wtorek, 14 lipca 2015

Jacquesa Derridy postmodernistyczna koncepcja dekonstrukcji państw i tożsamości narodowych





Kevin MacDonald

(Krypto)żydowska tożsamość Jacquesa Derridy


W swojej Kulturze Krytyki (Culture of Critique - CofC) zamieściłem krótki rozdział na temat silnej żydowskiej tożsamości filozofa Jacquesa Derridy i tego jak wpływała ona na jego prace. (Zobacz tamże, str. 198 nn.) Podkreślałem fakt, że Derrida myślał o sobie jako o krypto-Żydzie. Pomimo swojego upozowania na "lewicowego paryskiego intelektualistę, sekularystę i ateistę", Derrida pochodził od długiej linii krypto-Żydów, a w pewnym momencie wyraźnie identyfikuje się jako krypto-Żyd: "Marranami, którymi jesteśmy. marranami w każdym przypadku, czy chcemy być nimi, czy nie chcemy, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy też nie.". Derrida przybrał z francuska i chrześcijańska brzmiące imię "Jacques" w celu skuteczniejszego wtopienia w francuskie otoczenie.

Rzeczywiście, można powiedzieć, że crypsis Derridy jest typowa dla Żydów na lewicy:

[Lewicowy] Uniwersalizm może być zatem postrzegany jako mechanizm utrzymania ciągłości żydowskiej tożsamości poprzez crypsis lub semi-crypsis. Żydowski radykał jest niewidoczne dla [nie-Żyda] jako Żyd, a tym samym pozwala uniknąć antysemityzmu, podczas gdy w tym samym czasie on czy ona potajemnie zachowuje swoją żydowską tożsamość. Lyons (1982, 73) stwierdza, że "większość żydowskich komunistów odnosi się do swej żydowskości bardzo niedbale, ale doświadcza jej głęboko. Dla większości z nich nie jest to żydowskość religijna, czy instytucjonalna; niemniej jednak jest ona zakorzeniona w subkulturze tożsamości, w stylu, języku i w relacjach społecznych... W rzeczywistości ta żydowskość drugiej generacji była antyetniczna, a jednak o wysokim stopniu etniczności. Cesarz uważał, że był ubrany w amerykański strój trans-etniczny, podczas gdy [nie-Żydzi] dostrzegali [jedynie] niuanse i detale jego nagiej etniczności." (Rozdział 3 CofC, str. 91)

The Forward zamieszcza artykuł na temat najnowszej biografii Derridy, który dodaje do portretu nowe szczegóły. Zauważa, że Derrida był "w pełni świadomi swojej tożsamości etnicznej", w wyniku czego wiele z jego wczesnych prac było na temat jego "kolegów Żydów". Derrida zabrał swój krypto-judaizm do grobu:

Szczegóły dostarczone przez Peetersa dowodzą trwałego oddawania się przez Derridę jego [żydowskości] Yiddishkeit ... Kiedy Derrida był chowany na podmiejskim francuskim cmentarzu, jego starszy brat René ubrany był w żydowski tallit i w duchu recytował kadisz, ponieważ Jacques nie życzył sobie modlitw publicznych. Ten dyskretne, bardzo osobisty, ale i emocjonalnie duchowo naznaczony stosunek Derridy do judaizmu wydaje się być symptomatyczny dla tego zawiłego, niedoskonałego, a przecież interesującego myśliciela.

Innymi słowy, Derrida był krypto-Żydem do końca i polecił swojej rodzinie wziąć udział w farsie.

W artykuł wskazuje również na powiązania etniczne w samym centrum fenomenu Derridy, powiązania zasadnicze dla wszystkich jego intelektualnych poczynań omawianych w CofC:

Derrida był zawsze otoczony gorąco wspierającymi go żydowskimi przyjaciółmi i kolegami, takimi jak Sarah Kofman, Peter Szondi, Hélène Cixous i Avital Ronell. Ta ostatnia był tak bliska rodzinie Derridy, że w 1979 roku, w wieku 28 lat, rozpoczęła romans z 16-letnim synem Derridy, Pierre'm, pod tolerancyjnym okiem jego rodziców.

Pobieżne badanie ujawnia silną tożsamość żydowską tych wszystkich intelektualistów - wszyscy oni byli dość dobrze znani i wpływowi - był to, można powiedzieć, mikrokosmos kultury krytyki. Sarah Kofman jest opanowana obsesją na tle Holocaustu, z dużą dawką Freuda, żydowskiego filozofa (waham się nazwać go psychologiem), ikony [modernizmu] 20. wieku. Kofman twierdziła, że "wśród wielu umiejętności człowieka, dwie z nich są najważniejsze: zdolność do zabijania i zdolność do "parole tenir"(to znaczy, by tak rzec, mówić i pozwolić mówić, ale także dotrzymywać obietnic). Nauczyć się dobrze czytać to znaczy nauczyć innych "tenir parole". W ten sposób, utrudnia się zabijanie, to znaczy, opóźnia się nawrót Auschwitz".

Szondi był bardzo bliskim przyjacielem Paula Celana, poety Holocaustu i napisał pierwszą książkę nt. poezji Celana. Hélène Cixous jest feministką teoretykiem, która wykorzystała koncepcje Derridy do dekonstrukcji tradycyjnych postaw w stosunku do kobiet i seksualności. Pod wieloma względami jest ona żeńską wersją Derridy:

Obaj współcześni, wieloletni przyjaciele i intelektualiści, Jacques Derrida i Cixous dorastali jako francuscy Żydzi w Algierii i podzielali tę samą "przynależność opartą na wykluczeniu i nieprzynależności" - ani Algierczycy odrzuceni przez Francję, swoją żydowskość ukrytą lub akulturowaną. W rodzinie Derridy "nigdy nie mówiło się "obrzezanie" tylko "chrzest", nie "Bar Micwa", ale "komunia"." Judaizm ukryty w katolickim otoczeniu jest jednym z przykładów nieokreśloności tożsamości, które wpłynęła na myśliciela, którego Cixous nazywa "żydowskim świętym".

Avital Ronell była jedną z pierwszych tłumaczy prac Jacquesa Derridy na język angielski; "w rezultacie wprowadziła jego pracę na katedry amerykańskich uczelni". Jej prace, podobnie jak Derridy, są "bezlitośnie destruktywne"; "rygorystycznie podważają pewność [siebie - wiarę w swoją pomyślną przyszłość, ale także zaufanie do tego, w co wierzą, ufność w prawidłowość swego sposobu postrzegania siebie i świata - przyp. J.R.]". Zapowiadała ona era 'post-fundacyjną", w której "upadną wszystkie dotychczasowe systemy orientacji w przestrzeni transcendentalnej" [wszystkie istniejące systemy religijne - przyp. J.R.].

Artykuł zwraca uwagę, że Derrida jest krytykowany, ponieważ jego pisma "prowadzą do 'nihilizmu', który grozi zatarciem wielu zasadniczych różnic pomiędzy nazizmem i non-nazizmem"." Jednak pisma Derridy z pewnością nie miały większego wpływu na potęgę przemysłu Holokaustu, aczkolwiek niektórzy z największych zwolenników Derridy faktycznie należeli do ideologów Holokaustu. Pisma Derridy były natomiast nieodłączną częścią ideologii dekonstrukcji kultury zachodniej i systemów wierzeń i przekonań, które tę kulturę podtrzymywały w przeszłości (np, chrześcijaństwo, nacjonalizm) lub mogą być wykorzystane, aby ją ocalić obecnie (realizm rasowy i ewolucyjne teorie dotyczące etnicznej bazy kulturowego konfliktu na Zachodzie powstałe przynajmniej na początku 20. wieku. Jak odnotowałem w CofC, przytaczając mentora Derridy, Johna D. Caputo:

Ideą stojącą za dekonstrukcją jest zdekonstruowanie funkcjonowania silnych państw narodowych posługujących się intensywną polityką imigracyjną, zdekonstruowanie retoryki nacjonalizmu, polityki miejsca, metafizyki ojczyzny i języka ojczystego... Chodzi o to, aby rozbroić bomby... tożsamości, którą skonstruowały sobie państwa narodowe, aby obronić się przed obcym, przed Żydami, Arabami i imigrantami... przed tymi wszystkimi, którzy są zupełnie inni.

Jest oczywiście rzeczą zaskakującą, że akademicy, którzy troszczą się o możliwości, że dekonstrukcja może doprowadzić do niemożności potępienia narodowego socjalizmu i obawiają się, że dekonstrukcja podważy fundamenty Holokaustu jako głównej ikony powojennego społeczeństwa zachodniego nigdy wyrażają obawy co do roli lansowanej przez nich dekonstrukcji w podważaniu zachodniego zaufania w pomyślą przyszłość cywilizacji oraz osłabiania woli oparcia się inwazji milionów "innych". Szczególnie dotyczy to współpracowników i intelektualnych potomków Derridy, stanowiących obecnie elitę uniwersyteckich wydziałów nauk humanistycznych w całym zachodnim świecie.


Źródło: Derrida’s (Crypto-) Jewish Identity
Occidental Observer, 3 grudnia 2010


Czytaj także:

Luminarz Fundacji Batorego - jak wykorzenić tożsamość narodów europejskich dzięki powołaniu federalnej Europy Prowincji

dodajdo.com

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Książka Leszka Misiaka - Prawicowe dzieci, czyli blef IV RP



Prawicowe dzieci – blef „niepokornych”?



Książka "Prawicowe dzieci, czyli blef IV RP"  nie spodoba się pewnym środowiskom, wręcz uznana zostanie za pozycję obrazoburczą, zaś jej autor zniknie pewnie w mrokach zapomnienia, gdyż co to za ptak, co własne gniazdo kala...


 


Leszek Misiak, wiele lat przepracował jako dziennikarz śledczy m.in. w „Gazecie Polskiej” i to właśnie głównie jej środowisko oraz PiS wziął w swojej książce na tapetę. Szczególnie zaś redaktora naczelnego GP, Tomasza Sakiewicza oraz jego najbliższą współpracownicę Katarzynę Hejke. Czego czepia się Misiak? Zarzuca temu duetowi oraz ścisłemu gronu jego najbliższych współpracowników np. wykorzystywanie katastrofy smoleńskiej do celów biznesowych, które służą tak naprawdę wąskiej grupie ludzi. Misiak sugeruje, że w tej grupie znajdować się może również poseł Antoni Macierewicz, który jest bardzo częstym gościem w redakcji „GP”. Misiak zastanawia się chociażby, dlaczego biała księga dotycząca tragedii smoleńskiej powstała w oparciu o ustalenia komisji sejmowej ds. zbadania katastrofy smoleńskiej wydana została nie przez wydawnictwo sejmowe – wszak komisja działa na koszt podatników – lecz przez prywatne wydawnictwo Tomasza Sakiewicza i jego teścia, dając zarobić wąskiej grupie znajomych królika.

Misiaka bulwersuje fakt, iż Tomasz Sakiewicz nie płaci w terminie wynagrodzeń swoim pracownikom, tłumacząc to trudną sytuacją wydawnictwa wydającego jego media, a jednocześnie urządza on wystawne bankiety, bale, kolacje w drogich restauracjach, podczas których najściślejsze grono „wtajemniczonych” świetnie się bawi.

Leszek Misiak udowadnia, że „niepokorność” środowiska skupionego nie tylko wokół Sakiewicza, ale także tygodników „W Sieci” i „Do Rzeczy”, można włożyć między bajki. Najdobitniej pokazała to sytuacja jaka zaistniała po buncie dziennikarzy „Rzeczypospolitej”, który wybuchł na skutek zwolnienia Cezarego Gmyza za słynny artykuł na temat trotylu (który Misiak zresztą mocno krytykuje). Dziennikarze z hukiem odeszli z dziennika Hajdarowicza, po czym już nieco ciszej, bez rozgłosu... zaczęli do niego wracać (Robert Mazurek, Rafał Ziemkiewicz, Łukasz Warzecha, Tomasz Terlikowski i inni). Cała „niepokorność” tego środowiska okazała się picem na wodę, pozoranctwem, za którym kryła się zwyczajna proza życia – czyli kredyty do spłacenia. Powrót do Hajdarowicza dawał cień szansy na ich spłatę. Poza tym, środowisko „niepokornych” to dla Misiaka towarzystwo wzajemnej adoracji, które kisi się we własnym sosie, samo się lansuje, jego reprezentanci sami ze sobą przeprowadzają wywiady-rzeki. Dostrzega w nim próżność i dążenie do zwykłego poklasku, czego przykładem jest choćby Cezary Gmyz – nagrodą w jednym z konkursów ogłoszonych przez „GP” miała być m.in. kolacja z Gmyzem. „Szkoda, że nie połączona ze śniadaniem” - ironizuje Misiak.

Leszek Misiak w swojej krytyce środowiska „prawicy” nie pomija największej partii opozycyjnej czyli PiS-u. Dla niego jest to udawana opozycja, która tak naprawdę tkwi w okrągłostołowym układzie i której nie zależy na tym, by ten układ rozwalić. Musiałaby wówczas rozwalić samą siebie. Bracia Kaczyńscy, którzy byli uczestnikami okrągłego stołu jedynie udają opozycję. Owszem, między PO a PiS dochodzi do sporów, konfliktów, do podkładania sobie świń, jednak zasadnicza kwestia czyli konserwowanie układów okrągłego stołu, pozostaje zasadą działania obu ugrupowań. Misiak ma żal do prezydenta Kaczyńskiego za utajnienie aneksu do raportu z likwidacji WSI, za podpisanie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawił Polskę suwerenności i za przerwanie ekshumacji w Jedwabnem. Jego zdaniem w tych wszystkich działaniach sekundował mu jego brat, Jarosław, który – jak ujawnia Misiak – zmuszał groźbami posłów PiS do głosowania za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego.

Autor „Prawicowych dzieci” idzie w swych rozważaniach znacznie dalej – otóż stara się wykazać powiązania środowisk, które rządzą dziś Polską, bądź stanowią koncesjonowaną opozycję, z masonerią. „Największy wysyp lóż zaczął się po okrągłym stole” - pisze. Dodaje, że tej kwestii nie należy lekceważyć. Kilku założycieli KOR, Jan Józef Lipski, Ludwik Cohn czy Edward Lipiński było masonami. A trzeba pamiętać, że KOR – organizację lewicy laickiej - zakładał Antoni Macierewicz, który dziś uchodzi za polityka prawicy. „Wolnomularskie korzenie ww., Bronisława Wildsteina, Jana Olszewskiego i innych nie miałyby dla mnie absolutnie żadnego znaczenia, gdyby loże działały w Polsce na rzecz narodowo-katolickiej Polski, jaką była od wieków i dzięki tej tradycji przetrwała” - pisze Misiak. To nie kto inny, jak Lech Kaczyński gościł w Pałacu Namiestnikowskim przedstawicieli żydowskiej loży B'nai B'rith Polin, reaktywowanej w Polsce po jej delegalizacji u schyłku II RP. „Nie znam żadnego aktu prawnego, który znosiłby dekret prezydenta Mościckiego, a jeśli się nie mylę, prezydent Kaczyński, profesor prawa, złamał prawo zezwalając na reaktywowanie ww. organizacji” - zauważa autor „Prawicowych dzieci”.

Leszek Misiak tłumaczy fakt powstania książki troską o Polskę, o prawdę. Jego zdaniem atmosferę w kraju mogłoby oczyścić odtajnienie aneksu do raportu z likwidacji WSI oraz otwarcie działu akt zastrzeżonych IPN. Jak twierdzi, chce otworzyć ludziom oczy, by nie dali się dłużej wodzić za nos fałszywym patriotom, by nie dali się im wykorzystywać. Trudno wniknąć w prawdziwe intencje autora książki, w końcu jeszcze do niedawna należącego do środowiska „niepokornych”. Czy zrobił to rzeczywiście z potrzeby serca, czy też po prostu mści się na swoich dawnych kolegach za to, że wypadł na boczny tor, czy też w końcu napisał ją na zlecenie służb? Nawet jeśli te wątpliwości każą podejść do niego z pewnym dystansem, to w niczym nie obalają one opisanych w książce faktów. A te są momentami przytłaczające.

Na koniec wspomnę, iż w „Prawicowych dzieciach” znalazło się miejsce także dla naszego portalu. Autor opisał w książce batalię Prokapitalizm.pl o nakłonienie posła Macierewicza do złożenia skargi do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności Traktatu Lizbońskiego z konstytucją. Dzięki niej można sobie tę batalię przypomnieć.

Paweł Sztąberek


Leszek Misiak - „Prawicowe dzieci czyli blef IV RP”, Oficyna Aurora, Warszawa 2015


Dzięki uprzejmości: prokapitalizm.pl


dodajdo.com

niedziela, 31 maja 2015

IV kongres dla społecznego panowania Chrystusa Króla - Poznań 6 .VI. 2015 - Zaproszenie



IV kongres dla społecznego panowania Chrystusa Króla - Poznań 6 .VI. 2015 - Zaproszenie
TV Fides et Ratio





Zaproszenie - IV kongres dla społecznego panowania Chrystusa Króla - Poznań 6 .VI. 2015


Stowarzyszenie Fides et Ratio serdecznie zaprasza na IV kongres dla społecznego panowania Chrystusa Króla

Rozpoczęcie Międzynarodowego Kongresu dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla o godzinie 8:30 Mszą Świętą w klasycznym rycie rzymskim, Msza Święta odbędzie się w Kościele pw. Św. Michała Archanioła w Poznaniu przy ul. Stolarskiej 7, rozpoczęcie wykładów o godz. 10:00 w Centrum Wykładowym Politechniki Poznańskiej przy ulicy Piotrowo 2.

strona kongresu www.kongresdlachrystusakrola.pl

Program kongresu:

Ks. Abp Jan Paweł Lenga
„Dzisiejsza sytuacja Kościoła"

Ks. Tomasz Jochemczyk (Włochy)
„Chrystusowi Królowi dana jest wszelka władza na niebie i ziemi"

Ks. Edmund Naujokaitis FSSPX (Łotwa)
„Enc. Piusa XI Quas Primas
nauczanie Kościoła o Królowaniu Chrystusa"

Cav. Luca Pavan-Bresciano (Włochy)
„Jarzmo moje słodkie jest a brzemię moje lekkie”

prof. Joseph Sladky (USA)
„Apostolstwo dla Chrystusa Króla”

Teresa Drapińska
„Misja Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny”

PRZERWA ok. godz. 14:00

Prof. Roberto de Mattei (Włochy)
„Posoborowy kryzys Kościoła
a społeczne panowanie Chrystusa Króla"

Grzegorz Braun
„Intronizacja Chrystusa Króla i monarchizm polityczny"

dr Stanisław Krajski
„Królestwo Chrystusowe na ziemi - przyszły ustrój Polski "

Andrzej Wronka
„Królowanie Chrystusa i Kościół wojujący
sekty, psychomanipulacja - zagrożenia wiary”

Program artystyczny:
Maciej Wróblewski, Kazimierz Węgrzyn

Na zakończenie odczytanie AKTU INTRONIZACYJNEGO

fides-et-ratio.pl
dodajdo.com

wtorek, 26 maja 2015

Grzegorz Braun o sytuacji politycznej w Polsce (pełny tekst)



Grzegorz Braun o: współpracy z JKM, ruchu Kukiza i spisku w II turze



Albert Wójcik: Jest nami Pan Grzegorz Braun. Panie Grzegorzu, wybory zakończone, jakie refleksje.

Grzegorz Braun: Dzień dobry, szczęść Boże! Rozmawiamy o tych wyborach, które zakończone, czy o tych, które jeszcze przed nami? O pierwszej, czy o drugiej turze?

A.W.: O pierwszej turze.

G.B: Pomijając wszystkie doniesienia znamionujące możliwość popełniania matactwa czy fałszerstwa wyborczego, także i w tej pierwszej turze, to mamy jakiś obraz rzeczywistości. Ten obraz to jest monopol kartelu partyjnego, w którym ławka rezerwowych jest dosyć krótka. Partie okrągłostołowe, sitwa postpeerelowska szuka możliwości jakichś przeszeregowań, które by złudziły publikę na następnym etapie, ale ciągle sięga się po te same zgrane karty. Fakt, że właśnie zaraz po tej pierwszej turze wyłożone zostały na stół propozycje utworzenia nowych formacji, nowej lewicowej i nowej wolnościowej - tej nowej wolnościowej miałby przewodzić pan Leszek Balcerowicz,
a w tej lewicowej, "sprawiedliwej społecznie" mieć poczesne miejsce ktoś taki jak Jan Hartman z Krakowa, z loży B'nei B'rith Polin. To jest właśnie dowód na to, jak krótka jest ta ławka rezerwowych.

Zwróciłem uwagę przed rozstrzygnięciem w I turze na to, jak to w ostatnich dniach niemalże kampanii wyborczej kandydatura pana Pawła Kukiza spodobała się i została, co tu dużo mówić, zareklamowana, zarekomendowana przez z jednej strony kogoś takiego jak pan Kupa Wojewódzki, a z drugiej strony pan Grzegorz Schetyna wyraził się życzliwie i jakby to powiedzieć - przyjaźnie o tej formacji. No i cóż, z całą sympatią dla samego mojego szanownego kontrkandydata, który tak znakomity wynik uzyskał w I turze, z tym wiążę to osiągnięcie, z podjęciem pewnych decyzji politycznych. W jakiej konstelacji? W tej konstelacji, którą ja roboczo nazywam układem wrocławskim. Myślę, że to jest nie bez znaczenia, że właśnie na Dolnym Śląsku tak wiele się znalazło miejsca dla tego ruchu buntu i sprzeciwu. Miasto Lubin, prawda, Kombinat Miedziowy, to są bardzo ważne sprawy i mówiąc krótko, jestem niewierzący w tej sprawie - nie wierzę w żaden spontan i nie wierzę w jakieś tam nagłe rewizje sumienia uczestników tego establishmentu dolnośląskiego. I jeszcze raz powtórzę: z całą sympatią, z szacunkiem i podziwem dla osiągnięcia mojego szanownego kontrkandydata pana Pawła Kukiza trzeba to jasno widzieć, że zza jego pleców wychyla się teraz do nas twarz Grzegorza Schetyny jako kandydata na nowego premiera. Jako kandydata na nowego premiera, po tym, jak pani Kopacz, czy już pani Kopacz "na metr wgłąb" już ośmieszy wszystko, co jest do ośmieszenia. Myślę, że układ rozważa wariant majdanowy.

Wariant majdanowy to znaczy taki, że - powiedzmy - Komorowski wygrywa jednak o włos z Dudą, co spotyka się z niedowierzaniem... no i właśnie wielkim ruchem sprzeciwu oszukanych wyborców, być może nawet jakieś kryterium uliczne jest brane pod uwagę i na to wszystko - co od lat jest wariantem ciągle aktualnym i ćwiczonym - wjeżdża na to jakiś nowy WRON, Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, z jakimś kolektywnym Jaruzelskim, taka junta na zakończenie III RP. I widzę tu właśnie Grzegorza Schetynę, widzę tu Waldemara Pawlaka, widzę tu także i ministra Siemoniaka w tej nowej juncie.

Myślę, że to są warianty ewidentnie rozważane, czy to przez Biuro Niebezpieczeństwa Narodowego, czy przez jakieś właśnie tam sitwy, kliki partyjne, to jest niewykluczone. A zatem dla mojego szanownego kontrkandydata w jego stronę taka sugestia, żeby brał to pod uwagę. Pewnie bierze, ale ponieważ wszystkie partie, także i te nowe, one znowu są tworzone przez... jak to w demokracji, prawda, one są tworzone przez mafie, służby i loże tworzą partie, jaka loża tworzy tę nową, wrażliwą społecznie partię lewicową, no to już wiadomo właśnie: B'nai B'rith Polin tam co najmniej jednego wybitnego swojego działacza tam deleguje. Jaka loża tworzy partię Leszka Balcerowicza et consortes? No, to znowu zdaje się pan generał Czempiński, który się chwalił przecież na poprzednim etapie, że to u niego na kanapie Platforma Obywatelska powstała, no widać jacy ludzie się przy tym kręcą.

Zachodzi pytanie, tu już przeszedłem płynnym ruchem do tej drugiej tury, zachodzi pytanie, czy jedyny kontrkandydat, jedyny pretendent, który pozostał na placu boju, czy rzeczywiście próbuje wygrać te wybory, czy może nawet nie próbuje? To jest pytanie istotne. A jeśli on sam myśli realnie o tej akcji wyborczej, w którą jest teraz zaangażowany, no to pytanie, czy ta formacja, która za nią stoi, czy... chce wygrać. Moim zdaniem pierwsza tak zwana debata tych dwóch graczy pokazała, że w zapleczu piarowskim pana Andrzeja Dudy zostały podjęte bardzo radykalne decyzje o niezadawaniu jakichkolwiek trudnych pytań Bronisławowi Komorowskiemu. To jest przecież zupełnie ewidentne.

Zbyt długa jest ta lista pytań nasuwających się w sposób oczywisty, a nie zadanych, żeby to mogło być przypadkiem. To nie może być rzecz li tylko predyspozycji, czy też braku predyspozycji osobistych pana Andrzeja Dudy do nawiązania realnej walki, ale myślę, że to musi być decyzja polityczna.

Jakie pytania? Ja mam pytania takie pierwsze z brzegu o dialog operacyjny, jaki z Bronisławem Komorowskim prowadziła w latach 80-tych Służba Bezpieczeństwa, o zażyłe związki Bronisława Komorowskiego z WSI, o przyczyny, dla których jako jedyny poseł swego klubu głosował przeciwko rozwiązaniu tej sowieckiej polskojęzycznej służby.

Pytanie o niemieckie pieniądze - wtedy były jeszcze marki, nie euro, na przełomie lat 80-90. pan Komorowski w spółce jakiejś zresztą z aktorem panem Rayzacherem zainwestował przeogromną jak na tamte realia sumę - zresztą bez zysku, z ryzykiem straty udało się szczęśliwie te pieniądze ocalić, ale te pytanie, jak skromy opozycjonista dochodzi do takich pieniędzy, warto by się tego dowiedzieć.

Pytania o Smoleńsk, rzecz jasna, pytanie o tę słynną kwestię Bronisława Komorowskiego, że może prezydent gdzieś może będzie leciał i z sugestią, że nie wróci.

Te pytania w ogóle nie padają. Pytanie o kombinację z lasami państwowymi, które miałyby być sprzedane na poczet roszczeń żydowskich wobec Polski.

Żadne z tych pytań nie pada. Padło dosłownie jedno pytanie, jakby to powiedzieć, niestandardowe, jak na Prawo i Sprawiedliwość, a to pytanie o przepraszanie za Jedwabne i pytanie o to dlaczego Bronisław Komorowski współdziała na froncie antypolskiej propagandy z Polaków czyniąc sprawców zbrodni II wojny światowej. No i cóż, niestety spocił się sam zadający to pytanie, w miarę jak usiłował je wykrztusić, natomiast samemu Bronisławowi Komorowskiemu nie przyszło... nie sprawiło żadnej trudności, żeby wymigać się od odpowiedzi.

No więc skoro tak, to czy jest tutaj toczona realna walka polityczna, czy mamy do czynienia z amerykańskim wrestlingiem, z pozorowanymi zapasami? To pytanie niestety zachodzi i trudno je uchylić.

A.W.: Pan się odniósł do jakichś ulicznych rozruchów, wyjścia Polaków na ulicę i mam takie pytanie, czy pan widzi ewentualnie jakieś pozytywne aspekty w tym. Bo część ludzi już mówi, że w tym momencie przez wybory nie da się zmienić ustroju, nie da się zmienić tego układu partyjnego, więc oni postulują wyjście na ulicę i zrobienie to siłą. Czy my się z tym zgadzamy, czy nie, to już jest jakby sprawa drugorzędna, ale czy Pan widzi jakieś pozytywne aspekty, czy to ma sens, czy to doprowadziłoby do jeszcze większej tragedii?

G.B.: Gdybyśmy mieli tutaj nadstawiać karku i gdyby się miało okazać potem, że myśmy to czynili po to, żeby Grzegorz Schetyna został jesienią nowym premierem III RP i pół, to proszę samemu odpowiedzieć sobie na to pytanie, czy warto? Czy warto brać udział w kryzysie kontrolowanym, którym ma zalegitymizować się pewną roszadę, pewne przetasowanie w obozie władzy, ale takie, po którym ostatecznie, poza może jakimiś wylosowanymi nieszczęśnikami, z których trzeba będzie zrobić kozły ofiarne, nikomu włos z głowy nie spadnie tam na górze, a na ulicy może krew się poleje, czy warto ryzykować? Moim zdaniem to jest w tej chwili najważniejsze, żeby się nie dać pozabijać i żeby się nie dać ograbić bardziej niż jesteśmy ograbieni.

Odnoszę tę dyrektywę, ten imperatyw patriotyczny, zarówno do tych rozstrzygnięć wewnętrznych jak i na przykład do wojny na Ukrainie, czy jakiejkolwiek innej wojny. Widzicie Państwo, że nie kijem go, to pałką, Że nie udało się nas wysłać tak łatwo, gładko na wojnę ukraińską, w związku z tym będą nam tutaj teraz sprowadzać uchodźców z basenu Morza Śródziemnego. Myślę, że każdy sposób dobry na to, żeby doprowadzić do ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej w XXI wieku w Europie Środkowej.

Jaki scenariusz? Do jakiego scenariusza mogą pasować uchodźcy nieszczęśni, których tutaj Unia Europejska będzie sprowadzać, będzie eksportować na nasze terytorium? Proszę sobie wyobrazić: jak są uchodźcy, to są obozy uchodźców. Jak są obozy uchodźców to bardzo łatwo o tzw. incydenty, to bez trudu można wygenerować jakieś zdarzenia, które będzie się potem w zachodnich telewizjach, i wschodnich zresztą - i w Paryżu i w Moskwie będzie się opowiadać o tym, że polski motłoch napastuje jakichś biednych imigrantów. I wówczas może się okazać, że to na przykład nawet nie władza centralna, tylko władze miejskie proszą o pomoc wspólnotę europejską. Na przykład taki wzorcowy... taki prymus transformacji ustrojowej, jak Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, może w takich okolicznościach okazać się tym Konradem Mazowieckim, który sprowadzi jakichś Krzyżaków na Dolny Śląsk.

Ja nie mówię, że tak się stanie, nie mówię, że ten scenariusz stanu wojennego musi być koniecznie zrealizowany. Właśnie, władza nas sobie bada, władza nas sprawdza, na ile sobie może pozwolić, testuje naszą odporność psychiczną i fizyczną, materialną na te różne bezczelne chwyty i może się okazać, z tych badań wyniknie, że jesteśmy już tak skapcaniali, że żaden stan wojenny tutaj nie jest konieczny.

Ale ja nie mówię, żeby nie brać udziału w takiej grze, gdyby ona się toczyła. Janie mówię, żeby się koniecznie z góry deklarować, że się wszyscy zamkniemy po domach i będziemy to tylko oglądać w telewizorze, ale przestrzegam, przestrzegam przed wchodzeniem w te scenariusze, które ewidentne są pisane. No, widać, że układ postawił na te partie - z całą sympatią i szacunkiem, na tę partię buntu i sprzeciwu, która programowo najbardziej jest niedookreślona. Tę partię, która stanowi pewną formę buntowniczą, którą napełnić można bardzo różnymi treściami. I jeżeli napełniać tymi treściami będą właśnie tacy ludzie, tacy sympatycy Pawła Kukiza, jak Grzegorz Schetyna, czy Kupa Wojewódzki z drugiej strony, to jaki z tego pożytek dla Polski?

A.W.: Właśnie Pan już dał się poznać w tych wyborach szerokiej publiczności i teraz pytanie, co dalej? Czy Pan będzie tworzył jakiś ruch? Czy Pan się na przykład do kogoś przyłączy, ewentualnie do którego środowiska spośród tych antysystemowców jest panu najbliżej? Bo Pan już trochę mówił o Pawle Kukizie, to rozumiem, że raczej tutaj Pan jest sceptyczny raczej wobec tej formacji - tej współpracy raczej tutaj nie będzie, tak?

G.B: Ja nie widzę formacji. Ja widzę wielki ruch, widzę wielki sukces, natomiast nie bardzo widzę, jeszcze raz powtórzę, ramy programowe, wobec których moglibyśmy się jakoś zorientować. To, że pan Paweł Kukiz tak żywiołowo, jak sobie przypominam po tej debacie telewizyjnej, tym "teleturnieju Jeden z Dziesięciu", protestował, że go niesłusznie oskarża pan Palikot, jakoby był przeciwny małżeństwom jednopłciowym, to dowodzi jakiegoś - nazwijmy to grzecznie - zamętu duchowego i nieogarnięcia intelektualnego. W związku z tym po prostu problem: jeśli mielibyśmy się łączyć, to musielibyśmy wiedzieć kto z kim, co, z czym.

A inni, no wie Pan, któżby mnie tam chciał? Nie czekając zatem na polityczne rozstrzygnięcia, pracuję nad tym, żeby ta, banalnie mówiąc, mobilizacja, która towarzyszyła mojej kampanii wyborczej, ta inwestycja, której dokonali moi Rodacy, dość liczni jednak, jak na kandydaturę nie wysuniętą przez żadną formację okrzepłą, jak by tej formacji nie roztrwonić, jak by zrobić, żebyśmy mogli dalej coś wspólnie czynić, ale żeby się to nie rozmieniło na drobne w polityczce. A polityczką byłaby dla mnie każda układanka, której ostatecznym horyzontem jest tylko dzielenie skóry na niedźwiedziu w tych wyborach jesiennych na przykład. Trzeba mieć horyzont szerszy. Trzeba mieć głębiej umocowany fundament w tych działaniach, bo jeżeli chodziło w tym jakimś jednoczeniu prawicy antysystemowej chodziło tylko o układanie list w wyborach do Sejmu, to marna sprawa. To nas czeka kolejny tylko jakiś konwent św. Katarzyny, prawicowy, albo i nie daj Boże, jakiś prawicowy AWS.

A.W.: W ostatnim wywiadzie dla nas Janusz Korwin-Mikke powiedział, że gdyby Pan zgłosił chęć wstąpienia do partii Korwin, to byłby Pan w ogóle przyjęty bez mrugnięcia okiem i czy by Pan widział taką możliwość, żeby dołączyć do tej partii, czy bliżej byłoby Panu na przykład do Kongresu Nowej Prawicy?

G.B: Ja się wyrażałem zawsze z niezmienną atencją i wdzięcznością o moim szanownym kontrkandydacie, którego staż polityczny jest tak nieporównanie dłuższy i poważniejszych gabarytów niż mój. Pan Janusz Korwin-Mikke jest człowiekiem, któremu osobiście bardzo wiele zawdzięczam, jak sądzę jak my wszyscy. Bardzo wiele zawdzięcza mu moja głowa. mam nadzieję, że to jest widać już, jak wiele z tej pracy, którą on włożył w odzyskiwanie gruntu wolnościowego w Polsce, jak wiele pracy włożył w propagowanie logiki dwuwartościowej w myśleniu o ekonomii i życiu politycznym - no, to jest zupełnie nieocenione.

I to jedna rzecz. Druga rzecz, to jest Janusz Korwin-Mikke jako działacz polityczny. I tu znowu muszę powtórzyć - musiałbym się najpierw lepiej dowiedzieć, dokąd ten działacz polityczny zmierza. Bo jego wielkie zasługi jako publicysty, rezonera, filozofa politycznego o niewątpliwych znamionach genialności - one się do tej pory w ciągu tych paru dziesiątków lat działania politycznego Janusza Korwin-Mikke nie przekładały na żadną czytelną i trwałą polityczną jakość, prawda.

I stąd bardzo dziękuję, bardzo jest słyszeć miłe rzeczy na swój temat, ale polityka nie może być... nie z tego się robi politykę, żeby było miło, prawda. Więc ... no właśnie, musielibyśmy nawzajem się o sobie różnych rzeczy dowiedzieć, żeby się okazało, kto do której partii miałby wstępować.

A.W.: A co jest, jeśli chodzi o Kongres Nowej Prawicy i ewentualnie Ruch narodowy, bo oni tam też jakoś chyba będą współpracować, przynajmniej lokalnie?

G.B: Ja chyba zwierzałem się Panom parę tygodni temu, że wysuwałem propozycję wobec działaczy i kandydatów tych partii, wysuwałem je na etapie, na którym wiele można było jeszcze zmienić. Dzisiaj niewiele zostało pola manewru. Moje oczekiwanie, że te wybory odegrają rolę prawyborów na prawicy antysystemowej, ono się potwierdziło. No i cóż? Wyniki tych prawyborów akurat dla obu tych formacji są, myślę, znacznie poniżej oczekiwań ich własnego elektoratu i politbiura jednej i drugiej partii. Więc raczej jestem ciekaw, jakie wnioski wyciągną te formacje, ich liderzy. Czy mogę być jakoś pomocny w wyciąganiu tych wniosków, to znowu nie ode mnie zależy.

A.W.: Mnóstwo kontrowersji, nawet można powiedzieć, że to już przeszło do takiej nazwijmy to popkultury, ponieważ pojawiają się jakieś grafiki w internecie na ten temat, wywołała Pana wypowiedź na temat kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim nadzorem powierniczym, tak? Dobrze mówię?

G.B: Kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym. To jest moja definicja tego kształtu ustrojowego, który nadawany jest atrapie polskiej państwowości. Bo to jest atrapa. Jak by to wyjaśnić, to wie pan, jest na osobną, myślę, że dość długą rozmowę. Żeby to poważnie wyjaśnić to trzeba się cofnąć w historię i trzeba rozmawiać o... znaczy uświadomić, jak jest tradycja zarządzania przez Niemców i... przez Prusaków i Moskali naszym terytorium i jaką rolę w tym zarządzaniu odgrywali Żydzi w minionych stuleciach. Warto rzecz całą widzieć w szerszym kontekście historycznym, a na wyłożenie tego kontekstu naprawdę potrzebowałbym, tak, żeby poważnie potraktować słuchacza potrzebowałbym troszkę dłuższej chwili. No i druga rzecz, trzeba by rozejrzeć się szerzej po współczesnej scenie geopolitycznej, trzeba by wyliczyć te przesłanki, które skłaniają mnie do przypuszczenia, że takie właśnie rozwiązanie kwestii polskiej w Europie Środkowej jest przewidziane.

Jakie rozwiązanie? No właśnie takie, że geopolityczne płyty tektoniczne Rosji i Niemiec zsuwają się tutaj na naszym terytorium jak wieko trumny nad nami, a żyrantem, kontrolerem i zawiadowcą tego całego interesu, gwarantem podtrzymania umów i respektowania interesów wzajemnych, także interesów imperium amerykańskiego w Europie jest diaspora żydowska. Diaspora... to już właśnie nie jest słowo, które oddaje stan rzeczy, dlatego, że od kiedy mamy w Warszawie taką monumentalną placówkę eksterytorialną de facto jak Muzeum Historii Żydów Polskich, możemy mówić o przejściu do nowego etapu. To jest już właśnie etap nie walki propagandowej, nie pedagogiki wstydu wobec Polaków, nie metoda kija i marchewki w przygotowywaniu gruntu, ale już właśnie na tym gruncie gotowym zakładane są zręby nowej suwerenności państwowej, która właśnie w moim języku taką ma nazwę: kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym.


dodajdo.com

czwartek, 21 maja 2015

Wprawdzie to jeszcze nie podpalenie Bundestagu, ale jesteście na dobrej drodze...



"Sienkiewicz kazał podpalić budkę przed ambasadą Rosji? Szef CBA: bzdura. Gmyz jedzie do prokuratury

Były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz kazał podpalić budkę przed ambasadą Rosji - sugeruje szef CBA Paweł Wojtunik w rozmowie z ówczesną wicepremier Elżbietą Bieńkowską na nagraniu rozmowy podsłuchanej w 2014 roku w restauracji Sowa i Przyjaciele w Warszawie, do którego dotarł tygodnik "Do Rzeczy"." (...)


dodajdo.com