wtorek, 28 października 2014

Całkowita kapitulacja Polski na szczycie klimatycznym w Brukseli to wspólne dzieło Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości




Całkowita kapitulacja Polski na szczycie klimatycznym w Brukseli to wspólne dzieło Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwość



Szewczak o „sukcesie” Kopacz na szczycie klimatycznym: Całkowita kapitulacja Polski
Źródło: niezalezna.pl

Ewa Kopacz ogłosiła po szczycie klimatycznym w Brukseli, że „dostaliśmy na maksa, czyli tyle, ile mieliśmy i nikt nam niczego nie zabrał”. Premier zapewniła też, że dzięki jej negocjacjom, nie będzie podwyżek cen prądu w Polsce. „To w rzeczywistości nasza całkowita kapitulacja. O sukcesie mogą mówić Niemcy, Francja i Gazprom” – komentuje „sukces” Kopacz w rozmowie z niezalezna.pl Janusz Szewczak.

– To nawet nie jest kompromis, to jest pełna kapitulacja, a dla polskiej gospodarki i resztek przemysłu to po prostu katastrofa – mówi główny ekonomista SKOK. – Można to nazwać wyrokiem z odroczonym terminem wykonania. W konsekwencji ustaleń szczytu klimatycznego, będziemy na szafot wchodzić nie po cztery schody, jak to było planowane, a po dwa. Mieli nas w sensie przemysłowym wieszać o 8.45, a powieszą o 9.30 dnia następnego – dodaje.

Jak zaznacza, „bajki o tym, że na szczycie coś uzyskaliśmy, czyli zapowiedź potencjalnych 31 miliardów w ramach darmowych certyfikatów dla polskich elektrowni, dla przemysłu, przy kosztach, które będziemy musieli ponieść, na poziomie 100 do nawet 200 miliardów, to jest kpina ze zdrowego rozsądku”.

– 7,5 miliarda złotych z tak zwanej rezerwy przeznaczonej na rekompensatę pewnych kosztów, to jest kropla w morzu, tym bardziej, że te pieniądze będą w gestii Europejskiego Banku Inwestycyjnego i ostatecznie są to tylko potencjalne możliwości, a nie realne – tłumaczy.

Według Janusza Szewczaka, mamy do czynienia z absolutnym dramatem. – Obietnice premier Kopacz, zresztą charakterystyczne dla Platformy Obywatelskiej, która obiecywała nam nawet weto na szczycie, są w rzeczywistości całkowitą kapitulacją. Oczywiście machina propagandowa będzie twierdziła, że coś osiągnęliśmy. Otóż nic nie osiągnęliśmy. Akceptujemy postanowienia szczytu klimatycznego, a to jest zabójcze dla resztek ciężkiego polskiego przemysłu, czyli górnictwa, hutnictwa i elektroenergetyki – podkreśla.

Główny ekonomista SKOK zauważa, że o sukcesie mogą w tym przypadku mówić inni.

– O ogromnym sukcesie mogą mówić Niemcy, które z pewnością wybudują nam jeszcze trochę wiatraków za nasze pieniądze. To jest też ogromny sukces Francji, która będzie gotowa pożyczyć nam poprzez banki francuskie 50 czy 80 miliardów, żeby wybudować elektrownię atomową. Myślę również, że i w Gazpromie powinny strzelić korki od szampanów, no bo jednak dopóki nie będziemy mieli własnego gazu łupkowego, to będziemy uzależnieni od gazu konwencjonalnego, jako tego czystszego paliwa – wyjaśnia.

Zdaniem Szewczaka, czekają nas dramatyczne wyzwania i gigantyczny niekorzystny wpływ na miejsca pracy. Szczególnie na Śląsku oraz na uprzemysłowionych regionach Polski.

– Z pewnością nie jest też prawdą, że nic nie straciliśmy. Straciliśmy olbrzymie pieniądze. I z pewnością nie jest też prawdą, że ceny prądu nie wzrosną. One rzecz jasna nie wzrosną od jutra, ale wzrosną. Już dawno duże koncerny zagraniczne działające w Polsce, jak RWE, czy wcześniej Vattenfall, nie liczyły się z żadnym polskim Urzędem Regulacji Energetyki i wprowadzały swoje ceny w zależności od tego, jak im odpowiadało – mówi portalowi niezalezna.pl ekonomista.

Zauważa też, że ceny energii elektrycznej z wiatraków w Niemczech są w olbrzymim stopniu dotowane przez państwo i są znacznie wyższe od cen energii osiąganej ze źródeł konwencjonalnych.

– Niemcy kupują węgiel na potęgę, są m.in. bardzo zainteresowani również węglem polskim, natomiast nie chcą i nie potrzebują konkurenta gospodarczego za Odrą. Stąd też przyjęcie warunków szczytu klimatycznego, czyli kapitulacja klimatyczna Polski w Brukseli, będzie oznaczać przyspieszone, ale nieco wolniejsze niż zakładano, wydatkowanie ogromnych polskich pieniędzy głównie na restrukturyzację naszej energetyki. Pieniędzy w budżecie brakuje prawie na wszystko i przy skali około 200 miliardów pieniędzy unijnych trzeba będzie znaleźć między 100 a 200 miliardów na skutki przyjęcia tej kapitulacji klimatycznej. W najlepszym wypadku wyjdziemy więc na zero – podkreśla.

– Lont pod polska gospodarkę podłożył jeszcze Donald Tusk w 2008 roku, a podpaliła go pani Ewa Kopacz. Konsekwencje tego dla przeciętnego Polaka będą bardzo negatywne – zapowiada Janusz Szewczak.


Od Redakcji "Suwerenność Narodu Polskiego":

Podpisując się obiema rękami pod zdecydowaną większością wypowiedzi dr Janusz Szewczaka, wybitnego jednego z nielicznych obrońców polskiej gospodarki zmuszeni jesteśmy zwrócić uwagę na dość istotną sprawę. Otóż jakkolwiek Donald Tusk jako ówczesny premier polskiego rządu miał swój niezaprzeczalny wkład w przyjęciu pakietu klimatycznego w 2008, to jednak najpierw ów lont pod polską gospodarkę zaczął kłaść jeszcze w marcu 2007 nie kto inny tylko ówczesny prezydent Polski Lech Kaczyński. To po pierwsze. Po drugie już w czerwcu prezydent Lech Kaczyński uczestniczył na szczycie w Brukseli w innym "wielkim sukcesie Polski": przyjęciu mandatu na konferencję w sprawie przyjęcia Traktatu Lizbońskiego, czyli Konstytucji dla Europy w wersji traktatowej. Po trzecie już w kwietniu 2007 r. brat Jarosław Kaczyński jako premier rządu z ramienia PiS doprowadził rozmyślnie do rozpadu rządzącej koalicji PiS-LPR-Samoobrona i po uzyskaniu porozumienia z opozycyjną Platformą Obywatelską Donalda Tuska do rozpisania samobójczych przedterminowych wyborów, w wyniku której PiS z pełnym rozmysłem przekazał władzę w Polsce Platformie Obywatelskiej i Donaldowi Tuskowi osobiście. Wreszcie po czwarte - wiosną 2008 roku, w przeddzień ratyfikacji przez Sejm parafowanego już przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego, Jarosław Kaczyński, prezes PiS ugrupowania opozycyjnego w stosunku do rządzącej dzięki niemu Platformy Obywatelskiej zdołał namówić premiera Donalda Tuska za pośrednictwem swego brata prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby ratyfikacja traktatu odbyła się nie w drodze ogólnopolskiego referendum, ale przez głosowanie w Sejmie, argumentując, iż w przypadku referendum ogólnokrajowego Traktat Lizboński nie ma szans na ratyfikację. Po czym w dniu 1-2 kwietnia 2008 roku, podczas głosowania nad ratyfikacją tego Traktatu opozycyjne ugrupowanie parlamentarne Prawo i Sprawiedliwość dostarczyło rządowej większości sejmowej brakujących 8-9 głosów ze strony PiS i dorzucił ok. 82 dalsze głosów PiS.

Krótko mówiąc: dzisiejszy "sukces" Ewy Kopacz na szczycie klimatycznym w Brukseli, na szczycie Unii Europejskiej pod rządami ratyfikowanego przez Sejm w dniu 1.04.2008 r. Traktatu Lizbońskiego, to bez najmniejszej wątpliwości wspólne, w nie mniejszej i nie większej mierze, dzieło zarówno zdradzieckiej Platformy Obywatelskiej jak i zdradzieckiego Prawa i Sprawiedliwość. I chyba już nadszedł czas najwyższy, aby z tego smutnego faktu zdać sobie w pełni sprawę.


 •  O suwerenność Narodu Polskiego

 •  TEZY SUWERENNOŚCI NARODU POLSKIEGO W KWESTII TRAKTATU LIZBOŃSKIEGO W OBLICZU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ JEGO RATYFIKACJI

 •  Marek Jurek: Euromaskarada PiS (2008)

 •  Adam Bielan, b. rzecznik PiS: "Lech Kaczyński miał słabość do Tuska"



dodajdo.com

poniedziałek, 27 października 2014

Poznaj ETS - Europejski System Handlu Emisjami CO2, czyli: Czego nie powiedziała premier Ewa Kopacz żonom polskich górników?



Poznaj ETS - Europejski System Handlu Emisjami CO2

czyli

Czego nie powiedziała premier Ewa Kopacz żonom polskich górników?


Źródło: The EU Emissions Trading System (EU ETS)



System handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) jest kamieniem węgielnym polityki Unii Europejskiej w jej walce ze zmianami klimatu i kluczowym narzędziem efektywnej kosztowo redukcji emisji przemysłowych gazów cieplarnianych. Pierwszy - i jak dotąd zdecydowanie największy - międzynarodowy system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych handlowym EU ETS obejmuje ponad 11000 elektrowni i zakładów przemysłowych w 31 krajach, a także linie lotnicze.

System "ogranicz i sprzedaj"

Przyjęty przez Unię Europejską ETS działa na zasadzie "cap and trade", czyli "ogranicz i sprzedaj". Ograniczenie - limit - stanowi górną granicę dopuszczalnej emisji niektórych gazów cieplarnianych, które mogą być emitowane przez fabryki, elektrownie i inne instalacje objęte tym systemem. Limit ten jest sukcesywnie obniżany z roku na rok, tak aby doprowadzić do założonego spadku poziomu emisji.

Dotąd przyjęto, że w roku 2020 całkowita emisja pochodząca z sektorów objętych unijnym systemem ETS będzie 21% niższa niż w roku 2005. Komisja proponuje, aby do roku 2030 spadek emisji wynosił już 43%.

W ramach limitu poszczególne przedsiębiorstwa otrzymują lub nabywają uprawnienia do emisji, którymi mogą ze sobą handlować zgodnie ze swoimi potrzebami. Mogą też one zakupić ograniczone ilości międzynarodowych kredytów z projektów ograniczania emisji gazów cieplarnianych na całym świecie. Limit całkowitej liczby uprawnień dostępnych na rynku uprawnień zapewnia, że mają one wartość.

Po upływie każdego roku każde przedsiębiorstwo musi oddać odpowiednią ilość uprawnień wystarczających mu [dotąd] na pokrycie wszystkich swoich emisji, w przeciwnym razie zostaną nałożone nań surowe grzywny. Jeśli natomiast firma zredukuje swoją emisję, wówczas może ona albo zachować część posiadanych uprawnień na pokrycie przyszłych swoich potrzeb, albo odsprzedać je innej firmie, która odpowiedniej uprawnień nie posiada. Elastyczność jaką przynosi handel zapewnia, że poziom emisji jest obcinany tam, gdzie koszt jego utrzymania jest najniższy.

Obszar przemysłu ciężkiego


Ustalając cenę na węgiel, a tym samym przypisując finansową wartość każdej oszczędzonej tonie emisji, unijny ETS ustanowił zmianę klimatu problemem obrad zarządów przedsiębiorstw i ich działów finansowych w całej Europie. Wystarczająco wysoka cena węgla skłania do inwestowania w czyste, niskoemisyjne technologie.

Co więcej, poprzez zezwolenie przedsiębiorstwom na zakup międzynarodowych kredytów, ETS działa również jako główna siła napędowa inwestycji w czyste technologie i w rozwiązania niskoemisyjne szczególnie w krajach rozwijających się.

Faza 3 przynosi znaczne zmiany

ETS, uruchomiony przez Unię Europejską w 2005 roku, znajduje się obecnie w trzeciej fazie, przewidzianej na lata 2013-2020. Zatwierdzona w 2009 roku poważna modyfikacja tego systemu, wprowadzona w celu jego wzmocnienia, sprawia, że faza trzecia znacznie różni się od fazy 1 i 2 i opiera się na bardziej, niż dotychczas ujednoliconych zasadach. Główne zmiany to:
* obowiązuje jednolity dla całej UE limit emisji w miejsce poprzedniego systemu limitów krajowych;
* Sprzedaż kwot emisyjnych na aukcji, a nie ich przydział, jest teraz zasadniczą metodą rozdziału uprawnień emisyjnych. W 2013 roku zostanie sprzedanych na aukcji więcej niż 40% uprawnień, i udział ten będzie co roku stopniowo wzrastać;
* Do tych uprawnień, które nadal będą przydzielane bezpłatnie, mają zastosowanie ujednolicone zasady przydziału, oparte na ambitnych unijnych wskaźnikach dopuszczalnej emisji;
* Systemem objęte zostają również niektóre inne sektory gospodarki, a także niektóre dalsze gazy cieplarniane.
* Zostaje stworzona rezerwa zezwoleń emisyjnych dla nowoprzyjętych członków UE obejmująca 300 milionów uprawnień, w celu sfinansowania wdrażania przez te kraje innowacyjnych technologii energii odnawialnej oraz instalacji wychwytywania i składowania dwutlenku węgla w ramach programu NER 300.


Redukcja prawie 50% całej emisji CO2 w Unii Europejskiej

Łącznie system ETS obejmuje około 45% całkowitej emisji gazów cieplarnianych z 28 krajów UE.

Podczas gdy handel emisjami ma zdolność do objęcia swoim wpływem wielu sektorów gospodarki i wielu gazów cieplarnianych, uwaga ETS-u Unii Europejskiej koncentruje się obecnie na emisjach, które mogą być zmierzone, zgłoszone i zweryfikowane z wysokim stopniem dokładności.

Aktualnie system obejmuje emisję dwutlenku węgla (CO2) z elektrowni i szerokiego zakresu energochłonnych sektorów przemysłowych a także komercyjnych linii lotniczych. Systemowa kontrolą objęta została także emisja podtlenku azotu powstającego przy produkcji niektórych kwasów oraz emisji perfluorowęglowodorów, produktów ubocznych przy produkcji aluminium.

Uczestnictwo w systemie ETS jest obowiązkowe dla wszystkich firm działających w tych sektorach, gdy tymczasem w niektórych sektorach obowiązek ten dotyczy tylko podmiotów przemysłowych o określonej wielkości. Rządy krajowe mogą zwolnić z systemu niektóre małe instalacje przemysłowe, jeżeli stworzą odpowiednie lokalne fiskalne lub inne instrumenty, pozwalające na ograniczenie emisji na równoważną kwotę.

ETS Unii Europejskiej obejmuje emisję CO2 w trakcie komunikacji lotniczej w obrębie i między krajami uczestniczącymi w systemie EU ETS. Systemem tym objęte są również odloty i przyloty międzynarodowe z krajów spoza ETS.

W październiku 2013 r Zgromadzenie Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO) wyraziło zgodę się rozwinięcie globalnego rynkowego mechanizmu rynkowego nakierowanego na międzynarodową emisję lotniczą do roku 2016 i na wdrożenie go do roku 2020. W odpowiedzi Unia Europejska postanowiła ograniczyć zakres UE ETS do lotów w obrębie Europy aż do 2016 roku. Wprowadzone również zostały zwolnienia dla podmiotów o niskim poziomie emisji.

O co w tym wszystkim chodzi?

ETS nałożyła cenę na węgiel i pokazała, że handel emisjami gazów cieplarnianych. jest to możliwy. Emisje z instalacji w systemie spadają tak jak to zostało zaplanowane.

Sukces europejskiego ETS zainspirował inne kraje i regiony, aby zacząć uruchamiać handel emisjami według własnych reguł. Unia Europejska zamierza połączyć ETS z kompatybilnych systemów na całym świecie, tworząc rdzeń rozszerzonego międzynarodowego rynku węgla. Komisja Europejska zgodziła się w zasadzie na połączenie się z analogicznym systemem obowiązującym w Australii - miałoby to nastąpić etapami począwszy od połowy 2015 roku.

Reforma strukturalna do 2030

Jednakże ETS stoi także przed wyzwaniem w postaci coraz większej nadwyżki uprawnień, głównie z powodu kryzysu gospodarczego, który obniżył emisje krajów europejskich bardziej niż przewidywano. Na krótką metę nadwyżka ta grozi osłabieniem prawidłowego funkcjonowania rynku węgla; w dłuższej perspektywie natomiast może to mieć negatywny wpływ na zdolność ETS do efektywnego kosztowo osiągnięcia bardziej wymagających celów redukcji emisji.

Dlatego też Komisja podjęła jako natychmiastowy pierwszy krok inicjatywę o odroczeniu ("back-load") licytacji niektórych uprawnień.

Ponadto, w następstwie debaty publicznej na temat możliwości reformy strukturalnej rynku węgla, która może zapewnić trwałe rozwiązanie problemu nadwyżki podażowej w dłuższej perspektywie czasowej, Komisja przedstawiła projekt legislacyjny w sprawie utworzenia rezerwy stabilności rynku na początku następnego okres rozliczeniowego w 2021 roku.

Wysiłki mające na celu zaradzenie nierównowadze rynku będą również pomocne w jeszcze szybszym obniżaniu limitu emisji nakładanego przez ETS. Aby osiągnąć wyznaczony cel osiągnięcia do 2030 roku 40%-wej redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE w stosunku do poziomu z 1990, wymaganego przez program polityki klimatycznej i energetycznej, zasadniczy unijny poziom emisji musi być począwszy od roku 2021 obniżany o 2,2% rocznie w porównaniu z 1,74 % obecnie.


dodajdo.com

wtorek, 21 października 2014

Liberyjski naukowiec: Stany Zjednoczone odpowiedzialne za epidemię Ebola w Afryce Zachodniej






Liberyjski naukowiec: Stany Zjednoczone odpowiedzialne za epidemię Ebola w Afryce Zachodniej

Źródło: U.S. is Responsible for the Ebola Outbreak in West Africa: Liberian Scientist


Dr Cyril Broderick, liberyjski naukowiec i były profesor patologii roślin na wydziale rolnictwa i leśnictwa uniwersytetu w Liberii mówi, że Zachód, zwłaszcza USA, jest odpowiedzialny za wybuch Ebola w Afryce Zachodniej. Dr Broderick stwierdził to w ekskluzywnym artykule opublikowanym w Daily Observer siedzibą w Monrowii, pisząc, co następuje:

->Amerykański Departament Obrony (DoD) finansuje badania Ebola na ludziach, badania, które rozpoczęte zostały zaledwie kilka tygodni przed wybuchem epidemii Ebola w Gwinei i Sierra Leone. Raporty stwierdzają, że DoD zawarł kontrakt o wartości 140.000.000 dolarów dolarów z Tekmira, kanadyjską firmą farmaceutyczną, w celu prowadzenia badań Ebola. Prace badawcze obejmują wstrzykiwanie i podawanie zdrowym ludzi substancji zawierających śmiercionośny wirus Ebola. Stąd, DoD jest wymieniony jako współpracownik w badaniu klinicznym badaniu Ebola na ludziach (NCT02041715), które rozpoczęło się w styczniu 2014, na krótko przed wybuchem epidemii Ebola, oficjalnie ogłoszonej w Afryce Zachodniej w marcu.

Czy to możliwe, żeby Stany Zjednoczone Departament Obrony (DoD) i inne kraje zachodnie były bezpośrednio odpowiedzialne za infekowanie Afrykanów z wirusem Ebola? Dr Broderick twierdzi, że rząd USA dysponuje laboratorium badawczym znajdującym się w miasteczku Kenema w Sierra Leone, że bada to, co nazywa "bioterroryzmem gorączki wirusowej". Kenema jest to również tym samym miastem, które uznawane jest oficjalnie za "epicentrum wybuchu w Ebola w Afryce Zachodniej."

Czy to jest fakt? Czy dr Broderick nie tworzy teorii spiskowych? Dr Broderick mówi, że "istnieje pilna potrzeba pozytywnych działań w zakresie ochrony mniej zamożnych spośród biedniejszych krajów, zwłaszcza afrykańskich, których obywatele nie są tak naukowo, jak i przemysłowo zaawansowane, jak Stany Zjednoczone i większość krajów zachodnich, będące źródłami większości wirusowych lub bakteryjnych GMO, specjalnie zaprojektowanych jako broń biologiczna." Dr Broderick stawia również ważne pytanie, kiedy mówi: "najbardziej niepokojące jest to, że rząd USA działa poprzez swoje laboratorium badawcze bioterroryzmu wirusowej gorączki krwotocznej w Sierra Leone. Czy istnieją również jakieś inne?"

Twierdzenia pana Brodericka wydają się być prawdziwe. Jakby nie patrzeć, rząd USA ma na swoim koncie wieloletnie eksperymentowanie na ludziach z zarazkami śmiertelnych chorób. Jednym z przykładów jest Gwatemala. W latach 1946 i 1948 roku rząd Stanów Zjednoczonych za prezydenta Harry'ego S. Trumana we współpracy z prezydentem Gwatemali Juanem José Arévalo i jego urzędnikami zdrowia zostało rozmyślnie zakażonych kiłą i innymi chorobami przenoszonymi drogą płciową, jak rzeżączka i wrzód wenerycznego (infekcja bakteryjna seksualne), a nawet chorych psychicznie spośród ponad 5500 z Gwatemalczyków, które wzięły udział w eksperymentach. Najgorsze w tym jest to, że żaden z badanych zakażonych chorobami kiedykolwiek wyraził świadomej zgody. W 2010 roku Boston Globe opublikował odkrycie dokonane przez historyka medycyny i profesora w Wellesley College, Susan M. Reverby w artykule "Profesor za Wellesley College odkrywa horror. Eksperymenty z kiłą w Gwatemali". Opisuje się w nim jak doszło do tego odkrycia:

Przekopując się przez zatęchłe zbiory archiwum Pensylwanii, profesor Wellesley College dokonała wstrząsającego odkrycia: naukowcy skierowani przez rząd USA w 1940 roku celowo zainfekowali setki Gwatemalczykom kiłą i rzeżączką podczas eksperymentów przeprowadzonych w bez zgody osób badanych. Historyk medycznych Susan M. Reverby natknęła się na te dokument cztery lub pięć lat temu podczas badania niesławnego przypadku badania kiły przez Tuskegee University College i później podzieliła się swoimi odkryciami z urzędnikami rządu USA.

Te nieetyczne badania były utrzymywane przez rząd w tajemnicy aż do wczoraj, kiedy to prezydent Obama i dwaj sekretarze stanu przeprosili rząd i naród Gwatemali i zobowiązali się nie powtarzać błędów z przeszłości - z epoki, kiedy eksperymentowanie na pacjentach bez ich zgody nie było dla lekarzy niczym niezwykłym.

według Boston Globe, po upublicznieniu sprawy przez Reverby administracja Obamy najwyraźniej złożyła przeprosiny na ręce ówczesnego prezydenta Gwatemali:

Wczoraj Obama wezwany przez prezydenta Gwatemali Álvaro Colom Caballerosa poprosił o wybaczenie, a rzecznik Obamy powiedział dziennikarzom, że eksperyment był "tragiczny i że Stany Zjednoczone wszelkimi środkami wyrażają swoje ubolewanie tym wszystkich, którzy zostali nim dotknięci.
Sekretarz Stanu Hillary Rodham Clinton wezwał Coloma w czwartek wieczorem aby mu przekazać wiadomość. W rozmowie z prezydentem Gwatemali pani Clinton wyraziła "oburzenie i swój osobisty głęboki żal, że mogły zdarzać się takie naganne badania," - powiedział Arturo Valenzuela, asystent sekretarza stanu do spraw Półkuli Zachodniej.

Badania w Gwatemali prowadzone były przez Johna Cutlera, lekarza amerykańskiej służby zdrowia, który wziął również udział w kontrowersyjnych eksperymentów z kiłą w Tuskegee, rozpoczętych w 1930 roku. Naukowcy chcieli wówczas zbadać wpływ grupy antybiotyków zwanych penicyliną na chore osobniki. Eksperymenty obejmowały także zapobieganie i leczenie syfilisa i innych chorób wenerycznych. Zgodnie z oświadczeniem dr Amy Gutmann, szefowej Komisji Prezydenckiej Studiów Problemów Bioetycznych w BBC News w 2011 roku, w wyniku eksperymentów ponad 83 osób zmarło, pomimo, że były leczone antybiotykami:

Komisja stwierdziła, że wszystkimi badaniami w latach 1946-1948 roku objętych było około. 5500 Gwatemalczyków. Spośród nich, ok. 1300 zostało celowo zakażonych kiłą, rzeżączką lub inną chorobą przenoszoną drogą płciową - wrzodem wenerycznym. A z tej grupy tylko około 700 osób otrzymało jakieś leczenie. Według dokumentów, które zbadała Komisja, do końca 1953 roku zmarło co najmniej 83 spośród 5500 osób.

Reakcja Waszyngtonu na raport jest zwykła farsą. Przeprosiny pod adresem rządu Gwatemali zostały dokonane ze względu na public relations. Waszyngton wie o swoich eksperymentach na ludziach z groźnymi dla życia chorobami, prowadzonych przez laboratoria finansowane przez rząd, a które nie mogły być dobrze widziane przez opinię publiczną. Rząd USA jest winny prowadzenia licznych eksperymentów medycznych na ludziach, nie tylko w Gwatemali, ale w innych krajach, jak też na swoim własnym terytorium. Jako wspomina w swoim raporcie Boston Globe, badanie Kiły przez Tuskegee Institute miało miejsce między 1932 i 1972 i było dokonane przez amerykańską służbę ochrony zdrowia w celu zbadania "naturalnego postępu" w nieleczonych przypadkach kiły w populacji Afroamerykanów. w 1932 roku US Public Health Service i Tuskegee Institute współpracowały ze sobą obejmując swoimi badaniami nad zaraźliwością kiły 600 biednych dzierżawców z Macon County w Alabamie. Jak to zostało udokumentowane, co najmniej 400 zostało zainfekowanych (nigdy nie zostały poinformowane, że właśnie zachorowały na syfilis), podczas gdy pozostałe 200 nie. Za udział w badaniu osoby te otrzymały bezpłatną opiekę medyczną, żywność, a nawet zapewnienie bezpłatnego pochówku. Dokumenty ujawniły, że powiedziano im, że mają "złą krew", co miało tłumaczyć ich aktualny zły stan zdrowia.

Naukowcy Tuskegee kontynuowali swoje badania na uczestnikach eksperymentów bez leczenia ich chorób przez siebie wywoływanych, a także powstrzymywali się od udzielania bardzo potrzebnej tym ludziom informacji o penicylinie, która okazała się skuteczna w leczeniu kiły i innymi chorobami wenerycznymi. Badani byli pod wrażeniem, że pozostają cały czas pod bezpłatną opieką zdrowotną rządu Stanów Zjednoczonych, podczas gdy w rzeczywistości były one celowo okłamywani przez samych administratorów, którzy prowadzili badania. Waszyngton jest w pełni świadomy swoich eksperymentów na ludziach ze śmiertelnymi chorobami. Rząd Gwatemali o tych eksperymentach z kiłą, według Boston Globe, wiedział również:

Przedstawiciel rządu Gwatemali powiedział, że jego naród zbada też, jaką część winy ponoszą urzędnicy tego kraju. Dokumentacja eksperymentów sugeruje, że przedstawiciele rządu Gwatemali były w pełni świadome badań, sankcjonowały je, być może postępowały tak w zamian za dostawy penicyliny.

Jednak amerykański Departament Zdrowia i Opieki Społecznej w swoim "Sprawozdaniu dot. badań Amerykańskiej Służby Zdrowia w latach 1946-1948 nad wszczepianiem chorób przenoszonych drogą płciową" był zmuszony przyznać, co faktycznie stało się w Gwatemali podczas tych eksperymentów:

Podczas prowadzenia badań historycznych na Studium Tuskegee na nieleczonym syfilisem, profesor Susan Reverby z Wellesley College odkryła niedawno zarchiwizowane dokumenty dr Johna Cutlera, lekarza US Public Health Service i naukowca z Tuskegee College. Dokumenty opisują kolejne nieetyczne badania zlecone przez rząd USA, w wyniku których bardzo podatna ludność w Gwatemali została celowo zakażona chorobami przenoszonymi drogą płciową (STD). Przeprowadzone w latach 1946 i 1948 eksperymenty została dokonana za wiedzą i zgodą przełożonych dr Cutlera, a środki finansowe z grantu amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia przekazywane były kilku gwatemalskim ministerstwom za pośrednictwem Pan American Sanitary Bureau (obecnie Pan American Health Organization). Wyniki tych studiów nigdy nie zostały opublikowane.

Rząd USA przyznał się do wykroczenia, 62 lat za późno. Zatem to, co napisał dr Broderick [w odniesieniu do obecnego bioterroryzmu amerykańskiego w Afryce Zachodniej - przyp. tłum.] nie jest w żaden sposób teorią spiskową. Rząd USA faktycznie był zaangażowany w przeszłości w bioterroryzm; Gwatemala jest przykładem. Dr Broderick podsumował to, co przeciętni ludzie mogą zrobić, aby uchronić rządy, zwłaszcza rządy z Zachodu, przed narażaniem ludności na choroby, nad którymi one zamierzają eksperymentować w swoich laboratoriach:

Wyzwanie jest globalne, dlatego zwracamy się o pomoc do wszystkich, włącznie z Chinami, Japonią, Australią, Indiami, Niemcami, Włochami, a nawet do życzliwych ludzi w USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji, Korei, Arabii Saudyjskiej, i gdziekolwiek jeszcze zamieszkałych, których pragnieniem jest przyjść z pomocą. Sytuacja jest bardziej ponura, niż my na zewnątrz można sobie wyobrazić, dlatego musimy zapewnić pomoc, na jaką nas stać. jednak możemy. Aby zapewnić przyszłość mniej tragiczną niż ta, jaka jawi się z doświadczeń z przeszłości, ważne jest, abyśmy zażądali od naszych rządów i przywódców jawności i uczciwości, zaangażowania i skuteczności. Oni muszą ludziom odpowiedzieć. Przestańcie testować i rozprzestrzeniać tę straszliwą chorobę.

Po doświadczeniach Gwatemali z rządem USA, który celowo zarażał ludzi syfilisem, [sprawiając wrażenie, że przychodzi im z pomocą - przyp. red], kraje Afryki Zachodniej powinny być bardzo sceptyczne wobec działań rządu USA w zakresie zwalczania wirusa Ebola. Profesor Francis Boyle z wydziału prawa Uniwersytetu w Illinois poddaje w wątpliwość działania administracji prezydenta Obamy w Afryce Zachodniej. Podczas niedawnego wywiadu dla RIA Novosti Boyle powiedział:

Agencje rządowe USA mają długą historię przeprowadzania badań rzekomo obronnej broni biologicznej w swoich laboratoriach w Liberii i Sierra Leone. Dotyczy to także amerykańskiej CDC (Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom), kluczową instytucją odpowiedzialną za przedostawanie się wirusa Ebola do USA.

Dlaczego administracja Obamy wysłał wojska do Liberii, skoro nie mają one żadnych kwalifikacji, aby zapewnić pomoc medyczną umierającym Afrykańczykom? W jaki sposób wirus Zair/Ebola dostał się się do Afryki Zachodniej z miejsca, gdzie został po raz pierwszy zidentyfikowany w 1976 roku, a więc oddalonego od Afryki Zachodniej o około 3500 km? "

To dobre pytanie dla Waszyngtonu, ale czy opinia publiczna dostanie nań jakąś odpowiedź? Nie w najbliższym czasie, ponieważ trzeba było 62 lat, zanim informacja amerykańskich eksperymentów nad nieleczonym syfilisem w Gwatemali dotarła do opinii publicznej. Nie za sprawą rządu Stanów Zjednoczonych, ale za sprawą historyka medycyny.



dodajdo.com

piątek, 12 września 2014

Z ogromną radością i entuzjazmem wykonywali zadanie dokumentowania wydarzenia WTC 9/11



The Five Dancing Israelis - 9/11/2001 - Our Purpose Was To Document The Event


"Widziałam mężczyzn na dachu pickupa, którzy wyglądali na szczęśliwych - wcale nie wyglądali na zszokowanych."

Mike Rivero, WhatReallyHappened.com:
"To była grupa Izraelczyków, powiązani z Mossadem, którzy zostali aresztowani po tym, jak wykrzykiwali radośnie, przyklepywali sobie piątki, filmowali uderzenie samolotów w World Trade Center"

Colin Powell:
"Jestem świadomy, że kilku obywateli Izraela zostało zatrzymanych. Dlaczego zostali zatrzymani i inny aspekt twojego pytania to służby wywiadowcze, co one robią..."

Podczas talk show w telewizji izraelskiej w listopadzie 2001:
"Naszym zadaniem było dokumentowanie wydarzenia. Podobno byliśmy agentami Mossadu."


dodajdo.com