wtorek, 17 lutego 2009

Nasza propozycja: Nie hamulce, ale kaftan bezpieczeństwa dla Unii Europejskiej



Przedstawiamy poniżej tekst artykułu na temat problemów jakie rodzi w świetle niemieckiej konstytucji osławiony Traktat Lizboński, tak bardzo popierany przez kanclerz Angelę Merkel. Jak wynika z artykułu Der Spiegel'a, rozważa się obecnie w Niemczech nałożenie Unii Europejskiej hamulców bezpieczeństwa.

Z pewnością polski Trybunał Konstytucyjny uważnie śledzi tę debatę - miejmy nadzieję, iż nie popełni tych ewidentnych "błędów", jakie stały się udziałem polskiego Trybunału Konstytucyjnego pod dyrekcją Marka Safjana, który to swoim niefrasobliwym wyrokiem w sprawie K 18/04 uwolnił się praktycznie od zbadania zgodności Traktatu Ateńskiego z polską Konstytucją, ani też doda nowych.

Ze swej strony, radzilibyśmy niemieckim sędziom założyć Unii Europejskiej nie hamulce, a raczej kaftan bezpieczeństwa.
(Red.)




Dietmar Hipp

Niemcy rozważają nałożenie hamulców bezpieczeństwa na Unię Europejską



Niemiecki Trybunał Konstytucyjny rozpatruje obecnie, czy Traktat Lizboński jest zgodny z niemiecką konstytucją. Przedmiot ten budzi poważne pytania o to, gdzie powinny znajdować się granice europejskiej władzy.

W ostatni wtorek sędziowie niemieckiego Trybunału konstytucyjnego przekonali się, jak trudno jest mieć w Europie ostatnie słowo. Właśnie wtedy, gdy Federalny Trybunał Konstytucyjny w południowo-zachodnim mieście niemieckim Karlsruhe zaczął na dobre swoje posiedzenie na temat Traktatu Lizbońskiego, głos zabrał Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) w Luksemburgu. Europejski odpowiednik i rywal Trybunału w Karlsruhe zademonstrował, że dla żądzy władzy europejskich eurokratów nie ma żadnych ograniczeń.

Oto europejscy sędziowie z ETS udzieli właśnie błogosławieństwa uchwalonej przewodniej roli Unii Europejskiej. Odnosi się to do nowych zasad przechowywania danych, które obecnie wymagają, aby kompanie telekomunikacyjne w całej Europie przechowywały dane związane z używaniem internetu i z połączeniami telefonicznymi przez 6 miesięcy w taki sposób, aby były one dostępne dla oskarżenia przez europejski wymiar sprawiedliwości. Kwestią podstawową było, czy tak daleko idący środek musi być zaaprobowany przez wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej, ażeby mógł wejść w życie.

Odpowiedź na to pytanie, jaka nadeszła z Luksemburga, była przecząca. Uzasadnienie tego orzeczenia było dość dziwne. Sędziowie ETS argumentowali, że dane te miałyby być mniej istotne dla walki z terroryzmem, bardziej natomiast związane byłyby z europejskim wspólnym rynkiem. Zamiast jednomyślności w głosowaniu, która była poprzednio wymagana w wypadkach, gdy dany środek prawny dotyczył filaru europejskiego wymiaru sprawiedliwości (ścigania i karania przestępczości), teraz do wprowadzenia ustawodawstwa w zakresie wspólnego rynku wystarczać ma zwykła większość głosów.

Jest to zwodnicza linia argumentacji, która pozwala Trybunałowi Europejskiemu skutecznie interweniować w wielu różnych politycznych obszarach w państwach członkowskich.

Sędziowie Trybunału w Karlsruhe podczas dyskusji nad środkami zaradczymi dla ograniczenia tego rodzaju chwytów w przyszłości, byli w sposób widoczny poruszeni. Wprawdzie pod koniec posiedzenia ich wypowiedzi wskazywałyby na to, że niemiecki Trybunał nie ośmieli się ostatecznie stwierdzić niekonstytucyjności Traktatu z Lizbony względem niemieckiej konstytucji. Zamiast tego niemieccy sędziowie wezwą prawdopodobnie do zmiany niemieckiego prawa w taki sposób, aby Traktat Reformujący mógł wejść w życie.

Traktat Lizboński zawierający mnóstwo klauzul, budzących spore wątpliwości, oraz odwołań do innych przepisów, daje Brukseli nową, rozszerzającą się co do zakresu władzę i jurysdykcję kosztem parlamentów narodowych.

Władza stosowania prawa ponad prawem pierwotnym, którą Traktat udziela instytucjom Unii Europejskiej, może być określona jako "jurysdykcja ponad jurysdykcją" - powiedział Udo di Fabio, sędzia odpowiedzialny za projekt końcowego orzeczenia Trybunału. Może to doprowadzić do ustanowienia swego rodzaju "mechanizmu samobsługi", za pomocą ktorego Unia Europejska mogłaby rozszerzać swoje kompetencje bez odwoływania się do następnych traktatów. Taki mechanizm byłby trudny do pogodzenia z przepisami niemieckiej konstytucji.

A oto przykład, jak traktat mógłby wykroczyć poza granice państwowej władzy narodowej. Na mocy Traktatu Lizbońskiego Unia Europejska może np. określić jako "ponadnarodowe" pewne rodzaje przestępstw, jak terroryzm, handel ludzkim towarem, przestępstwa komputerowe itp. Ale, "opierając się na osiągnięciach w kryminalistyce", Rada Europejska może rozciągnąć jurysdykcję UE na każdy inny aspekt kodeksu karnego, jeżeli tylko jest możliwość, aby zostały uznane za ponadnarodowe - innymi słowy, praktycznie zawsze.

Ewentualne konflikty są do przewidzenia. Na przykład, byłoby trudno wytłumaczyć Holendrom, że asystowanie przy samobójstwie powinno być traktowane jako zbrodnia. Tak jak trudno byłoby przekonać Niemców, że haszysz nie powinien być ścigany prawem.

Sędziowie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego mieli z tego rodzaju przepisami traktatu znaczne trudności. Sędzia Herbert Landau wskazywał, że postanowienia obejmujące stosowanie prawa karnego do osądu "moralnych i etycznych wartości", powinny być przedyskutowane przez niemieckich specjalistow w dziedzinie prawodawstwa.

Na tym też prawdopodobnie sędziowie Trybunału skupią swoje wysiłki - będą dążyć do wypracowania środków pozwalających uporać się z zagrożeniami ze strony Traktatu Lizbońskiego na poziomie narodowym. Mogłoby to być wymóg, aby niemiecki parlament, Bundestag, wprowadził do mechanizmu Brukseli swego rodzaju "hamulec bezpieczeństwa".

Byłoby to możliwe, technicznie rzecz biorąc, bowiem rządy państw członkowskich mogą jedynie aprobować rozszerzenie kompetencji na szczeblu europejskim w jednomyślnym głosowaniu. Inaczej mówiąc, zgoda rządu federalnego [na szczeblu europejskim] byłaby uzależniona od zgody Bundestagu.

Ten rodzaj veta mógłby zapobiegać zbyt pospiesznemu wyzbywaniu się władzy posiadanej przez przedstawiciele niemieckiego rządu federalnego w UE.

Trybunał zwrócił także uwagę na sposób, w jaki instytucje międzynarodowe, takie jak Światowa Organizacja Handlu (WTO), będą w przyszłości traktowały specjalne niemieckie interesy. Co więc stanie się, jeśli, jak postanawia Traktat Lizboński, jeden członek postanawia przemawiać za wszystkie 27 krajów cżłonkowskich?

Z uwagi na to, że w WTO "słychać melodię globalizacji" - mówią sędziowie - nie jest tu bez znaczenia to, kto i w jakich sprawach ma coś do powiedzenia. Obawiają się oni, iż w atmosferze globalnego bazaru, panującej w WTO nawet zaopatrzenie Niemiec w wodę może być pewnego dnia odsprzedane komuś spoza Niemiec.

Weto w głosowaniu jest możliwe tylko w sprawach, które muszą być rozstrzygane jednogłośnie. Jednakże w sprawach wewnętrznych i w sprawach polityki prawnej, gdzie kompetencje przekazane są instytucjom europejskim, veto już obowiązywać nie będzie. Co gorsza, na mocy Traktatu Lizbońskiego Rada Europejska może wprowadzić zasadę głosowania większością głosów również w sprawach, które normalnie wymagają głosowania jednomyślnego. Niemcy mogą na przykład zostać po prostu przegłosowane w sprawie wspólnej, zagranicznej akcji wojskowej. W sprawiach własnego bezpieczeństwa jedyną sprawą, w której obowiązuje jednomyślność, jest sprawa określenia sposobu głosowania - czy ma się ono odbyć na zasadzie jednomyślności czy na zasadzie większości kwalifikowanej.

Ale, zapytują rozsądnie sędziowie Trybunału, czy ten budzący kontrowersje traktat umożliwia również po prostu pozbycie się wymogu jednogłośności, gdy idzie o rozszerzenie kompetencji Unii Europejskiej?

Trybunał wysłuchał argumentów jednego z najgorętszych zwolenników Traktatu, berlińskiego profesora Inglofa Pernice. Jego odpowiedź na to ostatnie pytanie po długich rozważaniach brzmiała: Nie, ale "w razie konieczności" rzeczy będą się prawdopodobnie przedstawiać inaczej.


________________________________

Żródło:
Dietmar Hipp, Germany Considers Putting Brakes on EU Power, Der Spiegel International, 16.02.2009

(z ang. tłum. J.R.)




dodajdo.com

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza