wtorek, 2 września 2014

Wkład Józefa Piłsudskiego w klęskę wrześniową 1939 i utratę niepodległości przez Polskę



Jan Bodakowski

Józef Piłsudski likwidator polskiej armii
Źródło: prawica.net


Podczas II w.św. miliony Polaków zostało zabitych, pół Polski zostało przyłączone do ZSRR, Polska przez pół wieku była pod komunistyczną okupacją, zniszczono zabytki kultury polskiej i polskie środowisko, całe pokolenia Polaków zostały zdemoralizowane. Przyczyną wrześniowej klęski była realna likwidacja potencjału zbrojnego polskiej armii dokonana przez Józefa Piłsudskiego i jego klikę polityczną. Pomimo to dziś pomniki Piłsudskiego straszą na centralnych placach polskich miast. Demokratyczne władze Polski czczą człowieka który zlikwidował w Polsce demokracje, wolność słowa, kapitalizm i wolny rynek. Miliony Polaków wierzą w mit Piłsudskiego.

Armia Hallera i tworzenie się niepodległej Polski

We Francji po I w.św. generał Haller przy politycznym wsparciu polityków narodowej demokracji Ignacego Paderewskiego i Romana Dmowskiego stworzył 100.000 armię. Armia Hallera składała się z 25.000 polonusów z USA (USA odebrała wszelkie prawa kombatanckie i ubezpieczenia zdrowotne polonusom, którzy przystępowali do Armii Hallera) i 75.000 polskich jeńców z armii niemieckiej i austriackiej. Armia Hallera wyposażona była w ogromną ilość broni (700.000 karabinów, duże ilości amunicji, kilka tysięcy karabinów maszynowych, 4.000 dział i haubic, 250 czołgów, 3.500 pojazdów mechanicznych, 7 nowoczesnych eskadr lotniczych, 10 pociągów pancernych) i materiałów niezbędnych do walki (kompletne warsztaty wojskowe, 7 w pełni wyekwipowanych szpitali wojskowych, mundury, buty i inne materiały). Broń i wyposażenie warte były 800 milionów dolarów. Armia Hallera przybyła do Polski, 383 pociągami, wiosną 1919 roku. Armia Hallera stała się postawą armii polskiej i obrony polskiej w wojnie z bolszewikami (Norman Davis opisując wojnę polsko bolszewicką umniejszał rolę Armii Hallera). Wartość Armii Hallera była większa niż cały polski budżet. W latach 1919-1920 Polacy stworzyli nowoczesna armie liczącą 737 tysięcy żołnierzy.
Niemcy mający pod koniec I w.św. 1.000.000 żołnierzy na ziemiach polskich (oraz 9.373 żołnierzy Polnische Wehrmacht) zainstalowali u władzy swojego niezwykle lojalnego wobec nich agenta Józefa Piłsudskiego który dysponował siłą 30.000 niewyszkolonych i słabo uzbrojonych legionistów. Piłsudski nie miał poparcia wśród Polaków, by zachować swoją pozycje opóźniał przybycie (stanowiącej dla niego zagrożenie) Armii Hallera do Polski (czym narażał istnienie odradzającego się państwa otoczonego przez wrogie mu kraje i narody). Po przybyciu wiosną 1919 roku Armii Hallera została ona rozwiązana przez nieliczącego się z potrzebami odradzającego się państwa i zainteresowanego własnym interesem politycznym Piłsudskiego (w pośpiechu jej żołnierzy mobilizowano podczas wojny z bolszewikami anulując decyzje Piłsudskiego).

Wojna polsko bolszewicka

25 kwietnia 1919 roku Józef Piłsudski bez konsultacji i zgody sejmu zaatakował Rosję bolszewicką oraz wplątał słabą odradzającą się Polskę w wojnę która mogła doprowadzić do likwidacji Polski i przyłączenia ziem polskich do komunistycznego imperium. Polacy byli przeciwni ekspansji na wschód i osłabianiu odradzającego się państwa. Piłsudski rozkazał inwazje na ZSRR pomimo, że polska armia nie posiadała: wywiadu, łączności. Sam Piłsudski nie miał ściśle określonych celów ani pełnej kontroli nad armią, rozpoczął atak nie informując sztabu generalnego i przejmując osobiste dowodzenie nad tysiąc-kilometrowym frontem. Podjęcie tak odważnych decyzji ułatwiło mu zapewne nie posiadanie żadnego wykształcenia wojskowego. Sowieci w pierwszej chwili bez walki wycofali się z Kijowa, potem nastąpił sowiecki kontratak i histeryczny odwrót Polaków (polskie odziały nie miały ze sobą żadnej łączności, w polskiej armii zapanował chaos).
Główny ciężar obrony Polski ponosili Hallerczycy. Piłsudski podczas działań wojskowych dowództwo odbierał wykształconej kadrze i oddawał swoim kumplom legionistom pozbawionym wykształcenia i doświadczenia (doskonale opisywały to raporty misji francuskiej armii).
W obliczu bolszewickiego zagrożenia Piłsudski załamał się psychicznie i miedzy 10 a 13 sierpnia 1920 roku na ręce Witosa złożył rezygnacje. Po rezygnacji uciekł do kochanki do Bobowa leżącego w zachodniej Polsce. Rezygnacja Piłsudskiego z dowództwa uratowała Polskę. Po latach Piłsudski zmyślił swoje przygody i opisał je z talentem w broszurze „Rok 1920”. Bitwą warszawską zwycięsko dowodził szef sztabu głównego Rozwadowski. Piłsudski w dniach po bitwie warszawskiej nie był świadomy polskiego zwycięstwa. Niestety po zwycięstwie Piłsudski powrócił do aktywnej działalności. Po rezygnacji z dowodzenia całością polskich sił zbrojnych Piłsudski pozostał dowódcą polskich oddziałów znajdujących się pod Puławami, wstrzymywał marsz wojsk polskich i uniemożliwił polskiej armii rozgromienie bolszewików (tylko dzięki Piłsudskiemu Armia Czerwona i ZSRR przetrwały).

Armia niepodległej Polski

W wyniku rządów i reform narodowca Grabskiego gospodarczych przeprowadzonych przez narodowych demokratów i ludowców z PSL „Piast” II RP miała w 1925 piątą armie europejską. Równocześnie narodowcy i ludowcy zmodernizowali wojsko polskie, stworzono artylerię (we Francji zakupiono 900 dział). W wojsku służyło 300.000 żołnierzy, sprawne dowodzenie umożliwiło odejście z armii piłsudczyków nie posiadających wykształcenia wojskowego. Polskie lotnictwo wojskowe dowodzone przez generała Zagórskiego było drugim światowym lotnictwem i miało więcej samolotów niż w 1939 roku. Polskie lotnictwo w 1925 roku dysponowało 400 myśliwcami, 350 samolotami wsparcia, 100 bombowcami, 250 samolotami treningowymi. W 1925 roku Polska była w Europie drugą potęgą militarną. W 1926 roku armia polska miała więcej samolotów niż w 1939 (po 13 latach dyktatury Piłsudskiego i jego kliki, piłsudczycy byli przeciwni lotnictwu i broni pancernej, co doprowadziło do klęski 1939 roku). Za rządów endecji planowano systematyczne unowocześnianie armii polskiej i jej rozrost do 1.500.000 ludzi (budżet II RP było na to realnie stać).
Tworzenie polskiej armii wspierała finansowo Francja. W latach 1918-1919 , 1924-1926, Francja przekazała Polsce 1.000 nowoczesnych samolotów, 1.650 silników samolotowych, 900 dział i duże ilości innej broni. Broń przekazana z Francji warta była 80.000.000 dolarów, Polacy mieli za nią zapłacić Francji tylko 17 milionów dolarów.

Zniszczenie armii polskiej przez dyktaturę Piłsudskiego

Osiągnięcia II RP Polacy zaprzepaścili ulegając puczowi Piłsudskiego. Pucz Piłsudskiego sfinansowany został przez Wielką Brytanię, imperium brytyjskie wsparło Piłsudskiego bo chciała słabej Polski, niezdolnej do wzmocnienia Francji (wszystko to gwarantowała dyktatura Piłsudskiego). Do puczu Piłsudski przygotowywał się kilka lat (na drodze demokratycznej Piłsudski nie był zdolny do przejęcia władzy, bo nie miał poparcia społecznego). Zamach Piłsudskiego rozpoczęty 12 maja 1926 roku pociągnął za sobą 860 zabitych, 1500 rannych. Pucz był przeprowadzony bardzo skromnymi siłami (piłsudczycy mieli kontrolę tylko nad niewielką częścią polskiej armii). Stronnicy Piłsudskiego swój sukces zawdzięczali PPS która kontrolowała PKP (w PKP zatrudniano tylko socjalistów) i nie dopuściła do transportu sił wiernych legalnemu rządowi (kolej była jedynym środkiem transportu, dróg bitych nie było). Kolejarze z PPS rozkręcili tory i wykoleili pociągi.
Po zamachu majowym parlament nie mógł kontrolować wydatków wojskowych. Piłsudczycy zahamowali rozwój (wręcz zniszczyli) lotnictwa, broni pancernej, odziałów techniczno-inżynieryjnych, saperów, łącznościowców. Sanacja inwestowała w kawalerie (którą na całym świecie likwidowano), ponieważ Piłsudski zdecydował, że polskie siły zbrojne mają opierać się na kawalerii. (Było to działanie sprzeczne z polityką krajów ościennych które uzbrajały się w ciężką broń pancerną i likwidowały kawalerię łatwą do zniszczenia przez oddziały pancerne i lotnictwo). Dla piłsudczyków nie miało żadnego znaczenia, że nowoczesna armia była wielokrotnie tańsza w utrzymaniu, niż utrzymanie kawalerii (II RP ponosiła ogromne koszty utrzymania kawalerii). Piłsudczycy nie zadbali o zapasów na wypadek wojny (magazyny zalegał złom z I w.św). Piłsudski zmarginalizował sztab generalny (zajmujący się przygotowywaniami na wypadek ewentualnej wojny), funkcje sztabu generalnego miał przejąć Główny Inspektor Sił Zbrojnych (niestety GISZ nic nie robił i Polska nie była przygotowana do wojny).
W armii przeprowadzono czystkę. Dotychczasowa wykształcona kadra została przez piłsudczyków usunięta z armii, uwięziona lub wymordowana. Miejsce wykształconej kadry zajęli piłsudczycy bez wykształcenia. Piłsudski zlikwidował Akademię Wyższych Studiów Wojskowych (piłsudczycy nie mieli żadnego wykształcenia, więc nie byli zainteresowani istnieniem szkoły oferującej wyższe wykształcenie). Wyższa Szkoła Wojskowa straciła swoją niezależność, ograniczono jej program, zlikwidowano w niej przedmioty ogólne, zapewniono piłsudczykom przyjęcia bez egzaminów i ukończenie szkoły bez zaliczania przedmiotów, usunięto wykładowców, którzy nie chcieli promować niewykształconych piłsudczyków.
Nowa wierna Piłsudskiemu kadra składająca się z lojalnych, ale niewykształconych otrzymała co roczne 50% gigantyczne podwyżki (pensje piłsudczykowskiej kadry oficerskiej były w przeliczeniu na dewizy większe, niż pensje oficerów w Francji i USA, kilkanaście razy większe od średnich pensji w Polsce). Płace piłsudczykowskiej kadry były trzecią pozycją w budżecie państwa, były większe niż zsumowane wydatki 6 ministerstw (robót publicznych, finansów, opieki społecznej, spraw wewnętrznych i sprawiedliwości), równe wspólnym wydatkom kolejnych sześciu ministerstw (spraw zagranicznych, przemysłu, handlu i rybołówstwa, reformy rolnej, komunikacji, poczty i telegrafów). Nigdzie na świecie budżet państwa nie był tak skonstruowany jak w II RP pod dyktaturą sanacji. Oficerowie prócz gigantycznych pensji dostawali ogromne finansowe nagrody, oraz dorabiali gigantyczne pensje w administracji. Wydatki na pensje kadry objęte były tajemnicą państwową. Podwyżki płac dla piłsudczykowskiej kadry pochłonęły w ciągu 13 lat dyktatury 1.425.200.000 zł (234 miliony dolarów). Pieniądze te starczyłyby na stworzenie w II RP armii większej i nowocześniejszej niż armia nazistowskich Niemiec.
Początkiem polskiego lotnictwa wojskowego były samoloty dostarczone w 1919 roku przez Armię Hallera. Dzięki rządom prawicy polskie lotnictwo w 1926 roku było drugim światowym lotnictwem (w 1926 roku Francja posiadała 1400 samolotów, Polska 852, USA 594, Wielka Brytania 577, Japonia 548, ZSRR 500, Włochy 500). Polskie lotnictwo wojskowe było potęgą dzięki generałowi Zagórskiemu.
Generał Zagórski (bohater 1920 roku) po zamachu majowym został został zabity przez piłsudczyków (przed śmiecia był torturowany w lokalu Strzelca), przyczyną mordu było posiadanie przez niego dowodów współpracy Piłsudskiego z wywiadem niemieckim. Sanacja albo zakazywała o nim wspominać albo go szkalowała. Inni przeciwnicy sanacji byli przez piłsudczyków mordowani w Forcie Legionów.
Piłsudski po przejęciu władzy unieważnił wszelkie zamówienia na nowe samoloty, rozbił istniejące półki lotnicze (żołnierzy wysłał do piechoty i kawalerii). W 1926 roku nastąpiła realna likwidacja lotnictwa wojskowego, zgodnie z poleceniem Piłsudskiego lotnictwo miało służyć tylko obserwacji. Piłsudski niszczył lotnictwo pomimo że wszystkie okoliczne kraje rozwijały lotnictwo (nawet Litwa, Łotwa, Estonia, miały większe lotnictwo niż Polska).
Pucz Piłsudskiego poparł generał Kazimierz Sosnkowski (marksista, działacz PPS, odpowiedzialny za akcje terrorystyczną w kościele Wszystkich Świętych w 1905 roku, akcje która doprowadziła do rzezi Polaków). Na zlecenie Piłsudskiego Sosnkowski znacjonalizował Polskie Zakłady Inżynierskie i zorganizował w nich montownie Fiata (w montowniach montowano kilkaset aut rocznie, były one trzy razy droższe, niż w innych krajach). Równocześnie Piłsudski odrzucił propozycje firmy Ford. Ford proponował że zbuduje w Polsce przemysł motoryzacyjny i sieć dróg (której Polska była pozbawiona). Sosnkowski od 1926 roku do 1935 roku był przewodniczącym Komitetu Uzbrojenia i Sprzętu Wojskowego, był więc odpowiedzialny za uzbrojenie polskiej armii.
W 1928 Piłsudski zlikwidował odziały łączności i zmniejszył oddziały saperów.
Piłsudski po zamachu majowym zdecydował się na zerwanie współpracy militarnej z Francją. Współpracę ta po I w.św. została ukoronowana 19.02.1921 roku polsko-francuską umową wojskową o wzajemnej pomocy w wypadku agresji Niemiec lub Rosji. Francja zobowiązywała się dozbroić polską armię i lotnictwo, zobowiązania Francji opiewały na gigantyczne kwoty. Francuska misja wojskowa, i polska we Francji, podobnie jak sztaby generalne rozpoczęły współpracę. Francja doświadczona przez I w.św (podczas wielkiej wojny zginęło 6 milionów Francuzów z pośród 50 milionów obywateli) chciała mieć w Polsce silnego sojusznika. Francja była producentem najlepszej broni pancernej (Polacy otrzymywali ją za darmo, podczas gdy USA musiały ją kupować). Francuzi mieli największe lotnictwo wojskowe. Niestety w Polsce po zamachu majowym władzę przejął pro-niemiecki obóz Piłsudskiego, ambasador Polski we Francji Beck sprzedawał francuskie tajemnice wojskowe Niemcom (po wydaleniu z Francji Piłsudski go awansował). Po przewrocie Piłsudski zdecydował o zerwaniu współpracy z Francją, odwołał polską misje wojskową z Francji, wydalił francuską misje wojskową z Polski, unieważnił wszystkie umowy o dostawie broni francuskiej do Polski, wyrzucił francuskich wykładowców z polskich szkół wojskowych. W 1932 roku Piłsudski mianował Becka ministrem spraw zagranicznych. W 1934 Polska zawarła pierwszy pakt o nieagresji z Niemcami - inicjatorem paktu był Piłsudski. Pakt wymierzony był w bezpieczeństwo Francji i szkodliwy dla bezpieczeństwa Polski. Pakt był ukoronowaniem współpracy Piłsudskiego z Niemcami. Francja nawet po podpisaniu paktu polsko niemieckiego proponowała Polsce dozbrojenie polskiej armii i przywrócenie współpracy armii polskiej z armią francuską. Piłsudski odmówił pomimo że nowoczesna broń z 1919 roku w którą uzbrojona była polska armia w 1934 była już przestarzała a polska armia wymagała przezbrojenia. Dodatkowo rządy Piłsudskiego doprowadziły do zniszczenia polskiego przemysłu (i uniemożliwiły jego rozwój) oraz ogromnego deficytu budżetowego. Pomimo deficytu budżetowego Piłsudski odrzucił propozycje kredytu wojskowego z Francji w wysokości 3 mld franków (ówczesnych 690 milionów złotych, 131 milionów dolarów), kredytu niezbędnego do uzbrojenia polskiej armii.
Od 1935 do 1939 roku Polska mogła odbudować swoje siły zbrojne. Francja chciała Polsce dać 130 milionów dolarów kredytu na zakup uzbrojenia (za te pieniądze Polska miała by większą ilość uzbrojenia niż mieli Niemcy w 1939 roku, w 1939 Niemcy mieli tylko 900 bombowców i 210 myśliwców). W 1935 roku polski wywiad donosił o ogromnych zbrojeniach w Niemczech i ZSRR. Pomimo to do 1939 roku piłsudczycy upierali się, że lotnictwo i nowoczesna broń nie są Polsce potrzebne.
W 1938 roku sanacja wraz z nazistowskimi Niemcami dokonała rozbioru Czechosłowacji. Piłsudczycy przekazali Niemcom czeskie fabryki broni i nowoczesne uzbrojenie czeskiej armii (tę broń Niemcy wykorzystali przeciw Polsce w 1939 roku). Wszystko wskazywało, że Polska jest lojalnym sojusznikiem nazistowskich Niemiec. Nawet w 1938 roku sanacja odmawiała współpracy z Francją.
Pierwszego września 1939 Polska miała: 23 dywizje piechoty, 388 przestarzałych samolotów i 26 nowych. Lotnictwo nie miało jednolitego dowództwa, podlegało kawalerii i piechocie. Armia polska nie miała wspólnej łączności, łączność i saperzy byli w stanie szczątkowym. Nie było praktycznie artylerii przeciwlotniczej (niewielkie ilości armat przeciw lotniczych podporządkowane były piechocie, reflektory znajdowały się pod dowództwem saperów). Armia nie była zmotoryzowana. Nie było ciężkiej artylerii, armaty pochodziły z I w.św. Zapasy amunicji wynosiły 37% normy pokojowej. Dzięki Piłsudskiemu i Sosnkowskiemu Hitler zajął prawie całą Polskę w ciągu dwu tygodni.
W trakcie wojny obronnej we wrześniu 1939 całe dowództwo i władze, składające się z piłsudczyków, pozostawiły walczącą polską armie na pastwę agresorów i uciekły za granice. (str.187) „ W 1939 roku Polska nie miała ani jednego nowoczesnego samolotu myśliwskiego, ani jednego nowoczesnego czołgu, ani jednego działa dalekonośnego, ani jednego ciężkiego działa przeciw lotniczego”. Pierwszego września 1939 Niemcy zaatakowały Polskę bardzo małymi siłami (rzekoma siła Niemiec był kłamstwem nazistowskiej propagandy). Kiepska niemiecka armia wygrała z bezsilną polską armią. Jedyne nowoczesne czołgi użyte w agresji na Polskę Niemcy zdobyły dzięki uprzejmości sanacji podczas aneksji Czech w 1938 roku.

Dyktatura Piłsudskiego

W 1919 i 1922 miały miejsce jedyne wolne wybory w II RP. Po obaleniu demokracji, i wprowadzeniu dyktatury Piłsudskiego, w 1926 roku, piłsudczycy obieli wszystkie najważniejsze stanowiska w administracji, policji i sądach.
W 1927 roku na dwa lata zawieszono nietykalność sądów. Do czerwca 1928 usunięto wszystkich nielojalnych wobec dyktatury sędziów, na ich miejsca nominowano piłsudczyków.
Wbrew konstytucji i Stanowisku Sadu Najwyższego szefem Państwowej Komisji Wyborczej został piłsudczyk S. Car. Wybory. „Wybory” kontrolowali policjanci, pilnujący nocą urn wyborczych (co umożliwiało fałszowanie kart wyborczych zgodnie z oczekiwaniami sanacji awansującej lojalnych policjantów). Polacy bojkotowali „wybory”. Dzięki bojkotowi i fałszowaniu wyborów większość w parlamencie zdobył sanacyjny BBWR.
W 1935 zmieniono konstytucje. Konstytucja kwietniowa uchwalona została bez wymaganej większości. W latach 1937-1939 przeprowadzono serie wyborów samorządowych, piłsudczycy kontrolowali je i fałszowali (pomimo tego endecja wygrywała na wsi).
Już w pierwszym roku dyktatury sanacja zdefraudowała 25% budżetu. Chęć ukrycia defraudacji była jedną z przyczyn urządzenia przez Piłsudskiego kampanii nienawiści wobec własnych przeciwników politycznych.
10 października 1930 sanacja zatrzymała 70 opozycyjnych posłów, w drodze do więzienia w Brześciu zostali brutalnie pobici. Piłsudczycy zorganizowali obóz koncentracyjny dla przeciwników politycznych w Berezie Kartuskiej. Podczas demonstracji policja zabijała przeciwników politycznych rządu.

Zniszczenie polskiej gospodarki przez Piłsudskiego

Za rządów prawicy wybranych w demokratycznych wyborach Polska rozwijała się gospodarczo (w 1924 wszedł do użycia złoty polski). Po wprowadzeniu dyktatury (w latach 1926-1935 Józefa Piłsudskiego, 1935-1939 jego kolegów) trwał proces niszczenia polskiej gospodarki. By ukryć fakty sanacyjna klika utajniła wszystkie budżety. Za rządów Piłsudskiego z budżetu państwa zdefraudowano 3,7 miliarda złotych (700 milionów dolarów), po śmierci Piłsudskiego kolejne 3,31 miliarda złotych (599 milionów dolarów), Pieniądze ukradzione lub zmarnowane przez piłsudczyków można było przeznaczyć na uzbrojenie polskiej armii (polska armie można było uzbroić też na kredyt).

Walka sanacji z polską edukacją

W celu indoktrynacji piłsudczycy stworzyli dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej organizację „Straż Przednia” a dla studentów „Legion Młodych”. By utrudnić młodzieży polskiej dostęp do szkół piłsudczycy podnieśli czesne w szkołach średnich z 50 do 300 złotych. Podobnie podniesiono czesne na uniwersytetach. Wszystko to miało na celu zniszczenie dorobku narodowej demokracji dzięki której rządom w 1925 roku w II RP studiował większy odsetek młodzieży niż we Francji, Szwecji, Belgii i Wielkiej Brytanii. Owocem dyktatury piłsudczyków był spadek odsetka studiującej młodzieży (Polska spadła z pierwszego miejsca na ostatnie). 33% młodzieży nie było stać na studia. W 1933 piłsudczycy zlikwidowali autonomie uniwersytetów oraz 10% katedr na uczelniach wyższych, wszelkie decyzje piłsudczyków podyktowane były potrzebami politycznymi.
W 1937 i 1938 na polskich uniwersytetach wybuchły protesty przeciw dyktaturze piłsudczyków. Studenci walczyli o autonomie uniwersytetów. Protest studentów został krwawo stłumiony przez policje.


Bibliografia:
Tadeusz A, Siedlik „Z historii Polski 1900-1939. Klęska demokracji.” Context 1997



dodajdo.com

sobota, 16 sierpnia 2014

Historyk IPN: Zniszczone dokumenty SB dot. dziennikarzy, aktorów, naukowców to nie odosobnione przypadki, ale reguła





Agenci SB wśród dzisiejszych dziennikarzy? Historyk IPN: „To nie są przypadki, to reguła…”
Źródło: wpolityce.pl, 2.o8.2014


Patryk Pleskot, historyk Instytutu Pamięci Narodowej, stwierdza w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że dziennikarze byli najbardziej zinfiltrowaną przez SB grupą społeczną.




Tymczasem wiele teczek, zwłaszcza z lat 80., zginęło. Mówi się, że nie ma dokumentów działaczy „Solidarności”, ale zupełny dramat dotyczy środowiska aktorskiego, naukowego i właśnie dziennikarskiego. (…) Wielu z tych ludzi to ciągle czynni dziennikarze. Jeśli się pojawia jakiś ślad, to tylko strzęp dokumentów, bez teczki pracy.






Historycy - właśnie z powodu spalonych lub zniszczonych dokumentów - nie potrafią jednoznacznie ustalić przeszłości poszczególnych osób.

To nie są przypadki, to reguła. My, historycy, widzimy po tych notatkach, że ktoś musiał być agentem SB, ale nie możemy o tym mówić, bo nie ma dowodów.

Dlaczego zniszczono te teczki? Odpowiem w stylu Lesława Maleszki: to bardzo dobre pytanie. (…) Zawsze mogą się znaleźć jakieś dokumenty w innych sprawach. Pojawiają się pogłoski a to, że jakiś naczelny tygodnika współpracował, a to, że ktoś był TW „Stokrotką”, ale nie wiemy nawet, czy nie są to plotki wypuszczane celowo, by kogoś skompromitować.

Pleskot wymienia liczne przypadki osób współpracujących: artystów, poetów i dziennikarzy, kreśląc przy tym ich sylwetki i okoliczności donosów.

Jako odmienny przykład podaje Piotra Fronczewskiego:
Złapano go za kierownicą pod wpływem alkoholu i zaproponowano, że sprawa zostanie zatuszowana, jeśli podpisze zobowiązanie do współpracy. Zareagował mało delikatnie, mówiąc: „Ni ch…a, najwyżej będę jeździł rowerem!”, a potem opowiadał wszystkim, że SB chciała go zwerbować, dzięki czemu później już nie próbowano go pozyskać.

Zespół wPolityce.pl
(Z niewielkimi skrótami - przyp. Red.)


dodajdo.com

piątek, 15 sierpnia 2014

Dr Mariusz Patelski: Zapomniany generał Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r. [wywiad]



Zapomniany generał Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r. [wywiad]
Źródło: historia.org.pl, Wojtek Duch | 9 marca 2013


Gen. Tadeusz Rozwadowski to jeden z największych wodzów w historii naszego kraju, który mimo wielu sukcesów jest zapomniany - „Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna” - mówi nam w wywiadzie dr Mariusz Patelski. Wywiad poświęcony całemu życiu generała - dzięki uprzejmości rozmówcy - został okraszony unikatowymi zdjęciami.


Wojtek Duch: Jak zaczęła się przygoda Tadeusza Rozwadowskiego z wojskiem?

Dr Mariusz Patelski: Służba wojskowa była tradycją w rodzinie Jordan Rozwadowskich. Przodkowie generała już w epoce przedrozbiorowej służyli w polskim wojsku, a następnie brali udział w wojnach o niepodległość Polski i w kolejnych powstaniach narodowych. Pradziad generała – płk Kazimierz Rozwadowski był m.in. organizatorem 8. Pułku Ułanów z czasów Księstwa Warszawskiego…

Bezpośrednio o wyborze takiej drogi życiowej dla swego syna zadecydował natomiast Tomisław Rozwadowski – powstaniec styczniowy i oficer armii austriackiej. Rozwadowski senior po dwóch nieudanych wyprawach powstańczych doszedł do wniosku, że jeśli Polska ma odzyskać niepodległość, to potrzebni będą wykształceni oficerowie; dlatego posłał wszystkich swoich synów, obok Tadeusza także Wiktora i Samuela, do austriackich szkół wojskowych.

Za wybitne zasługi wojenne w trakcie kampanii 1914 r. otrzymał najwyższe odznaczenie austro-węgierskie, order Marii Teresy...

- Historia tego krzyża, nadawanego za czyny dokonane, jak mówiono, „bez rozkazu lub wbrew rozkazowi” jest rzeczywiście niezwykła. Był to pierwszy nowoczesny order wojskowy sięgający swymi korzeniami bitwy pod Kolinem w 1757 r. Na jego statucie wzorowane były przepisy innych, później powstałych, orderów wojskowych m.in. statut Virtuti Militari. W czasie I wojny światowej Orderem Wojskowym Marii Teresy odznaczono 131 dowódców oraz oficerów. Wśród nich było 5 Polaków: oprócz Tadeusza Rozwadowskiego także: Emil Prochaska, Mieczysław Skulski, Stanisław Wieroński oraz Jerzy Zwierkowski (jedyny oficer marynarki w tym gronie).




W odradzającej się Polsce został pierwszym Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Tutaj po raz pierwszy pokłócił się z Piłsudskim, który nie zgadzał się na armię z poboru...

- Rozwadowski, obejmując z ramienia Rady Regencyjnej, z którą współpracował już od 1917 r., stanowisko szefa Sztabu Generalnego wykonał rzeczywiście wielką pracę. W ciągu dwóch tygodni, na bazie wcześniej istniejących instytucji wojskowych, generał i jego współpracownicy (szczególnie aktywny był ppłk Włodzimierz Zagórski) zorganizowali Sztab Generalny oraz Ministerstwo Spraw Wojskowych. Szef sztabu powołał także zalążki poszczególnych rodzajów wojska m.in.: kawalerię, marynarkę wojenną, straż graniczną. Po powrocie Józefa Piłsudskiego między Naczelnym Wodzem i szefem sztabu doszło rzeczywiście do różnicy poglądów. Generał naciskał na szybką mobilizację i formowanie regularnych oddziałów, podczas gdy Naczelnik Państwa forsował tworzenie oddziałów ochotniczych odpornych na zimno i niedostatki pierwszych miesięcy Niepodległości. Ostatecznie przeważyło zdanie Naczelnika, a Rozwadowski odszedł na stanowisko dowódcy Armii Wschód.

Później zapisał się w historii jako obrońca Lwowa. To nieco zapomniana karta naszych dziejów. Z nikłymi siłami, bez wsparcia z Warszawy i mimo rozkazu wycofania trwał na posterunku. Miał powiedzieć: „Powziąłem niezłomną decyzję raczej zginąć z załogą niż w myśl rozkazu Naczelnego Dowództwa opuścić Lwów”. Dopiero krytyka społeczeństwa na władze w Warszawie doprowadziła do wysłania odsieczy na Lwów...

- O wydarzeniach tych rzeczywiście rzadko się wspomina w mediach, podobnie jak o konflikcie polsko-czeskim ze stycznia i lutego 1919 r. Społeczeństwo Małopolski, mimo znaczącego wykrwawienia w toku I wojny światowej, wykonało nadludzki wysiłek, zyskując dla Polski Galicję Wschodnią i znaczną część Śląska Cieszyńskiego.

Biorąc pod uwagę konflikt z Ukraińcami: w efekcie powziętych przez Naczelnego Wodza decyzji, wojna o Lwów i Małopolskę Wschodnią toczona była w początkowym okresie (przełom 1918 i 1919 roku) pomiędzy oddziałami polskimi głównie z Małopolski i ukraińskimi z tzw. Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Ponieważ Ukraińcy zdecydowali się na powszechną mobilizację, ich armia trzykrotnie przewyższyła liczebnie siły polskiej Armii Wschód. Tak dużych oddziałów Rozwadowski nie mógł pokonać, ale szachował je z powodzeniem, broniąc Lwowa. Miało to istotne znaczenie w związku z toczącymi się rozmowami na Konferencji Pokojowej w Paryżu. Ukraińcom z Galicji, a należy podkreślić, iż potrafili świetnie się wówczas zorganizować (w przeciwieństwie do swych współbraci z Kijowa), zabrakło jednak doświadczonych dowódców i zaopatrzenia. Z tego powodu, po przybyciu odsieczy, w skład której weszły także oddziały z Wielkopolski, losy wojny przechyliły się na stronę polską. Jednak na pełne zwycięstwo trzeba było poczekać jeszcze kilka miesięcy.


Dowództwo obrony Lwowa 1919


Dlaczego mimo sukcesów m.in. we Lwowie generał został wysłany do Francji jako Szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu?

Przyczyna odejścia generała ze stanowiska dowódcy Armii Wschód ma skomplikowany charakter. Naciski były z różnych stron, bo Rozwadowski naraził się zarówno lwowskim narodowym demokratom jak i socjalistom, a Naczelny Wódz bardzo szybko przystał na zmianę dowodzącego. Na nowej placówce gen. Rozwadowski położył fundamenty pod przyszły sojusz polsko-rumuński i polsko-francuski. Jego zasługą jest też sprowadzenie do Polski lotników amerykańskich, którzy zasłużyli się w wojnie polsko-bolszewickiej, współtworząc Eskadrę im. Tadeusza Kościuszki.

Dopiero w najtrudniejszym momencie, gdy wydawało się, że padnie Warszawa Józef Piłsudski wzywa Rozwadowskiego na ratunek stolicy. Na wszystkich rozkazach operacyjnych od 12 do 16 sierpnia widnieje podpis generała. Podobno dlatego, że Piłsudski załamał się nerwowo, co potwierdza złożenie przez niego 12 sierpnia 1920 r. na ręce Premiera Witosa dymisji z piastowanych stanowisk...

- Rzeczywiście generał objął stanowisko szefa Sztabu Generalnego w przełomowym momencie wojny. O depresji Marszałka pisało też wielu polityków w swych wspomnieniach. Pisał o tym także w swym szkicu gen. Kukiel, ale tekst ten dotąd nie został opublikowany.

Kto był autorem planu zwycięskiej bitwy warszawskiej?

Niewątpliwie Rozwadowski. To on także zmodyfikował pierwotne plany wzmacniając lewe skrzydło wojsk polskich rozkazem nr 10.000.

Jaki wpływ na zwycięstwo miało złamanie rosyjskich szyfrów? Skutecznie wykorzystano przechwycone informacje?

- Wiedza o zamiarach przeciwnika jest równie istotna jak oręż, którym się walczy. Bronią tą trzeba jednak umieć się posłużyć, tymczasem bolszewicy doszli aż pod Warszawę.

Zaraz po zakończeniu z sukcesem operacji warszawskiej rozpoczęła się inna, tym razem propagandowa walka. Spierano się autorstwo warszawskiego zwycięstwa. Wydaje się, że w tym sporze najlepiej wypadł Piłsudski....

- Do końca wojny, a nawet po jej zakończeniu Rozwadowski nie uczestniczył w sporach na ten temat. Zachowywał bardzo lojalną postawę wobec Naczelnego Wodza, co najbardziej uwidoczniło się w okresie afery Biura Prasowego Sztabu. Przełomem było wystąpienie publiczne socjalisty Jędrzeja Moraczewskiego, który ujawnił, że były dwa plany bitwy: jeden Rozwadowskiego drugi Weyganda, z których Piłsudski wybrał bardziej ryzykowny, opracowany przez swego szefa sztabu. Nastąpiło to dopiero w 1922 r. i dopiero wówczas rozpoczęła się burza, w którą został wciągnięty Rozwadowski.

Piłsudski bał się popularności Rozwadowskiego? Mimo to powierzył mu stanowisko Generalnego Inspektora Jazdy...

- Po wojnie generał nie zabiegał o stanowiska, które wikłałyby go w bieżącą politykę, a takimi były z pewnością: szefostwo Sztabu Generalnego, czy stanowisko ministra spraw wojskowych. Z zadowoleniem objął natomiast Generalny Inspektorat Jazdy/Kawalerii. W 1924 r. współtworzył wielką reformę tej narodowej broni Polaków. Likwidacji uległa wówczas kawaleria dywizyjna, a z 10 istniejących pułków strzelców konnych utworzono normalne pułki liniowe, których liczba wzrosła do 40. Utworzono 4 dywizje kawalerii złożone z trzech dwupułkowych brygad, a pozostałe pułki weszły w skład samodzielnych brygad kawalerii. Reforma ta jest pozytywnie oceniana przez historyków, choć dziś pojawiają się też głosy, iż była niekonsekwentna, bo należało połączyć wszystkie pułki w dywizje.

Generał miał odmienną od Piłsudskiego i jego stronników wizję rozwoju polskiego wojska. Na czym ona polegała?

- No właśnie, po maju 1926 r. dywizje kawalerii zostały zlikwidowane. W Kampanii Polskiej 1939 r. brygady kawalerii, dzięki wielkiej ruchliwości, uzbrojeniu i wyszkoleniu, świetnie sobie radziły. Odnosiły też znaczące sukcesy, jak np.: pod Mokrą, ale były do „tylko” brygady szkoda, że zabrakło dywizji.

Nie zostały też zrealizowane pomysły Rozwadowskiego związane z tworzeniem samodzielnych jednostek pancernych, ani tzw. „armii wysokiego pogotowia„, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w obliczu najazdu ze strony Niemiec lub Rosji. Armia taka miała być doskonale wyposażona, m.in.: w lotnictwo, zmodernizowaną kawalerię, i ”całkiem samodzielnie zorganizowane grupy specjalnej broni pancernej samochodowej”. Dziś taką formację nazwalibyśmy zapewne siłami szybkiego reagowania. Rozwadowski łączył gruntowną wiedzę techniczną z doświadczeniem bojowym i wyciągał wnioski. Domyślał się, że w przyszłej wojnie wzrośnie znaczenie broni pancernej i lotnictwa, stąd już 1921 r. wnioskował o powołanie specjalnego referatu w Sztabie Generalnym, który miał koordynować prace dotyczące obrony przeciwlotniczej i gazowej. Wymowny jest także fakt, iż jeden z ostatnich jego projektów dotyczył budowy nowego rodzaju bomby lotniczej.

W maju 1926 r. doszło do zamachu stanu, zginęło kilkuset Polaków w bratobójczej walce. Po drugiej strony barykady stał gen. Rozwadowski. To on dowodził wojskami wiernymi rządowi i konstytucji. Nie udało mu się jednak pokonać zamachowców. Czy Rozwadowski miał możliwości i środki, by zmienić bieg historii?

- Od terminu „zamach…„ czy „przewrót majowy„ wolę określenie gen. Kukiela - ”majowa wojna domowa”, które bardziej, moim zdaniem, oddaje to co wówczas się stało. Gwałtowność toczonych walk, determinacja obu stron i przekonanie o słuszności głoszonych idei potwierdzają tezę, iż w Warszawie w tych dniach miała miejsce regularna wojna domowa. Kolejnym dowodem na to jest udział w tym konflikcie ludności cywilnej. Wprawdzie większość warszawiaków opowiedziała się za Piłsudskim, szczególnie aktywne były oddziały Związku Strzeleckiego (członkowie Związku po zmobilizowaniu wzięli udział w walkach w sile sześciu kompanii),a także członkowie KPP…, ale po drugiej stronie opowiedziała się także wielu cywilów zwłaszcza młodzież studencka oraz członkowie Sokoła i ZHP. Symbolem oporu wobec zbrojnego zamachu była wreszcie śmierć, w niejasnych okolicznościach, studenta Karola Levittoux – stryjecznego wnuka słynnego konspiratora i carskiego więźnia. Ruch wojsk trwał także poza stolicą. W poszczególnych okręgach wojskowych formowano siły idące na pomoc walczącym stronom.

W nawiązaniu do drugiej kwestii – generał, niestety, popełnił w toku walk kilka znaczących błędów. Przede wszystkim drugiego dnia nie wykorzystał szansy zajęcia Ministerstwa i Dyrekcji Kolei z węzłami łączności kolejowej, co umożliwiłoby kontakt z prowincją oraz usprawniło transport posiłków dla wojsk rządowych. Zawiódł się także w kwestii pomocy ze strony płk. Modelskiego, który dał się zaskoczyć i aresztować w Cytadeli.

Na obronę generała należy przytoczyć fakt, podkreślany już w pracy Stanisława Hallera o maju 1926 r., że obrońcy rządu i Prezydenta nie wiedzieli na kogo mogą liczyć w Warszawie i kto został wciągnięty do spisku. Warto także podkreślić, iż Rozwadowski przegrał bitwę o stolicę, ale nie został pokonany. Siły, którymi dysponował, zdołały się wycofać, a o kapitulacji zadecydowali politycy i to w momencie, gdy pod Warszawą pojawiły znaczniejsze siły, które mogły zupełnie zmienić wynik tego konfliktu. Ciekawostką jest, że oddziałami przeciwnika dowodził nie Piłsudski lecz gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, którego Rozwadowski oceniał jako jednego z najwybitniejszych dowódców kawalerii.

Rozwadowski wydał wówczas rozkaz, w który wzywał do pojmania przywódców spisku nawet za cenę ich życia…

- W ferworze walk dowódca wojsk rządowych rzeczywiście wydał taki rozkaz. Wówczas, a czasami jeszcze i dziś, jest on przywoływany jako przykład małoduszności i zacietrzewienia Rozwadowskiego. Należy jednak pamiętać w jakich warunkach i pod jaką presją przyszło mu działać. Ówczesne wystąpienie traktował jako początek rewolucji i najprawdopodobniej wiedział o porozumieniu strony przeciwnej z komunistami.

Czy była szansa na złapanie Piłsudskiego?

- Szans na ujęcie Piłsudskiego raczej nie było. Zachodziła natomiast obawa, że w razie klęski wycofa się do Wilna, gdzie miał największe poparcie i będzie kontynuować działania wojenne, które rozleją się na inne regiony Polski. Takiego obrotu spraw obawiali się prezydent Wojciechowski i premier Witos dlatego podjęli decyzję o kapitulacji.

Piłsudski 22 maja 1926 r. wydał odezwę, w której obiecywał, że nie wyciągnie konsekwencji wobec pokonanych. Mówił też o zgodzie i pojednaniu. Kłamał, bo kilku generałów, w tym Rozwadowskiego aresztowano...

- Generałów: Rozwadowskiego, Włodzimierza Zagórskiego, ministra spraw wojskowych Juliusza Malczewskiego oraz Bolesława Jaźwińskiego rzeczywiście aresztowano i wywieziono do Wojskowego Więzienia Śledczego na Antokolu w Wilnie. Aby zatrzeć wrażenie, że jest to zemsta za ich postawę w maju, wysunięto wobec nich zarzuty natury kryminalnej, a w przypadku gen. Malczewskiego zarzut lżenia wziętych do niewoli szwoleżerów z 1. Pułku Szwoleżerów oraz niektórych oficerów strony przeciwnej. Później dodano Malczewskiemu także zarzut o obrazę wyższego stopniem – marszałka Józefa Piłsudskiego, o którym generał miał się wyrazić: „słuchacie tego starego dziada Piłsudskiego”. W prasie z tego okresu z premedytacją kłamano natomiast, że Malczewski miał bić szpicrutą i opluwać pojmanych szwoleżerów, zarzutu tego próżno jednak szukać w dostępnych dokumentach wojskowych. Żadnemu z wymienionych generałów nie udowodniono też winy. Sprawę Malczewskiego umorzono, Zagórski zaginął, a Rozwadowski i Jaźwiński zmarli zanim zakończyły się procesy w ich sprawie.

W jakich warunkach i jak długo przetrzymywano Rozwadowskiego, był to przecież oficer odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Wojennego Virtuti Militari?

- Warunki uwięzienia generałów mocno odbiegały od standardów już wówczas przyjętych w krajach europejskich. W przypadku wysokich szarżą i zasłużonych dowódców stosowano raczej areszt domowy. Tymczasem stare carskie więzienie, zlokalizowane w dawnym pałacu Słuszków na Antokolu w Wilnie, było w opłakanych stanie technicznym. Cele, z powodu awarii pieców, były zimne, a ze ścian odpadał tynk. Z powodu trudnych warunków lokalowych w więzieniu zamknięto także izbę chorych. Generała jednak najbardziej irytował fakt, że był przetrzymywany w sąsiedztwie pospolitych przestępców. Mimo tych upokarzających warunków zdecydowanie jednak odmawiał działań, których celem było wywołanie interwencji w jego sprawie, ze strony którejś z panujących rodzin europejskich. Uważał bowiem, że godziłoby to w dobre imię Polski na arenie międzynarodowej.

Rozwadowski wyszedł na wolność 18 maja 1927 r. po uprzednim przedstawieniu mu aktu oskarżenia. Jego uwolnienie poprzedziły różne akcje protestacyjne i uchwały Senatu. Głośnym echem odbiło się zwłaszcza wystąpienie rektora Uniwersytetu Wileńskiego - prof. Mariana Zdziechowskiego, który wydał własnym sumptem broszurę „Sprawa sumienia polskiego”.

Są hipotezy mówiące, że generała otruto. Z kolei innego generała Włodzimierza Zagórskiego miano zabić. O obu zbrodniach miał wiedzieć, a nawet je zlecić Piłsudski. Czy są na to dowody?

- Włodzimierz Zagórski padł ofiarą mordu politycznego i chyba większość historyków nie ma dziś wątpliwości w tej kwestii. W przypadku gen. Rozwadowskiego sprawa jest bardziej skomplikowana. Sam generał uważał, że był podtruwany w czasie transportu. Do tezy o otruciu przychylał się gen. Kukiel oraz słynny lwowski chirurg - prof. Tadeusz Ostrowski. Bezpośrednich dowodów w tej sprawie nie ma, ale wymowny jest fakt, iż władze wojskowe zabroniły sekcji zwłok. Warto dodać, że po maju 1926 r. miała miejsce cała seria tajemniczych zgonów. Znawca archiwaliów wojskowych (twórca słynnych Tek Laudańskiego), a w czasie wojny polsko-sowieckiej oficer II Oddziału Sztabu - płk Stanisław Laudański zginął w 1926 r. śmiercią samobójczą. Gen. Jan Thullie wysuwany w 1925 r.(wbrew Piłsudskiemu) do stanowiska ministra spraw wojskowych zmarł w 1927 r. z powodu zatrucia rybą… Dziwne okoliczności towarzyszyły też śmierci generałów Jana Hempla i Oswalda Franka oraz kontradmirała Jerzego Zwierkowskiego.

Dziś Józef Piłsudski ma ulicę lub pomnik chyba w każdym mieście w Polsce. Rozwadowski do niedawna, nie miał nawet ulicy swojego imienia w Warszawie. Jest niezwykle zapomnianym generałem, dlaczego tak się dzieje?

- Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna. W latach 90. sytuacja bardzo wolno zaczęła się jednak zmieniać. Generałowi poświęcono kilka ulic, a ksiądz biskup Zbigniew Kraszewski – kapelan AK i duszpasterz kombatantów poświęcił, ufundowane staraniem rodziny Rozwadowskich i przyjaciół, epitafium generała w Kościele Konkatedralnym na Kamionku w Warszawie. Świątynia ta, dodam, powstała jako wotum stolicy za „cud nad Wisłą”, na terenie parafii gdzie, 13 sierpnia 1920 r., ks. Ignacy Skorupka odprawił mszę świętą i spowiadał żołnierzy 236. Pułku Piechoty, by następnego dnia zginąć pod Osowem. W moim rodzinnym Opolu powstało natomiast, z inicjatywy zastępcy prezydenta miasta – Arkadiusza Karbowiaka rondo im. gen. Tadeusza Rozwadowskiego.


Tablica ku czci gen. Rozwadowskiego na frontonie konkatedry p.w. Matki Boskiej Zwycięskiej na Kamionku w Warszawie


W 2012 r. ważnym wydarzeniem była także premiera fabularyzowanego filmu dokumentalnego -„Zapomniany Generała. Tadeusz Jordan Rozwadowski„ w reżyserii Piotra Boruszkowskiego (autora świetnego dokumentu „Był Luksemburg„) i w redakcji wybitnego współczesnego dokumentalisty - Dariusza Króla. W filmie tym, w postać generała, wcielił się Tomasz Marzecki – lektor i aktor o niezwykłej charyzmie, guru polskich lektorów. Jego głos mogli Państwo usłyszeć ostatnio w filmach historycznych: „Rok 1863” oraz ”Po co ci te chłopy” – rzecz o Karolu Lewakowskim.

Nie mogę nie wspomnieć również o Państwa tj. redakcji portalu historia.org.pl, inicjatywie, dzięki której w Warszawie istnieje dziś ulica Rozwadowskiego, choć mam świadomość, że to ciągle mało. Pomijam tu już Józefa Piłsudskiego, ale wspomniany gen. Orlicz-Dreszer ma w Warszawie na Mokotowie park swego imienia, jest patronem 60. Wieliszewskiego Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej oraz osiedla w Siedlcach i liceum w Chełmie, a jego imieniem nazwane są ulice w wielu polskich miastach.

Wracając do gen. Rozwadowskiego, to cechą charakterystyczną chyba wszystkich uroczystości związanych z jego postacią jest brak oficjalnych przedstawicieli władz państwowych i wojskowych. Nazwisko generała rzadko także pada w czasie apelu poległych, jaki odbywa się co roku podczas uroczystości 11. Listopada przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Jest to o tyle dziwne, że miał on istotny wpływ na tworzenie fundamentów polskiej armii i rozbrojenie okupantów w Warszawie, a także był współtwórcą pomnika - Grobu Nieznanego Żołnierza. Najprawdopodobniej pierwszy szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego nie został także patronem żadnej z jednostek wojskowych…

Widział Pan może film „Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana? Zgodzi się Pan z tezą, że rola Rozwadowskiego została w nim sprowadzona do groteski?

- Nie spodziewałem się wiele po filmie Jerzego Hoffmana, bo rozczarowało mnie już sienkiewiczowskie „Ogniem i mieczem„ w jego adaptacji. Zachęciła mnie jednak informacja, że scenariusz filmu nawiązuje do „Lewej wolnej„ Józefa Mackiewicza. I tu kolejne rozczarowanie bo w „Bitwie warszawskiej” niewiele jest z Mackiewicza, no może przywołanie oddziału kozaków dowodzonych przez sotnika Kryszkina, którego grał Domagarow. Natomiast Michał Dzięgiel (słynny gospodarz z ”Wesela”) w roli gen. Rozwadowskiego jest rzeczywiście zupełnie bez wyrazu; bezwolnie potakuje marszałkowi, tak jakby grał ordynansa, a nie szefa Sztabu Generalnego i to niezależnie od faktycznej roli Rozwadowskiego w tych wydarzeniach. W filmie błyszczy natomiast Natasza Urbańska, która zagrała w pewnym sensie samą siebie i dała z siebie wszystko. Na tle swych poprzedniczek z wcześniejszych wielkich produkcji Hoffmana, tj. Małgorzaty Braunek i Izabeli Skorupco wypada też całkiem nieźle.

Na próby odebrania Piłsudskiemu roli jedynego autora bitwy warszawskiej środowiska piłsudczykowskie reagują alergicznie.

- Kwestia autorstwa bitwy rzeczywiście wywołuje sprzeciw, ale i tu nastąpiły pewne zmiany. Niektórzy przedstawiciele tego środowiska dziś już doceniają wkład gen. Rozwadowskiego w organizację i rozbudowę polskiego wojska, a także krytycznie piszą o decyzjach i postępowaniu marszałka po maju 1926 r. i potępiają uwięzienie generałów.

Myśli Pan, że uda się wreszcie przełamać zmowę milczenia wokół generała?

- Sądzę, że to już się dzieje, czego przykładem ta rozmowa…



* dr Mariusz Patelski - od 2002 r. adiunkt w Katedra Biografistyki Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego. Członek Stowarzyszenia Polsko-Serbołużyckiego „Pro Lusatia„ oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddział w Opolu. Członek redakcji „Pro Lusatii. Opolskich studiów łużycoznawczych„ oraz redakcji ”Tek Biograficznych”. Autor biografii „Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski – żołnierz i dyplomata„.



dodajdo.com

środa, 13 sierpnia 2014

Harald Vilimsky: Chcemy odzyskać swoją suwerenność







Eurodeputowany austriacki Harald Vilimsky
Parlament Europejski, Strasburg - 2 lipca 2014 r.


Panie i Panowie z grup większościowych tu w tej Izbie!

Czy naprawdę wierzycie, że reprezentujecie swoje kraje, swoje narody i swoje kultury?
Mieliśmy niewielką, poniżej 20% frekwencję w tych wyborach, a 80% ludzi odmawia w nich udziału od dawna i mówi, że z tą formą integracji europejskiej nie chcą mieć więcej nic wspólnego. I gdybyśmy byli uczciwi i pozostawili wszystkie miejsca wolne dla ludzi, którzy nie głosowali, to cztery piąte byłoby puste, i ta Izba byłaby reprezentowana w taki sposób, że byłoby jasne, że naprawdę potrzebna jest wreszcie reforma.

Pochodzę z Austrii i po ośmiu latach w parlamencie austriackim jestem teraz tutaj, aby jedno postawić jasno: mój kraj, mój naród chce przywrócenia swoich kompetencji. Chcemy odzyskać swoją suwerenność. I nie będziemy już godzić się na to, co tutaj, przez europejską nomenklaturę, która przez 80% ludzi w Europie nie jest nawet wybrana, jest ustalane, a nie jest już przedmiotem integralnego demokratycznego procesu podejmowania decyzji. Wraz z paktem personalnym, jaki tu zawarto, i gdzie pan Juncker dzisiaj...

(mikrofon wyłączony przez przewodniczącego )

Transkrypcja przez: karasekus.blogspot.com



dodajdo.com

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (4)




Bitwa wrze...

Tymczasem armie sowieckie Tuchaczewskiego w przeważających siłach kontynuują swój atak i uderzają z furią na front północny, z wyraźną tendencją z jednej strony obejścia północnego skrzydła V armii gen. Sikorskiego, przeciwstawiającego się co najmniej 3-krotnie przeważającym siłom nieprzyjaciela, a z drugiej równoczesnego sforsowania przyczółka warszawskiego

V. armia w akcji

Zdawało się, że gen Sikorski pod naporem przeważających sił nie będzie w stanie utrzymać swojej pozycji, tym bardziej, że działająca od niego na północ samodzielna grupa nie była zdolna przeszkodzić wojskom czerwonym i korpusowi Gay Hana w posuwaniu się ku Pomorzu i Gdańskowi i umożliwieniu obejścia Warszawy od zachodu.

Niezwykła ruchliwość operacyjna gen. Sikorskiego i jego determinacja, nie tylko wytrzymywały natarcia wojsk czerwonych, ale co więcej, po powstaniu luki na północ od Wkry, jego krótkie lecz skuteczne uderzenia usuwały ustawicznie wiszące nad nim niebezpieczeństwo bezpośredniego obejścia jego skrzydła północnego.
Z podziwem żołnierskim śledził akcję V armii generał Weygand, z pełnym spokojem gen. Rozwadowski, wierzący, że "Sikorski się nie da".

Walki na przyczółku

Z pogodą ducha, a nawet z pewnym zadowoleniem operacyjnym przyjmował gen. Rozwadowski alarmujące wiadomości o dalszym posuwaniu się Gay Hana i Armii Czerwonej ku zachodowi i odsuwaniu się poważniejszych sił od rozgrywającej się bitwy pod Warszawą. Wydając odpowiednie zarządzenia obronne dla powstrzymania i związania tych oderwanych sił przeciwnika, z największą uwagą i troską śledził i wspierał akcję obronną na przyczółku warszawskim, gdzie rozgorzały najzaciętsze walki i gdzie Tuchaczewski dążył za wszelką cenę do jego sforsowania.
Generał Latinik, dowódca pierwszej armii, podejmował wszelkie wysiłki, ażeby do sforsowania przyczółka nie dopuścić.

Generał Rozwadowski czuwa

Gen. Rozwadowski z całą pogodą ducha i z wiarą w zbliżające się zwycięstwo nie tylko czuwał nad całym przebiegiem kampanii, ale każdy alarm znajdował zawsze pogodną odpowiedź i radę na wyjście z wytworzonej sytuacji.
Generał Rozwadowski domagał się od od frontu północnego utrzymania się za wszelką cenę i wytrwania do 17 sierpnia 1920 r., w którym grupy uderzeniowe znad Wieprza podejmą nakazane natarcie na flankę i tyły, związanych przez ten front wojsk Tuchaczewskiego.
A jakkolwiek gen. Rozwadowski nie liczył się wówczas z możliwością interwencji rosyjskich wojsk z południa, mimo nakazanego tymże wojskom marszu na Warszawę, to przecież z zadowoleniem przyjął wiadomość, że dowódca tych wojsk, przy których był wówczas Stalin, skierował się na Lwów.

Piłsudski opuszcza Warszawę

Warszawa w tym czasie przeżywała najtragiczniejszy moment niepewności i trwogi. Cały naród z zapartym oddechem śledził i przeżywał toczące się śmiertelne zapasy liczebnie słabszej, ale duchem potężniejszej Armii Polskiej, w starciu z nawałą bolszewicką, której dowódca, Tuchaczewski, zdradzał nie tylko determinację, ale i niewątpliwy talent operacyjny.
Na ustach wszystkich znajduje się Radzymin, gdzie pokotem pada ochotnik polski, którego symbolem staje się ks. Skorupka, wiodący do boju z krzyżem w ręku.
Boje pod Radzyminem zapowiadały jednak moment krytyczny dla przedmościa warszawskiego, groziły jego upadkiem i wdarciem się hord czerwonych do Warszawy i objęciem władzy przez Marchlewskiego. W tym czasie naczelny wódz Piłsudski decyduje się na opuszczenie Warszawy, oświadczając, że chce osobiście objąć dowództwo nad grupami uderzeniowymi znad Wieprza. W ten sposób, stając się dowódcą grupy operacyjnej, z natury rzeczy wyrzekał się odpowiedzialności i za dalszy ciąg wojny i że na swoim nowym stanowisku dowódczym będzie lojalnie wykonywał rozkazy gen. Rozwadowskiego, na którego barki złożył całkowitą odpowiedzialność w momencie najtragiczniejszym operacji warszawskiej.

Rozstrzygająca interwencja

Tymczasem niebezpieczeństwo upadku przedmościa wzrosło tak dalece, że płk. Włodzimierz Zagórski, utalentowany szef sztabu północno-wschodniego, w celu odciążenia przyczółka i odparcia wdzierającego się już do bram Warszawy przeciwnika, apeluje do gen. Sikorskiego o natychmiastowe podjęcie ofensywy na swoim froncie.
Gen. Sikorski, rozumiejąc grozę sytuacji, mimo niedokończonej jeszcze całkowicie koncentracji, podejmuje taką ofensywę w dniu 13 sierpnia 1920 r. Zrazu napotyka na zdecydowany opór Armii Czerwonej, lecz w dniu następnym poszczycić się już może poważniejszymi sukcesami. Atak ten powoduje z miejsca odciążenie również i na przedmościu.

Armia Czerwona w odwrocie

Płk. Zagórski, oceniając wytworzoną sytuację za korzystną dla podjęcia ofensywy ze strony grupy uderzeniowej Piłsudskiego nie tylko z racji odciążenia samego przedmościa, ale i dlatego, że Armia Czerwona, związana silnie z armią frontu północnego, doskonale się nadaje właśnie w tym czasie na silne uderzenie na jej flankę i tyły, żąda przyspieszenia ataku, zanim przegrupowane wojska czerwone podejmą swój generalny szturm na przedmoście i widzi konieczność podjęcia jej już dnia 15 sierpnia. Gen. Rozwadowski całkowicie podzielał ocenę płk. Zagórskiego, lecz oczywiście nie mógł zmusić Naczelnego Wodza do posłuchu.
Piłsudski definitywnie odrzuca żądanie płk. Zagórskiego i gen. Rozwadowskiego, oświadczając, że uderzy dopiero w ustalonym terminie, tj. 17 sierpnia 1920 r.

Generał Sikorski umożliwia zwycięstwo

A tymczasem z powodzeniem w dalszym ciągu prowadzona ofensywa gen. Sikorskiego zmienia całkowicie sytuację i zmusza Armię Czerwoną już w dniu 15 sierpnia do odwrotu i co więcej, akcja jego powoduje, że i przedmoście warszawskie przechodzi w tym samym dniu do akcji zaczepnej i zmusza również Armię Czerwoną do odwrotu.
W ten sposób front północny, front wiążący, bez udziału i wpływu grupy Piłsudskiego wymusił na Armii Czerwonej jej odwrót spod Warszawy już w dniu 15 sierpnia 1920 r.
Generał Weygand, który pilnie śledził rozwijające się na froncie wypadki, ocenił ofensywę gen. Sikorskiego za wspaniałą robotę operacyjną, która umożliwiła zwycięstwo.

Pościg, a nie pogrom

W dniu 17 sierpnia 1920 r.*) Piłsudski podejmuje atak na cofające się już spod Warszawy wojska Tuchaczewskiego. Dość długo nie jest on zdolny nawiązać z nimi kontaktu bojowego. Jego akcja pościgowa za cofającym się już nieprzyjacielem nie mogła zatem dokonać pogromu Armii Czerwonej, który by niewątpliwie uzyskał, gdyby podjął ofensywę w dniu 15 sierpnia, kiedy wojska Tuchaczewskiego były silnie związane przez atak gen. Sikorskiego i gen. Latinika.

Wyniki wojskowe kampanii

Tak to kampania odwrotowa armii polskiej w 1920 r., dzięki genialnemu planowaniu i dowodzeniu gen. Rozwadowskiego zmieniła się u bram Warszawy w pościg za cofającymi się wojskami czerwonymi. Kampania ta wykazała niezbicie, że żołnierz polski należy do najbardziej ofiarnych, bitnych i wytrzymałych żołnierzy w świecie i że mając należyte i odpowiednie dowództwo, jest zdolny przeciwstawić się znacznie liczniejszemu przeciwnikowi. Kampania ta potwierdza całkowicie opinię obcych, a zwłaszcza Niemców, że mając takich żołnierzy, można by się na ich czele pokusić o zdobycie świata.
W osobie gen. Rozwadowskiego odżyły najwspanialsze tradycje oręża polskiego oraz myśli wojskowej jego genialnych wodzów.

Wyniki polityczne

Pod względem politycznym i moralnym kierownictwo nawą państwową w tym ciężkim położeniu narodowym, wykonywane przez Wincentego Witosa, raz jeszcze udowodniło, że naród polski w obronie swojej niepodległości i wolności jest nie tylko gotów do największych poświęceń zarówno życia jak i dobra materialnego, ale również, że wykazuje niezwykłe zdolności w inicjatywie, że jest zawsze gotów i chce ponosić pełną odpowiedzialność za losy państwa na równi z kierownikami życia politycznego jak i wojskowego.
Kampania ta potwierdziła bezcenną inicjatywę i współodpowiedzialność, którą polskie społeczeństwo wykazało już u zarania niepodległości w akcji gen. Rozwadowskiego w obronie małopolski i Lwowa, w inicjatywie Paderewskiego w uwolnieniu Poznańskiego oraz w obronie Śląska przez Korfantego.
"Nic o nas bez nas" dokumentowało zawsze polskie społeczeństwo.

"Cud nad Wisłą"

Stąd kampanię zwycięską, która zakończyła bitwę pod Warszawą, należy rozpatrywać nie tylko z punktu widzenia wojskowego, ale i moralno-politycznego, które to zwycięstwo umożliwiło.
Bitwę pod Warszawą i jej zwycięstwo w istniejącej omalże beznadziejnej wojskowo sytuacji - nazwano "Cudem nad Wisłą".
I słusznie - nie dzielenie się współodpowiedzialnością z narodem i zastosowanie błędnego strategicznego ugrupowania wojsk przez Piłsudskiego spowodowały w rezultacie nieuchronną klęskę wojskową, a politycznie grom tzw. linii Curzona. W tej sytuacji wydobył się naród tylko cudem Bożym przez zorganizowanie moralnej i politycznej jedności narodowej pod przewodnictwem wielkiego chłopa polskiego, Wincentego Witosa i dzięki geniuszowi operacyjnemu wielkiego żołnierza polskiego, Tadeusza Rozwadowskiego.
Ten cud doprowadził nie tylko do ustalenia granicy polsko-rosyjskiej w traktacie pokojowym w Rydze, ale przede wszystkim uratował Polskę i Zachód przed inwazją czerwoną.
Bitwa pod Warszawą zakończyła okres stabilizowania się niepodległości państwa polskiego, pragnącego żyć i rozwijać się w ramach wolności demokratycznych.
Doświadczenia tego okresu, okupione bezmiarem ofiar, wskazywały wyraźnie na linie, po których naród chce kroczyć w swoją przyszłość, zarówno politycznie jak i wojskowo.

Lekcje przeszłości zlekceważone

Niestety, jak przyszłość wykaże, ówczesny wódz naczelny i naczelnik państwa, zlekceważył lekcje historyczne tego okresu i szedł wyraźnie w kierunku dyktatury, a w dziedzinie wojskowej, odrzucając doświadczenia Zachodu, bazujące na rozwoju technicznym armii, zahipnotyzowany urokiem powodzenia armii konnej Budionnego, oparł reorganizację armii polskiej na rozbudowie kawalerii - przygotowując w ten sposób grunt pod przyszłą klęskę, która miała w kilkanaście lat później zniweczyć całkowicie owoce z takim trudem i ofiarami odniesionego zwycięstwa.







*) Co do momentu rozpoczęcia legendarnego uderzenia znad Wieprza występują znaczące rozbieżności. Na podstawie książki Józef Piłsudski, "Rok 1920" (1924) uderzenie to miało rozpocząć się 16.08.1920 o świcie. Zarazem jednak Piłsudski sam przyznaje, że jeżdżąc całe dwa dni (16 i 17 sierpnia) samochodem poszukiwał "mozyrskiego" potwora (bolszewicka mozyrsko-mohylewska grupa operacyjna) w trójkącie Ryki-Łuków-Lubartów. Jeszcze 18.08.1920 rano Piłsudski był w Garwolinie - w miejscu oddalonym ok. 40 km od miejsca stacjonowania w chwili uderzenia, 32 km od Mińska Mazowieckiego. W Garwolinie zatem spędził Piłsudski drugą noc, licząc od wskazywanego przez niego początku natarcia świtem 16.08. Spodziewanego wroga do tego stopnia przez cały ten czas nigdzie nie było, że dopiero owej drugiej nocy, tuż przed położeniem się na spoczynek, słysząc dobiegające z dala odgłosy kanonady artyleryjskiej Piłsudski przekonał się, że przeciwnik naprawdę istnieje. - przyp. J.R.


dodajdo.com

piątek, 8 sierpnia 2014

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (3)


Rozkaz do przegrupowania

Rozkaz generała Rozwadowskiego do przegrupowania nad Wisłą i Wieprzem z dnia 6 sierpnia nakazuje armii przegrupowanie do bitwy pod Warszawą. Rozkazem tym została ustalona ostateczna koncentracja głównych sił na froncie północnym i gen. Rozwadowski odzyskał nareszcie swobodę działania operacyjnego. Nakazane przegrupowanie podjęte zostało nocą 7 sierpnia 1920, zaś zasadniczą linię obrony stanowiła linia rzeki Orzyc-Narew z przyczółkiem mostowym Pułtusk, przyczółek Warszawa-Wisła, przyczółek Dęblin-Wieprz i dalej na Seret lub Strypę. Linia ta pozwoliła na ustawienie wojsk własnych w "schody" dogodne do uderzenia na flankę i komunikacje posuwających się grup nieprzyjacielskich.
Front północny ciągnął się od granicy niemieckiej do przyczółka Pułtusk wyłącznie, front środkowy od Dęblina włącznie po Brody wyłącznie i front południowy od Brodów włącznie do granicy południowej.

Idea przewodnia planu

Przewodnią ideą operacyjną na czas najbliższy było:
1) wiązać nieprzyjaciela na południu i przesłaniać Lwów i Zagłębie naftowe;
2) na północy nie dopuścić do oskrzydlenia wzdłuż granicy niemieckiej oraz osłabić rozmach nieprzyjaciela przez odbicie jego zdecydowanych na przyczółek warszawski ataków;
3) w centrum - zadanie ofensywne: szybkie zebranie na dolnym Wieprzu armii manewrowej, która by uderzyła następnie na flankę i tyły nieprzyjaciela, atakującego Warszawę i rozbiła go;
4) grupa wojsk nad Górnym Wieprzem, zebrana początkowo dla ochrony koncentracji armii manewrowej od wschodu i południowego wschodu, dołączyłaby się następnie do akcji manewrowej w kierunku północno-wschodnim. Wtedy też współdziałanie wojsk polskich odcinka północnego i jest brane pod uwagę.
Front północny pod dowództwem generała Józefa Hallera był najbardziej zagrożonym odcinkiem polskiego frontu ze względu na dążenie nieprzyjaciela do opanowania stolicy bądź w uderzeniu czołowym, bądź przez ruch okrążający od północy. Nie były też wykluczone próby sforsowania Wisły na południe od Warszawy.

Ugrupowanie na ostatecznej linii odwrotu

Dowództwo frontu północnego dysponowało:
1) V armią generała Sikorskiego na odcinku od granicy niemieckiej po Pułtusk włącznie z zadaniem utrzymania przepraw przez Narew, względnie Narew i Orzyc i aktywnego działania kawalerią na prawe skrzydło nieprzyjaciela;
2) I armią generała Latinika na przyczółku warszawskim od Serocka włącznie do Karczewa włącznie z zadaniem odbicia ataków na Warszawę i zadania nieprzyjacielowi możliwie wielkich strat celem osłabienia jego odporności bojowej;
3) od Góry Kalwarii włącznie po Dęblin wyłącznie po odcinek II armii gen. Raszewskiego z zadaniem obserwacji i utrzymania linii Wisły.
Front środkowy pod dowództwem generała Rydza-Śmigłego stanowił armię manewrową, która wykorzystawszy zmęczenie nieprzyjaciela wskutek ataków na przyczółek warszawski oraz skrzydłowe ugrupowanie, energicznym uderzeniem zada klęskę bolszewickim siłom głównym.
Dowództwo frontu środkowego dysponowało:
1) IV armią gen. Skierskiego na odcinku od Dęblina włącznie po Kock włącznie, stanowiącą główną grupę uderzeniową w ogólnym kierunku na Mińsk Mazowiecki;
2) III armia gen. Zielińskiego od Kocka wyłącznie po Brody wyłącznie z ostatecznym zadaniem uderzenia w kierunku na Łuków.
Front południowy przewidziany dla gen. Dowbór-Muśnickiego miał za zadanie przesłonięcie Wschodniej małopolski i kierunku Hrubieszów-Rawa Ruska.
Dowództwo tego frontu dysponowało:
1) VI armia gen. Iwaszkiewicza na swoim północnym odcinku, a armią gen. Pawlenki na swoim południowym odcinku.
Rozkaz gen. Rozwadowskiego z dnia 6 sierpnia był tak jasno i precyzyjnie zredagowany, że nie mógł budzić u jego wykonawców najmniejszych wątpliwości co do zadań i sposobu ich wykonania.

Ujawnienie zamiarów polskich

Niestety, mimo wszelkich nakazów najściślejszej poufności, rozkaz z dnia 6 sierpnia, ustalający zamiary na czas najbliższy, stał się ogólnie znanym. Co więcej, pewne dane wskazywały, że zamierzenia polskie nie były obce i nieprzyjacielowi, na co wskazywać się zdawały zarządzenia zmian w ugrupowaniu rosyjskim.
Tuchaczewski nakazał bowiem przegrupowanie swych sił bardziej ku północy, dążąc w ten sposób do odsunięcia swych głównych sił głównych przed polskim uderzeniem z jednej strony, a z drugiej sparaliżować je jednoczesnym uderzeniem swych grup armii XII, maszerujących na Lublin przez Kowel i Włodzimierz Wołyński.
W związku z przemieszczeniami polskimi ujawnionymi w jakiś sposób nieprzyjacielowi, również i naczelne dowództwo czerwone nakazało przesunięcie armii Budionnego i części armii XIV bardziej ku północnemu zachodowi.
Zdawało się, że przewidywania gen. Weyganda co do podejmowanego ryzyka przez gen. Rozwadowskiego mogły nabrać realnych kształtów, grożących załamaniem się koncepcji ustalonej rozkazem z dnia 6 sierpnia 1920 r.

Generał Rozwadowski nie rezygnuje

Gen. Rozwadowski, mimo nowej fali przeróżnych koncepcji przegrupowania się na zachód od Wisły, zdecydowanie trwa nadal przy koncepcji bitwy nad Wisłą.
Z całym jemu tylko właściwym optymizmem zarządza tylko takie zmiany operacyjne, które by odpowiedziały ewentualnemu przegrupowaniu przeciwnika. Przewiduje on skoncentrowanie znaczniejszych sił na głównym kierunku natarcia sił Tuchaczewskiego na Zegrze-Modlin i zniweczenie zamiarów nieprzyjaciela, zmierzającego do obejścia polskich sił na północ od Modlina.
W nocy z dnia 8 na 9 sierpnia 1920 r. gen. Rozwadowski opracowuje swój słynny rozkaz zatytułowany Rozkaz Operacyjny Specjalny Nr 10.000 z dnia 10 sierpnia 1920, który przewiduje dwuskrzydłową akcję zaczepną.
W celu zabezpieczenia tajemnicy nowych zarządzeń Rozwadowski postanowił tym razem rozkaz swój napisać własnoręcznie i bez żadnych kopii i tylko w tej formie rozesłać kurierem do dowódców jednostek celem poinformowania tychże o zadaniach i sposobie ich wykonania.

Jasny obraz przewidywanej operacji

Gen. Rozwadowski, zdając sobie dokładnie sprawę, że jego rozkaz ma zadecydować nie tylko o losie bitwy pod Warszawą, ale i o przyszłości narodu, redaguje go z jeszcze większą precyzją i jasnością, wchodzi w szczegóły wykonania operacyjnego dowódców, które by odpowiadały jego zasadniczej idei operacyjnej. Określa on zadania dowódców i oddziałów, określa ich zadania obronne, manewrowe i uderzeniowe, ilustrując ważniejsze odręcznie na marginesie rozkazu narysowanymi szkicami.
W ten sposób schematycznie przedstawiał on plan obu przewidywanych przez niego manewrów skrzydłowych wraz z obu wariantami manewru południowego oraz szczegółowym przedstawieniem ruchów III armii w czasie akcji armii IV.
Wymieniona już wyżej Bellona załącza odbitkę fotograficzną rozkazu nr 10.000, uwidaczniająca wymienione szkice oraz wszystkie poczynione w czasie opracowywania rozkazu, osobiste poprawki generała Rozwadowskiego.

Zadania V armii gen. Sikorskiego

Dla V armii generała Sikorskiego gen. Rozwadowski przewidywał w pierwszej fazie zadanie przeszkodzenia dalszemu wciskaniu się nieprzyjaciela między Modlin a granicę niemiecką, oraz zakrycie możliwie linii kolejowej Modlin-Mława i niedopuszczenia do przedostania się bolszewików na Pomorze. W dalszej fazie zadaniem armii gen. Sikorskiego było podjęcie uderzenia na północną flankę nieprzyjaciela, częściowo obejście go z północy i zepchnięcie od Narwi ku południowi.
W tej fazie ofensywna grupa gen. [Franciszka] Krajowskiego oraz kawaleria gen. Karnickiego, działając w ścisłej łączności z V armią, miała przez Ostrołękę uderzyć na flankę i tyły nieprzyjaciela.

Zadania grup uderzeniowych

Armii IV gen. Rydza-Śmigłego gen. Rozwadowski nakazał przygotowanie się do silnego uderzenia stosownie do sytuacji, albo:
a) wzdłuż Wisły w kierunku Mińsk-Kałuszyn;
b) albo bardziej na wschód przez Łuków-Siedlce.
Natomiast II armia miała się przygotować, albo przy wariancie
a) do przejścia Wisły bliżej Warszawy i uderzenia razem z IV armią na Okuniew; lub przy wariancie
b) do sforsowania Wisły pod Ryczywołem, ulżenia przez to akcji IV armii oraz współdziałania z nią przez Osieck na Mińsk.
Zadaniem frontu południowo-wschodniego było krótkimi uderzeniami rozbijać nieprzyjaciela przechodzącego przez Bug w okolicy Włodzimierza Wołyńskiego i dalej ku północy. W dalszym ciągu zadaniem tej armii było współdziałanie przy akcji głównej "schodami" między Wieprzem a Bugiem, w kierunku na Parczew lub nawet Białą.

Zadania frontu południowego

Zadaniem frontu południowo-wschodniego gen. Iwaszkiewicza było zakrycie całej Małopolski włącznie po Kryłów nad Bugiem aż do Dniestru i granicy rumuńskiej. Grupa manewrowa VI armii tegoż frontu miała zakrywać całą przestrzeń od Włodzimierza Wołyńskiego po Zborów.
Rozkaz ten określał również zadania wojsk ukraińskich w celu zakrycia defensywnego południowo-wschodniej części małopolski po linię Płotycza-Brzeżany-Bóbrka włącznie, oraz określać zadania organizującej się grupy wojsk węgierskich w okolicy Nadwórny.
W ten sposób plan dwustronnego działania skrzydłowego, opracowany przez gen. Rozwadowskiego, określał jasno zadania i sposób wykonania w celu rozgromienia z jednej strony Armii Czerwonej u bram Warszawy, a z drugiej - odpowiadał on wszystkim warunkom toczącej się walki i możliwym zmianom.
Zabezpieczał on gotującą się wielką bitwę pod Warszawą przed wszelkimi ewentualnymi niespodziankami ze strony przeciwnika.

Dokument historyczny

Na marginesie swojego rozkazu gen. Rozwadowski napisął własną ręką:
"niniejszym zostają poinformowani:
1) Naczelny Wódz;
2) gen. Weygand;
3) gen. Haller i jego szef sztabu, płk. Zagórski;
4) gen. Latinik;
5) gen. Rydz-Śmigły i jego szef sztabu, płk. Kutrzeba;
6) gen. Nawotny, jako łącznikowy oficer frontu południowego;
7) gen. Sikorski;
8) gen. Krajowski;
9) gen. Piskor;
10) gen. Norwid;
11) gen. Kuliński;
12) gen. Iwaszkiewicz i jego szef sztabu, płk. Kessler;
13) gen. Sosnkowski;
14) gen. Leśniewski."

Piłsudski potwierdził zaznajomienie się z rozkazem złożonym na marginesie podpisem swego nazwiska. Jest to jedyny podpis złożony na dokumencie operacyjnym od czasu objęcia szefostwa sztabu generalnego przez gen. Rozwadowskiego. Fakt, który oczywiście oznacza "aprobatę", lecz żadną miarą decyzję lub jakąkolwiek inicjatywę, gdyż Piłsudski nie poczynił żadnych poprawek lub zastrzeżeń.
Wszyscy adresaci osobiście lub w zastępstwie potwierdzili otrzymanie do wglądu rozkazu. Nie ma na nim tylko jednego podpisu, a to gen. Sosnkowskiego, którego miejsca pobytu w czasie od 9 do 13 sierpnia 1920, kiedy rozkaz był w cyrkulacji - nie można było ustalić.
Rozkaz nr 10.000 był w dalszym ciągu wynikiem osobistej i niezmordowanej pracy gen. Rozwadowskiego, w którego rękach spoczywała nie tylko decyzja, ale i jej wykonanie, nad którym bez przerwy i z nadludzkim wysiłkiem czuwał.
Piłsudski, poza złożeniem wymienionego podpisu - nadal pozostawał w rezerwie, zdając się całkowicie na decyzje i plany gen. Rozwadowskiego, o których oczywiście ten ostatni w miarę potrzeby go informował, tak jak informował premiera Witosa i Radę Obrony Narodowej.



dodajdo.com

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (2)




Gen. Rozwadowski planuje i dowodzi

Lecz mimo pozostania na stanowisku naczelnego wodza, Piłsudski zachowuje pełną rezerwę w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji operacyjnej i nie ma jego podpisu na żadnym rozkazie operacyjnym z tego okresu (za wyjątkiem parafy na rozkazie nr 10.000), jak gdyby ścigany widmem klęski nie chciał brać odpowiedzialności, ciążącej na nim jako naczelnym wodzu.
W ten sposób generał Rozwadowski sam nie tylko podejmuje potrzebne decyzje i planuje, ale również dowodzi.
Dąży on przede wszystkim do uchwycenia dotychczasowego odwrotu w ramy zorganizowanej i planowej akcji. Przewidując swój pierwszy opór zorganizowany na większą skalę, a może i walną bitwę nad Bugiem, kalkuluje potrzebny mu operacyjny czas tak, ażeby stawiając opór nieprzyjacielowi na z góry wybranych miejscach mógł w międzyczasie zorganizować i przegrupować armię, ściągnąć maximum sił z frontu południowego i odzyskać potrzebne odwody.

"Armia Błękitna"

Wielką pomocą w rozwiązaniu tych zadań było organizowanie w tym czasie przez popularnego generała Józefa Hallera Armii Ochotniczej. Ochotnicy tej armii zapisują się złotymi, lecz krwawymi zgłoskami w historii operacji warszawskiej. trzeba w tym miejscu przypomnieć, a nawet podkreślić, że widocznie Piłsudski był pewnym łatwego nad Rosją zwycięstwa, skoro tuż przed tą wyprawą ostatecznie zlikwidował bitną Armię Błękitną generała Hallera, zorganizowaną we Francji i w Ameryce i odmówił prośbom ochotników polskich z Ameryki prawa dalszej walki o niepodległość. Umieszczeni w obozach przejściowych na Pomorzu, zniechęceni i w łachmanach, oczekiwali oni w tym czasie na transport do Ameryki. Olbrzymia ich większość zrezygnowała jednak z powrotu i zaciągnęła się znowu w szeregi armii ochotniczej swego dawnego wodza.

Chwile oczekiwania i trwogi

Cały naród polski z niepokojem i z zapartym oddechem śledził przebieg wypadków na polu bitwy. Kościoły pełne były wiernych, którzy zanosili dniem i nocą gorące modły o uchylenie grożącej Polsce katastrofy.
Świat śledząc pilnie toczącą się wojnę na ziemiach polskich, zdawał się przesądzać ją na niekorzyść Polski.

Generał Weygand w Polsce

Do Warszawy zjeżdża Misja Ambasadorów, a na nią przybywa wybitny generał francuski Weygand, b. szef sztabu marszałka Focha.
Zarówno on, jak i bawiący w Polsce szef misji wojskowej, generał Henrys, starają się uczynić ze swej strony wszystko, ażeby pomóc gen. Rozwadowskiemu w zorganizowaniu oporu i zwycięstwa. Generał Weygand po dokładnym zapoznaniu się z sytuacją, nie ukrywa swego niepokoju, lecz niebywały optymizm gen. Rozwadowskiego i przeprowadzone z nim fachowe dyskusje "zarażają" go wiarą w możliwości zwycięstwa.
Poglądy gen. Weyganda różnią się jednak od poglądów operacyjnych gen. Rozwadowskiego, co do miejsca stoczenia bitwy i są bardziej operacyjnie ostrożne, aniżeli idee operacyjne gen. Rozwadowskiego, które gen Weygand uważał raczej za ryzykowne.
Współpraca francuska z gen Rozwadowskim, mimo pewnych zasadniczych rozbieżności poglądów - miała doniosłe jednak znaczenie w organizowaniu oporu polskiego i niewątpliwie wpłynęła na kształtowanie się idei operacyjnych gen. Rozwadowskiego. Z drugiej jednak strony, nie była ona w stanie zmienić w niczym zasadniczej jego koncepcji operacyjnej stoczenia bitwy nad Bugiem.
Generał Rozwadowski, przyjmując zawsze życzliwie uwagi kolegów francuskich, nie ulegał jednak ich sugestiom podejmowania większych skoków w tył, lecz przeciwnie, kontynuował skoki mniejsze, które mu umożliwiały reorganizację sił bojowych i ich przegrupowywanie z jednej strony, a z drugiej odbierały Armii Czerwonej jej impet.

Przekroczyć Bug...

W tym czasie, kiedy toczyły się dyskusje na temat bitwy nad Bugiem, Tuchaczewski otrzymał rozkaz sforsowania Bugu przed 31 lipca 1920 , na który to dzień Kreml zapowiedział prawdopodobne rozpoczęcie pertraktacji rozejmowych z Polską.
Było rzeczą jasną, że celem Moskwy nie był żaden rozejm, lecz kontynuowanie ofensywy w kierunku Warszawy i osadzenie w niej "polskiego" rządu komunistycznego z Marchlewskim na czele, który z kadrami administracyjnymi i policyjnymi ciągnął za Armią Czerwoną.
Fakt ten skłania gen. Rozwadowskiego do wcześniejszego stoczenia bitwy nad Bugiem, mimo, że zarządzone przez niego prace techniczne nad przygotowaniem linii obronnej: Grajewo-OSsowiec-Wizna-rzeka Narew-rzeka Orlanka-Wierchowicze-rzeka leśna-Brześć miały być ukończone dopiero 5 sierpnia 1920 roku.
Generał zdecydował się na stoczenie tej bitwy raczej o charakterze zaczepnym i w większym stylu, aniżeli tylko obronnym. Liczył, że mimo trudności uda mu się pospiesznie zarządzonymi transportami skoncentrować na czas jeszcze armię II i część VI z południa - w rejonie Siedlec i Brześcia.

Rozkaz do bitwy

Rozkaz generała Rozwadowskiego do "Bitwy nad Bugiem" z dnia 27 lipca 1920 r. nr 7945/III nakazuje generałowi Józefowi Hallerowi, dowódcy frontu północno-wschodniego, koncentrację I i IV armii na linii Grajewo-Brześć z zadaniem powstrzymania naporu przeciwnika i niedopuszczenia za żadną cenę do przekroczenia linii Grajewo-Narew-Brześć przed 5 sierpnia 1920 r.
Zadaniem frontu południowo-wschodniego gen. Rydza-Śmigłego było utrzymanie się na linii Kowel-Włodzimierz Wołyński oraz dostosowania ruchów III armii do działań grupy polskiej gen. Sikorskiego.

Precyzja i jasność rozkazu

Rozkaz gen. Rozwadowskiego był opracowany z taką precyzją i jasnością, które były właściwymi cechami wszystkich jego rozkazów i nie mogły wywoływać u wykonawców jakichś zasadniczych wątpliwości względnie chwiejności w wykonaniu.
Z rozkazu powyższego wynikało jasno, że gen. Rozwadowski dąży do odzyskania zagubionej dotąd swobody działania i wyrwania inicjatywy operacyjnej z rąk Armii Czerwonej, przez podjęcie akcji zaczepnej na jej flankę i tyły.

Bitw nad Bugiem

Rozpoczyna się zażarta bitwa, która trwać będzie aż do 7 sierpnia 1920 roku włącznie. Ta bitwa jest pierwszą od czasu rozpoczęcia odwrotu akcją operacyjną na większą skalę oraz znakomitym sprawdzianem wartości odbudowanej zdolności bojowej.
Niestety, bitwa ta nie była jeszcze zdolna do odebrania inicjatywy z rąk przeciwnika, gdyż gen. Rozwadowski nie mógł podjąć akcji zaczepnej na flankę atakujących wojsk Tuchaczewskiego z obszaru Siedlec i Brześcia, gdzie miała się skoncentrować przerzucana transportami z południa armia II i część armii VI.

Weygand i Rozwadowski

W czasie, gdy toczyła się bitwa nad Bugiem, prowadzone są długie, zresztą owocne dyskusje, ścierają się poglądy operacyjne między gen. Weygandem i gen. Rozwadowskim na szerszych zebraniach w sztabie generalnym. Dyskutuje się elementy w celu ustalenia planu operacji warszawskiej i związanego z nim ewentualnego rozkazu do nowego przegrupowania do bitwy pod Warszawą. Jakkolwiek nie istnieje już spór co do miejsca stoczenia walnej bitwy nad Wisłą, to przecież nadal generał Weygand ostrzega przed koncepcją operacyjną gen. Rozwadowskiego jako zanadto ryzykowną, a zatem kryjącą w sobie ewentualne niepowodzenie planowanej bitwy. Niebezpieczeństwo to generał Weygand widział w ryzykownym ustawieniu grupy uderzeniowej w rejonie Wieprza, która na wypadek interwencji części Armii Czerwonej i armii konnej Budionnego z południa, a pod uderzeniem Tuchaczewskiego od wschodu może ulec zniszczeniu, względnie zaangażowaniu się w bezpośrednio w walkę, zanim będzie mogła spełnić nakazane rozstrzygające i zabójcze uderzenie pod Warszawę i akcję pościgową.

Ryzyko generała Rozwadowskiego

Generał Rozwadowski argumentuje i uzasadnia, że takie ryzyko jest operacyjnie konieczne przede wszystkim w celu jak najszybszego zakończenia wojny. Każde inne rozwiązanie, jakkolwiek operacyjnie również słuszne i uzasadnione, z natury rzeczy wojnę musi przeciągnąć, a bitwę pod Warszawą sprowadzi do roli, jaką odgrywa obecnie bitwa nad Bugiem, która nie odzyskawszy swobody operacyjnej i możności zaczepnych, zbliżała się ku swojemu końcowi. Poza tym generał Rozwadowski przewiduje, że część wojsk rosyjskich z południa łącznie z armią Budionnego nie zdąży na czas, ażeby zaważyć na losach bitwy pod Warszawą. Zresztą i na ten wypadek gen. Rozwadowski przewiduje środki zaradcze i dlatego z podjęcia ryzyka operacyjnego nie może żadną miarą zrezygnować.

Ogólna instrukcja obronna

W dniu 4 sierpnia 1920 r. zjawia się gen. Rozwadowski na zebraniu w sztabie z opracowanym przez siebie projektem Ogólnej Instrukcji Obronnej. W ciągu tego dnia i w dniu następnym toczą się dyskusje, a generał Weygand ze swojej strony przedstawia swój projekt. Dyskusje kończą się jednak zwycięstwem koncepcji generała Rozwadowskiego, gdyż gen. Weygand wycofuje swój projekt i uznaje lojalnie projekt gen. Rozwadowskiego za lepszy od swojego. W ten sposób Ogólna instrukcja Obronna z dnia 4 sierpnia staje się dla sztabu generalnego podstawą do opracowania Rozkazu do przegrupowania z dnia 6 sierpnia 1920 r. nr 8358/III.

Nadal brak decyzji Piłsudskiego

Również i w tych pracach generała Rozwadowskiego nie daje się odczuć żadna decyzja operacyjna Piłsudskiego. Twierdzenie niektórych, post factum oczywiście, że istniał jakiś osobisty plan naczelnego wodza dla bitwy pod Warszawą, okazało się gołosłowne, gdyż nie można uważać szkicu nie przedstawiającego żadnej wartości operacyjnej i bez żadnego w ogóle znaczenia, nakreślonego ręką Piłsudskiego, a tyczącego koncentracji I armii na przedmieściu warszawskim, za jakąś decyzję lub instrukcję naczelnego wodza.

Dokumenty zachowane

Zresztą dla bardziej interesujących się kampanią polsko-rosyjską w 1920 roku wskazuję na bezcenne dokumenty, które na szczęście zostały uratowane przez generała dr Mariana Kukiela przez ogłoszenie ich w sierpniowej Bellonie z 1925 roku. Między tymi dokumentami znajdują się również fotograficzne odbitki zarówno własnoręcznego szkicu naczelnego wodza, jak i własnoręcznie przez gen. Rozwadowskiego napisanego słynnego rozkazu nr 10.000 z dnia 10 sierpnia 1920 roku.
Ponadto wspomniany historyk wojskowy stwierdza, że nie znalazł żadnych poza wymienionym szkicem, dokumentów, "które wskazywałyby na podjęcie w owym czasie jakiejś decyzji przez naczelnego wodza, a która by się dała odczuć w pracach ówczesnego sztabu generalnego".

Rozkaz operacyjny specjalny Nr 10.000 z dnia 10 sierpnia 1920 r.


"Legendarna decyzja"

Jedynym, według generała Kukiela, śladem jakiejś decyzji Piłsudskiego w czasie prac nad operacją warszawską i odmiennej idei operacyjnej od idei zawartej w "Rozkazie do przegrupowania z dnia 6 sierpnia 1920 r. byłaby wzmianka osobista Piłsudskiego, znajdująca się w jego dziele Rok 1920, że jego idea koncentracji sił frontu południowo-wschodniego polegała na ich skoncentrowaniu "gdzieś między Kowlem, a Brześciem" w celu "uderzenia stąd wprost ku północy". Ta idea nie zaznaczyła się jednak niczym ani w pracy szefa sztabu generalnego, ani szefa oddziału operacyjnego.
Tę rozbieżność stara się gen. Kukiel w sposób łagodny wyjaśnić tym, że "zamiar ten nie został przekazany jako decyzja sztabowi generalnemu", zamiast po prostu powiedzieć, że koncepcja ta w ogóle nie istniała, a więc nie mogła być zrealizowana przez sztab generalny, jako zresztą operacyjnie niemożliwa wówczas do przyjęcia i wykonania.

Próba ratowania legendy

Tak więc nie ma w dalszym ciągu dowodu, ażeby decyzja Piłsudskiego miała jakikolwiek wpływ na powstanie Rozkazu do przegrupowania z dnia 6 sierpnia 1920 r. nr 8358/III, który całkowicie bazował na Ogólnej Instrukcji Obronnej gen. Rozwadowskiego i tych zmian, które ustalone zostały z Francuzami w dniach 4 i 5 sierpnia 1920 r.
Rozkaz z dnia 6 sierpnia 1920 bazuje na tej samej linii obrony i linii ofensywy na Wieprzu, co Ogólna Instrukcja Obronna i stąd żadna decyzja Naczelnego Wodza z dnia 6 sierpnia, o ile w ogóle istniała, nie mogła być wcześniejsza od idei operacyjnej, ujętej w instrukcji z 6 sierpnia 1920 r.
Próba ratowania "legendy" Piłsudskiego i twierdzenie, że Piłsudski "w serdecznej męce" podjął koncepcję operacyjną w dniu 6 sierpnia 1920 r. dla koncepcji bitwy pod Warszawą - jest całkowicie dziecinne, bo nie można "podjąć koncepcji" w dniu 6 sierpnia, kiedy została ona już podjęta 4 sierpnia 1920 r. i była dyskutowana z Francuzami na kilka dni przed tym.

dodajdo.com