czwartek, 21 lutego 2008

Oni BYLI pierwsi...



Witamy z ogromnym zadowoleniem fakt, że zarówno inicjatywa krakowska zbierania podpisów pod obywatelskim wnioskiem o referendum w sprawie Traktatu Reformującego UE (Kielce 5.02.2008) jak i kaliska (17.02.2008) przyjęły (w zasadzie) ten sam nagłówek formularza do zbierania podpisów. Nadzieją na przyszłość napawa fakt, że przynajmniej raz wreszcie ktoś się z kimś w czymś dogadał. My, niestety, nie mieliśmy jak dotąd takiego szczęścia, ani okazji, choć wyglądaliśmy jej jak przysłowiowa kania dżdżu.

Nasza, Suwerenności Narodu Polskiego radość i satysfakcja jest obecnie tym większa, iż udało się nam - jak sądzimy - doprowadzić naszym działaniem do zapoczątkowania czegoś w rodzaju pospolitego ruszenia patriotycznych sumień w Polsce, do przełamania powszechnej dotąd zmowy milczenia wokół potajemnej ratyfikacji Traktatu Reformującego, do przerwania konformistycznego milczenia wielu środowisk (głoszących się jako patriotyczne) wobec zaangażowania polskich władz państwowych w niedwuznaczną likwidację Państwa polskiego. I - na co nie po raz pierwszy wskazujemy - w prawne pozbawienie Narodu polskiego konstytucyjnej godności Suwerena, jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi. W naszym przekonaniu zwłaszcza po spotkaniu w Kaliszu 17.02.2008 powszechna niezgoda Narodu polskiego na pokątną ratyfikację przez Sejm RP groźnego pod każdym względem Traktatu Reformującego stało się wreszcie powszechnie znanym faktem.

Nie zapoczątkowały tego pospolitego ruszenia sumienia ani znane partie polityczne, ani politycy pretendujący do godności mężów stanu, ani byli czy obecni posłowie i senatorowie. Dokonali tego zwykli, szarzy ludzie, którzy wyczerpawszy wszelkie środki, aby poruszyć serca tych, którzy trwali i w większości dotąd trwają w jakimś niezrozumiałym intelektualno-moralno-politycznym osłupieniu, zobaczywszy siebie i Polskę wydanych na łaskę i niełaskę wszystkich jawnych i niejawnych nieprzyjaciół, postanowili energicznie zadziałać samemu. To właśnie ci szarzy, przeciętni obywatele nieszczęsnej RP rozpoczęli 7 grudnia 2008 r. w m.st. Warszawa swoją beznadziejną - zdawałoby się - nierealistyczną batalię o Polskę. Rozpoczynając od siebie samych, nierzadko w deszcz i w mróz, podjęli trud zbierania niebotycznej liczby 500.000 podpisów.

Prowadzili tę akcję samotnie i wbrew wszystkiemu przez ponad dwa miesiące. Jedynym wymiernym moralnym wsparciem była Rezolucja Krasiczyńska z 9.12.2007 r. uchwalona dzięki wydatnej pomocy Stronnictwa Ludowego "Ojcowizna", działaczy NSZZ RI "Solidarność i.in. Owszem, pod Sejmem, gdzie w dniach 7-12 grudnia 2007 trwała 24 godziny na dobę pikieta, pojawiały się od czasu do czasu jak meteory różne znane osobistości. Wyrażały one swoją sympatię, niektórzy nawet złożyli swój szanowny podpis pod wnioskiem o referendum, nawet paczkę herbatników czasem ktoś zostawił, ale wymiernej pomocy z ich strony najczęściej nie było. Zamiast pomocy było: propagowanie beznadziejnego wysyłania kartek pocztowych apelujących do patriotycznego i katolickiego sumienia Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Zatem w tym swoistym wyścigu o palmę pierwszeństwa w miłości Ojczyzny i poświadczania tej miłości osobistym czynem i postawą, nie żywiąc bynajmniej pretensji do monopolu na patriotyzm, oni byli jednymi z pierwszych, jeśli nie najpierwsi. Za to też z tego miejsca pragniemy im wszystkim, prawdziwym bezimiennym b o h a t e r o m , z głębi serca podziękować.

Jerzy Rachowski
za: Suwerenność Narodu Polskiego

dodajdo.com

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza