wtorek, 5 sierpnia 2014

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (1)





Płk dypl. R. Michałowski

Bitwa pod Warszawą - Głos faktów i dokumentów historycznych
(w "Tadeusz Jordan Rozwadowski Generał broni", Katowice 1993)


Bitwa pod Warszawą w 1920 roku należy w historii wojen do całkowicie wyjątkowych operacji. Zakończyła ona zwycięsko kampanię, którą rozpoczął ówczesny naczelny wódz Józef Piłsudski, tzw. wyprawą kijowską", w dniu 25 kwietnia 1920, oparłszy na całkowicie błędnych podstawach.

Fatalna wyprawa

Wyprawa kijowska opierała się na zupełnie fałszywej ocenie przeciwnika i zupełnym lekceważeniu zasad operacyjnych obowiązujących na teatrze polsko-rosyjskich zmagań, na którym front północny, a nie południowy, stanowił zawsze o rozstrzygnięciu kampanii.
To odwrócenie znaczenia obu wymienionych frontów i w konsekwencji skoncentrowanie głównych sił polskich na froncie ukraińskim a pozostawienie na froncie północnym zbyt słabych sił, które by mogły przez czas określony przeciwstawiać się skutecznie natarciom Armii Czerwonej (siedzącej swoimi głównymi siłami na rozstrzygającym wojnę kierunku Smoleńsk-Warszawa ), spowodowały niepowodzenie kampanii oraz trzymiesięczny odwrót armii polskiej.

Ofensywa polska na Kijów styczeń 1919- maj 1920 (Wikipedia)

"Mogę bić!..."

Czerwone wojska osłonowe na froncie ukraińskim celowo cofały się przed frontowym atakiem Piłsudskiego tak, że główne siły polskie bez większego wysiłku zajęły Kijów w dniu 8 maja 1920 roku.
Piłsudski, wciągany w matnię i próżnię strategiczną, nie orientował się, że wiąże swe główne siły w rejonie i zbyt odległym i ekscentrycznym. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że przy braku odpowiedniej komunikacji i możliwości szybkich transportów, nie będzie w stanie na czas interweniować na odcinku głównym w wypadku, gdyby Armia Czerwona pod dowództwem Tuchaczewskiego zagroziła temu frontowi. Nie liczył się on także z tym oczywistym faktem, że w razie uderzenia głównych sił czerwonych na północy i zagrożenia bezpośrednio Warszawie, Tuchaczewski wcześniej osiągnie stolicę, aniżeli Piłsudski zdąży ze swoją interwencją i przerzuceniem sił z południa ku północy. Piłsudski nie tylko nie żywił żadnych obaw i wątpliwości operacyjnych, maszerując "zwycięsko" ku Kijowowi, a przeciwnie - z pychą wojskowego dyletanta i kresowego panka oświadczył do zebranych w Żytomierzu dziennikarzy zagranicznych, że może bić bolszewików: "gdzie chce, jak chce i kiedy chce" (wywiad m.in. w londyńskim Daily Mail).

Odwrót

Tymczasem, po związaniu głównych sił polskich w rejonie Kijowa, Armia Czerwona podejmuje generalną kontrofensywę na całym froncie. Przerzuty zaś dobrze zorganizowanej armii konnej Budionnego na tyły powodują panikę oraz odwrót frontu południowego pod dowództwem gen. Rydza-Śmigłego. podczas gdy naczelny wódz Józef Piłsudski chyłkiem opuszcza Kijów i wraca do Warszawy.
Równocześnie, pod uderzeniem przeważających sił Tuchaczewskiego na północy, również gen. Szeptycki, dowódca frontu północno-wschodniego, zmuszony jest do odwrotu, mając ruchliwy korpus konny Gay Hana na swoim północnym skrzydle.
Z konieczności i gen. Sikorski, dowódca Grupy Poleskiej, która stanowiła wiązadło strategiczne obu frontów, zmuszony jest do wydania rozkazu odwrotowego.

Bolszewicy prą ku zachodowi

W ten sposób operacyjnie nieopatrzna wyprawa kijowska zamiast się zamknąć, jak Piłsudski sądził, w ramach Ukrainy, umożliwiła Moskwie podjęcie od dawna przez nią planowanej ofensywy czerwonej ku zachodowi.
Czerwony Kreml doskonale orientował się w zamiarach Piłsudskiego i wiedział o zawartym przez niego tajnym układzie z uchodźcami ukraińskimi i gruzińskimi. Moskwa grała z Piłsudskim na zyskanie na czasie, w celu ostatecznego zlikwidowania w międzyczasie wojsk białych Kołczaka i Denikina.
Uchwyciwszy w swoje ręce polskich wywiadowców, działających z ramienia Piłsudskiego na terenie Rosji - Moskwa umiejętnie kierował ich informacjami, które miały za cel wprowadzenie Piłsudskiego w błąd. Stąd naczelny wódz polski miał całkowicie fałszywy obraz sytuacji wewnętrznej rosyjskiej, a co więcej, uwierzył, ze główne siły Armii Czerwonej koncentrują się na Ukrainie.
Wbrew wszelkiej logice operacyjnej i wbrew ostrzeżeniom wybitnych generałów, a w szczególności generała Szeptyckiego, Piłsudski przyjmuje absurdalne doniesienia swych wywiadowców jako prawdziwe i nakazuje również koncentrację głównych sił w kierunku na Kijów.

Przewaga operacyjna i polityczna

W ten sposób, dzięki zręcznej grze Moskwy, obie planowane ofensywy, polska i rosyjska, zbiegają się w czasie i krzyżują, z tą jednak zasadniczą różnicą, że ugrupowane polskich sił jest całkowicie błędne i operacyjnie zgubne, i że Piłsudski z miejsca traci swobodę działania operacyjnego, a inicjatywa operacyjna przechodzi w ręce Moskwy.
Pomijając fakt przewagi liczebnej (a to 4 milionów Armii Czerwonej wobec 600.000 armii polskiej) planowana inwazja Zachodu została znakomicie wobec świata zachodniego zakamuflowana, gdyż nie Rosja "demokratyczna", lecz Polska "imperialistyczna", miała się okazać agresorem.
W ten sposób nie na czasie podjęta wyprawa kijowska spowodowała nie tylko klęskę wojskową, ale także i polityczną, ponieważ Polska została na terenie międzynarodowym całkowicie izolowana i tylko Francja pozostała Polsce wierna w jej ciężkim i groźnym położeniu.

Rezygnacja Piłsudskiego

Omal, że równocześnie z dniem wkroczenia Piłsudskiego do Kijowa rozpoczyna się bezustanny odwrót armii polskiej na całym froncie. Nieustanne i przeważające ataki Armii Czerwonej, mimo bohaterskich wysiłków żołnierza polskiego, groziły Armii Polskiej całkowitą likwidacją, otwarciem nie tylko drogi do Warszawy, ale i dalszego pochodu ku nie spodziewającemu się niczego Zachodowi.
Piłsudski oraz naczelne dowództwo polskie straciło wiarę w możność naprawienia sytuacji wojennej. Naczelny wódz polski okazał się niezdolnym do powzięcia jakiejkolwiek skutecznej decyzji operacyjnej w celu zorganizowania oporu wojsk polskich i przywrócenia równowagi operacyjnej na froncie. Miarą tej bezradności i przyznaniem się do poniesionej klęski był fakt, że Piłsudski złożył na ręce nowego premiera Rządu Obrony Narodowej, Wincentego Witosa, rezygnację ze stanowiska naczelnego wodza.

Witos i gen. Rozwadowski na widowni

I dlatego to - bitwa pod Warszawą, a względnie nieco wcześniejsza bitwa nad Bugiem, mają tak doniosłe znaczenie zarówno dla Polski samej, jak i dla świata zachodniego. Są one wojskowo związane omalże wyłącznie z nazwiskiem genialnego organizatora zwycięstwa operacji warszawskich. generała Tadeusza Rozwadowskiego, a politycznie z nazwiskiem Wincentego Witosa, wielkiego chłopa polskiego.
Generał Rozwadowski, który przejął na siebie tragiczny spadek po Piłsudskim, chciał i umiał wykuć z oczywistej klęski wojskowej zwycięstwo polskiej idei operacyjnej, z nadludzkim wysiłkiem przywrócił równowagę strategiczną frontu na drodze planowego skoncentrowania jeszcze na czas głównych sił polskich na froncie północnym.
Wincenty Witos przy jedności działania wszystkich stronnictw i ich ówczesnych przywódców, w rzędzie których w szczególności zasługuje na podkreślenie rola polskiego socjalisty i wicepremiera, Ignacego Daszyńskiego, - chciał i umiał zorganizować wszystkie elementy niezbędne do zorganizowania oporu i ostatecznego zwycięstwa na polu bitwy.
Taka jest ogólna charakterystyka kampanii polsko-rosyjskiej, której obrazem był zwycięski pochód nacierającej Armii Czerwonej i wymuszony odwrót Armii Polskiej aż do linii Bugu.
Bitwa wydana przez generała Rozwadowskiego nad Bugiem stała się punktem zwrotnym w kampanii polsko-rosyjskiej i umożliwiła przegrupowanie do rozstrzygającej bitwy pod Warszawą.

Widmo Linii Curzona

Ażeby lepiej zrozumieć wypadki polityczne i wojskowe, które towarzyszyły wysiłkom Rządu Obrony Narodowej i pracom generała Rozwadowskiego, oraz trudności i atmosferę, w których się rodziły koncepcje obu bitew w czasie odwrotu i zamieszania na polu bitwy oraz zaskoczenia i przerażenia społeczeństwa polskiego, trzeba przypomnieć sobie, że Piłsudski rząd Władysława Grabskiego, który w krytycznym momencie został zastąpiony przez Rząd Obrony narodowej na czele z Witosem, nie widząc możliwości odwrócenia karty wojennej, zwrócił się do państw zachodnich z prośbą o interwencję w celu zawieszenia broni i rozpoczęcia pertraktacji pokojowych z Rosją
I wtedy to premier angielski Lloyd George, na słynnej konferencji w Spa, nawraca do koncepcji tzw. Linii Curzona, jako linii rozejmowej, która to linia w praktyce miała się stać nową granica polsko-rosyjską.

Linia Curzona - Biały obszar - Polska zaproponowana przez Lloyda George'a w Spa w razie zawarcia pokoju z Rosją Bolszewicką po wyprawie kijowskiej Józefa Piłsudskiego (Wikipedia)


Jak beznadziejna musiała się wówczas przedstawiać sytuacja wojskowa i polityczna, dowodzi fakt, ze Piłsudski był skłonny do przyjęcia tej granicy. Na szczęście Moskwa, mając inne zamiary aniżeli zatrzymanie się na linii Bugu, w ciągnących się rozmowach z przedstawicielami Zachodu ostatecznie odrzuciła interwencję Aliantów i oświadczyła gotowość wszczęcia pertraktacji rozejmowych, ale tylko i wyłącznie, bezpośrednio z Polską.
Stanowisko Moskwy, planującej dalszy pochód ku Zachodowi, było jasne. Licząc na szybkie zwycięstwo armii i przekroczenie Bugu - Moskwa stale odkładała terminy podjęcia rozmów rozejmowych.

Nie kapitulujemy

W tę atmosferę kapitulacji i niewiary w zwycięstwo, nowy Rząd Obrony narodowej wnosi ze sobą ducha oporu i wiary w ostateczne zwycięstwo w oparciu o cały naród.
Generał Rozwadowski, żywiąc całkowicie to samo przekonanie i ciesząc się pełnym zaufaniem nowego premiera, oświadcza mu, że podejmuje się zreorganizowania sił polskich, które zasilone gorącym nowym elementem ochotniczym, odzyskają ducha bojowego i wiarę w zwycięstwo, co pozwoli mu na czas przeprowadzić przegrupowane, zanim by Armia Czerwona stanęła u bram Warszawy. W miejsce dotychczasowej bezplanowości i improwizacji generał Rozwadowski odrzuca strategię partyzancką i oświadcza, że na drodze planowej organizacji oporu i na zasadach obowiązujących zresztą prowadzenie wojny regularnej przywróci równowagę operacyjną frontu i sięgnie śmiało po zwycięstwo. Przewadze liczebnej pędzonego do boju żołnierza czerwonego pragnie gen. Rozwadowski przeciwstawić przede wszystkim ofiarnego i bohaterskiego ducha narodu. Wierzył on, że żołnierz polski, należycie dowodzony na polu bitwy, przewagę liczebną przeciwnika znakomicie wyrówna. Niemniej domaga się on podniesienia stanu armii o 200.000, licząc głownie na element ochotniczy.

Jedność narodowa

Generał Rozwadowski, mając całkowite poparcie Rządu Obrony narodowej, wszystkie swoje wysiłki podporządkował jednemu naczelnemu celowi uzyskania zwycięstwa, całkowicie oddał się trudnemu zadaniu wykucia go na polu bitwy.
Na bok odsunięto wszelkie animozje polityczne i osobiste, czego najlepszym przykładem było stanowisko premiera Witosa, który nie przyjmuje złożonej na jego ręce pisemnej rezygnacji Piłsudskiego ze stanowiska wodza naczelnego, motywowanej chorobą serca.
Dodać tu z góry należy, że po odniesionym przez generała Rozwadowskiego zwycięstwie, premier Witos zwraca Piłsudskiemu jego pisemną rezygnację, dokument jego słabości i niewiary.
Wincenty Witos, nie przyjmując rezygnacji Piłsudskiego, powodował się przekonaniem, ze jej przyjęcie mogło być uważane za oficjalne przyznanie się do klęski i mogło źle wpłynąć na ducha żołnierza, który jakkolwiek bity, nadal wierzył, że cofanie się armii nie oznaczało jeszcze przegranej wojny. Opinię premiera Witosa podzielał również generał Rozwadowski, który oświadczył, że niepowodzenia Piłsudskiego jako naczelnego wodza żadną miarą nie mogą oznaczać klęski żołnierza i nie wymagają kapitulacji.


dodajdo.com

24 komentarze:

  1. Bycie polskim patriotą nie jest modne w europejskiej UNII, za miłość do własnej ojczyzny, płaci się cenę równie wysoką jak na prawdziwej wojnie zbrojnej. Moim zdaniem doświadczamy nowego zjawiska, to zimna wojna o silne państwo polskie. Kto ją wypowiedział Polakom? Ci, którzy poniżają godło państwowe, flagę państwową, którzy zarządzają polską, miast rządzić ku chwale przyszłych pokoleń. Polecam warto obejrzeć i uświadomić sobie, kto zarządza Polską?

    Jak się traktuje flagę amerykańska i jak się traktuje flagę u nas w Polsce, w Sejnach bądź co bądź...
    DVD

    http://www.youtube.com/watch?v=ASRdDh3SVyE

    Robert Majka - politolog, Solidarność Walcząca Przemyśl, 5 sierpnia 2014 r.
    Kawaler KRZYŻA Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, Nr 452-2009-17 nadany 9 grudnia 2009 przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego.
    Radny Rady Miasta Przemyśla (2002 - 2006)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rolą Piłsudskiego było robienie polityki i to robił, koncepcja by "wyzwolić" Ukrainę a następnie zwasalizować była sensowna. Rolą Rozwadowskiego było zajmowanie się wojskiem.
    Natomiast twierdzenia o "nadludzkim wysiłku" to cokolwiek emfaza, Bolszewicy mieli takie same problemy jak Polacy pod Kijowem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście bardzo wątpię, iżby zadaniem wodza naczelnego w II RP (przynajmniej do czasu zamachu stanu w 1926 r.) było robienie polityki. Ma Pan jednak częściowo rację - tym, co Piłsudskiego zajmowało, nawet w okresie legionów, z pewnością nie były czynności dowódcze sensu stricte - jak zaświadczają jego najbliżsi współpracownicy, Piłsudski nigdy nie zdobył się na to, by nauczyć się dowodzić choćby kompanią wojska. Poza tym, może się Pan zdziwi, ale plan kampanii kijowskiej nie był bynajmniej dziełem sztabu generalnego - powstał w kręgu adiutantów Piłsudskiego.
    W cokolwiek emfatycznym, jak na dzisiejsze czasy, określeniu "nadludzki wysiłek" jest jednak sporo racji - jeśli w dniach powszechnego poczucia totalnej klęski, pogłębionej moralnym załamaniem wodza naczelnego znajduje się utalentowany dowódca, który nie ulega katastroficznym nastrojom i który swoją śmiałą myślą dowódczą przemienia wielką klęskę w wielkie zwycięstwo. W moim odczuciu - jest w tym mimo wszystko coś nadludzkiego. Dlatego nie bałbym się tego określenia. Odwrotnie - myślę, że należałoby się raczej bać niedocenienia wielkości Generała, należałoby się bać sprowadzania go do roli pospolitego sztabowca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie używał bym formuły "poczucie totalnej klęski"' raczej było to zdumienie i niedowierzanie, że oto ci dzicy, goli, niedozbrojeni bolszewicy podeszli już pod Warszawę.
    Rozwadowski zaś po prostu wykazał się dobrym przygotowaniem sztabowym, to coś diametralnie innego niż "dowodzenie kompanią", że sam nie był pewien swoich przewidywań dowodzi zarówno walka na wyniszczenie w pierwszej fazie bitwy, jak i pozostawienie dużych sił w odwodzie - rzucone do walki doprowadziły by do znacznie większych strat bolszewickich.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pan wolałby, żeby to było "zdumienie i niedowierzanie", daruje Pan, ale ja pozostanę przy swoim "poczuciu totalnej klęski".
    Nie wątpię, że wzorem swego nauczyciela sztuki prowadzenia wojen Wielkiego Dyletanta Naczelnego Pan poprowadziłby swoją papierową Bitwę Warszawską lepiej, niż to w praktyce w 1920 roku uczynił generał Tadeusz Jordan Rozwadowski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma znaczenia co ja bym wolał - ważne jest to co odnaleźć można ww wspomnieniach z tego okresu. A pradziadek który służył naonczas w ułanach - tak to właśnie był określał. Zresztą warto dostrzec wbrew klapkom na oczach, ze mortale w armii polskiej bynajmniej nie upadło - co jawnie przeczy "poczuciu totalnej klęski"...
      Nie poprowadził bym żadnej "papierowej bitwy" gdyż nie jestem sztabowcem - mogę dowodzić pododdziałem i jedynie tak określam swoje kompetencje.

      Usuń
    2. "Mortale" to raczej akrobatyczne salto, które Pan popełnia w swoim rozumowaniu (patrz: salto mortale) . Co innego natomiast m o r a l e wojska polskiego, którego wódz naczelny po kilkutygodniowym wycofywaniu się pod naporem bolszewików, doprowadziwszy niejako śmiertelnego wroga pod bramy stolicy, podaje się do dymisji, a władze cywilne szykują się na najgorsze. Nie przeczę, że Pański pradziadem był niezwykle dzielnym człowiekiem, skoro nie przerażała go wizja totalnej klęski a odczuwał on jedynie "zdumienie i niedowierzanie". Dziwi mnie tylko rozumowanie prawnuka, który opinię swego niewątpliwie bohaterskiego dziadka, traktuje jako niewątpliwy, niepodważalny dowód, że wszyscy Polacy byli równie jak pradziadek bez wyobraźni i równie jak on oderwani od wojskowej i politycznej rzeczywistości.

      Usuń
    3. ""Mortale" to raczej akrobatyczne salto, które Pan popełnia w swoim rozumowaniu (patrz: salto mortale) . Co innego natomiast m o r a l e wojska polskiego," - bardzo głupie czepianie się literówki.

      Podałem PRZYKŁAD że kłamliwie i bezpodstawnie (lub na podstawie kłamliwych przekazów) podawane są informacje co do nastrojów panujących w ówczesnym społeczeństwie.

      Usuń
    4. Nie czepiałbym się z pewnością, gdyby nie karkołomne uczynienie z subiektywnej opinii Szanownego Pradziadka prawdy absolutnej, argumentu mającego obalić użyte przeze mnie stwierdzenia "poczucia totalnej klęski". Jeśli były takie wspaniałe nastroje i wszyscy jak okiem sięgnąć uważali, że "nic się nie stało, że bolszewicy pod Warszawą i że zginęły niezliczone tysiące a może i dziesiątki tysięcy żołnierzy polskich podczas wycofywania się Piłsudskiego od Kijowa pod Warszawę, to skąd dymisja Piłsudskiego. Powinni go może jeszcze powitać jako przyszłego zwycięzcę. Czytając Pana można by pomyśleć, że gdyby Piłsudski porozmawiał z Pana Pradziadkiem, to przenigdy nie złożyłby pisemnej dymisji i nie zrezygnował ze stanowiska wodza naczelnego. Logiczne salto mortale w każdym calu.

      Usuń
    5. Jakoś bardziej ufam subiektywnym opiniom mojego pradziada, niż wydumanemu na potrzeby politycznej narracji "poczuciu totalnej klęski".

      Żołnierz chciał się bić, ludność chciała się bić. Morale było wysokie - co zostało unaocznione w późniejszych fazach wojny.

      Gadanina "że zginęły niezliczone tysiące a może i dziesiątki tysięcy żołnierzy polskich podczas wycofywania się Piłsudskiego od Kijowa pod Warszawę" - jest cokolwiek różnica pomiędzy "tysiącami" a "dziesiątkami tysięcy" - sam fakt posługiwania się tego typu zwrotami dowodzi małego rozeznania w kwestii strat.

      Usuń
    6. Poczucie klęski nie wyklucza zupełnie woli walki do końca - to po pierwsze. Po drugie - bardzo trudno podać dane liczbowe strat polskich w wyniku tragicznej wyprawy kijowskiej, choćby z tego powodu, że te dane były skrzętnie ukrywane przez sanację, gdyż liczby mogłyby przemawiać na niekorzyść Piłsudskiego jako naczelnego wodza. Pan także nie wydaje się być szczęśliwy z tego powodu, że w ogóle jakieś straty zostały przeze mnie napomknięte.

      Usuń
    7. Poczucie klęski to poczucie klęski - desperacka walka to jedno, a morale to drugie. poczucia klęski nie było, a jeśli już to dotknęło ono garstki ludzi. Cała narracja na jego temat pochodzi z czasów późniejszych i była argumentem politycznym a nie faktem historycznym.

      Można ukryć straty bolszewickie, bo nie ma dokumentów werbunkowych, ale nie polskie.

      Usuń
    8. Po pierwsze, założę się, że z dokumentami werbunkowymi jest tak jak z protokołami z obwodowych komisji wyborczych - znajdują się przeważnie tylko wtedy, kiedy trzeba udowodnić, że wybory są w pełni prawomocne. To po pierwsze.

      Po drugie - jeśli chodzi o to, że "cała narracja na jego temat pochodzi z czasów późniejszych i była argumentem politycznym a nie faktem historycznym.":
      Tak poważny zarzut zasługiwałby chyba, żeby go jakoś uzasadnić, tymczasem dla Pana to takie oczywiste i bezdyskusyjne. Nie wiem, czy jest Pan takim ignorantem w dziedzinie ówczesnych realiów politycznego życia codziennego, na jakiego Pan wygląda, czy tylko liczy Pan na powszechną nieznajomość tematu?
      Równie dobrze mógłby Pan dzisiaj twierdzić, że osławiony "seryjny samobójca" w III RP to mit wykreowany do celów walki politycznej z istniejącym dobrotliwie nam panującym systemem, z jego ekipą rządzącą i z koncesjonowaną częścią opozycji włącznie.
      Chyba domaga się Pan w ten sposób (mimowolnie), żeby wyliczyć z imienia i z nazwiska wszystkie te śmiertelne ofiary sanacyjnego "seryjnego samobójcy", ofiar, które MUSIAŁY ponieść śmierć, tylko dlatego, żeby kompromitujące Piłsudskiego fakty składające się na bardzo, ale to bardzo dyskwalifikującą narrację, ciągnącą się jeszcze z czasów działalności PPS-owsko-bojówkarskiej, nie wyszły na światło dzienne - po to właśnie, aby piłsudczykowski mit Ojca Ojczyzny mógł stać się jedynie słusznym, jedynie obowiązującym "faktem", właśnie tym samym, który Pan uważa za bezdyskusyjny.
      W tym miejscu to raczej niemożliwe, ale w miarę możności postaram się spełnić ten Pański mimowolny postulat - nie w formie komentarza, ale samodzielnego regularnego postu.

      Usuń
  6. Dzięki tak niedoskonałemu, Pana zdaniem, dowództwu w Kobyłce i w okolicznych miejscowościach dzwony dzwoniły na zwycięstwo, podczas gdy Dyletant Naczelny, opóźniając ustalony przez gen Rozwadowskiego moment ataku, nie zdołał wyruszyć spoza Puław na swój legendarny manewr oskrzydlający.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie użyłem słowa "niedoskonałe", proszę darować sobie tego typu chwyty. Było rzemiosłem wojennym wysokiej próby. Natomiast Rozwadowski był na tyle mądry, by nie dać ponieść się pysze i hurra optymizmowi.
      Manewrów Piłsudskiego komentował nie będę. Jak już pisałem on robił politykę.

      Usuń
    2. Pozostaje zwrócić uwagę, że w takim razie celem polityki naczelnego wodza było jako żywo wyniszczenie polskiej armii i sprowadzenie do Polski bolszewika.

      Usuń
    3. Brednia - Rozwadowski miał myśleć o pokonaniu nieprzyjaciela. a Piłsudski musiał brać pod uwagę prosty fakt że zarówno Bolszewicy, jak i Biali, ale też Ukraińcy i Białorusini mieli wobec Polski roszczenia terytorialne a niekiedy wprost wyrażali wolę pozbawienia jej niepodległości.

      Usuń
    4. Też uważam, że to brednia - tak się tylko składa, że ta brednia wynika z Pańskiej argumentacji.

      Usuń
    5. Fakt - zapomniałem że Piłsudski nie był politykiem tylko nieudacznikiem... no teraz to już wszystko jasne.

      Usuń
    6. Gdyby chciał Pan wiedzieć, to by Pan wiedział, że istnieje dość obszerna literatura z dziedziny wojskowości, wypowiadająca się na temat stylu dowodzenia wojskiem, jakiego dorobił się Piłsudski, a właściwie zastępujący go w dowodzeniu wojskiem bardziej kwalifikowani wojskowo dowódcy. Maniera rozciągania dużych formacji w długą linię frontową, dająca o sobie znać w kampanii kijowskiej, niewątpliwe dziedzictwo po wielu latach spędzonych w okopach I wojny św. zemściła się także już po śmierci Piłsudskiego we wrześniu 1939 r.
      Co do polityki - można powiedzieć że Piłsudski był nadzwyczaj skutecznym "udacznikiem", tyle tylko, że było to "udacznictwo" o zabarwieniu cokolwiek zbójeckim. Albo bolszewickim, jak Pan woli.

      Usuń
    7. "Maniera rozciągania dużych formacji w długą linię frontową, dająca o sobie znać w kampanii kijowskiej, niewątpliwe dziedzictwo po wielu latach spędzonych w okopach I wojny św. " - ależ legioniści walczyli w małych formacjach na ograniczonym odcinku - siłą rzeczy gdyż stanowili niewielki promil sił Austro Węgierskich. Nie mieli gdzie nabrać owej "maniery" - co innego dowódcy liniowi z armii państw zaborczych lub przybyli z obszarów gdzie toczyła się wojna pozycyjna.

      Owszem pozycji jest mnóstwo - zwłaszcza krytycznych - nie znalazłem zaś ani jednej która potrafiła by przedstawić jakie powinno być urzutowanie wojsk polskich w 39 roku. jakie kierunki bronić, jak manewrować itp. Łatwo jest krytykować - ale w ówczesnej sytuacji nie było żadnego dobrego rozwiązania.

      Piłsudski o zabarwieniu bolszewickim ... solidna galopada...

      Usuń
    8. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób znalezienie w Internecie np. sposobu dyslokacji jednostek polskich we wrześniu 1939 wydaje się trudem ponad ludzkie możliwości. Jednak, jak się Pan za chwilę przekona - jest to całkowicie w zakresie Pańskich możliwości. Zapewniam.
      Aby znaleźć pożądane informacje:
      1. Otwiera Pan w swojej przeglądarce wyszukiwarkę, np Google.
      2. W okno wyszukiwania wpisuje Pan odpowiednie słowa kluczowe np. wojna polsko-niemiecka 1939.
      3. Na jednym z pierwszych miejsc na liście, jaka się pojawi, z pewnością pojawi się link do hasła: Kampania wrześniowa. Otwiera Pan ten link i już ma Pan pierwsze podstawowe informacje.
      Proszę zwrócić uwagę na zamieszczone na tej stronie szkice sytuacyjne (po prawej stronie). Na pierwszym z nich, zatytułowanym "German Order of Battle" zaznaczone są ciemnoniebieską linią główne polskie zgrupowania oznaczone jako POZNAN, LODZ, CRACOW. Jak się Pan niechybnie domyśla są to: Armia "Poznań", Armia "Łódź" i Armia Kraków.
      Jeżeli informacje na powyższej stronie wydadzą się Panu niewystarczające, to proszę się nie martwić, tylko kolejno wpisywać w okno wyszukiwarki:
      a) armia lodz
      b) armia poznan
      c) armia krakow
      W ten sposób postępując uzyska Pan elementarne dane do dalszych samodzielnych badań na temat przebiegu kampanii, położenia poszczególnych jednostek na danym etapie walki, jak również nazwiska ich dowódców.
      Potem już tylko pozostaje Panu, wedle swej woli i własnego rozumienia pojęcia prawda historyczna: weryfikować, konfrontować, uszczegóławiać fakty, działania i opinie.
      Na tym etapie pracy jest już Pan o krok od osiągnięcia rezultatu końcowego tj. samodzielnego ustalenia i osądu, z dowolnym prawdopodobieństwem, "jakie powinno być urzutowanie wojsk polskich w 39 roku. jakie kierunki bronić, jak manewrować"
      Myślę, że świetnie Pan sobie da radę z tym zadaniem. Życzę powodzenia.

      P.S. Aha, proszę nie lekceważyć licznych przypisów (zwykle w nawiasach kwadratowych [ ]). Są to za zwyczaj ważne odniesienia do istniejących źródeł bibliograficznych: książek, dokumentów i artykułów prasowych.

      Usuń
  7. Zrobił Pan coś znacznie poważniejszego niż użył słowa "niedoskonałe". Stwierdził Pan (zupełnie gołosłownie zresztą): "dowodzi zarówno walka na wyniszczenie w pierwszej fazie bitwy, jak i pozostawienie dużych sił w odwodzie - rzucone do walki doprowadziły by do znacznie większych strat bolszewickich." W moim odczuciu to brzmi wręcz jak oskarżenie o nieudolność w dowodzeniu przez Sztab Naczelny.
    Proszę łaskawie zauważyć, że właśnie wycofane przez Piłsudskiego zbyt daleko za Wieprz jednostki 3. i 4 armii można śmiało uważać za zbyt duże odwody, które na polityczny rozkaz Piłsudskiego wyruszyły co najmniej 1-dniowym opóźnieniem (z powodu właśnie "robienia polityki" przez Piłsudskiego), a przez to najprawdopodobniej doprowadziły - i tu się zgadzam - do większych strat polskich, a mniejszych strat bolszewickich. O to właśnie w tym całym "genialnym" manewrze naczelnego wodza w stanie autodymisji chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic podobnego - pisałem o OSTROŻNOŚCI i raczej był to komplement niż zarzut.

      Usuń