piątek, 7 sierpnia 2009

Śmieciojady, czyli wolność i suwerenność narodu polskiego od decyzji małego narodu irlandzkiego uzależniona



Fragmenty wypowiedzi wybitnego filozofa prof. dr. hab. Bogusława Wolniewicza na antenie Radia Maryja w dn. 5.08.2009 w audycji "Minął miesiąc". (Red.)

Prof. Bogusław Wolniewicz:

Minął miesiąc - jakie wydarzenia były w nim najważniejsze. Ja widzę dwa: jedno w Polsce, drugie za granicą. Najważniejszym wydarzeniem krajowym w lipcu była moim zdaniem ta 17. pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Bo nie dajmy się tu zwieść pozorom - temu zafałszowanemu obrazowi wydarzeń, jaki starają się narzucać media, całkowicie zdeformowanemu w proporcjach i w kolorach.

Jeden przykład: jak wiemy, w niedzielę 12 lipca zebrało się na Jasnej Górze w zbożnym celu kilkaset tysięcy ludzi z całej Polski, a niektórzy przyjechali ze świata. Toż to było wydarzenie już samo w sobie pierwszej rangi. Wielkość tego zgromadzenia na skalę europejską. A w tęże niedzielę wieczorem pierwszy program Telewizji Polskiej w swoim głównym wydaniu Wiadomości Dnia ani słowem o tej pielgrzymce nie wspomniał. Informował za to - w tym samym wydaniu Dziennika i to jest autentyczne - o jakmś jegomościu, któremu wpadła do jeziora pełna torba z ogórkami, czy tam z czymś i z tego wynikły jakieś kłopoty. To była dla Telewizji Polskiej wiadomość ważniejsza niż ta pielgrzymka. Przemilczeć, albo jak mówią Niemcy - zamilczeć na śmierć. Todtschweigen.

To jest jedna metoda walki libertyńskiego lewactwa i jego usłużnych medialnych podręcznych. Na to jest im tak potrzebny monopol medialny, który Radio Maryja psuje. A drugą ich metodą, to oczernić przeciwnika. kłamliwie przeinaczyć jego sprawy już w samym opisie.

(...) drugim z wydarzeń minionego miesiąca, wedle mojej oceny, było coś, o czym Pan Profesor [Jerzy Robert Nowak] nie wspomniał, ale może właśnie dlatego, że miał Pan tylko skrócony tak bardzo czas. Tym drugim wydarzeniem był wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjego - Bundesverfassungsgericht [BVG] to się u nich nazywa, z 30 czerwca. Oczekiwany z napięciem. Wyrok dotyczy, jak wiadomo, ratyfikacji przez Niemcy Traktatu Lizbońskiego, tego płodu lewackiej międzynarodówki. W treści i zamyśle ograniczającego jeszcze dalej suwerenność narodów Europy i samoistność ich kultur.

Otóż niemieccy sędziowie rzekli w efekcie tak: czy mamy przyjąć Traktat Lizboński?
Ależ owszem, z chęcią. Ale na naszych warunkach. Nie na brukselskich. To znaczy - najpierw musimy poprawić nasze niemieckie ustawy tak, by zawarować w nich, że żadne prawo unijne nie będzie u nas w Niemczech obowiązywało, jeżeli okaże się niezgodne z naszą konstytucją. A czy coś jest z naszą konstytucją zgodne, czy nie jest zgodne, o tym znowu rozstrzygamy my sami - Niemcy. A nie żaden pseudoeuropejski parlament, ani tym bardziej jakiś urzędnik w Brukseli.

Nie wiem, czy się Pan Profesor i Ojciec ze mną zgodzą, ale ja mogę tylko tutaj zawołać: brawo Niemcy! Brawo Niemcy! Ich sędziowie pokazali Europie, co to znaczy mieć poczucie swojej godności narodowej i strzec swojej niepodległości! A u nas co? Nasi tak zwani konstytucjonaliści kluczą, z prof. Winczorkiem na czele. Choć z jednym chlubnym wyjątkiem pani prof. Krystyny Pawłowicz, która nie kluczy, tylko mówi, jak jest: że przyjmować żywcem Traktat Lizboński, to pchać samemu kark w chomąto.

Co w tej dramatycznej sytuacji robi pan prezydent Lech Kaczyński? Lawiruje. I czeka, co zrobią Irlandczycy w tym gwałtem im narzucanym przez lewaków powtórnym referendum! Żeby było na nich, a nie na niego. Czyli duży chowa się tutaj lękliwie za plecami małego. Bo przecież Polska - uświadomcie sobie to Państwo, może nie wszyscy są tego świadomi, bo przecież Polska jest dziesięć razy większa ludnością od irandii. Nas jest 38 milionów a ich jest 3,5 miliona. I my się za nich mamy kryć? Wstyd to! To oni się powinni oglądać tu na nas, a nie my na nich.

Godność narodowa nie polega na manifestacjach patriotycznych, ani na jakichś błazeńskich inscenizacjach bitwy pod Grunwaldem, na walkach na papierowe miecze, tylko polega na śmiałej, a zarazem wytrwałej obronie własnego narodu, jego interesów i suwerenności. Patrzmy na Niemców - oni dali tu przykład. Innym resztą też go dali.

Jeszcze na koniec słowo. Oczywiście, ta niemiecka dbałość o interes własny, narodowy koliduje często... może nie często, ale nieraz... koliduje z naszym. Jak w tym przykładzie, który Pan Profesor przed chwilą podawał, tych szkół w Raciborzu, a gdzie indziej pewnie też. Uświadommy sobie jeszcze wyraźnie to, cośmy od Pana profesora Nowaka usłyszeli. A on tam wyczytał dzięki temu pismu, które dostał od słuchaczy: dzieci mogą się w Raciborzu, w szkole bezpłatnie uczyć dodatkowo niemieckiego pod warunkiem, że ich rodzice podpiszą lojalkę, iż poczuwają sie do swojej niemieckości!

I polskie władze szkolne takie horendalne lojalki gorliwie od nich egzekwują!

Co to znaczy? Znaczy, że polski rząd musiał zawrzeć z niemieckim [rządem] po cichu taką umowę! Oni będą nam za te lojalki jakieś tam euro płacić, a my będziemy je za te pieniądze posłusznie egzekwować.

O takich, co taką umowę podpisali, o takich, co od nas na taką umowę poszli, Niemcy mówią z pogardą Dreckfreser - śmieciojady. Taki mamy rząd i przeszło połowa Polaków jest nim dalej zachwycona. To coś o nas mówi! Niestety, proszę Ojca i proszę Pana Profesora, proszę Państwa.

dodajdo.com

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza