poniedziałek, 6 czerwca 2011

Przedterminowe wybory 2007 - rozmyślne przekazanie władzy Platformie Obywatelskiej przez PiS (1)



...obliczone na wyeliminowanie z ław sejmowych zadeklarowanych przeciwników Traktatu Lizbońskiego i bezproblemową jego ratyfikację na wiosnę 2008 przez parlamentarną koalicję ratyfikacyjną PO-PiS-SLD-PSL. Przedstawiamy wybór tekstów wystarczająco naszym zdaniem uzasadniających powyższą tezę (Red.)

Magdalena M. Stawarska
Przedterminowe wybory to polityczny straszak?
Nasz Dziennik, 13 sierpnia 2007, Nr 188 (2901)

Za przedterminowymi wyborami opowiadają się PiS, PO, SLD i PSL, ale i tak do skrócenia kadencji Sejmu zabraknie jeszcze 46 głosów, bo Samoobrona i LPR chcą wcześniej powołania komisji ds. CBA

Przedterminowe wybory będą - to już prawie pewne, mówił po sobotniej Radzie Politycznej PiS premier Jarosław Kaczyński. Mogłyby się one odbyć na jesieni, a najbardziej prawdopodobny termin to 21 października. Taka wiadomość cieszy polityków PO i SLD, którzy podkreślają, że szybkie przedterminowe wybory to konieczność. Sceptycznie do zapowiedzi premiera podchodzą liderzy LPR i Samoobrony. Ich zdaniem, przed wyborami konieczne jest powołanie sejmowej komisji śledczej, która zbadałaby działania CBA w ministerstwie rolnictwa.

- Można sądzić, że wybory będą 21 października - powiedział premier Jarosław Kaczyński po sobotniej Radzie Politycznej PiS. Jak dodał, "jest wola PiS i autentyczna wola PO, aby odbyły się wybory", więc "z całą pewnością będą". Szef rządu poinformował, że Rada Polityczna PiS przyjęła uchwałę, w której wyraziła zgodę na przedterminowe wybory. Powinny się one odbyć na jesieni, najpóźniej w listopadzie. - Jeśli ich nie będzie, to znaczy, że nie ma takiej woli ze strony PO, a Platforma tak naprawdę chce sojuszu z SLD - zaznaczył premier Kaczyński. Czy te obawy są uzasadnione? Zdawać by się mogło, że tak. W kręgach politycznych pojawia się informacja, iż ostatecznie Platforma nie wyrazi zgody na przedterminowe wybory i jeśli zostanie odrzucone odwołanie PiS od decyzji PKW, to tym bardziej będzie czekać na finansowe wyniszczenie partii Jarosława Kaczyńskiego. Z kolei premier pytany przez dziennikarzy o kroki, jakie zostaną podjęte, aby odbyły się przedterminowe wybory, odparł, że są one opisane w Konstytucji i w odpowiednich ustawach. Ponadto przypomniał, że było to przedmiotem ostatniej rozmowy między prezydentem Lechem Kaczyńskim a szefem PO Donaldem Tuskiem. Na spotkaniu tym ustalono, że głosowanie nad wnioskiem o samorozwiązanie Sejmu odbędzie się na początku września. Premier podkreślił, że daje to czas na przyjęcie przez Sejm "bezwzględnie potrzebnych" ustaw. - Jeżeli taka uchwała będzie podjęta, to wtedy mamy 45 dni do wyborów, a więc można sądzić, że wybory będą 21 października - zaznaczył szef rządu. - Nie widzę w tej chwili możliwości podtrzymywania rządu mniejszościowego, a takiego rządu, jak w tej chwili i jaki był w ciągu ostatnich kilku miesięcy, my po prostu nie chcemy - argumentował Jarosław Kaczyński. Dodał, że przedterminowe wybory mają być plebiscytem, jakiej chcemy Polski. - Czy takiej, która walczy z korupcją, nadużyciami, czy takiej, którą proponują nasi oponenci, która chroni silniejszego - mówił.

Decyzję Rady Politycznej PiS z zadowoleniem przyjęli liderzy Platformy Obywatelskiej i SLD. Według sekretarza generalnego SLD Grzegorza Napieralskiego, decyzja PiS o przedterminowych wyborach to "wiadomość dobra dla Polski i Polaków". Z kolei wiceprzewodniczący PO Bronisław Komorowski podkreślił, że - jeśli zostanie skrócona kadencja obecnego Sejmu - "oznacza to skrócenie działania złego rządu i złej koalicji". Sceptycznie do przyspieszonych wyborów odniósł się poseł PSL Franciszek Stefaniuk. - Przeżywałem już kilkanaście takich akcji, gdy zapowiadano przyspieszone wybory. Uważam, że jesienne wybory są nierealne - ocenił polityk PSL. W jego przekonaniu, "jeżeli ktoś jest u władzy i chce nowych wyborów, to znaczy, że nie powinien w nich startować".

Mimo wstępnej deklaracji PO i SLD poparcia pomysłu PiS samorozwiązanie Sejmu nie jest jeszcze przesądzone. Zgodnie z Konstytucją Sejm może skrócić swoją kadencję uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby posłów. Oznacza to, że musi ją poprzeć 307 posłów. Arytmetyka sejmowa pokazuje jednak, że nie jest to takie oczywiste. Gdyby wniosek o rozwiązanie Sejmu poparły - jak obecnie zapowiadają - dwa największe ugrupowania parlamentarne: PiS i PO, daje to w rezultacie 181 głosów. I choć rozwiązanie proponowane przez PO i PiS popierają SLD i PSL (55 + 25), które dysponują w sumie 80 głosami, to i tak do skrócenia kadencji Sejmu zabrakłoby jeszcze 46 głosów. Wiadomo, że takiego wniosku nie poprą LPR i Samoobrona, a już na pewno nie przed powołaniem komisji śledczej do zbadania działań CBA w resorcie rolnictwa. Politycy LiS zgodnie twierdzą, że dążenie PiS do wcześniejszych wyborów to ucieczka przed powołaniem komisji śledczej. - Na szczęście Sejm nie składa się wyłącznie z posłów PiS. Rada Polityczna PiS nie jest organem, który podejmuje decyzję o przyspieszeniu wyborów - podkreśla rzecznik Samoobrony Mateusz Piskorski. Wtóruje mu lider LPR Mirosław Orzechowski i zaznacza, że zanim odbędą się przyspieszone wybory parlamentarne, powinna powstać komisja śledcza. Przeciwna wcześniejszym wyborom jest też Prawica Rzeczypospolitej. Zdaniem jej lidera Marka Jurka, premier, popierając decyzję o rozwiązaniu Sejmu, "bierze odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje oddania władzy większości postkomunistyczno-liberalnej". "Przypominam, że w roku 1993 walka polityczna między PC Jarosława Kaczyńskiego a prezydentem Lechem Wałęsą doprowadziła do rozbicia parlamentu i wcześniejszych wyborów. Otworzyło to dwunastoletni okres dominacji postkomunistów w życiu politycznym" - napisał Jurek w apelu skierowanym do PiS. Według niego, skutki wcześniejszych wyborów również dziś mogą być katastrofalne.

Koalicja zerwana, dymisje ministrów

Informacja o wcześniejszych wyborach to nie koniec rewelacji gorącej politycznej soboty. Jeszcze rano przed Radą Polityczną PiS doszło do rozmów premiera z szefem LPR, wicepremierem Romanem Giertychem. - Premier poinformował mnie, że zrywa koalicję z LPR i że w poniedziałek zostaną odwołani ministrowie z LPR - powiedział Giertych po spotkaniu z premierem. Dodał, że dotyczy to także prawdopodobnie Samoobrony. Jarosław Kaczyński nie potwierdził wprost tych informacji. Pytany prze dziennikarzy, czy w poniedziałek dojdzie do dymisji ministrów LPR i Samoobrony z rządu, powiedział: "O zmianach w składzie rządu będę informował, proszę o cierpliwość".

Taśmy premiera na PO?

Ponadto prezes LPR Roman Giertych stwierdził w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", że podczas sobotniego spotkania z Jarosławem Kaczyńskim usłyszał, iż premier ma "taśmy na wielu polityków, w tym PO", a jak je ujawni w kampanii wyborczej, to "wielu buty pospadają". Według naszego rozmówcy, miała to być odpowiedź na argument LPR, że Platforma na pewno wygra wybory. Giertych podkreślił, że było to dla niego bulwersujące, iż premier chce się podczas kampanii posłużyć materiałami zgromadzonymi przez służby. Dodał, że treść rozmowy z premierem ujawnia, bo spotkanie odbyło się oficjalnie, w kancelarii premiera. - Ani jeden fragment rozmowy nie był prywatny, ani półprywatny - zaznaczył wicepremier. Informacje o taśmach zdementował rzecznik rządu Jan Dziedziczak, podkreślając, że relacja Giertycha ze spotkania jest nieprawdziwa.

Lepper kontra Ziobro

Lider Samoobrony Andrzej Lepper nadal nie daje za wygraną w sprawie akcji CBA w resorcie rolnictwa. Na specjalnie zwołanej w sobotę konferencji prasowej oświadczył, że to minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ostrzegł go o przygotowywanej przez CBA akcji w ministerstwie rolnictwa. Sam Ziobro tym informacjom zaprzeczył, zarzucając Lepperowi kłamstwo. Dodał, że jest gotów jeszcze w sobotę złożyć w tej sprawie zeznania w prokuraturze.

Lepper poinformował dziennikarzy, że 14 czerwca spotkał się z Ziobrą w swoim gabinecie i wtedy minister sprawiedliwości ostrzegł go przed akcją CBA w podległym mu resorcie. - Rozmawialiśmy dosyć długo. Ziobro był bardzo wylewny, rozmawiał o różnych sprawach. [...] Pan minister powiedział mi wyraźnie, żebym bardzo uważał na to, co robię, bo CBA prowadzi bardzo szeroko zakrojoną akcję w ministerstwie rolnictwa odnośnie do odrolnienia pewnych gruntów - relacjonował Lepper. - Andrzej Lepper jest kłamcą i oszczercą - w ten sposób do tych informacji odniósł się Ziobro. Kilkakrotnie zapewnił też, że nie przekazywał szefowi Samoobrony żadnej informacji na temat akcji CBA.

Słowa Leppera wywołały oburzenie wśród polityków opozycji. Ich zdaniem, minister Ziobro powinien zostać odwołany. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku dymisji szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, której przyczyną było właśnie to, że - jak powiedział premier Jarosław Kaczyński - znalazł się w kręgu podejrzeń związanych z przeciekiem w sprawie akcji CBA. Komentując słowa Leppera, szef rządu powiedział, że Ziobrę obciąża na razie tylko "pomówienie osoby, która sama broni się obecnie przed ciężkimi zarzutami".

Wczoraj doszło do konfrontacji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i Andrzeja Leppera w koszalińskiej prokuraturze okręgowej.


* * *


"Rozwiązanie parlamentu uprościło życie zwolennikom traktatu"

Wywiad Marka Jurka dla "Naszego Dziennika", ND, 29 marca 2008 r.


Z Markiem Jurkiem, marszałkiem Sejmu V kadencji, przewodniczącym Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Jacek Dytkowski

Postawił Pan publicznie tezę, że poprzedni parlament został rozwiązany, bo trudno byłoby w nim przeforsować ratyfikację traktatu lizbońskiego.

- Powody tego rozwiązania do tej pory są dla mnie tajemnicą. Cały czas, jeszcze przed moim odejściem z partii rządzącej w kwietniu, zachęcałem do szukania w opozycji partnerów do utrzymania rządu - przede wszystkim do rozmów z Polskim Stronnictwem Ludowym. Przecież nawet w momencie odejścia z PiS posłów katolicko-konserwatywnych zamiast mnożyć zło, jakim było torpedowanie prac konstytucyjnych, władze PiS powinny zachowywać jakąś nić porozumienia, tym bardziej że cały czas uważaliśmy się za część większości parlamentarnej. Zamiast tego były ataki i "kordon bezpieczeństwa" wokół naszego środowiska, które potraktowane jako partner przyciągnęłoby do większości rządowej również posłów innych ugrupowań. Nie rozumiem, dlaczego od dialogu z Janem Rokitą atrakcyjniejsze były rozmowy z jego żoną. W efekcie parlament upadł. A gołym okiem widać, że w poprzednim Sejmie, który popierał polskie postulaty negocjacyjne i reagował na ataki na Polskę w Parlamencie Europejskim, ratyfikowanie traktatu lizbońskiego byłoby o wiele trudniejsze. Jedyną drogą byłoby referendum, bo zwolennicy traktatu baliby się drogi parlamentarnej wobec dużego prawdopodobieństwa odrzucenia traktatu (do czego konstytucyjnie wystarcza 154 posłów głosujących przeciw lub wstrzymujących się od głosu). I nie dałoby się stworzyć fałszywego konsensusu, w którym teraz liderzy wielkich partii wyparli się wczorajszych poglądów na temat założeń nowego traktatu UE. Byłaby otwarta, uczciwa, wielostronna debata.

Sugeruje Pan, że celowo rozwiązano parlament, by teraz móc ratyfikować traktat lizboński?

- Widzę po prostu efekty i konsekwencje. A te same partie rozwiązały parlament, które dzisiaj chcą ratyfikować ten traktat. Wnioski narzucają się same.

W poprzednim parlamencie była mniejsza szansa na ratyfikowanie traktatu lizbońskiego?

- Zdecydowanie. Przypomnę, że ostatnie uchwały Sejmu (z czerwca ubiegłego roku) wprawdzie (wskutek decyzji Jarosława Kaczyńskiego) odstępowały od obrony wartości chrześcijańskich w traktacie europejskim, ale zobowiązywały rząd do obrony pozycji Polski w Unii Europejskiej, do zachowania systemu nicejskiego, a przynajmniej pierwiastkowego. Ta uchwała została złamana, bo nasze władze zgodziły się na odrzucany przez Sejm system podwójnej większości, faworyzujący Niemcy. Tego w tamtym Sejmie nie dałoby się przemilczeć. A wobec kontrowersji parlamentarnej wokół traktatu jedyną drogą jego ratyfikacji byłoby referendum. Referendum w trakcie otwartej dyskusji toczącej się w parlamencie i w społeczeństwie. Rozwiązanie Sejmu bardzo - zwolennikom traktatu - uprościło życie.


* * *


Lech Kaczyński spotka się z Donaldem Tuskiem jutro w Juracie, Bankier.pl, 2008-03-28


Jutro po południu prezydent Lech Kaczyński ponownie spotka się z Donaldem Tuskiem.
Spotkanie w sprawie ratyfikacji Traktatu z Lizbony odbędzie się w ośrodku prezydenckim w Juracie - dowiedział się IAR w Kancelarii Prezydenta.

Po wczorajszym spotkaniu z prezydentem Donald Tusk powiedział, że zarówno on, jak i Lech Kaczyński chcieliby zakończyć sprawę ratyfikacji bez konieczności przeprowadzania referendum.



* * *



Do spotkania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z premierem Donaldem Tuskiem...

Do spotkania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z premierem Donaldem Tuskiem dojdzie w sobotę po południu w Juracie - dowiedziała się nieoficjalnie PAP ze źródeł zbliżonych do Kancelarii Prezydenta.

Spotkanie odbędzie się o godzinie 14.30 zaraz po tym jak helikopter z premierem wyląduje w rezydencji prezydenta w Juracie - dowiedział się reporter Teraz My!

W czwartek po półtoragodzinnym spotkaniu z Lechem Kaczyńskim w Pałacu Prezydenckim, premier nie wykluczył, że w sobotę będzie rozmawiał z prezydentem "telefonicznie lub osobiście".

Tusk poinformował, że prezydent prosił go, aby "jeszcze kilkadziesiąt godzin dać mu [czas] na pracę, aby przekonać polityków opozycji i PiS do jakiegoś wariantu umożliwiającego wspólne przegłosowanie" ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Premier powiedział, że podczas sobotniej rozmowy z prezydentem będą mogli się zastanawiać, co zrobić, "aby w przyszłym tygodniu, lub - ze względu na wyjazd prezydenta do Bukaresztu (na szczyt NATO - PAP) - kilka dni później, przegłosować Traktat Lizboński".

Zadeklarował jednocześnie "gotowość do zawarcia wszystkich uwag, wątpliwości czy deklaracji" związanych z Traktatem Lizbońskim w odrębnej sejmowej uchwale.

Prezydent ocenił w czwartek, że "pewien postęp" w sprawie ratyfikacji Traktatu z Lizbony został osiągnięty. Lech Kaczyński powiedział po rozmowie z Tuskiem, że jest "głęboko" przekonany, iż w krótkim czasie nastąpi ratyfikacja Traktatu.

Dodał, że rozmowa z premierem w sprawie ratyfikacji będzie kontynuowana. "To jest najważniejsze" - zaznaczył.

L. Kaczyński podkreślił, że wierzy w znalezienie kompromisu możliwego do przyjęcia - nie tyle dla prezydenta RP - co dla więcej niż 2/3 posłów - a także senatorów. - Jestem przekonany, że w sobotę rozmowa moja (z premierem) da tego rodzaju rezultat - zaznaczył prezydent.

Prezydent zapewnił, że jest za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego, który - jak mówił - "został wynegocjowany w tych warunkach, które były w zeszłym roku". - Dobrze, że Polska osiągnęła w trakcie tych negocjacji kilkanaście bardzo zasadniczych i mniejszych sukcesów - dodał L. Kaczyński.

W piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że być może po planowanym na Helu spotkaniu prezydenta z premierem zostanie wypracowany kompromis w sprawie ratyfikacji Traktatu z Lizbony.

- Słyszałem o tym, że będzie jeszcze jedno spotkanie między prezydentem a premierem, tym razem w Juracie. No i w przyszłym tygodniu wszystko się rozstrzygnie - powiedział w radiowych "Sygnałach Dnia" były premier.

źródło: PAP / ONET.pl


* * *



Nasz Dziennik: „Kapitulacja w Juracie”, 31 marca 2008


Nasz Dziennik, gazeta związana z Radiem Maryja, krytycznie wypowiedziała się w celu zawartego w weekend porozumienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska w celu procesu ratyfikacji Traktatu lizbońskiego. W swoim poniedziałkowym wydaniu diariusz w artykule pod tytułem „Kapitulacja w Juracie” krytykuje postawę prezydenta.

Gazeta zaapelowała, aby jej czytelnicy sprawdzali telefonicznie ewentualnie osobiście, w jaki sposób planuje brać udział w głosowaniu każdy z parlamentarzystów. według dziennikarzy Naszego Dziennika Lech Kaczyński postąpił na przekór większości posłów Prawa i Sprawiedliwości. ugoda ma przyznać ratyfikacji „ekspresowe tempo”, a stało się to z inicjatywy prezydenta. Zdaniem prasa posłowie PiS są niezadowoleni z osiągniętego porozumienia i planują brać udział w głosowaniu przeciwko planowanemu sposobowi ratyfikacji.


______________________

Przypomnijmy w tym miejscu, że analiza wyników głosowania w sprawie wyrażenia przez Sejm w ustawie zgody na ratyfikację Traktatu z Lizbony z dnia 1 kwietnia 2008 pokazuje dobitnie, iż ratyfikacja ta (ustawa) byłaby po prostu niemożliwa bez 8-9 głosów, brakujących do kwalifikowanej większości 2/3, dostarczonych sejmowej prolizbońskiej Targowicy PO-PSL-SLD przez "opozycyjny" PiS. Ostatecznie tych głosów PiS-owskich "za" traktatem było jak wiadomo, 89 wobec 56 "przeciw" (Red.)


W sprawie "niezadowolenia posłów PiS" z osiągniętego porozumienia patrz także:

 •  Lista poselska zdrajców Narodu i Państwa Polskiego
 •  Lista senacka zdrajców Narodu i Państwa polskiego
 •  Lista chwały Sejmu RP i Senatu RP




dodajdo.com

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza