środa, 1 kwietnia 2009
Totalitarne superpaństwo europejskie - smutna prawda o Traktacie Lizbońskim (dla opornych)
Konstrukcja Deklaracji 17. o pierwszeństwie Aktu Końcowego Traktatu Lizbońskiego, która decyduje w sposób fundamentalny o charakterze Unii Europejskiej, a zarazem unieważnia polską konstytucję z 1997 r. jako najwyższe prawo obowiązujące w Rzeczypospolitej Polskiej (art. 8. ust. 1), (patrz: Tezy...) jest tak pomyślana, by zręcznie sugerować, iż:
1.1. rzekomo nie zostaje wpisana do Traktatu zasada pierwszeństwa całego prawa unijnego nad całym prawem krajowym państw członkowskich, włącznie z ich konstytucją,
1.2. rzekomo zachowany zostaje w pełni dotychczasowy stan prawny w Unii Europejskiej, rozumianej jako konfederacja państw członkowskich,
1.3. rzekomo Służba Prawna Rady Europejskiej w swojej Opinii, załączonej do Deklaracji 17. jedynie potwierdza ten istniejący zasadniczy stan prawny, który jakoby po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego nie ulegnie zmianie.
1.4. rzekomo Traktat Lizboński jest traktatem korygującym, modyfikującym, poprawiającym istniejące traktaty Europejskie, ale nie Traktatem konstytucyjnym, ustanawiającym federalne państwo europejskie, a w związku z tym,
1.5. rzekomo Unia Europejska uzyskuje osobowość prawną niejako obok dotychczasowej osobowości prawnych państw członkowskich, nie zmieniając istoty tych ostatnich, oraz
1.6. rzekomo orzeczenia Europejskiego Trybunału sprawiedliwości pozostają jak dotychczas dyskutowalne i weryfikowalne pod względem zgodności z konstytucjami państw członkowskich.
Tymczasem treść Opinii Służby prawnej, załączona do Deklaracji za jednomyślną zgodą państw członkowskich, sygnatariuszy Traktatu Lizbońskiego, staje się integralną częścią nie tylko Deklaracji 17, ale także Aktu Końcowego i Traktatu Lizbońskiego jako takiego. Integralną częścią Traktatu staje się w szczególności stwierdzenie, że "zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości Traktaty i prawo przyjęte przez Unię na podstawie Traktatów ma pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich, na warunkach ustalonych przez to orzecznictwo".
W ten oto sposób po raz pierwszy w historii traktatów europejskich w Traktacie Lizbońskim znalazł się zapis expressis verbis o pierwszeństwie całego prawa unijnego (pierwotnego i wtórnego) nad całym prawem krajowym państw członkowskich, włącznie z ich konstytucjami. W ten sposób Traktat Lizboński niczym nie różni się od odrzuconej w referendach we Francji i w Holandii Konstytucji dla Europy - z tym tylko, że wyrażony poprzednio bezpośrednio (explicite) zapis o pierwszeństwie w Rozdziale I art. I-6 zastąpiony został odpowiadającym mu zapisem pośrednim (implicite) Deklaracji 17 o pierwszeństwie. Stan prawny na dzień 22 czerwca 2007, opisywany przez Służbę Prawną w jej Opinii (wraz z Przypisem (1)), zdezaktualizuje się definitywnie z chwilą wejścia Traktatu w życie, po ratyfikacji przez wszystkie państwa członkowskie. Czego Służba Prawna, jako autor Opinii, musiała być w pełni świadoma.
W rzeczywistości Służba Prawna Rady Europejskiej, potwierdzając stan prawny na dzień 22 czerwca 2007 w swojej Opinii, załączonej do Deklaracji 17., projektowała świadomie stan prawny całkowicie odmienny od dotychczasowego, mówiąc równoczenie, że nic się nie zmienia. Wybieg taki pozwalał odmówić narodom europejskim (za wyjątkiem irlandzkiego), prawa do referendum nad Traktatem Lizbońskim, będącym wszak w istocie tym samym, co odrzucona w referendach francuskim i holenderskim Konstytucja dla Europy. Uczyniono tak z pełną premedytacją, zachodziła bowiem ogromna obawa, że projekt federalnego państwa europejskiego zostanie ponownie odrzucony w przypadku negatywnego wyniku referendum w którymś z dotychczasowych państw członkowskich.
Z chwilą zatem wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego w jego obecnej formie, okaże się niechybnie, że:
2.1. w istocie zasada pierwszeństwa prawa unijnego, w Opinii Służby Prawnej, nie wpisana jakoby do Traktatu Lizbońskiego, obowiązuje teraz w sposób bezwzględny i w całym zakresie,
2.2. w istocie Traktat Lizboński nie jest traktatem korygującym, modyfikującym, poprawiającym istniejące traktaty Europejskie, jak twierdzono, by uniknąć referendów, lecz faktycznie jest to Traktat konstytucyjny, konstytuujacy europejskie superpaństwo, który to Traktat, z racji swego konstytucyjnego charakteru, powinien otrzymać zgodę narodów członkowskich wyrażoną w drodze referendów ogólnokrajowych.
2.3. w istocie stan prawny w Unii Europejskiej, jako konfederacji państw członkowskich, ulega zatem fundamentalnej zmianie z chwilą ratyfikacji, kiedy Unia Europejska przekształca się w federację - w jedno wielkie państwo federalne.
2.4. w istocie Unia Europejska uzyskuje osobowość prawną kosztem dotychczasowych osobowości prawnych państw członkowskich, które z chwilą ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego zaczynają funkcjonować w przybliżeniu tak, jak kraje, landy w federalnych Niemczech.
2.5. w istocie orzeczenia Europejskiego Trybunału sprawiedliwości nie są już w tym momencie, nawet teoretycznie rzecz biorąc, możliwe do podważenia, nie podlegają już one kontroli pod względem zgodności z konstytucjami państw członkowskich, jak to było dotychczas w kilku państwach, m.in w Niemczech, ale stają się orzeczeniami absolutnie ostatecznymi.
2.6. w istocie dotychczasowe konstytucje stają się przejściowymi, tymczasowymi statutami władz lokalnych, władających w imieniu Unii Europejskiej na terytoriach byłych państw suwerennych. Ich funkcję w części praw obywatelskich przejmuje od tej pory "uniwersalna" Karta Praw Podstawowych (w tym celu zresztą specjalnie wymyślona) i ona tylko w praktyce obowiązuje.
2.7. w istocie dotychczasowe, niezależne trybunały konstytucyjne państw członkowskich, o ile nadal istnieją, tracą swój dotychczasowy narodowy charakter, stając się krajowymi filiami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Teraz uprawnione są one co najwyżej do badania zgodności stanowionego prawa lokalnego z konstytucją europejską, zwaną dla niepoznaki najpierw Traktatem Reformującym, a następnie Traktatem Lizbońskim.
Jeśli myślisz, bracie Polaku, Niemcze, Francuzie, Angliku, że masz jeszcze czas i że będziesz mógł zaprotestować przeciwko tak jawnemu bezprawiu dopiero po wprowadzeniu w życie Traktatu Lizbońskiego, to możesz się bardzo przeliczyć. Traktat Lizboński bowiem, podobnie jak niedoszła do skutku Konstytucja dla Europy, nie będzie zapewne widział sprzeczności pomiędzy art. 52(2) Karty Praw Podstawowych, a pozbawianiem obywateli życia przez siły porządkowe Państwa ("A State") podczas tłumienia buntów i niepokojów społecznych. Explanations relating to the complete text of the Charter as set out in CHARTE 4487/00 CONVENT 50, s. 4/51. Totalitarne europejskie superpaństwo, jakie powstaje na naszych oczach za sprawą podstępnie wprowadzanego w życie Traktatu Lizbońskiego, ma znaczne szanse, by dojść szybko do przekonania, że jego największym wrogiem są jego właśni obywatele.
_____________________________
Linki na ten sam temat:
TEZY SUWERENNOŚCI NARODU POLSKIEGO W KWESTII TRAKTATU LIZBOŃSKIEGO W OBLICZU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ JEGO RATYFIKACJI
Traktat Lizboński - Ermächtigungsgesetz Adolfa Hitlera z 23.03.1933 dla narodów współczesnej Europy
Nasza propozycja: Nie hamulce, ale kaftan bezpieczeństwa dla Unii Europejskiej
Senat RP zatwierdził do ratyfikacji... kota w worku!
Władimir Bukowski ostrzega przed totalitaryzmem UE
Bukowski: The EU - the New Soviet?
Europa Supra-narodowych Regionów
Duński europarlamentarzysta ujawnia prawdę o Traktacie Reformującym
Christopher Story: Unia Europejska jako synteza bolszewickiego i hitlerowskiego planu totalnego podboju
European superstate the US and NWO
RED ALERT - Amendment Bill for the EU Lisbon Treaty - Proof
The EU Lisbon Treaty: Springing the Trap
Nazi Ties to the European Union
The Real Face of the European Union
piątek, 13 marca 2009
Traktat Lizboński - Ermächtigungsgesetz Adolfa Hitlera z 23.03.1933 dla narodów współczesnej Europy
Napisy do filmu internetowego (nieco dostosowane do potrzeb tekstu jednolitego)
Dr Rath: kartel chemiczno-farmaceutyczny-naftowy
Dr Rath: Kartel chemiczno-farmaceutyczny-naftowy
Mówi dr Rath:
Porozmawiajmy o historii tego kartelu i o tym, jak to możliwe, że zaczęła się ona już w 1925 roku, a my mówimy o tym dopiero teraz.
I.G.Farben - zjednoczenie firm Bayer, BASF i Hoechst, staje się spółką akcyjną. Wartość spółki już wtedy wynosiła 11 mld marek, liczba zatrudnionych ponad 800.000. Był to największy koncern farmaceutyczny świata. Jedyny konkurent, ale bardziej w interesach naftowych, znajduje się za Atlantykiem - grupa Rockefellerów: Standard Oil, Esso, Exxon - jak wiadomo.
W 1929 roku tym dwom grupom koncernowym zrobiło się na świecie tak bardzo ciasno, że doszło do ich porozumienia. Podzielono świat, podobnie, jak dzielą miasto między siebie grupy gangsterów w Bronx'ie i na Manhattanie - tak oni postąpili z kulą ziemską.
Państwo śmiejecie się - ale to było właśnie tak.
Standard Oil dostał światowe interesy naftowe, a chemiczne w Stanach Zjednoczonych. I.G.Farben dostał światowe interesy chemiczne i farmaceutyczne, a naftowe w Niemczech i w Europie Środkowej.
Ale w I.G.Farben w ogóle nie myślano przestrzegać tych ustaleń. Oni świadomie inwestowali w tę oto partię - NSDAP. Stali się największym sponsorem przejęcia władzy przez tę partię.
Dlaczego? Dokumenty Norymberskiego Trybunału Wojennego pokazują, że II wojna światowa została przygotowana nie w Berlinie, lecz tutaj, w centrali koncernu we Frankfurcie.
Pierwszym etapem podboju prowadzonego przez koncern chemiczno-farmaceutyczno-naftowy był rynek europejski. Drugim etapem miało być przejęcie kolonii należących do Wielkiej Brytanii. Trzecim etapem, wraz z przejęciem kontynentu amerykańskiego, było opanowanie całego świata.
Podstawą tego szatańskiego planu było oczywiście przejście od demokracji do dyktatury. I tak też się stało: 27 lutego 1933 roku podpalono parlament w Belinie - Reichstag. "Sprawcami" byli rzekomo polityczni przeciwnicy: związki zawodowe, socjaldemokraci; zdelegalizowano ich od razu następnego dnia. Zniesiono prawa obywatelskie, te fakty są dobrze znane. Czego nie znamy, to tego dokumentu pochodzącego z Trybunału Norymberskiego przeciwko koncernowi I.G.Farben.
Kiedy podpalono Reichstag? 27 lutego 1933 roku. Oto pismo z 27 lutego 1933, z I.G.Farben do banku NSDAP: "Jutro rano dokonujemy przelewu na Państwa konto w wysokości 400.000 marek".
To podpalenie Reichstagu było realizacją zlecenia [wystawionego I.G.Farben] w celu likwidacji demokracji i ustanowienia dyktatury, która umożliwa wojnę.
Przez 60 lat wmawiano ludziom, również w Austrii: Norymberga, Trybunał Wojenny - winni zostali powieszeni, Goehring odebrał sobie życie, pozostałym wymierzono sprawiedliwą karę.
Mało jednak kto wie, również młodzi ludzie, że odbyło się w sumie 13 procesów i że procesem nr 6 był trwający 1 rok proces przeciwko BASF, Bayer, Hoechst z powodu ich finansowego udziału w przechwyceniu władzy przez gangsterską grupę nazistów.
Szukaliśmy przez 10 lat ale nie mogliśmy znaleźć tych zasadniczych dokumentów. Aż wreszcie znaleźliśmy je i 40.000 stron tych dokumentów opublikowaliśmy w internecie. Dla zainteresowanych: http://www.profit-over-life.org
W trzy tygodnie po wykonaniu zlecenia podpalenia Reichstagu - 24 marca 1933 roku Adolf Hitler podpisuje, zgodne z interesem I.G.Farben. ustawę o pełnomocnictwach.
W październiku 1933 roku, mniej niż pół roku później, następuje publiczne spotkanie junty I.G.Farben z nazistami w Monachium. Świętowano udany zamach stanu. Junta I.G.Farben-naziści spotyka się . Tego pana po lewej stronie [fotoslajdu] Państwo znają - to jest dyrektor I.G.Farben Hermann Schmitz [ściskający rękę Adolfa Hitlera].
W Berlinie utworzono biuro polityczne, silnie powiązane z I.G.Farben. Chciano być blisko rządu. Przewodniczący zarządu I.G.Farben został szefem biura planowania i stworzył tzw. plan Goehringa na lata 1936-1940. O tych latach wiemy, że służyły planowaniu, czyli przygotowywaniu wojny.
Następnie I.G.Farben konsekwentnie przejmowało kluczowe zakłady przemysłowe w Europie. Już w roku 1938, po tak zwanym Anschluss'ie Austrii do nazistowskiej III Rzeszy, inwestycja I.G.Farben w przechwycenie władzy przez nazistów zaczyna się opłacać. I.G.Farben przejmuje zakłady Skoda w Wetzler, wbrew wszelkim oporom, w zasadzie bezpłatnie.
1 września 1939 r. rozpoczyna się zdobywanie przez ten koncern chemiczno-farmaceutyczno-naftowy europejskich rynków zbytu. Argumenty i metody zdobywania tych rynków od Lizbony aż do Sofii były przekonujące [na fotoslajdzie czołgi i samoloty bombowe w akcji].
Jeżeli Państwo uważacie, że to są fakty dla was nieznane, to zabieram Państwa w zupełnie inny świat.
Co tej bezczelnej grupie ekonomicznych interesów i pozbawionym skrupułów politykom dało pewność, że mogą bombardować cały świat?
Patent.
Oni odkryli, w jaki sposób z powietrza można zrobić azot. Albo inaczej - jak z azotu w powietrzu można zsyntetyzować amoniak. A amoniak stanowi podstawę materiału wybuchowego. Oni robili bomby z powietrza i mieli na to patent!
I tak się stało, że I.G.Farben dostarczyła 100 proc. materiału wybuchowego na potrzeby wojny napastniczej, która miała przejść do historii jako II wojna światowa.
Patent, kóry umożliwił II wojnę światową, należał do I.G.Farben.
Namiestnik koalicji I.G.Farben-naziści powiedział 7 marca 1939 r., czyli na pół roku przed rozpoczęciem II wojny światowej na temat Europy:
"Narody europejskie stanowią rodzinę na tym świecie". "Jest czymś mało rozsądnym wyobrażanie sobie, że możliwe jest utrzymywanie na dłuższą metę w tak ograniczonym domu, jak Europa... narodów o różnych porządkach i wartościach prawnych".
Wcale nie chodziło im o wyniszczenie Europy.
Latem 1940 roku, również na podstawie dokumentu przeciwko I.G.Farben z Norymberskiego Trybunału Wojskowego - 20 lipca 1940 roku dyrektor I.G.Farben Kniriem napisał do nazistowskiego rządu list - właśnie podbito Francję i wi Paryżu świętowano zwycięstwo. Oni usiedli ii powiedzieli: ai teraz powiemy wam, jak to będzie dalej wi Europie.
Przeczytam Państwu:
"Traktat Pokojowy z Francją" (cokolwiek słowo "pokój" tutaj oznacza) "przyniesie daleko idące zmiany w politycznej i ekonomicznej strukturze dużej części Europy. Można przewidywać, że pod przywództwem niemieckim powstanie europejska przestrzeń, która oprócz Wielkich Niemiec obejmie szereg dalszych państw".
(Teraz będzie jeszcze lepiej).
"Dalsze rozwiązanie, które można określić jako idealne, polegałoby na tym, że dla całej tej europejskiej przestrzeni [polityczno-ekonomiczna] pod niemieckim kierownictwem stworzony zostałby jednolity system patentowy w taki sposób, żeby formalnie i materialnie prawo patentowe było uregulowane przez pojedynczą ustawę".[Prawo patentowe], które byłoby zastrzeżone dla niemieckiego ustawodawcy.
Europa miała otrzymać jedno prawo patentowe. Europa miała dostać jedną walutę, miała dostać jeden trybunał, wszystko pod kierownictwem koalicji I.G.Farben-naziści.
Oto I.G.Auschwitz. Mówi się nam, jak strasznie było w Auschwitz. Obozy koncentracyjne - będziemy jeszcze o nich mówić. Ale czy o tym, wiedzieliście Państwo? O tym, że 7 km od obozów powstał największy zakład przemysłowy tamtych czasów? I.G.Auschwitz, stuprocentowa córka Bayera, Hoechsta, BASF i innych części składowych koncernu I.G.Farben? Tam planowano wojenną produkcję chemiczną potrzebną do podboju Europy Wschodniej. 24 km2 - 8km długości, 3 km szerokości.
Tutaj jest zdjęcie lotnicze: to jest I.G.Auschwitz, tutaj są obozy koncentracyjne, to jest Birkenau. Czy Państwo o tym wiedzieliście?
W uroczystościach z okazji 60-lecia wyzwolenia obozu koncentracyjnego brało udział 45głów państw. Jak Państwo myślicie, ilu z nich było w obozie koncentracyjnym, a ilu poszło tam?
Wszyscy byli tutaj, nikogo nie było tam.
Obóz koncentracyjny Auschwitz został z pomocą I.G.Farben przebudowany z obozu pracy przymusowej na obóz załady. Deutsche Bank udzielił I.G. Farben kredytu w wysokości 1 miliarda marek.
Jednym z tysięcy niewolników był młody polski więzień z numerem 6804 - August Kowalczyk.
Firma Bayer-I.G.Farben testowała w obozie koncentracyjnym swoje preparaty chemiczne. Preparat BE1034. Dlaczego takie dziwne oznaczenie? Dlaczego nie jest tam napisane: Rotenol, albo Salvasan?
Patenty! Chodzi o zachowanie tajemnicy. Testowane tam preparaty nie były wymyślane dla zdrowia, tylko dla zysku. Większość testów, jakie tam przeprowadzano z nową klasą preparatów, nazywano chemioterapią.
Mówiliśmy o patentach. Z jednej cząsteczki azotu robi się materiał wybuchowy, ten proces patentuje się. Z azotu można też robić inne rzeczy. Dwie molekuły azotu łączy się w grupę, zwaną grupą azową. Wtedy uzyskuje się związek chemiczny z ta grupą azową, który testuje się wstrzykując go więźniom, albo podając w postaci tabletek i obserwuje się, czy chemoterapeutyk działa, bo to jest takie trujące. Większość osób poddanych testom tej chemioterapii nie przeżyło.
Potem słyszymy: to byli lekarze SS.
A oto również dokumenty z Norymbergi: Bayer, Hoechst - dokument dostawy dla SS-Obersturmfuehrera dr Vettera - lekarza obozu koncentracyjnego Gussen: "Dostarczymy preparat 3582". Lekarz SS.
Tutaj pismo z działu kadr I.G.Farben do ich pracownika dr Vettera, Bayer: "Jesteśmy panu jeszcze winni 375 marek dodatku urlopowego za poprzedni rok".
Na rampie w Auschwitz liczba osób, które można było wykorzystywać do tak straszliwych eksperymentów, była nieograniczona. Lekarze wybierali. Firmie Bayer-I.G.Farben do testów służyły nawet dzieci.
Nie istniało coś takiego, jak ubezpieczenie od szkód spowodowanych przez preparaty Bayera.
Ofiary testów farmakologicznych zlikwidowano w komorach gazowych obozu. A I.G.Farben jeszcze na tym zarabiała, bo w tych komorach stosowany był Cyklon B, który pochodził od córki I.G.Farben - Deutsche Gesellschaft fuer Schaedlingsbekaempfungsmittel, którego członkiem zarządu był pan Carl Wurster.
W roku 1947 rozpoczęto postepowanie numer 6 przeciwko menadżerom I.G.Farben, z powodu zbrodni wojennych, jakie popełnili. Oskarżyciel generalny Teldorf Tayler streścił swoje oskarżenie następująco:
"Bez I.G.Farben II wojna światowa byłaby niemożliwa".
Ale nam wmawia się, że polityczni i wojskowi współsprawcy zostali skazani. Taką wersję sprzedano nam jako wersję Norymberskiego Trybunału Wojskowego. Nie powiedziano nam o tym, że akcje Bayera, Hoechsta i BASF z koncernu I.G.Farben przeszły w ręce konkurencji [I.G.Farben] z krajach zwycięskich, mianowicie do grupy Rockefellerówe ze Stanów Zjednoczonych oraz grupy Rothschildow w Wielkiej Brytanii i Francji. I o tym, co tamci panowie robili, też nam nic nie powiedziano. Bowiem oni mieli interes w tym, aby skazani w procesie w Norymberdze menadżerowie I.G.Farben mogli jak najszybciej wyjść na wolność i pracować dla nich. I dlatego nie dziwi, że Carl Wuster, którego przed chwilą już poznaliśmy, po wojnie przez 13 lat był przewodniczącym zarządu koncernu BASF.
Nie dziwi też, że Fritz Termeer, który w Norymberdze skazany został za ludobójstwo za wykorzystywanie robotników przymusowych i inne zbrodnie przeciwko prawom człowieka, skazany został prawomocnie na karę więzienia, a niecałe 10 lat później znowu zasiadał w fotelu przewodniczącego rady nadzorczej Bayera.
Heinrich Mueckter, podczas II wojny światowej zatrudniony jako lekarz i chemik, zastępca kierownika Instytutu Tyfusu i Badań nad Wirusami przy Oberkommando des Heeres w Krakowie. Kraków, jak Państwo chyba wiedzą, był dla Auschwitz siedzibą władz administracyjnych. Mimo, że Mueckter był poszukiwany po wojnie z powodu zbrodni wojennych, niemiecka firma farmaceutyczna Gruenenthal zaoferowała mu schronienie.
Contergan. Czy ta nazwa coś Państwu mówi? Heinrich Mueckter był tzw. wynalazcą Conterganu.
Zbrodnie przeciwko ludzkości po wojnie wciąż trwają.
Hans Globke, nr 101 na liście zbrodniarzy wojennych, współautor Norymberskich Ustaw Rasowych, wspólnik Stuckarta, członka konferencji w Wannsee, podczas której wydano wyrok śmierci na 10 milionów Żydów w Europie, uniknął wyroku w Norymberdze tylko dlatego, że zeznawał jako świadek koronny przeciwko dawnym wspólnikom. Był on tym, kóry w okupowanych krajach przeformułował ustawy tak, aby dostosować je do interesów I.G.Farben i nazistów. Po wojnie ten pan po lewej stronie - pierwszy kanclerz Niemiec Zachodnich Konrad Adenauer - skorzystał z usług tego doświadczonego człowieka. Mianował Globke'go szefem Urzędu Kanclerza.
Jako szef Urzędu Kanclerza, Globke odpowiedzialny był w zasadzie za wszystko, co się w tamtych czasach działo w Niemczech Zachodnich: kontakty wszystkich partii politycznych z kanclerzem, ministerstwo spraw zagranicznych, mianowanie wszystkich osób związanych z zagranicą, kontakty ze służbami specjalnymi, urząd ochrony konstytucji, itp.
A tutaj, znamy go, pan Wurster znalażł wkrótce młodego, szybko awansującego współpracownika BASF, nazwiskiem Helmuth Kohl. W 20 lat później był on już kanclerzem Niemiec. Jakaś magiczna ręka przeprowadziła go z szeregu pracowników DASF na Urząd Kanclerza.
Kohl chciał, ażeby jego następcą został pan Schaeuble. Partia go nie chciała, więc następczynią została jego "dziewczynka". Zawsze nazywał Angelę Merkel "swoją dziewczynką". A teraz oni oboje robią w Niemczech politykę.
Zwróćmy teraz wzrok z Niemiec na Europę: prof. dr praw Walter Hallstein, szef Wydziału prawa w Rostocku podczas wojny, w swoim referacie na temat jedności prawa w Wielkich Niemczech:
"W taki sposób - aby w tym miejscu wymienić tylko najważniejsze procesy - została wprowadzona ustawa o ochronie niemieckiej krwi i niemieckiego honoru" na terenach okupowanych.
Po wojnie znajdziemy Hallsteina, prawnika broniącego nazistowskiej krwi i honoru, w zupełnie innym miejscu. Razem z Adenauerem podpisał on w roku 1957 Traktat Rzymski, podstawę tego, co dzisiaj znamy jako Unia Europejska. Więcej nawet - został on jej pierwszym komisarzem!
Proszą sobie wyobrazić! Oni, te grupy interesów poniosły na tej swojej wojnie klęskę. I jakieś 10 lat później ich ludzie znowu siedzą na najważniejszych stanowiskach w oczekiwaniu nastepnego podboju, tym razem środkami politycznymi, ekonomicznymi.
I tak spotyka sie ich wciąż i od nowa. Hallstein i Wurster (szef córki I.G.Farben - Hoechst) propagują Stany Zjednoczone Europy - to nie jest żart. Komitet akcyjny na rzecz Stanów Zjednoczonych Europy - spotkanie w lipcu 1969 roku: Walter Hallstein, prof. Karl Winnago - przewodniczący rady nadzorczej zakładów Hoechst.
Biuro Polityczne więc wędruje. Już nie można tego robić w kraju, który ma za sobą taką historię, dlatego umieszcza się go w innym, niewinnym małym kraju. Grupy interesu pozostają te same.
Stwierdzamy, że naziści i ludzie I.G.Farben instalują "Komisję Europejską" jako "Biuro Polityczne" koncernu farmaceutycznego w Europie powojennej: koncern chemiczno-farmaceutyczno-naftowy mianuje Komisję Europejską jako polityczną władzę wykonawczą. Komisja Europejska decyduje o ustawach, dyrektywach, zarządzeniach dotyczących 500 milionów ludzi w Europie. Nie wy, nie wasz parlament. Komisja Europejska! Której nigdy nie wybieraliście, której nie można wybierać, ponieważ model Europy nie został zaplanowany jako demokracja.
Oni decydują o składzie Komisji Europejskiej, a tu pomiędzy nimi a Parlamentem Europejskim i 500 milionami wyborćów jest gruby mur. A równolegle w 2009 roku odbędą się wybory europejskie.
Wybory? Myślimy: "Wybieramy Europę". Ale czego Państwo nie wiedzą? Że Parlament Europejski w ogóle nie ma wpływu na to, co się dzieje. Oni tam mogą sobie gadać. Palabra. Tutaj jest mur, a to jest tylko dla Państwa, żebyście myśleli, że to demokracja.
Stwierdzamy z przerażeniem, że UE w Brukseli w ogóle nie jest demokracją, czy strukturą demokratyczną. Założeniem każdej demokracji jest zasada, że władza jest w rękach narodu. I jeśli polityczna władza wykonawcza, czyli Komisja Europejska w tym przypadku, nie jest już kontrolowana przez naród, demokracja zamienia się w dyktaturę.(Oklaski.)
Popatrzmy teraz, co mogłoby być celem takiej dyktatury. To proste, kontynuacja czerpania zysków. To były pierwotne plany I.G.Farben, który podbijając Europę planował w całej Europie, od Lizbony po Sofię:
- kontrolę nad patentowanymi preparatami farmaceutycznymi,
- opatentowanie produktów chemicznych,
- produktów Hi-Tech.
Plany UE - następców I.G.Farben - są takie same.
Te niebiesekie kółka [oznaczające cząsteczki chemiczne] już Państwo widzieli. Zatrzymaliśmy się wcześniej w tym miejscu: dwie molekuły tworzą grupę azową, to są te preparaty, które były testowane w Auschwitz. Jeżeli połączy się trzy molekuły azotu, otrzymuje się grupę azydową. Tworzy ona chemiczną podstawę tego, co nastąpiło po wojnie, gdy utworzono gigantyczne rynki, chronione i poparte przez konstrukcję Unii Europejskiej. Obecnie jest to Jest to podstawa AZT jest najczęściej stosowanego preparatu chemicznego na rynku AIDS w Afryce.
Auschwitz, ludobójstwo, Afryka, ludobójstwo, patenty, patenty.
To jeszcze nie wszystko. Musimy zrozumieć, że kluczem do ekonomicznego panowania nad Europą są patenty. Obszar farmacji i zdrowia jest tylko jego częścią. W ostatnich latach obszar ten poszerzył się o patenty genetyczne. Patenty genetyczne oznaczają zawładnięcie przez koncerny nad wytwarzaniem całych narządów naszego ciała, całych części naszego ciała. Czyli Hoffman-LaRoche posiada serce. Jeśłi kiedyś, o ile będzie to możliwe technicznie, ktoś będzie potrzebował transplantacji serca, to będzie on uzależniony od LaRoche.
Patenty są kluczem nie tylko do ekonomicznej, ale i politycznej kontroli nad Europą. Ten obraz przedstawia to wyraźnie. Następnym wielomiliardowym rynkiem dla patentów koncernu farmaceutyczno-chemiczno-naftowego jest żywność genetycznie modyfikowana (GMO). Gruszki, ziemniaki, które rosną w naszych ogrodach od pokoleń, są zastępowane przez gruszki i ziemniaki, w których jakas mała cząsteczka, sekwencja nukleotydowa - klocek w łańcuchu genetycznym, w cząsteczce DNA, została zmieniona. W ten sposób można je opatentować, ponieważ to już nie jest ziemniak, czy gruszka, tylko nowa grupa produków. A teraz - już tak się robi - wbudowuje sie kolejny gen, sprawiający, że plonów nie można ponownie zasiewać - tzw. gen terminator.
Teraz pomyślmy o następnym kroku. Ludzkość będzie uzależniona od tych, którzy posiadają takie patenty, którzy kontrolują zasiewy. Jednym pociągnięciem pióra mogą oni wywołać klęskę głodu w przypadku, jeśli nie postąpicie tak, jak oni od was będą oczekiwać. Jeśli dalej będziecie chodzić na te spotkania z tym Rathem [który teraz do was mówi], albo współpracować z jego "Przedsiębiorstwem Zdrowia". (Oklaski.)
Proszę sobie teraz odpowiedzieć na pytanie - mówiliśmy wiele o patentach - co by się właściwie stało, gdyby w Europie istniała ustawa, która zabroniłaby patentowania produktów w decydujących obszarach naszego życia, które dotyczą nas, naszego ciała, naszego życia. Jak by było wtedy? Żylibyśmy w gorszej, czy może w lepszej Europie?
Chciałbym opowiedzieć o reakcjach po naszej publikacji w lipcu 2007 roku. Tego pana Państwo znają - działa w rządzie pani Merkel w Berlinie. Od 20 lipca 2007, od momentu publikacji faktów z Trybunału Norymberskiego, on już nie zaznał spokoju. Tygodniami codziennie występował w niemieckiej telewizji i żądał przeszukiwania internetu online. Być może coś z tego dotarło do Austrii. Koniecznie chciał uzyskać prawo do zaglądania każdemu obywatelowi w Niemczech do komputera, w dokumenty, w co tylko by chciał.
Koncern farmaceutyczny obawia się o swoją egzystencję: z powodu ujawnienia interesów inwestycji farmaceutycznych jako zorganizowanego oszustwa, o czym dzisiaj mówiliśmy, z powodu odkryć w medycynie komórkowej jako alternatywy dla leczenia wielu chorób. I w końcu - z powodu ujawnienia kryminalnych kulisów tego koncernu.
Gdy dawniej to mówiłem, ludzie mówili: "Panie Rath, jeśli to jest prawda to co Pan mówi, to u nas istnieje przemysł, przemysł farmaceutyczny, który świadomie naraża życie milionów ludzi. W to my nie wierzymy, pan propaguje teorię spiskową".
Teraz powiem im: zajrzyjcie na stronę http://www/profit-over-life.org. Gdy spędzicie tam pół godziny, zrozumiecie, że oni to już raz zrobili. (Oklaski.)
I takie są praktyki, o których dotąd słyszeliście, i te o których dopiero się dowiecie w najbliższych tygodniach i miesiącach: histeria terroryzmu, wojna w Iraku, podjudzanie przeciwko islamowi, histeria ptasiej grypy, pryszczyca - wszystkie te działania mają jeden cel: wywierać na was presję psychologiczną, abyście zgodzili się na jeszcze większe ograniczenie waszych praw obywatelskich. Ażeby lobby farmaceutyczne mogło przejąć jeszcze więcej kompetencji. I jeśli nawet "Der Spiegel" publikuje artykuł pt. "Pomysły z kuchni trucizn" o Schaeuble, to trzeba się obudzić: archiwizacja połączeń telefonicznych w Niemczech - ta ustawa już została uchwalona: każda rozmowa, którą codziennie przeprowadza każdy z 18 milionów Niemców, będzie zarejestrowana. Każdy faks - rejestruje się numer, kazdy e-mail, który piszecie - jest rejestrowany. Numery rejestracyjne samochodów: w siedmiu landach każdy przejeżdżający samochód jest automatycznie rejestrowany.
Przeszukiwanie komputerów - ta ustawa jeszcze nie przeszła. I jeśli ludzie się obudzą i jeśli będą wściekli, to wtedy potrzebne będzie to: Bundeswehra w kraju.
A oto politycy europejscy, którzy doszli do władzy poprzez farmaceutyczne lobby, tę już [Angelę Merkel] poznaliście: Tony Blair, Gordon Brown - dokładnie to samo.
O Nicolasie Sarkozy'm musimy porozmawiać oddzielnie - Nicolas Sarkozy, jeden z najgroźniejszych polityków, według mnie jest on jeszcze groźniejszy od Busha. Wypchnięty do władzy metodami, które bez reszty przypomniają metody z roku 1932-1933. Czy Państwo pamiętacie przewrócone samochody na przedmieściach Paryża? A zamach bombowy w Afryce Północnej? Pan Sarkozy był tam i prezentował się jako człowiek prawa i porządku, tak samo, jak ten pan 75 lat temu w Niemczech. I tak Sarkozy doszedł do władzy. Bo ludzie myśleli: "Ten to wprowadzi porządek". tak samo jak wtedy. I pierwszą rzecz, jaką robi, to wypowiada światu III wojnę światową. Tak samo jak wtedy.
Nie mogę Wam oszczędzić tego obrazu: jesteśmy na krawędzi III wojny światowej. Nie z powodu terroryzmu. Ale z powodu istnienia gałęzi przemysłu, która bez tej wojny nie potrafi przetrwać. I nie chodzi też o zniszczenia. Chodzi o to, żeby stworzyć światowy psychologiczny scenariusz strachu, który usuwa 11 września 2001 w cień - trzeba wprowadzić stan wojenny. W pierwszym kroku stanu wojennego przemysł farmaceutyczny zostanie ogłoszony nietykalnym, jako decydujący w wojnie. Ataki na przemysł farmaceutyczny będą karalne. Tylko w ten sposób ten oszukańczy interes może przetrwać.
I ponieważ tak jest, nie tylko przyszliśmy na to spotkanie, ale również zgłosiliśmy się do New York Times. Gdy Sarkozy 2 tygodnie temu odwiedził USA, opublikowaliśmy w New York Times list otwarty: "Dlaczego Sarkozy i Bush potrzebują III wojny światowej? Do narodów Ameryki, do Organizacji Narodów Zjednoczonych". Napisaliśmy w nim, że interesy koncernu farmaceutyczno-naftoewgo aktywnie zmierzają ku II wojnie światowej.
Oczywiście był to również test dla New York Times'a. Wszystkie sprawy przechodzą przez dział prawny tej gazety. Oni nie publikują nic, za co nie mogą wziąć odpowiedzialności. Nic nie opuścili. Co więcej: sami opublikowali artykuł wstępny, gdzie napisali dokładnie to samo, co my. Artykuł, w którym żądali od swojego rządu: przestańcie wywoływać III wojnę światową. New York Times! Pod adresem własnego rządu.
Pod pretekstem rzekomej walki z terrorem zamienia się całą Europę w dyktaturę w interesie przemysłu farmaceutycznego.
To miliardowe inwestowanie w kryzys ma być ponadto przeforsowane wbrew woli milionów ludzi w Europie - w razie potrzeby, za pomocą siły. W tym celu życie 500 milionów Europejczyków trzeba poddać nieustannej i pełnej kontroli: kontakty telefoniczne, numery faksów, e-maile, itd. mają być na stałe zarejestrowane. Nie tylko w Niemczech, ale w całej Europie. Ograniczenie praw obywatelskich 500 milionów ludzi nastąpiło w drodze tzw. dyrektywy, czyli dydktatorskiego rozporządzenia Komisji Europejskiej. Garstka komisarzy politycznych, przez nikogo nie wybieranych, za jednym pociągnięciem pióra zyskuje prawo inwigilowania całej Europy.
Wielki Brat nie nadejdzie, on już tu jest. I dlatego Traktat Lizboński, który nam teraz przedstawiają, jest farsą. Podczas gdy polityczni pomocnicy koncernu chemiczno-farmaceutycznego zamieniają całą Europę w dyktaturę podporządkowaną interesom koncernów, oczekują od nas, 500 milionów ludzi Europy, że zgodzimy się przyjąć tę dyktaturę bez protestu.
Tym politykom europejskim od dawna brakuje moralnego prawa do tworzenia prawdziwej konstytucji nowej Europy, a wszyscy chyba zgadzamy się, że podstawą nowej Europy może być tylko konstytucja zaaprobowana przez jej obywateli. Zamiast tego przedkładają narodom europejskim wątpliwy traktat, który wcale nie tworzy Europy ludzi, lecz jedynie cementuje Europę koncernów. Ten traktat, pisany pod dyktando koncernów chemiczno-farmaceutycznych, ma na ludziach Europy sprawiać wrażenie uprawomocnienia brukselskich instytucji europejskich.
Jeżeli jest w tym również wasza odpowiedzialność, to może ktoś powie wam kiedyś: przecież nie broniliście się! Przytakiwaliście. Kiedyś, gdy wasze dziaci zapytają: jak mogliście na to pozwolić? powiecie - Hmmm, może trzeba było się tym interesować.
Faktycznie Traktat Lizboński stanowi moralną i prawną legitymację dla Europy totalitarnej. Służy on przemysłowemu lobby chemiczno-farmaceutycznemu jako dokument uprawomacniający pozbawienie ludzi Europy majątku, zdrowia i życia na wiele pokoleń.
I świadomie teraz powiem: Traktat Lizboński jest dla Europy tym, czym dla Niemiec była hitlerowska ustawa o pełnomocnictwach (Ermächtigungsgesetz) z 23 marca 1933 roku..
Te same grupy interesów koncernu chemiczno-farmaceutyczno-naftowego, które już w roku 1933 finansowały likwidację demokracji w Niemczech i ustanowienie dyktatury hitlerowskiej, działają dzisiaj aktywnie, aby dokonać tego po raz kolejny. Tym razem miejscem wydarzeń nie jest jeden kraj, Niemcy, ale cały kontytnent europejski. Poprzez swoich pomocników, rozmieszczonych w czołowych krajach eksportujących farmaceutyki, oprócz Niemiec przede wszystkim Wielka Brytania i Francja, Europa ma zostać zamieniona w dyktaturę w służbie interesów tego przemysłu. Metoda przejęcia władzy przez ten przemysł dzisiaj jest niemal dokładną kopią metod z roku 1993. Pod płaszczykiem nagonki na terrorystów i przez wzniecanie nienawiści do obcych, wtedy do współobywateli pochodzenia żydowskiego, dzisiaj do wyznawców wiary muzułmańskiej, wywiera się presję psychologiczną na całą ludność Europy i systematycznie pozbawia się ją praw obywatelskich.
Mamy przed sobą traktat europejski - nową ustawę o pełnomocnictwach, która w całości służy interesom europejskiego przemysłu chemiczno-farmaceutyczno-naftowego, a teraz także zapewnia mu polityczną moc wykonawczą. Traktat Lizboński, który w ciągu 2 kolejnych lat ma oficjalnie wejść w życie.
Ale my z tego miejsca mówimy politykom europejskim: nie macie odwagi przedstawić konstytucji, ponieważ wam samym brakuje moralnej legitymacji. Dawno już utraciliście moralną wyższość nad ludnością Europy. Najwyższy czas wamo to powiedzieć.
I tak oto mój referat nie kończy się negatywnym obrazem, jakie to jest straszne.
W medycynie to jest tak: gdy choroba rozwinęła się na tyle, że powstało wielki ognisko chorobowe, które ciągle rozwija się i rośnie, to na to jest tylko jedna rada: bierze się skalpel i tnie.
_______________________________
Na ten temat także:
Christopher Story: Unia Europejska jako synteza bolszewickiego i hitlerowskiego planu totalnego podboju
Nick Rockefeller: 9/11 NY to jedno wielkie oszustwo
Władimir Bukowski ostrzega przed totalitaryzmem UE
Germany's Bid for Great Power Through the EU
sobota, 21 lutego 2009
TEZY SUWERENNOŚCI NARODU POLSKIEGO W KWESTII TRAKTATU LIZBOŃSKIEGO W OBLICZU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ JEGO RATYFIKACJI
Warszawa, 20 luty 2009 r.
TEZY SUWERENNOŚCI NARODU POLSKIEGO
W KWESTII TRAKTATU LIZBOŃSKIEGO
W OBLICZU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ JEGO RATYFIKACJI
1. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej stanowi w art. 8. ust 1, że "Konstytucja jest najwyższym prawem w Rzeczypospolitej Polskiej". Przepis ten oznacza wyższość (pierwszeństwo) Konstytucji RP w stosunku do każdego innego aktu prawnego obowiązującego w Rzeczypospolitej Polskiej.
2. Konstytucja w art. 87 ust 1. w rozdziale III "Źródła prawa" wymienia kategorie aktów prawnych, będących źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej. Są nimi Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia.
3. Pozostałe przepisy Rozdziału III Konstytucji art. 88-94 określają obowiązującą w Rzeczypospolitej Polskiej hierarchię aktów prawnych. System prawny jest systemem jednolitym, system źródła prawa jest systemem zamkniętym. W takim systemie akt prawny niższego rzędu nie może w żadnym przypadku uchylać postanowień aktu prawnego wyższego rzędu. W szczególności postanowienia Konstytucji, jako aktu prawnego najwyższego rzędu, nie mogą być uchylone ani przez ustawę ani przez ratyfikowaną umowę międzynarodową, ani przez wynikające z tej umowy międzynarodowej tak zwane traktatowe prawo wtórne. Umowa międzynarodowa może mieć wprawdzie pierwszeństwo przed ustawą, ale tylko i wyłącznie przed ustawą, jeżeli nie da się jej z tą ustawą pogodzić (art. 91. ust. 2).
Żadna więc umowa międzynarodowa, mająca w polskim systemie prawnym status ustawy, nie może doprowadzić zwłaszcza do uchylenia Konstytucji RP jako najwyższego prawa na terytorium RP. Taka ustawa, czy umowa międzynarodowa, która do tego prowadziłaby, sama wykazywałaby swoją bezprawność, podobnie jak i każde rozumowanie sądowniczo-prawne, które miałoby za nią stać.
4. W ciągu całej 50-letniej historii traktatów europejskich aż do Traktatu Ateńskiego (akcesyjnego) z 2004 r. włącznie, żaden traktat nie zawierał najmniejszej nawet wzmianki stanowiącej wprost, iż prawo wspólnotowe ma jakiekolwiek pierwszeństwo przed prawem krajowym (narodowym) państw członkowskich, a tym bardziej przed konstytucjami tych państw.
5. Tymczasem w przeszłości Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) w Luksemburgu wydał w kilku przypadkach orzeczenia, w których uzasadnieniach istotnie wypowiadał się na rzecz pierwszeństwa prawa unijnego przed prawem krajowym państw członkowskich. Jednakże nie mając bezpośredniego pokrycia w przepisach traktatów wspólnotowych, były to jedynie opinie samego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Orzeczenia te mogły być tolerowane lub nawet respektowane przez zainteresowane państwa członkowskie, jednakże było to zjawisko na bardzo ograniczoną skalę. Nie wiązało się ono bynajmniej z bezwzględną koniecznością akceptowania przez państwa członkowskie treści prawnych uzasadnień ETS, towarzyszących wydawanym przezeń wyrokom, zwłaszcza w całej ich rozciągłości. Teza ETS, mówiąca o nadrzędności prawa Unii nawet nad konstytucjami państw członkowskich została wręcz zakwestionowana przez trybunały konstytucyjne Włoch, Niemiec i kilku innych państw, tak iż można mówić o utrwalonym orzecznictwie trybunałów narodowych, podważającym tezę o nieomylności i bezdyskusyjności "utrwalonego orzecznictwa" ETS.
6. Pierwszy bezpośredni zapis o bezwzględnym pierwszeństwie prawa Unii Europejskiej przed prawem krajowym (narodowym) państw członkowskich pojawił się dopiero w projekcie konstytucji dla Unii Europejskiej (art. I-10). Brzmiał on następująco:
1.) Konstytucja i prawo przyjęte przez instytucje Unii w wypełnianiu ich kompetencji mają pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich.
2.) Państwa Członkowskie podejmą stosowne środki, ogólne lub szczegółowe, dla zapewnienia wypełnienia obowiązków wypływających z Konstytucji lub wynikających z aktów prawnych wydawanych przez instytucje Unii Europejskiej."
Przepis art. I-10(1) projektu Konstytucji został oznaczony w Konstytucji dla Europy jako art. I-6.
7. Przytoczony powyżej przepis art. I-6 konstytucji europejskiej, uważany był i jest przez samych twórców tego projektu za absolutnie fundamentalny dla całej konstytucji europejskiej. Potwierdzał on status Unii Europejskiej jako nowego, nie istniejącego dotąd bytu politycznego, wyposażonego w osobowość prawną - nowego systemu prawnego odrębnego zarówno od dotychczasowego systemu wspólnotowego jak i od tworzących go państw członkowskich, a zarazem nadrzędnego wobec tych ostatnich. Tym nowym bytem było (miało być) tworzone na mocy tej konstytucji nie istniejące dotąd federalne superpaństwo europejskie, zmierzające do stopniowej likwidacji państwowości państw członków dotychczasowej Unii Europejskiej, rozumianej jako dobrowolna wspólnota suwerennych państw.
8. Należy zaznaczyć, że w związku z takim, a nie innym brzmieniem art. I-10 projektu Konstytucja europejska była od samego początku w zasadniczej sprzeczności z art. 8 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który, jak wiadomo postanawia, iż Konstytucja RP jest w Rzeczypospolitej Polskiej najwyższym prawem.
9. Pośrednio przyznał to Trybunał Konstytucyjny RP w swoim orzeczeniu w sprawie K 18/04 z dnia 11 maja 2005 r. w sprawie zgodności Traktatu Ateńskiego z Konstytucją RP. W uzasadnieniu do swego wyroku Trybunał stwierdził, że:
"Zagwarantowane w art. 91 ust. 2 pierwszeństwo stosowania umów międzynarodowych, ratyfikowanych na podstawie upoważnienia ustawowego lub podjętego w trybie ogólnokrajowego referendum (...) nie prowadzi wprost (i to w żadnym zakresie) do uznania analogicznego pierwszeństwa tychże umów przed postanowieniami Konstytucji. Konstytucja pozostaje zatem – z racji swej szczególnej mocy – „prawem najwyższym Rzeczypospolitej Polskiej” w stosunku do wszystkich wiążących Rzeczpospolitą Polską umów międzynarodowych. Dotyczy to także ratyfikowanych umów międzynarodowych o przekazaniu kompetencji „w niektórych sprawach”. Z racji wynikającej z art. 8 ust. 1 Konstytucji nadrzędności mocy prawnej korzysta ona na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z pierwszeństwa obowiązywania i stosowania."
10. Trybunał Konstytucyjny orzekł ponadto w uzasadnieniu swego orzeczenia, iż:
"ani art. 90 ust. 1, ani też art. 91 ust. 3 [Konstytucji RP] nie mogą stanowić podstawy do przekazania organizacji międzynarodowej (czy też jej organowi) upoważnienia do stanowienia aktów prawnych lub podejmowania decyzji, które byłyby sprzeczne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. W szczególności wskazane tu unormowania nie mogą posłużyć do przekazania kompetencji w zakresie, który powodowałby, iż Rzeczpospolita Polska nie może funkcjonować jako państwo suwerenne i demokratyczne."
11. Europejski traktat konstytucyjny został, jak wiadomo, odrzucony podczas referendum konstytucyjnego we Francji i w Holandii w 2005 r. Został on zastąpiony Traktatem Reformującym (Lizbońskim), aby uniemożliwić narodom Europy wypowiedzenie się na jego temat w referendach narodowych we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej. W tym celu jednolity tekst konstytucji europejskiej został podzielony na poszczególne przepisy, które wstawiono do już istniejących i obowiązujących prawnie traktatów europejskich pod pozorem nieznacznej ich modyfikacji, nie wymagającej rzekomo przeprowadzenia referendów narodowych w krajach członkowskich.
12. Ze wszystkich postanowień pierwotnego projektu konstytucji europejskiej jedynie przepis I-10 dawnego projektu, mówiący o bezwzględnym pierwszeństwie prawa Unii Europejskiej, został potraktowany odmiennie od pozostałych przepisów. Został on mianowicie usunięty całkowicie z Rozdziału I. i zastąpiony pozornie niewiele znaczącą deklaracją w Akcie Końcowym Traktatu Lizbońskiego pod nazwą "Deklaracja 17. o pierwszeństwie".
13. Pozornie niewiele znacząca Deklaracja 17. o pierwszeństwie (pełny tekst patrz: Załącznik 1.) jest wspólnym oświadczeniem wszystkich sygnatariuszy Traktatu Lizbońskiego, że wiadomym jest im, że zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości Traktaty i prawo przyjęte przez Unię na podstawie Traktatów ma pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich, na warunkach ustalonych przez to orzecznictwo. Ponadto sygnatariusze zgadzają sie na dołączenie do Aktu Końcowego Traktatu Lizbońskiego jako Aneks opinię Służby Prawnej Rady Europejskiej - która to opinia została rzeczywiście do Traktatu dołączona.
14. Wspomniana Opinia Służby Prawnej Rady Europejskiej jako Aneks do Aktu Końcowego Traktatu Lizbońskiego, nosząca datę 22 czerwca 2007, głosi, że:
"Z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wynika, że pierwszeństwo prawa Wspólnot Europejskich przed prawem Państw Członkowskich jest kamieniem węgielnym prawa Wspólnotowego. Według Trybunału zasada ta jest związana jest ze specyficzną naturą Wspólnoty Europejskiej".
Z pozoru, Opinia Służby Prawnej Rady Europejskiej w tej części nie była niczym innym, jak tylko "dobrze utrwaloną" opinią ETS, odwołującą się wyłącznie do jego własnych wcześniejszych opinii, bez jakichkolwiek podstaw materialnych w prawie traktatowym Unii Europejskiej.
15. Jednakże Opinia Służby Prawnej Rady Europejskiej 22 czerwca 2007 nie ograniczyła się do tego tylko stwierdzenia, choć już samo ono mogło być groźne w skutkach. Dodana została bowiem również wzmianka - wyjaśnienie, iż w traktatach pierwszeństwo prawa unijnego nad prawem państw członkowskich w ogóle nie było wspomniane i że "tak jest do dzisiaj" (tj. do 22 czerwca 2007 r.), oraz że "fakt, że zasada pierwszeństwa nie będzie włączona do przyszłego traktatu ani nie zmieni istnienia tej zasady, ani istniejącego orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości".
16. Należy zauważyć, że po pierwsze - Opinia stwierdzała w tym miejscu samo istnienie owej abstrakcyjnej zasady, której wykładni przez ETS na domiar nie uznały trybunały konstytucyjne szeregu państw członkowskich. Po drugie - Opinia, która pozornie była zwykłym, mniej czy bardziej trafnym stwierdzeniem jakiegoś stanu rzeczy na dzień 22 czerwca 2007, po jej wprowadzeniu do tekstu traktatu w formie Aneksu, staje się INTEGRALNĄ CZĘŚCIĄ TRAKTATU LIZBOŃSKIEGO ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, jak również - ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z takiej, a nie innej redakcji tekstu tej Opinii. Wymieniona po raz pierwszy explicite w tekście traktatu europejskiego zasada pierwszeństwa, będąca dotąd jedynie roboczą opinią ETS, w wyniku ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego nabiera mocy prawa traktatowego i to w postaci "utrwalonego orzecznictwa" ETS "na warunkach ustalonych przez to orzecznictwo". Czyli, praktycznie biorąc, w każdy sposób, w jaki tę zasadę zechce ETS rozumieć. A więc przede wszystkim jako pierwszeństwo prawa unijnego przed całym krajowym prawem państw członkowskich, wraz z ich prawem konstytucyjnym włącznie.
Kiedy więc "Opinia" stwierdza, że "zasada pierwszeństwa nie będzie włączona do przyszłego traktatu", to właśnie to stwierdzenie zasadę tę do traktatu jak najbardziej wprowadzało. Trudno jest przyjąć, że stało się tak przez przypadek, bowiem stawiałoby to z kolei w niekorzystnym świetle profesjonalizm Służby Prawnej Rady Europejskiej.
17. Na kilka dni przed wyrażeniem przez Sejm RP zgody wyrażonej ustawą na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego na łamach "Rzeczypospolitej" miała miejsce "publiczna debata" na ten temat. Głos zabrała najpierw p. Krystyna Pawłowicz, sędzia Trybunału Stanu RP, w artykule "Czy polska konstytucja jest jeszcze ważna?" (Rz.pl, 25-03-2008, http://www.rp.pl/artykul/111309.html). Na ten artykuł, zasadniczo mocno krytyczny w stosunku do Unii Europejskiej i Traktatu Lizbońskiego, odpowiedział polemicznie p. prof. Stanisław Biernat artykułem "Polska także jest Unią Europejską" (Rz.pl, 28-03-2008, http://www.rp.pl/artykul/112725.html).
18. Te dwie publiczne autorytatywne wypowiedzi znawców prawa europejskiego w dniach bezpośrednio poprzedzających zgodę Sejmu RP na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, stanowiąc namiastkę publicznej debaty nad traktatem, mogły i najprawdopodobniej miały znaczący wpływ na ostateczny wynik głosowania w polskim parlamencie. Pomimo całej różnicy stanowisk obu stron w sporze o Traktat Lizboński, w jednym punkcie zarysowała się jednomyślność. Mianowicie p. sędzia Pawłowicz stwierdziła, iż:
"Kiedy wydawany był pierwszy wyrok […] w Traktacie nie było żadnej wzmianki o zasadzie pierwszeństwa. Sytuacja ta do dziś nie uległa zmianie. Fakt, że zasada pierwszeństwa nie zostanie włączona do przyszłego Traktatu, w żaden sposób nie narusza samej zasady, ani obowiązującego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości”.
Wbrew ogólnej wysoce krytycznej ocenie Unii Europejskiej oraz samego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przez p. Pawłowicz, było to nic innego, jak wierne powtórzenie i potwierdzenie znanych nam już sformułowań zawartych w Opini Służby Prawnej RE.
19. Z kolei prof. Biernat ze swej strony stwierdzał, że:
"Jeśli traktat lizboński wejdzie w życie, zasada pierwszeństwa pozostanie tym, czym jest obecnie: niepisaną zasadą ogólną prawa unijnego wywiedzioną z orzecznictwa ETS. W odróżnieniu od Krystyny Pawłowicz, nie widzę w tym nic nadzwyczajnego ani złego. Zintegrowana Unia nie byłaby w stanie sprawnie funkcjonować, gdyby każde państwo mogło decydować o tym, kiedy wykonywać na swoim terytorium prawo wspólnotowe, a kiedy od niego odstępować. Deklaracja nr 17 do traktatu lizbońskiego, nad którą ubolewa autorka, nie wnosi merytorycznie nic nowego i potwierdza jedynie ciągłość orzecznictwa ETS. Wątpliwości w tym względzie mogły wynikać z rezygnacji z zamieszczenia w samym traktacie przepisu proklamującego omawianą zasadę."
20. Jak widać z obydwu powyższych wypowiedzi, dla obu stron tego sporu kwestią nie podlegającą dyskusji było stanowisko, jakoby Deklaracja 17. w Akcie Końcowym Traktatu Lizbońskiego nie wnosiła nic nowego do unijnego prawa traktatowego i zasada pierwszeństwa, i że jakoby tak jak podczas pierwszego wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie pierwszeństwa z roku 1964, tak i obecnie, pod rządami Traktatu Lizbońskiego, nadal pozostawała tą samą "niepisaną zasadą wywiedzioną z orzecznictwa ETS".
21. Wspomniana teza, stanowiąca wspólny mianownik obu tych pozornie różnych stanowisk w ocenie traktatu, w oczywisty sposób wspierała wydatnie argumentację Rządu i Prezydenta RP, jakoby Traktat Lizboński to tylko swego rodzaju zabieg o charakterze kosmetycznym w celu poprawienia efektywności działania Unii, nie mający natomiast większego wpływu na polityczno-prawną sytuację Polski. Taki a nie inny wynik "publicznej debaty" na łamach prestiżowego dziennika "Rzeczpospolita" na kilka dosłownie dni przed krytyczną sesją Sejmu i Senatu w dniach 1-2 kwietnia 2008 z pewnością dostarczył wielu posłom i senatorom wygodnego alibi dla ich głosowania za traktatem.
22. Niezwykle ważkim głosem w publicznej debacie nad traktatem, niestety głosem całkowicie zignorowanym przez władze, był list otwarty ks. prof. Jerzego Bajdy do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z dnia 29 listopada 2007, w którym autor stwierdzał, iż
"oddanie komuś suwerenności narodu jest zdradą najwyższego stopnia".
23. Traktat Lizboński, będący wyliczeniem setek poprawek, bez istnienia tekstów skonsolidowanych poprawianych tym sposobem traktatów wspólnotowych, a zatem będąc dokumentem nieczytelnym, zatwierdzany był, praktycznie rzecz biorąc, bez jego czytania - i to zarówno na szczeblu europejskim jak i krajowym. Jak ujawnił duński europarlamentarzysta Jens-Peter Bonde, członek Komisji ds. Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (w styczniu 2008 w Dublinie, podczas Dnia Informacji nt. Traktatu Lizbońskiego (Reformującego)), Rada Europejska wydała nieoficjalny zakaz publikowania przez jakąkolwiek instytucję Unii Europejskiej skonsolidowanej wersji Traktatu. Wskutek tego Parlament Europejski "uchwalał" Traktat Lizboński, nie przeczytawszy go. To samo dotyczy polskiego parlamentu, przy czym rzekomo każdy klub parlamentarny dostał PO JEDNYM EGZEMPLARZU tekstu skonsolidowanego do wglądu. Oznacza to, iż w praktyce uniemożliwiono posłom i senatorom zapoznanie się z traktatem, na którego ratyfikację mieli wydać i faktycznie wydali w dniach 1-2 kwietnia 2008 zgodę. Należy dodać - pozbawiwszy wcześniej Naród pełnej debaty publicznej oraz prawa wypowiedzenia się na temat traktatu w ogólnokrajowym referendum. Wicemarszałek Senatu RP sen. Zbigniew Romaszewski przyznał w wywiadzie dla mediów, już po głosowaniu Senatu w dniu 2.04.2008, iż Traktat "nie jest prosty, ani łatwy" i że "nikt nie wie, co w nim jest".
24. Jak pamiętamy, podczas kampanii propagandowej za wejściem Polski do Unii Europejskiej, poprzedzającej referendum akcesyjne 2004 r. prezydent RP Aleksander Kwaśniewski rozsyłał do wszystkich obywateli Rzeczpospolitej Polskiej zachętę do głosowania za Traktatem Ateńskim, zapewniając solennie, iż Polska nic nie straci przez to ze swej suwerenności. W tym samym kierunku zmierzała urzędowa propaganda, negująca możliwość nadrzędności prawa unijnego na polskim prawem krajowym (patrz: Ząłącznik 2). Tymczasem przedstawiciele RP na europejską konwencję konstytucyjną w 2002 r. w osobach Danuty Hübner, Edmunda Wittbrodta oraz Józefa Oleksego w istocie znacznie wcześniej, bo w 2002 r. wyrazili pełną zgodę na europejskie federalne superpaństwo, oparte o pełną nadrzędność prawa unijnego nad prawem krajowych w brzmieniu art. I-6 (później I-10) projektu konstytucji europejskiej. 21 marca 2002 Józef Oleksy stwierdził wprost:
"Jesteśmy gotowi uczestniczyć w popieraniu wspólnego projektu, jakiego Europa potrzebuje. Podpisujemy się pod ideą federacji państw narodowych z silnymi instytucjami wspólnotowymi przy zachowaniu bytu różnych kultur w ramach poszczególnych państw narodowych".
25. Jak wynikałoby to z pkt. 1-16 niniejszej analizy, polityczno-prawna rzeczywistość ustanawiana na mocy Traktatu Lizbońskiego okazuje się być diametralnie inna, niż przedstawiano to dotąd polskiej opinii publicznej. Polska jako państwo, które w 1989 r. uzyskało niezależność od dotychczasowego wschodniego hegemona, miało wejść na drogę nieodwracalnego unieważnienia polskiej konstytucji, uchwalonej zaledwie 5 lat wcześniej, w 1997 r. Poprzez pozbawienie polskiej ustawy zasadniczej waloru najwyższego prawa w Rzeczypospolitej Polskiej, co najmniej od 2002 r. wprowadzano Polskę na drogę likwidacji jej odrębnej państwowości, stopniowego wchłaniania jej przez europejskie superpaństwo o nazwie Unia Europejska. Na domiar czyniono to całkowicie samowolnie, z równoczesnym świadomym wprowadzeniem Narodu polskiego w błąd.
26. W dodatku można stosunkowo łatwo przewidzieć, iż na skutek przewrotnej interpretacji fundamentalnej zasady pomocniczości w Unii Europejskiej, to europejskie superpaństwo zacznie wkrótce nabierać cech państwa totalitarnego. Polska zaś, w rezultacie wprowadzanej przez Traktat Lizboński zasadzie podwójnej większości w głosowaniach w znakomitej większości spraw - nie jednogłośnie, jak dotąd, ale kwalifikowaną większością głosów - znajdzie się wkrótce w sposób nieunikniony pod dominacją nowego, niemieckiego tym razem hegemona.
27. Traktat Lizboński, wobec którego nader realnej ratyfikacji przez prezydenta RP obecnie stoimy, pozbawia Naród polski Konstytucji RP jako najwyższego prawa w Rzeczypospolitej Polskiej, o którym On i tylko On, jako Suweren, może stanowić. W rezultacie Naród, pozbawiony zostaje realnego wpływu na swoje dalsze losy i przyszłość następnych pokoleń. Zostaje bezprawnie, z pogwałceniem Konstytucji RP, wydany przez swoich prawnych przedstawicieli na łaskę i niełaskę Niemiec. Tymczasem strategiczny interes tych ostatnich, sądząc z zachowania, a zwłaszcza, mając na uwadze coraz kategoryczniejsze niemieckie roszczenia materialne pod adresem Polski, polega - jak się wydaje - na dążeniu do odwróceniu rezultatów rozpętanej przez Niemcy i przegranej II wojny światowej,
28. Jakakolwiek tzw. ustawa kompetencyjna, przygotowywana przez PiS wraz z Platformą Obywatelską, mająca rzekomo bronić polskiego interesu narodowego, nie jest w stanie w najmniejszym nawet stopniu zapobiec stosowaniu przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości utrwalonej jego wieloletnim orzecznictwem zasady pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej przed całym polskim prawem krajowym. Taki środek prawny można uznać za zwykły wybieg, mający stworzyć wrażenie dbałości aktualnej klasy politycznej o wspólne polskie dobro. Na dodatek działanie takie może być ze znacznym prawdopodobieństwem uznane przez ETS za niedopuszczalną próbę tworzenia przez rząd polski prawnych przeszkód dla pełnej integracji europejskiej.
29. Prezydent RP Lech Kaczyński miał prawo, jako jedyna osoba w państwie, skierować Traktat Lizboński do Trybunału Konstytucyjnego RP celem tzw. uprzedniej kontroli zgodności tego traktatu z polską konstytucją. Nie skorzystał on z tego uprawnienia. Zablokował on tym samym skutecznie możliwość stwierdzenia ewidentnej sprzeczności tej umowy międzynarodowej z polską ustawa zasadniczą. Sam ponadto jest w dalszym ciągu przekonany, iż Traktat Lizboński jest zgodny z Konstytucją RP. Stwierdzając kilkakrotnie, iż podpisze akt ratyfikacyjny z chwilą uchwalenia przez Sejm ustawy kompetencyjnej lub po pozytywnym wyniku powtórnego referendum w Irlandii, potwierdzał on w istocie za każdym razem, iż nadal podtrzymuje swoje stanowisko w sprawie rzekomej konstytucyjności Traktatu Lizbońskiego, "wynegocjowanego" zresztą przez siebie w Brukseli w III dekadzie czerwca 2007. Najwyraźniej nadal uważa on, że formuła Deklaracji 17. wraz z załączoną w formie Aneksu do Traktatu Opinią Służby Prawnej chroni zadowalająco interesy Narodu i Państwa polskiego.
30. Jednakże poniższy przypis (1) do Opinii Służby Prawnej Rady Europejskiej, który też nie jest już tylko zwykłym nawiązaniem do orzeczenia ETS z 1964 r, ale nabiera mocy traktatowej z chwilą ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, głosi jednoznacznie i w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości, iż oto:
"prawo wywodzące się z traktatu, niezależnego źródła prawa, z powodu jego szczególnego i oryginalnego charakteru, nie może być uchylone przez jakiekolwiek krajowe przepisy prawa, bez pozbawienia go charakteru prawa Wspólnotowego, a także bez zakwestionowania podstawy prawnej samej Wspólnoty."
31. W tym stanie rzeczy zbliżająca się wielkimi krokami ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego przez prezydenta wywodzącego się z Prawa i Sprawiedliwości, będzie niczym innym, jak tylko postawieniem przez PIS przysłowiowej kropki nad "i" nad wieloletnim projektem likwidacji państwa polskiego autorstwa ówczesnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Unii Wolności (Platformy Obywatelskiej), PSL oraz z ich przybudówek.
32. Takiemu groźnemu dla Polski scenariuszowi, uruchamianemu automatycznie z chwilą wejście w życie Traktatu Lizbońskiego, może zapobiec jedynie szybki wzrost poziomu świadomości polityczno-prawnej Narodu polskiego w omawianych kwestiach. Traktat Lizboński zawierający haniebny, zdradziecki zapis o nadrzędności prawa Unii Europejskiej nad polskim prawem narodowym, nie może być przez Polskę ratyfikowany pod żadnym względem, ani też pod żadnym pozorem. Byłby to, jak napisał ks. prof. Jerzy Bajda w liście do Prezydenta RP, akt "zdrady najwyższego stopnia".
(opr. J. Rachowski)
Załącznik 1.
"Deklaracja 17. dotycząca pierwszeństwa" w Akcie Końcowym Traktatu z Libony
TREATY OF LISBON, FINAL ACT (2007/C 306/02)
17. Declaration concerning primacy
The Conference recalls that, in accordance with well settled case law of the Court of Justice of the European Union, the Treaties and the law adopted by the Union on the basis of the Treaties have primacy over the law of Member States, under the conditions laid down by the said case law.
The Conference has also decided to attach as an Annex to this Final Act the Opinion of the Council Legal Service on the primacy of EC law as set out in 11197/07 (JUR 260):
‘Opinion of the Council Legal Service of 22 June 2007
It results from the case-law of the Court of Justice that primacy of EC law is a cornerstone principle of Community law. According to the Court, this principle is inherent to the specific nature of the European Community. At the time of the first judgment of this established case law (Costa/ENEL,15 July 1964, Case 6/641 (1)) there was no mention of primacy in the treaty. It is still the case today. The fact that the principle of primacy will not be included in the future treaty shall not in any way change the existence of the principle and the existing case-law of the Court of Justice.
(1) “It follows (…) that the law stemming from the treaty, an independent source of law, could not, because of its special and original nature, be overridden by domestic legal provisions, however framed, without being deprived of its character as Community law and without the legal basis of the Community itself being called into question.”’
Załącznik 2.
Materiał propagandowy wojewódzkiej ekspozytury rządu RP z 2002 r. na rzecz wstąpienia Polski do Unii Europejskiej obliczone na kompromitację przeciwników akcesji przestrzegających, iż Polska utraci suwerenność, gdyż w wyniku tej akcesji prawo unijne będzie miało pierwszeństwo nawet przed Konstytucją RP.
Kompendium wiedzy o UE, Biuro Integracji Europejskiej, Lubelski Urząd Wojewódzki 2002
Teza 1 "Dekalogu antyunijnego":
Wchodząc do Unii Europejskiej, Naród Polski utraci suwerenność, prawodawstwo unijne bowiem będzie miało pierwszeństwo nawet przed Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
Nasza [Urzędu Wojewódzkiego] odpowiedź:
Żaden z traktatów unijnych nie stanowi, że prawo Wspólnoty Europejskiej ma pierwszeństwo przed prawem państwowym lub odwrotnie. Ta druga sytuacja jest jednak domniemana - artykuł 49 Traktatu z Maastricht o Unii Europejskiej mówi, że "zmiany traktatów ... wymagają ratyfikacji przez wszystkie umawiające się państwa zgodnie z wymogami ich prawa konstytucyjnego". W sprawach szczególnej wagi zatem wyższość prawa konstytucyjnego krajowego nad prawem wspólnym jest stwierdzona jednoznacznie - a dla jej wzmocnienia, uzupełniona jest ona zasadą jednomyślności wszystkich państw członkowskich. Widzieliśmy, jakie ta zasada powoduje skutki - ewentualne nieprzyjęcie przez Irlandię Traktatu Nicejskiego w wyniku referendum w październiku 2002 r. spowodowałoby niemożliwość wprowadzenia go w życie w pozostałych krajach.
(...) Głosując przeciw integracji Polski z Unią Europejską z obawy przed utratą suwerenności Polski, musisz wiedzieć, że będzie to decyzja całkowicie nieracjonalna.
niedziela, 4 stycznia 2009
Droga Córko Pana M. Malinowskiego
Dyskusja w Korespondent.pl na temat ostatniej publikacji Prezydenta Republiki Czeskiej Vaclava Klausa "Traktat Lizboński - podręcznik dla początkującego" (w tłum. Krystyna Greń, Fronda.pl) (Zapomniałbym: Kupujcie Frondę, czytajcie Frondę. Fronda is the Best) zdawała się w pewnym momencie zamierać. Jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdziłem, iż trwa nadal w najlepsze. Głos zabrał m.in. pan M. Malinowski (volvo@9). Przytoczył on in extenso opinię swojej 18-letniej córki. Zdawał się przy tym ponad wszystko inne przedkładać dobro i pewną przyszłość swojej córki i jej rówieśników, które to dobro jego zdaniem zapewnia zainteresowanym Traktat Lizboński, tak iż wszelkie wątpliwości związane z tym Traktatem nie mają tu zbyt wiele do rzeczy. Trochę tak, jakby mówił: "To jest ich przyszłość, im się Traktat Lizboński podoba i to rozstrzyga o wszystkim. Czytajcie i uczcie się. Zobaczcie, jak należy myśleć - POZYTYWNIE". Napisał bowiem:
Poza moim zdaniem i waszym koledzy, jest jeszcze grupa ludzi dla których całe to zamotanie prawne jest robione i to co maja do powiedzienia wyraziła właśnie moja 18letnia córka. Poczytajcie sobie.vaclav klaus jest najwiekszym eurosceptykiem w calej unii.
patrzy na traktat subiektywnie i przedstawia go jako zlo wcielone... troche czytalam o traktacie i znam obecny system funkcjonowania ue i najwiekszym problemem jest to, ze unia MUSI przeprowadzic reforme. po rozszerzeniu system stal sie niewydolny.
glosy wazone tez maja swoje plusy i minusy. nie jest jednak tragedia, a jakos decyzje podejmowac trzeba.
wyobrazasz sobie wprowadzenie jakiejs waznej zmiany, ktora musi jednoglosnie zatwierdzic rada europejska (27 prezydentow/premierow) w wiekoszosc przypadkow bedzie to niemozliwe, bo rada europejska dziala w interesie swoich krajow, a nie wspolnoty (od tego jest parlament europejski - oni nie moga sie kierowac interesem narodowym). wtedy wszystko stanie w miejscu i dopadnie nas kryzys systemowy.
a grozby o utracie suwerennosci sa mocno przesadzone. osobowosc prawna jest unii potrzebna, bo bez tego ciezko jest wspolpracowac z innymi panstwami (poza ue).
traktat nie jest idealny, ale jest konieczny.
ufff sie napisalam :D
Z zasady jestem jak najdalszy od lekceważenia czegokolwiek, co mówi nawet najmniejsze dziecko, a co dopiero osoba mogąca wykazać się świadectwem dojrzałości. Cóż było robić, pomimo dość późnej pory MUSIAŁEM odpowiedzieć Córce swego Ojca, a przy okazji samemu Ojcu, najwyraźniej upatrującemu w Traktacie Lizbońskim swego rodzaju polisę posagową dla wchodzącego w życie młodego pokolenia Polaków, gdy tymczasem ktoś swym uporczywym, nieprzystojnym zgoła rozumnemu człowiekowi eurosceptycyzmem próbuje ich tego dobra pozbawić. Niestety, uświadomienie dorosłym w końcu ludziom, przekonanym że mają absolutną rację, bo przecież "wszyscy tak myślą", nie jest ani zadaniem łatwym ani szczególnie przyjemnym. Jak wytłumaczyć obojgu, że podobnie jak większość opinii publicznej w Polsce, padli ofiarą jednostronnej propagandy, a może także szkolnej indoktrynacji, traktującej w sposób wrogi jakikolwiek odmienny punkt widzenia, przydając przy tym samą sobie miano obiektywnego informowania społeczeństwa? Jak ująć w paru zdaniach całą grozę obecnej sytuacji? W odpowiedzi na wpis pana Malinowskiego napisałem:
Droga Córko Pana M. Malinowskiego, Ojca tak bardzo Cię kochającego, że gotów jest zrezygnować z obiektywnej oceny istniejącego stanu rzeczy i z własnego niezależnego myślenia, na rzecz myślenia Córki, której WYDAJE SIĘ, że myśli niezależnie i że Jej przekonanie ma walor obiektywizmu!
Stwierdzasz, że prezydent Vaclav Klaus "jest najwiekszym eurosceptykiem w calej unii. patrzy na traktat subiektywnie i przedstawia go jako zlo wcielone... ".
Czy doszłaś do tego wniosku samodzielnie, po przeczytaniu Traktatu Lizbońskiego, następnie po lekturze opublikowanego dość przystępnie napisanego wyjaśnienia Klausa "Traktat Lizboński - podręcznik dla początkującego"? Czy może raczej nie czytałaś? Jeśli nie zrobiłaś ani jednego ani drugiego, to znaczy, że nie masz najmniejszego pojęcia, jak naprawdę (dobrze, czy źle) myśli Prezydent Czech, tylko oparłaś się na cudzej, opinii zdającej się mówić, że Vaclav Klaus to wcielone zło eurosceptycyzmu.
Czyli, że zdanie kogoś, kogo zapewne cenisz wysoko, uznałaś z góry z przesądzające sprawę. Ale może to nie oznacza, że ten ktoś nie ma racji? Bo może on czytał i jedno i drugie. Otóż może się zdziwisz, ale zapewniam Cię, że w całej Unii ani szefowie rządów podpisujący Traktat ani parlamenty, tak ochoczo wyrażające zgodę na ratyfikację, ani nawet specjaliści doradcy sygnatariuszy krajów członkowskich - [oni wszyscy] nie czytali tego Traktatu, bo się go nie da przeczytać (i opierali się na wyższych autorytetach - tak samo [jak oni] niezorientowanych).
Dlaczego się nie da przeczytać? Bo jest to zestaw setek poprawek do tego, co już jest w Traktatach, nie powstał natomiast tekst jednolity wszystkich dokumentów traktatowych, który można przeczytać "jednym ciągiem".
Co to oznacza? To oznacza, ni mniej, ni więcej, tylko że po kolei wszyscy w Unii Europejskiej, opierali się na autorytatywnych opiniach opartych na jeszcze autorytatywniejszych opiniach ludzi, którzy nie tylko nie czytali tych traktatów, a nawet nie chcą wiedzieć, co tam w nich rzeczywiście jest - i co ważniejsze jaki będzie tego skutek dla swoich własnych krajów własnych narodów.
Przypuszczalnie jedynym, który być może wie do końca, co zawiera traktat i jak on zafunkcjonuje, wie w całej Unii Europejskiej być może wąska grupka ludzi pod kierunkiem niejakiego pana Piris'a, faktycznego autora wszystkich traktatów od Maastricht począwszy, a na Lizbońskim skończywszy.
A jeżeli nie wiadomo co jest w traktatach "poprawionych" przez Traktat Lizboński, to skąd wiadomo, czy i co on rzeczywiście poprawia? Może jest to [swego rodzaju] Traktat o Strukturalnym Kryzysie Międzynarodowym [w Unii Europejskiej], który można będzie rozwiązać dopiero po... fizycznym zlikwidowaniu wszystkich tych, którzy przed nim ostrzegali?
Jeżeli więc, Droga Córko Pana M. Malinowskiego, weszłaś już w dorosłość i uzyskałaś prawo głosowania, czyli współdecydowania o losach naszego Narodu, a postanowiłaś zdać się ślepo na to, co ten pan [Piris] mówi, jak wcielenie Prawdy Nieomylnej o Unii Europejskiej, tedy módl się, z miłości, jeśli nie do siebie, to przynajmniej do swych przyszłych dzieci, ażeby się przypadkiem nie okazało kiedyś, że to był... najprawdziwszy Szatan wcielony.
Można by w tym miejscu ten artykuł zamknąć. Warto jednak w tym miejscu przypomnieć to, na co polski prezydent, polski rząd i polski parlament za wszelką cenę pragnęli zamknąć oczy i co nieomal im się udało. Na to, iż poprzez Deklarację 17. Aktu Końcowego ustanawiającą po raz pierwszy w historii traktatów europejskich expressis verbis nadrzędność (pierwszeństwo) prawa superpaństwa o nazwie Unia Europejska nad Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej, Traktat Lizboński jest ewidentnie sprzeczny z polską Ustawą Zasadniczą. W art. 8. ust. 1 bowiem Konstytucja RP głosi jednoznacznie, że "Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej." Konstytucja RP, a nie wszystkie traktaty Unii Europejskiej razem wzięte, jest w Polsce prawem najwyższym. Odnosi się to zarówno do traktatów obecnie obowiązujących, jak i wszelkich innych, jakie tylko mogą się na horyzoncie dziejów pojawić, albowiem one wszystkie swą mocą mogą być co najwyżej nieco powyżej ustawy zwykłej.
P.S. Wszystkim, którzy nie dotąd nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z poglądami Nicka Rockefellera, m.in. na Unię Europejską, gorąco polecam poprzedni artykuł
"Nick Rockefeller: 9/11 NY to jedno wielkie oszustwo".
niedziela, 7 września 2008
O suwerenność Narodu Polskiego
Warszawa, 1 września 2007 r.
O SUWERENNOŚĆ NARODU POLSKIEGO
Proklamacja
Wobec stanowiska strony polskiej w sprawie tzw. Traktatu Reformującego Unię Europejską, przedstawionego na konferencji Rady Europejskiej w Brukseli w dniach 21-22.06.2007, my, niżej podpisani uznajemy za swój elementarny obowiązek wobec Ojczyzny i Narodu polskiego stwierdzić, co następuje:
1. Zaproponowany w Brukseli przez prezydencję niemiecką Traktat Reformujący Unię Europejską stwarza całkowicie nową filozoficznie, politycznie i prawnie jakość, osiągniętą w drodze przewrócenia, obalenia, odrzucenia czy też zanegowania dotychczas uznawanych za obowiązujące fundamentalnych zasad pomocniczości i solidarności w rozumieniu chrześcijańskiej nauki społecznej, jak również generalnej zasady podmiotowości wolnych, suwerennych, równych sobie narodów. Dotychczas wolne, równe wobec prawa, posiadające własną osobowość prawną suwerenne narody stanowiły w drodze traktatów jednomyślnie, co wolno, a czego nie wolno Unii Europejskiej. Pod rządami Traktatu Reformującego natomiast, to Unia Europejska, zawłaszczając osobowość prawną dotychczasowych jej członków, będzie w istocie decydowała taką czy inną większością, co wolno, a czego nie wolno narodom, tej osobowości już pozbawionych. To w istocie swej totalitarne super-państwo europejskie będzie odtąd faktycznie decydowało, jakie kompetencje i którym narodom zostawić, a jakich i których pozbawić.
2. Całkowicie nowe zasady działania Unii Europejskiej zapisane w Traktacie Reformującym, włącznie z inkorporowaną doń (nieobligatoryjną dotąd) Europejską Kartą Praw Podstawowych uprawniają do stwierdzenia, iż Traktat ten zrywa w sposób radykalny z dotychczasową postacią Unii Europejskiej zapisaną w dotychczasowych traktatach. Bowiem z chwilą wprowadzenia w życie Traktat Reformujący likwiduje w istocie Unię Europejską rozumianą jako organizacja międzynarodowa względnie suwerennych państw narodowych, a działając w dłuższym okresie czasu, nawet samych jej członków tj. państwa narodowe.
3. Co więcej – na mocy zwykłego gabinetowego ustalenia międzyrządowego odmówione zostaje narodom nabyte już przez nie prawo zatwierdzania konstytucji europejskiej w drodze narodowych referendów. Formuła Traktatu jako namiastki aktu konstytucyjnego, zatwierdzanego przez parlamenty w drodze demokracji pośredniej, to nic innego, jak votum nieufności wyrażone przez europejską klasę polityczną wobec bezpośredniej woli suwerennych dotąd narodów, Jak widać, ich zdaniem nie można już bezpiecznie powierzyć narodom członkowskim tak istotnych spraw jak ustrój polityczny i prawny Unii Europejskiej. O ratyfikacji Traktatu Reformującego, czyli aktu założycielskiego europejskiego totalitarnego super-państwa mają więc ostatecznie decydować rządy państw członkowskich, już dziś skłonne znacznie bardziej służyć owemu super-państwu, aniżeli własnym narodom, którym wszak przysięgały służyć, wykonywać wolę i godnie reprezentować je na zewnątrz.
4. W rezultacie przyjęcia powyższych zmian, w miejsce dotychczasowej Unii Europejskiej powołany zostaje do życia już obecnie całkowicie autonomiczny byt polityczny i prawny, zasadniczo odmienny od tego kształtu prawnego Unii Europejskiej, na który udzieliły swej zgody suwerenne dotąd narody-państwa europejskie – dotychczasowi jej członkowie. Mamy zatem do czynienia raczej ze swego rodzaju europejskim gabinetowym zamachem stanu, któremu następnie poszczególne parlamenty narodowe mają nadać pozory legalizmu prawnego, sukcesywnie akceptując ów Traktat Reformujący pod presją głównych aktorów europejskiej sceny politycznej.
5. Idea europejskiego, ponadnarodowego, totalitarnego ze swej istoty super-państwa to przede wszystkim idea przejęcia rządów w Europie przez najsilniejsze państwa europejskie, w tym zwłaszcza przez Niemcy, z równoczesną marginalizacją wpływu mniejszych państw, takich jak Polska. Jest to równoznaczne z utratą przez mniejsze narody-państwa europejskie zdolności stanowienia o swoim własnym losie. Ten brzemienny w daleko idące konsekwencje fakt ma w tych krajach pozostać nie-dostrzeżony przez opinię publiczną. I tak już sama nazwa: Traktat Reformujący, wywołać ma mylne powszechne wrażenie, że chodzi zaledwie o nieznaczne ulepszenie czy modyfikację obecnego systemu unijnego. Tymczasem celem owego Traktatu Reformującego jest w istocie podstępne wymuszenie na narodach Europy pozbycia się przez nie ich własnej suwerenności, przynależnej im z mocy prawa naturalnego.
6. Traktat Reformujący jest niemal w całości tym samym projektem Konstytucji Europejskiej, który został odrzucony uprzednio w referendach konstytucyjnych we Francji i w Holandii. Jest to ten sam ze wszech miar wadliwy i szkodliwy, ostentacyjnie ateistyczny, antychrześcijański projekt, który przyjęty wraz z obligatoryjną, nieodłączną Europejską Kartą Praw Podstawowych z 2000 r. umożliwia dalsze skuteczne systemowe niszczenie rodziny, zabijanie nienarodzonych i eutanazję, a przez to zasługuje bez-sprzecznie na miano konstytucji europejskiej cywilizacji śmierci.
7. Reanimacja odrzuconego uprzednio projektu konstytucji europejskiej, nazwanego obecnie Traktatem Reformującym, leży przede wszystkim w interesie europejskich antynarodowo zorientowanych, globalistycznych, kosmopolitycznych, antyreligijnych, i antychrześcijańskich sfer politycznych, które najwyraźniej zdołały Unię Europejską opanować. Kręgi te są żywotnie zainteresowane w likwidacji w sposób nieodwracalny historycznych państw narodowych i w unicestwieniu zarazem całego dotychczasowego dziejami uświęconego porządku wartości nadrzędnych, obowiązującego w Europie od stuleci.
8. Nie powinno ulegać wątpliwości, że dla wspomnianych antynarodowych, globalistycznych, kosmopolitycznych, antyreligijnych i antychrześcijańskich sfer politycznych totalitarne super-państwo europejskie nie jest i nigdy nie będzie celem samym w sobie. Jest to zaledwie narzędzie, środek i stopień do celu ostatecznego, jakim jest ustanowienie innego super-państwa – tym razem globalnego, które nie będzie musiało się już liczyć z nikim ani z niczym, nawet z samym Bogiem.
9. Zwiększona skuteczność działania „reformowanej Unii Europejskiej jako ponadnarodowego super-państwa oznacza między innymi dalsze zwiększenie podatności tego super-państwa na dyktat ze strony Banku Światowego oraz Światowej Organizacji Handlu (WTO) w kierunku wielkiej reformy rolnej, opartej o wielkoobszarowe gospodarstwa rolne z równoczesnym zniszczeniem średnich i małych gospodarstw rolnych, oraz o przemysłową hodowlę zwierząt i masową uprawę roślin genetycznie modyfikowane (GMO).
10. Dla polskiej klasy politycznej nie powinno być wątpliwości, iż Traktat Reformujący jest to projekt totalitarnego europejskiego super-państwa, pomyślany wprawdzie na wzór federalnego państwa niemieckiego, zakładający wszakże błędnie, iż obecne narody europejskie, z własnymi językami, kulturą a nierzadko także odrębnymi systemami wartości, są tym samym, co niegdyś niemieckojęzyczne księstwa (obecnie landy niemieckie). To bowiem, co jeszcze w ramach niemieckiego kręgu kulturowo-językowego może być określone jako jednoczenie, to w ramach ogólnoeuropejskich, pod przemożną hegemonią którejś z potęg europejskich musi nieuchronnie przekształcić się w podbój słabszych narodów przez silniejsze. Tymczasem proponowane przez Niemcy totalitarne super-państwo europejskie, prowadząc właśnie do hegemonii państw najsilniejszych, umożliwia im poprzez narzucenie innym, mniejszym narodom własnego prawa międzynarodowego i dyktowanych przez siebie traktatów, a w szczególności Niemcom - osiągnięcie drogą dyplomatyczną tego wszystkiego, czego nie udało się im uzyskać w wyniku obydwu wojen światowych, przy pomocy czołgów. Należy przy tym pamiętać, że pomyślane na modłę niemiecką europejskie super-państwo to od pierwszych lat 80. ubiegłego stulecia cel strategiczny całej dalekosiężnej polityki niemieckiej. Warto ponadto nie zapominać, że taki właśnie, a nie inny, kształt jedności europejskiej i takie widzenie Europy sięga korzeniami hitlerowskiego podboju Europy w latach 30.-40. XX w..
11. Jest to tym istotniejsze, że Polska jako jedyne państwo w Europie po II wojnie światowej arbitralną decyzją Aliantów, bez udziału samych Polaków, zostało terytorialnie przesunięte o kilkaset kilometrów na zachód, z równoczesnym uszczupleniem polskiego stanu posiadania. Zarazem aktualne brzmienie art. 116 Konstytucji niemieckiej interpretowane jest w Niemczech jako podstawa do uznawania mocy prawnej granic niemieckich z 1937 r. a tym samym – do traktowania polskich ziem zachodnich i północnych jako ziemie niemieckie. Tymczasem Niemcy, uzyskując na mocy tzw. Traktatu Reformującego i dzięki zasadzie podwójnej większości pozycję hegemona w Europie Środkowo-Wschodniej, stwarzają sobie niebywałą okazję powetowania swoich strat z okresu II wojny światowej, tym razem kosztem Polski.
12. W tej sytuacji z najwyższym zaniepokojeniem stwierdzamy, że strona polska, nie zadbawszy wcześniej o należyte traktatowe i krajowe prawne zabezpieczenie Polski przed nieuniknionymi w tych warunkach roszczeniami niemieckimi, biorąc aktywny udział w negocjacjach na temat sposobu podejmowania decyzji w reformowanej Unii Europejskiej:
a) przez zaakceptowanie niemieckiej propozycji, by odrzuconą Konstytucję europejską zastąpić niemal identycznie brzmiącym Traktatem Reformującym, faktycznie uznała niemiecki postulat ustanowienia w Europie totalitarnego super-państwa - cywilizacji śmierci, z równoczesną praktyczną likwidacją tworzących je suwerennych państw narodowych.
b) godząc się na wprowadzenie podwójnej większości w późniejszym terminie, de facto zgodziła się na unieważnienie traktatu z Nicei, a tym samym wyraziła zgodę na odroczone zaledwie na kilka lat ustanowienie Niemiec jako hegemona, jeśli nie w całym europejskim super-państwie, to przynajmniej w Europie Środkowo-Wschodniej.
c) zaakceptowała zasadę nadrzędności prawa unijnego, a co więcej – całego dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości jako źródła prawa, nad całym polskim prawem narodowym, z Konstytucją RP włącznie, w szczególności zaś,
d) pomimo swej jednostronnej deklaracji, iż żaden sposób nie wpływa na prawo państw członkowskich do stanowienia prawa w zakresie moralności publicznej, prawa rodzinnego, a także ochrony godności ludzkiej i poszanowania fizycznej i moralnej integralności człowieka", strona polska faktycznie zgodziła się na przestrzeganie przez Polskę Europejskiej Karty Praw Podstawowych choćby z racji samego tylko swego uznania nadrzędności prawa europejskiego nad polskim prawem narodowym.
13. Powyższy zastraszający w swej wymowie faktyczny wynik polskiej akcji dyplomatycznej na europejskim szczycie w Brukseli stoi w rażącej sprzeczności zarówno z wcześniejszymi zapowiedziami ze strony polskiego MSZ obrony nadrzędności prawa polskiego nad międzynarodowym, jak też z późniejszymi oficjalnymi optymistycznie brzmiącymi oświadczeniami rządu polskiego, głoszącymi rzekomy niebywały polski sukces dyplomatyczny, uzyskany jakoby w dzięki bezkompromisowej, nieugiętej obronie polskiego interesu narodowego.
14. Równocześnie rząd polski w osobie premiera RP Jarosława Kaczyńskiego uchyla się od oceny rezultatów brukselskich negocjacji podczas lipcowej debaty sejmowej, tłumacząc to „paranoją” w Sejmie RP. Nie można tego kroku rozumieć inaczej jak usiłowania ucięcia przez szefa rządu RP dyskusji na temat przebiegu i wyników brukselskich rozmów na szczycie i powstrzymania tym sposobem szybko narastającej fali publicznie wyrażanego niezadowolenia i krytycyzmu.
15. Na makiaweliczny wprost cynizm polityczny i obłudę rządzących Polską zakrawa fakt, iż w momencie, kiedy natychmiast po konferencji brukselskiej podniosły się, nieprzypadkowe bynajmniej, niemieckie głosy o zwrot przez Polskę przedwojennej niemieckiej własności, premier rządu RP Jarosław Kaczyński usiłuje wprowadzić w błąd polską opinię publiczną sugerując, że polskie sądy będą mogły w dalszym ciągu ignorować prawo europejskie i w sprawach sądowych o zwrot byłej niemieckiej własności orzekać wyłącznie zgodnie z polskim interesem narodowym.
16. W tym stanie rzeczy zmuszeni jesteśmy przypomnieć, iż ugrupowanie Prawo i Sprawiedliwość otrzymało od Narodu mandat do sprawowania władzy nie z uwagi na charyzmat i inne cechy osobowe braci Kaczyńskich, ale z uwagi na głoszony przez nich taki a nie inny program polityczny i społeczno-ekonomiczny. Doszło ono do władzy w Polsce pod warunkiem budowy IV Rzeczpospolitej, państwa polskiego bliższego tradycji katolickich i patriotycznych, wolnościowych i niepodległościowych, przywrócenia takiego państwa polskiego, za jakie przelewały krew i oddawały życie pokolenia Polaków, a także pod warunkiem działania na rzecz Europy wolnych, suwerennych Ojczyzn. Z całą więc pewnością nie było w mandacie na sprawowanie władzy przez PiS narodowego przyzwolenia na niemiecki projekt nowego ładu w Europie, ładu zbudowanego, jak już zostało powiedziane, na gruzach historycznych państwowości narodowych. Tym bardziej nie było narodowej zgody na to, aby IV Rzeczpospolita miała zacząć oznaczać swego rodzaju Państwo Polskie w stanie likwidacji, ani na to, aby była czymś w rodzaju utrzymanego w katolicko-patriotycznym tonie pożegnania z własną Ojczyzną.
17. Ponadto w deklaracjach wyborczych PiS IV Rzeczpospolita miała być ostatecznym rozstaniem się z postkomunistyczną III RP, rządzoną przez antynarodowych liberałów i socjaldemokratów (postkomunistów), zerwaniem z umową okrągłego stołu. Jak pamiętamy, umowa ta była przymierzem sił antynarodowych i antykatolickich przeciwko rzekomemu nacjonalistyczno-klerykalnemu zagrożeniu, faktycznie więc – przymierza przeciwko całemu Narodowi polskiemu. Wolno było tedy spodziewać się, iż IV Rzeczpospolita pod rządami PiS będzie państwem bardziej polskim, a zarazem bardziej liczącym się z Narodem, bardziej temu Narodowi służebnym. Tymczasem, poprzez sugerowanie przez Premiera chorobliwej podejrzliwości w Sejmie RP wokół przebiegu i wyników brukselskich negocjacji zdaje się niestety przebijać rzeczywisty ironiczno-pogardliwy stosunek kierownictwa PiS do kwestii suwerenności narodu. Zwłaszcza w świetle szczytu brukselskiego, choć nie tylko, obiecywana Narodowi IV RP pod rządami PiS zdaje się być wierną kontynuacją ery politycznego faryzeizmu obłudy rządzących Polską. Jest to w naszym przekonaniu dalszy ciąg tego samego manipulowania polską opinią publiczną, wprowadzania w błąd Narodu, formalnego wprawdzie ale nie faktycznego suwerena, jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi, któremu rządzący jedynie winni służyć. Nadal, jak przez cały okres III RP, Naród to dla rządzących Polską zaledwie masy ludzkie, którymi można swobodnie manipulować i których prawa można przy każdej nadarzającej się okazji swobodnie naruszać i gwałcić.
18. Nadal i wciąż jest to ta sama arogancja i samowola, która cynicznie wykorzystała przy okrągłym stole polskie odwieczne dążenie do wolności i suwerenności, by z góry zadecydować za Naród, że ma on nie tylko na drugi dzień po rozpadzie systemu komunistycznego wstąpić do Unii Europejskiej i poprzez odpowiednie zapisy w Konstytucji z 1997 r. uznać prawo unijne za nadrzędne nad polskim prawem (art. 91 ust. 2-3), pozbawić się możliwości pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązań w centralnym banku państwa (art. 220 ust. 2), ale nawet zrezygnować waluty narodowej: złotego i przyjąć euro (por. art. 216 ust. 5). Ta sama arogancja i samowola, która pozwala rządzącym utrzymywać od szeregu już lat katastrofalny deficyt w polskim handlu zagranicznym rzędu kilkunastu miliardów euro rocznie, działający na korzyść najbogatszych państw europejskich, głównie Niemiec. Ta sama arogancja i samowola, która kazała rządzącym Polską postkomunistom poprzeć wojnę w Afganistanie i w Iraku, wbrew przeważającej negatywnej opinii Narodu i bez uzyskania należytej zgody Sejmu RP, a zatem z pogwałceniem Konstytucji (art. 116 ust. 1), w tym zwłaszcza - w sposób sprzeczny z naczelną konstytucyjną zasadą suwerenności narodu. W rezultacie czego polski żołnierz, wysłany do odległego kraju, aby tam ginąć bez sensu, pomaga od kilku już lat podbijać nieznany sobie naród, a co gorsza – swoim udziałem w tej wojnie legitymizuje dokonywane tam bestialstwa i idące już w setki tysięcy ofiar cywilnych ludobójstwo na narodzie irackim. Ta sama arogancja i samowola, która nakazuje rządzącym obecnie Polską podtrzymywać polski udział w interwencji militarnej na Bliskim Wschodzie, wymierzonej jawnie przeciwko krajom islamu, a równocześnie rozważać zainstalowanie w Polsce amerykańskiej „tarczy antyrakietowej”, rzekomo w celu zwiększenia polskiego bezpieczeństwa narodowego - czyniąc w ten sposób z Narodu polskiego swego rodzaju chłopca do bicia za skutki obcej agresywnej imperialnej polityki, na której kształt zresztą nie mamy i bodaj nie chcemy mieć najmniejszego choćby wpływu. Przypomnijmy w tym miejscu, iż takie i temu podobne przypadki mają miejsce nieustannie od czasu wprowadzenia obecnej Konstytucji, pomimo, iż zgodnie z obowiązującą ustawą zasadniczą każdy poseł na Sejm RP uroczyście ślubuje Narodowi „rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 104 ust. 2).
19. Tradycja nieliczenia się przez rządzących z wolą Narodu polskiego i narzucania mu własnej lub obcej woli przez aktualnych rządzących jest dość długa. Jest ona z pewnością dłuższa od całego okresu komunistycznej niewoli, datuje się też znacznie wcześniej, aniżeli początki niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej. Suwerenność narodu, jako zasada regulująca w sposób istotny całość życia politycznego w państwie, trwała zaledwie 8 lat, tj. od momentu odzyskania niepodległości w 1918 r. do sławetnego zamachu majowego w 1926 r. Od osiemdziesięciu już z górą lat Naród polski utrzymywany jest sztucznie w złudnym przekonaniu, że jego suwerenność jest mu do niczego nie potrzebna, że wystarczy mu, że istnieje względnie suwerenne państwo polskie, które jest po to, aby Polak obywatel mógł wrzucić taką czy inną kartkę do głosowania do urny i nie musiał się o nic więcej troszczyć - co najwyżej od czasu do czasu za swoich rządzących zginąć, lecz do powiedzenia w sprawie Narodu i Państwa miał tylko tyle, ile mu na to rządzący pozwolą.
20. Tradycyjny postulat suwerennego państwa, zakorzeniony głęboko w myśleniu politycznym Polaków, obecnie, w dobie coraz bezwzględniej realizowanego globalizmu, w czasach programowego likwidowania narodów jako suwerennych podmiotów, jest już dalece niewystarczający. Dzisiaj, po szczycie europejskim w Brukseli jaskrawiej niż kiedykolwiek przedtem widać, że pogłębiający się w coraz szybszym tempie proces wyobcowywania się, tj. uwalniania się polskiego aparatu państwowego spod kontroli Narodu polskiego, który ten aparat powołał do życia, może mieć dla Narodu katastrofalne wręcz konsekwencje. Dlatego też w najwyższym stopniu konieczna staje się powszechna świadomość, że samo państwo, nie wykazujące należytego poszanowania dla nadrzędnej zasady suwerenności narodu, może nawet zwrócić się przeciwko samemu Narodowi-Suwerenowi, doprowadzając do jego zniewolenia, do całkowitej utraty przezeń zdolności stanowienia Polaków o swoim losie, o losie przyszłych jego pokoleń. Nie może być zatem państwo polskie traktowane dłużej jako wartość samoistna, wartość sama w sobie, ale tylko i wyłącznie w związku z Narodem.
Zaalarmowani niemal całkowitą biernością opinii publicznej wobec niedwuznacznego za-grożenia ze strony totalitarnej Unii Europejskiej pod niemiecką hegemonią z równoczesną groźbą likwidacji suwerennego niegdyś Państwa polskiego, w walce o które ginęły pokolenia Polaków; zobowiązani nie tylko czcić rocznicami, ale i szanować na co dzień pamięć ofiar z życia i polskiej krwi poniesione przez Naród polski dla sprawy suwerenności Narodu i Państwa polskiego, my, niżej podpisani, stwierdzamy z całym naciskiem:
Powstrzymanie nieobliczalnego w skutkach zagrożenia dla Narodu polskiego i jego Państwa, jakie otworzył szczyt europejski w Brukseli z polskim udziałem może nastąpić jedynie w wyniku sformułowania, a następnie konsekwentnej realizacji jedynego możliwego programu ocalenia narodowego, jaki jeszcze pozostał – jest nim program urzeczywistnienia konstytucyjnej zasady suwerenności narodu.
Ażeby Państwo polskie mogło nadal bezpiecznie istnieć, a zarazem została uszanowana zasada suwerenności narodu, nie tylko musi zostać bezwzględnie odrzucony Traktat Reformujący, ale na domiar musi to nastąpić także w wyniku wolnego, niezafałszowanego, ogólnonarodowego referendum, po otwartej, pełnej publicznej debacie. Winna w owej narodowej debacie paść jasna i zdecydowana odpowiedź na pytanie nie tylko, co zrobić z tym traktatem reformującym, ale także – co zrobić z ugrupowaniem politycznym, przedstawiającym się w wyborach jako pro-katolickie i pro-narodowe, które następnie wespół z liberalną, antynarodową Platformą Obywatelską i z postkomunistami taki haniebny i samobójczy Traktat Reformujący przedkłada Polakom do akceptacji, w dodatku przedstawiając go jako niebywałe narodowe osiągnięcie.
Ażeby Państwo polskie mogło nadal istnieć, należy ponadto przede wszystkim bezwzględnie pozbawić polski aparat państwowy zawłaszczonej, przypisanej sobie przezeń bezprawnie godności suwerena - najwyższego podmiotu, uprawnionego rzekomo narzucać swoją wolę rządzonym przez siebie bezwolnym masom. Czas państwa jako suwerena-samozwańca musi się skończyć. Musi nastać czas, kiedy zgodnie z nieprzemijającą wizją Prymasa Tysiąclecia Stefana kard. Wyszyńskiego, to nie Naród będzie dla Państwa, ale Państwo dla Narodu. Tedy Państwo polskie, rozumiane jako widzialna emanacja polityczno-prawna Narodu polskiego, nie może dłużej służyć obcym siłom zewnętrznym, ani nawet samemu sobie, ale tylko i wyłącznie Narodowi polskiemu i tylko temu jednemu Suwerenowi służyć powinno.
Ażeby tak się stało, zapisana w obecnej Konstytucji RP zasada suwerenności narodu, zasada Narodu jako Suwerena, a zarazem jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi, któremu wszelka władza polityczna jest podległa, nie może w dalszym ciągu sprowadzać się jedynie do prawa wrzucenia raz na cztery lata kartki do głosowania do urny wyborczej, bez jakiegokolwiek dalszego realnego wpływu obywateli na politykę wybranych tym sposobem władz państwowych. Przeciwnie - zamiast pozorną, fikcyjną czy fasadową zasadą konstytucyjną, swego rodzaju alibi dla samowoli rządzących, musi ona stać się bezwzględnie faktyczną nadrzędną zasadą, regulującą w sposób ciągły, nieprzerwany organizację życia politycznego i publicznego w Polsce.
Jerzy Rachowski, Warszawa
Janina Piekarz, Karłowice woj. opolskie, przew. Kom. Obrony Polskich Cukrowni i Ziemi
Romuald Frydrych, Szwecja
Tadeusz Fiałkowski, AK
Adam Charitonow
Janusz Jaremko, Warszawa
Władysław Siejka, rolnik, woj. opolskie
Andrzej Litwin
Alfred Włodarski
Bogusław Moskal, Starochęcina
Grzegorz Górniak, poseł na Sejm RP IV kadencji
prof. dr. Andrzej R. Altenberger, University of Minnesota, USA
Anna Rutkowska, Warszawa
August Kozak, Zamość
Sławomir Roguszewski
i inni
____________________________________________________
Zgłoszenia podpisów poparcia dla powyższej Proklamacji proszę kierować na adres kontaktowy:
Jerzy Rachowski - jerzy.rachowski@gmail.com
