze specjalistów Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN, medyków i antropologów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz zaproszonych do współpracy naukowców i wolontariuszy.

Źródło:
niezalezna.pl/PCh24.pl



27.02.2014

Szczątki ofiar komunizmu przy Wyścigach? IPN planuje poszukiwania


Instytut Pamięci Narodowej planuje w tym roku zbadać dwa miejsca, w których po wojnie chowane były ciała zabitych więźniów. Jak szacuje prof. Krzysztof Szwagrzyk, w kilkunastu miejscach Warszawy może spoczywać nawet 1000 ofiar komunistycznych represji.

Specjaliści instytutu od lipca 2012 roku prowadzą ekshumacje na Łączce, będącej częścią Powązek. Na razie prace tam wstrzymali, ale planują wrócić wiosną. Później chcą zbadać dwa kolejne miejsca, w których prac ziemnych jeszcze nie prowadzili.

- Planujemy przeprowadzenie prac na terenie cmentarza przy Wałbrzyskiej – informuje Szwagrzyk. Jak wyjaśnia, w latach 1946–48 mieli tu być chowani zabici w więzieniu przy Rakowieckiej i w innych warszawskich więzieniach, również po praskiej stronie.

W latach 40. teren który zostanie zbadany był jednak poza granicami dzisiejszego cmentarza.


Teren toru na Służewcu

Jak podkreśla Szwagrzyk, kolejnym miejscem, które planuje w tym roku badać IPN jest "teren wyścigów konnych na Służewcu". - Z posiadanych informacji wynika, że w latach 1945–48 mogły się w tym miejscu odbywać pochówki – mówi Szwagrzyk. O które konkretnie miejsce chodzi? Tego profesor nie chce zdradzić przed rozpoczęciem prac.

W dalszej kolejności badane mają być kwatery na Cmentarzu Bródnowskim.

To nie jedyne lokalizacje gdzie były chowane ofiary komunistycznych oprawców. Jak mówi Szwagrzyk, jest ich w Warszawie kilkanaście. Mogą w nich spoczywać szczątki nawet tysiąca osób.
Nie popełnić błędu poprzedników

"Rzeczpospolita" podała w poniedziałek, że w piątek w Belwederze ujawnione zostaną nazwiska kolejnych zidentyfikowanych ofiar stalinowskich represji pochowanych na tzw. Łączce na warszawskich Powązkach.

W latach 1948-1956 pochowano na warszawskich Powązkach kilkaset osób zamordowanych przez UB. Wśród poszukiwanych są bohaterowie Polskiego Państwa Podziemnego, powstańcy warszawscy i żołnierze powojennego podziemia niepodległościowego. Wciąż nie wiadomo, czy znajdują się tam szczątki płk. Witolda Pileckiego. W czerwcu ubiegłego w miejsce tymczasowego spoczynku odprowadzono szczątki 83 ofiar reżimu komunistycznego odnalezionych na Łączce.

Szczątki są identyfikowane w laboratoriach. Ustalenie tożsamości kolejnych ofiar bezpieki jest możliwe dzięki naukowcom z Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmu (PBGOT), która działa przy szczecińskim Pomorskim Uniwersytecie Medycznym. Dotychczas historykom IPN i genetykom PBGOT udało się ustalić nazwiska 16 ofiar.



28.02.2014

IPN ujawnia nazwiska 12 ofiar z "Łączki"

W piątek podczas uroczystości w Belwederze ujawniono nazwiska kolejnych 12 ofiar komunistów, które udało się zidentyfikować po ekshumacjach na Powązkach.

W uroczystości, która odbyła się w piątek w Belwederze wziął udział prezydent Bronisław Komorowski, a także krewni ofiar komunistycznej bezpieki. Ceremonia wiąże się z obchodzonym 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Prezes IPN Łukasz Kamiński zapewnił, że w tym roku będzie kolejny etap ekshumacji na "Łączce".

Lista ogłoszonych nazwisk:

Jan Czeredys, którego udało się zidentyfikować, był majorem Wojska Polskiego. Urodził się w 1912 r. w Turowie pod Warszawą. We wrześniu 1939 r. walczył w obronie twierdzy Modlin. W okresie niemieckiej okupacji udzielał się w strukturach konspiracyjnych Armii Krajowej. W drugiej połowie 1944 r. wstąpił do WP. Objął funkcję szefa sekcji eksploatacyjnej w Departamencie Kwaterunkowo-Budowlanym Ministerstwa Obrony Narodowej. W 1948 r. stał się ofiarą czystek politycznych w WP w tzw. sprawie kwatermistrzowskiej. Aresztowany 13 lutego wraz z płk. Jerzym Brońskim i ppłk. Stefanem Długołęckim został niesłusznie oskarżony o udział w "monopolu prywatnych firm na dostawy do wojska". Wyrokiem z 3 listopada 1948 r. Najwyższego Sądu Wojskowego skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 grudnia 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Adam Gajdek "Agata", "Antek", "Olek", był podoficerem Wojska Polskiego, żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Urodził się w 1915 r. Podczas niemieckiej agresji na Polskę we wrześniu 1939 r. służył w stopniu kaprala w 3. Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku. Od 1940 r. łącznik ZWZ, następnie AK na terenie Rzeszowszczyzny. W październiku 1944 r. powołany do ludowego Wojska Polskiego. Cały czas kontynuował działalność niepodległościową w ramach "Nie", DSZ, a następnie Zrzeszenia WiN. W IV Zarządzie Głównym WiN – w kwietniu 1947 r. objął funkcję szefa siatki wywiadowczej o kryptonimie "Instytut Bakteriologiczny". Aresztowany 17 października 1947 r. w Krakowie, po kilku tygodniach brutalnego śledztwa przewieziony do siedziby MBP w Warszawie. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 23 października 1948 r. został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 14 stycznia 1949 r.

Roman Groński "Żbik" był porucznikiem Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1926 r. Od najmłodszych lat związany z Lubelszczyzną, pochodził z Kraśnika. Od listopada 1943 r. ukrywał się, aby uniknąć wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec. Od marca 1944 r. w oddziale Kedyw Dekutowskiego. Walczył w czasie akcji "Burza". Rozbrojony przez Sowietów. Ujawniony w sierpniu 1945 r. nie zaniechał działalności niepodległościowej. Od czerwca 1946 r. dowódca patrolu żandarmerii, zwalczał pospolity bandytyzm. 16 września 1947 r. w Nysie został zatrzymany przez UB w trakcie próby przedostania się na Zachód wraz z mjr. Hieronimem Dekutowskim "Zaporą". Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r.

Antoni Olechnowicz "Krzysztof", "Kurkowski", "Lawicz", "Pohorecki", "Meteor" był kpt. dypl. Wojska Polskiego, podpułkownikiem Armii Krajowej, ostatnim komendantem Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej i Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej. Urodził się w 1905 r. We wrześniu 1939 r. brał udział w wojnie obronnej Polski. Na początku października 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której wkrótce zbiegł. W kwietniu 1944 r. objął dowództwo I Zgrupowania AK, którym dowodził podczas operacji "Ostra Brama". Jako jeden z nielicznych oficerów wileńskiej AK uniknął w lipcu 1944 r. aresztowania przez NKWD. Kontynuował działalność niepodległościową, od końca marca 1945 r. na stanowisku komendanta Okręgu Wileńskiego. Latem tego roku przeprowadził ewakuację wileńskiego ośrodka dowódczego do Polski centralnej.

Kontynuował samodzielnie działalność niepodległościową jako dowódca eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK. W grudniu 1945 r. podporządkował sobie oddziały partyzanckie dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę". W lutym 1947 r. przedostał się do Paryża, skąd po otrzymaniu instrukcji powrócił do kraju. Kontynuował działalność niepodległościową dowodząc kadrowym Ośrodkiem Mobilizacyjnym Okręgu Wileńskiego AK. Aresztowany 26 czerwca 1948 r. we Wrocławiu w wyniku ogólnopolskiej operacji MBP o krypt. "Akcja X", obejmującej żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego z Wileńszczyzny. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 2 listopada 1949 r. skazany na karę śmierci. Stracony 8 lutego 1951 r.

Marian Orlik był podpułkownikiem Wojska Polskiego. Urodził się w 1916 r. Wojnę obronną we wrześniu 1939 r. rozpoczął w stopniu podporucznika w 2 pułku 1 Dywizji Piechoty Legionów. Na początku października dostał się do niewoli, w której przebywał do końca okupacji niemieckiej. W styczniu 1945 r. został uwolniony przez Armię Czerwoną. Powołany następnie do służby wojskowej. Wiosną 1947 r. znalazł się wśród oficerów Grupy Operacyjnej "Wisła". We wrześniu został przeniesiony do Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W połowie 1951 r. otrzymał awans na stopień podpułkownika, a pod koniec przeniesiony został do Centrum Wyszkolenia Medycznego w Łodzi. Praca na stanowisku wykładowcy przyczyniła się do jego rezygnacji ze służby w lutym 1952 r. Trzy miesiące później został zatrzymany przez oficerów Informacji Wojskowej pod nieprawdziwym zarzutem udziału w tzw. spisku w wojsku. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego stracony 3 grudnia 1952 r.

Zbigniew Przybyszewski był komandorem Marynarki Wojennej. Urodził się w 1907 r. w Giżewie. Dowodził baterią im. Komandora Podporucznika Helidora Laskowskiego na Helu we wrześniu 1939 r. podczas agresji Niemiec na Polskę. Między innymi dowodzona przez niego bateria zwyciężyła w pojedynku ogniowym z niemieckimi pancernikami Schleswig-Holstein i Schlesien. Do 1945 r. przebywał w niemieckich obozach jenieckich. W lipcu 1945 r. powołano go jako wykładowcę do służby wojskowej w Szkole Specjalistów Morskich. W 1946 r. organizował Samodzielny Dywizjon Artylerii Nadbrzeżnej. Aresztowany 17 września 1950 r. przez oficerów Informacji Wojskowej pod nieprawdziwym zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego z 21 lipca 1952 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1952 r.

Aleksander Adam Kita był podpułkownikiem Wojska Polskiego. Urodził się w 1912 r. w Annopolu. W kampanii polskiej 1939 r. dowodził kompanią ckm 1 batalionu 45 Pułku Piechoty 13. DP Armii "Prusy". Uczestniczył w walkach z niemieckimi oddziałami pancernymi pod Tomaszowem Lubelskim, odznaczył się w lasach spalskich i w boju o przeprawę na Wiśle pod Ryczywołem. Dostał się do niemieckiej niewoli. Pod koniec stycznia 1945 r. został uwolniony przez Armię Czerwoną, po czym powrócił do rodzinnego domu. Wiosną podjął pracę w Kuratorium Oświaty w Toruniu. Miesiąc później został powołany do Wojska Polskiego. Po przebytym kursie dla szefów sztabów pułków w Rembertowie skierowano go do 39 Pułku Piechoty 12 Dywizji Piechoty. Z początkiem września 1947 r. przeniesiony do Sztabu Generalnego WP. W 1951 r. wyznaczony na przewodniczącego podkomisji do spraw wytyczenia granicy polsko-sowieckiej. Aresztowany 23 maja 1952 r. przez oficerów Zarządu Informacji pod fałszywym zarzutem udziału w tzw. spisku w wojsku. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego pod przewodnictwem ppłk. Juliusza Krupskiego z 8 sierpnia 1952 r. skazany na karę śmierci. Jego skarga rewizyjna do Zgromadzenia Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego oraz prośba o ułaskawienie do prezydenta Bolesława Bieruta zostały odrzucone. Wyrok wykonano 3 grudnia 1952 r.

Jerzy Miatkowski "Zawada" był żołnierzem Armii Krajowej, podporucznikiem Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1923 r.; pochodził z Jabłonny koło Warszawy. Od 1943 r. żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, po upadku którego dostał się do niewoli niemieckiej. Uwolniony przez wojska amerykańskie. Po powrocie do Polski, w styczniu 1946 r. wstąpił w szeregi oddziału mjr. Dekutowskiego, był jego adiutantem. Odznaczony Krzyżem Walecznych. Wiosną 1947 r. ujawnił się w związku z ogłoszoną przez władze komunistyczne amnestią i powrócił do stolicy. W obawie przed aresztowaniem zdecydował się na opuszczenie kraju wraz ze swym niedawnym dowódcą. Zatrzymany 15 września 1947 r. w Nysie wraz z mjr. Dekutowskim i jego najbliższymi współpracownikami. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r.

Stanisław Mieszkowski był komandorem Marynarki Wojennej. Urodził się w 1903 r. w Piotrkowie Trybunalskim w rodzinie inteligenckiej. Po wybuchu I wojny światowej wywieziony wraz z rodziną do Rosji, gdzie kontynuował przerwaną w gimnazjum naukę. Po powrocie do Polski jako ochotnik wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1924 r. zgłosił się do Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej. Do 1939 r. odbywał studia specjalistyczne w zakresie artylerii morskiej. Był oficerem artylerii na niszczycielach "Grom" i "Błyskawica".

We wrześniu 1939 r. dowodził kanonierką "Generał Haller", uczestnicząc w obronie polskiego wybrzeża przed lotnictwem niemieckim, a następnie 3 września wraz z załogą okrętu wzmocnił załogę Helu, walcząc w obronie półwyspu do kapitulacji 2 października. Przez całą okupację przebywał w niemieckich obozach jenieckich. Od 1947 r. był szefem Sztabu Głównego Marynarki Wojennej, zaś 15 listopada 1949 r. został dowódcą Floty. Aresztowany 20 października 1950 r. przez oficerów Zarządu Informacji Marynarki Wojennej w Gdyni pod nieprawdziwym zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego z 21 lipca 1952 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1952 r.

Karol Rakoczy był żołnierzem Ruchu Oporu Armii Krajowej, następnie Narodowych Sił Zbrojnych. Urodził się w 1928 r. Jako szesnastolatek wiosną 1946 r. wstąpił do oddziału ROAK Obwodu "Mewa". W październiku 1947 r. wspólnie z oddziałem podporządkował się 11 Grupie Operacyjnej NSZ, dowodzonej przez por. Stefana Bronarskiego "Liścia". Aresztowany po walce z grupą operacyjną UB-KBW nieopodal wsi Sinogóra w powiecie mławskim. Na skutek postrzału kręgosłupa cierpiał na całkowity bezwład kończyn dolnych. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie stracony 29 marca 1950 r.

Edmund Tudruj "Mundek" był porucznikiem Armii Krajowej i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1923 r.; pochodził z okolic Lublina. W szeregach AK od 1943 r. W czasie akcji "Burza" rozbrojony wraz z oddziałem przez Sowietów pod Polanówką. Odznaczony Krzyżem Walecznych. Powrócił w rodzinne strony, gdzie w październiku 1944 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy NKWD. Wywieziony w głąb Związku Sowieckiego, do obozu w Borowiczach, skąd powrócił w marcu 1946 r. Od maja 1946 r. w szeregach oddziału sierż. Stanisława Łukasika "Rysia". Początkowo był prowiantowym oddziału, a następnie zastępcą dowódcy jednego z patroli oddziału. Nie ujawnił się, w maju 1947 r. wyjechał na zachód Polski. Poszukiwany przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji, często zmieniał miejsce zamieszkania. Ostatecznie zdecydował się na opuszczenie kraju wraz z mjr. "Zaporą", podczas którego 16 września 1947 r. został aresztowany w Nysie przez funkcjonariuszy UB. Stracony 7 marca 1949 r.

Arkadiusz Wasilewski "Biały" był porucznikiem AK i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1925 r.; pochodził ze Sterdyni na Podlasiu. Do AK wstąpił w 1943 r. po ucieczce z robót przymusowych, na które został skierowany po niemieckiej agresji na Polskę w 1939 r. Ukrywał w domu kobietę pochodzenia żydowskiego, której życie zagrożone było w wyniku polityki narodowościowej niemieckiego okupanta. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren Polski zgłosił się do wojska. Skierowany do Wojsk Wewnętrznych – formacji stworzonej do likwidacji antykomunistycznego podziemia zbrojnego, ukończył kurs w Centrum Wyszkolenia WW. W maju 1945 r. zdezerterował i wstąpił w szeregi zgrupowania "Zapory" na terenie Lubelszczyzny. W sierpniu 1945 r. skorzystał z amnestii ogłoszonej przez władze komunistyczne i ujawnił się. W grudniu został aresztowany przez funkcjonariuszy UB pod zarzutem współpracy z podziemiem. Brutalnie przesłuchiwany na Zamku Lubelskim, nie przyznał się do winy. Po zwolnieniu z więzienia w październiku 1946 r., powrócił w szeregi oddziału Dekutowskiego. W 1947 podjął nieudana próbę przedostania się na Zachód. Aresztowany w punkcie kontaktowym w Nysie wraz ze współtowarzyszami walki. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie stracony 7 marca 1949 r.


1.03.2014

Wrocław - prowokacja policji





Wrocław 1 marca uroczystości podczas Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych. Film Roberta Krauza.
23 osoby zostały bezprawnie zatrzymane podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych we Wrocławiu. Powodem było odpalenie rac pod pomnikiem rotmistrza Witolda Pileckiego. Było ono… zgłoszone w programie uroczystości i uzgodnione z władzami miasta.

Jak zapewniali organizatorów przedstawiciele władz miasta, policja miała być poinformowana o tym, że odpalenie rac jest częścią programu zgromadzenia i ma na celu uczczenie tych, którzy ginęli w walce o wolną Polskę.

Przypomnijmy, że po proteście na Uniwersytecie Wrocławskim przeciwko wizycie stalinowca Zygmunta Baumana, byłego funkcjonariusza zbrodniczego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego mordującego Żołnierzy Wyklętych, pogróżki pod adresem kibiców Śląska Wrocław wygłaszał sam premier Donald Tusk. „Będziemy starali się wraz z MSW, ale także z innymi instytucjami państwa niezwykle twardo egzekwować prawo szczególnie wobec tak zorganizowanych grup, bo dzisiaj one mogą się wydawać jeszcze mało groźne, chociaż ja uważam, że to jest wstęp do poważnego nieszczęścia” – stwierdził.

W sobotnim marszu we Wrocławiu wzięło udział tysiące osób.

- W tym roku było wyjątkowo uroczyście. Większość marszu stanowili młodzi ludzie, znaczna część z nich to kibice. Wiele ludzi przyszło z dziećmi albo z rodzinami, byli też ludzie w średnim wieku i starsi. W momencie w którym kibice odpalali race przy pomniku Pileckiego, cały marsz znajdował się po drugiej stronie fosy. W tym roku częścią marszu były inscenizacje - jedną z nich była ta z racami przy pomniku Pileckiego. Ludzie uczestniczący w marszu patrzyli się na odpalone race z daleka. Nikomu nic nie groziło - mówi Damian Wittchen.

- To święto wynika z naturalnej patriotycznej potrzeby. Tu nie chodzi jedynie o pamięć, ale o poczucie dumy z własnej przeszłości, z bohaterskich postaw tych, którzy po 1945 r, ginęli w stalinowskich kazamatach, poczucia że jesteśmy z rodu takich jak oni, jak bezkompromisowi Żołnierze Niezłomni. Od sześciu lat, mimo nieprzychylnych głosów wiodących mediów do tego typu wydarzeń, taka forma pokazania na zewnątrz dumy i radości z naszej prawdziwej historii się rozwija i będzie rozwijać się dalej - mówi Domika Arendt Witchen z Inicjatywy Historycznej. Tymczasem w sobotę rano podczas oficjalnych obchodów prezydenta miasta Rafała Dutkiewicza powitały okrzyki „Gdzie masz Baumana?!”.

Zdaniem prawnika Jacka Bąbki, prezesa Fundacji Badań nad Prawem, takie naciski jak wypowiedź premiera, mogą prowokować policjantów do bezprawnych działań. – Taka nadgorliwość mogła mieć związek z tym, że mieli w pamięci te słowa. Bo zator informacyjny pomiędzy władzami miasta, która wie o racach i policją wygląda bardzo dziwnie – mówi. Telefon rzecznika dolnośląskiej policji, którego chcieliśmy zapytać o sprawę, milczy.

- Zatrzymanie kibiców jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, ponieważ wszystko, także odpalenie rac było uzgodnione w urzędzie. To, co się stało przypomina mi sytuację, kiedy to w czasach komunistycznej Polski, patrioci byli szykanowani. Dzisiaj polska policja próbuje zniszczyć tych, którzy walczą o pamięć bohaterów naszej Ojczyzny - mówi Kalif, 24 letni student, kibic WKS ŚLĄSK.

- Podejrzewam że to odwet Dudkiewicza za okrzyki kibiców podczas uroczystości na cmentarzu - mówi uczestnicząca w uroczystościach wrocławianka

Wieczorem, po marszu zatrzymani kibice zostali przewiezieni na Komisariat Policji Wrocław Stare Miasto przy ul. Trzemeskiej, gdzie usłyszeli zarzuty z kodeksu wykroczeń. Po północy wszyscy kibice zostali wypuszczeni.


dodajdo.com

1 komentarz:

  1. No cóż widma pomordowanych są bardzo nieprzyjemnym widokiem dla "resortowych dzieci"...

    OdpowiedzUsuń