sobota, 16 sierpnia 2014

Historyk IPN: Zniszczone dokumenty SB dot. dziennikarzy, aktorów, naukowców to nie odosobnione przypadki, ale reguła





Agenci SB wśród dzisiejszych dziennikarzy? Historyk IPN: „To nie są przypadki, to reguła…”
Źródło: wpolityce.pl, 2.o8.2014


Patryk Pleskot, historyk Instytutu Pamięci Narodowej, stwierdza w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że dziennikarze byli najbardziej zinfiltrowaną przez SB grupą społeczną.




Tymczasem wiele teczek, zwłaszcza z lat 80., zginęło. Mówi się, że nie ma dokumentów działaczy „Solidarności”, ale zupełny dramat dotyczy środowiska aktorskiego, naukowego i właśnie dziennikarskiego. (…) Wielu z tych ludzi to ciągle czynni dziennikarze. Jeśli się pojawia jakiś ślad, to tylko strzęp dokumentów, bez teczki pracy.






Historycy - właśnie z powodu spalonych lub zniszczonych dokumentów - nie potrafią jednoznacznie ustalić przeszłości poszczególnych osób.

To nie są przypadki, to reguła. My, historycy, widzimy po tych notatkach, że ktoś musiał być agentem SB, ale nie możemy o tym mówić, bo nie ma dowodów.

Dlaczego zniszczono te teczki? Odpowiem w stylu Lesława Maleszki: to bardzo dobre pytanie. (…) Zawsze mogą się znaleźć jakieś dokumenty w innych sprawach. Pojawiają się pogłoski a to, że jakiś naczelny tygodnika współpracował, a to, że ktoś był TW „Stokrotką”, ale nie wiemy nawet, czy nie są to plotki wypuszczane celowo, by kogoś skompromitować.

Pleskot wymienia liczne przypadki osób współpracujących: artystów, poetów i dziennikarzy, kreśląc przy tym ich sylwetki i okoliczności donosów.

Jako odmienny przykład podaje Piotra Fronczewskiego:
Złapano go za kierownicą pod wpływem alkoholu i zaproponowano, że sprawa zostanie zatuszowana, jeśli podpisze zobowiązanie do współpracy. Zareagował mało delikatnie, mówiąc: „Ni ch…a, najwyżej będę jeździł rowerem!”, a potem opowiadał wszystkim, że SB chciała go zwerbować, dzięki czemu później już nie próbowano go pozyskać.

Zespół wPolityce.pl
(Z niewielkimi skrótami - przyp. Red.)


dodajdo.com

piątek, 15 sierpnia 2014

Dr Mariusz Patelski: Zapomniany generał Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r. [wywiad]



Zapomniany generał Tadeusz Rozwadowski. Twórca Wojska Polskiego i zwycięstwa w 1920 r. [wywiad]
Źródło: historia.org.pl, Wojtek Duch | 9 marca 2013


Gen. Tadeusz Rozwadowski to jeden z największych wodzów w historii naszego kraju, który mimo wielu sukcesów jest zapomniany - „Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna” - mówi nam w wywiadzie dr Mariusz Patelski. Wywiad poświęcony całemu życiu generała - dzięki uprzejmości rozmówcy - został okraszony unikatowymi zdjęciami.


Wojtek Duch: Jak zaczęła się przygoda Tadeusza Rozwadowskiego z wojskiem?

Dr Mariusz Patelski: Służba wojskowa była tradycją w rodzinie Jordan Rozwadowskich. Przodkowie generała już w epoce przedrozbiorowej służyli w polskim wojsku, a następnie brali udział w wojnach o niepodległość Polski i w kolejnych powstaniach narodowych. Pradziad generała – płk Kazimierz Rozwadowski był m.in. organizatorem 8. Pułku Ułanów z czasów Księstwa Warszawskiego…

Bezpośrednio o wyborze takiej drogi życiowej dla swego syna zadecydował natomiast Tomisław Rozwadowski – powstaniec styczniowy i oficer armii austriackiej. Rozwadowski senior po dwóch nieudanych wyprawach powstańczych doszedł do wniosku, że jeśli Polska ma odzyskać niepodległość, to potrzebni będą wykształceni oficerowie; dlatego posłał wszystkich swoich synów, obok Tadeusza także Wiktora i Samuela, do austriackich szkół wojskowych.

Za wybitne zasługi wojenne w trakcie kampanii 1914 r. otrzymał najwyższe odznaczenie austro-węgierskie, order Marii Teresy...

- Historia tego krzyża, nadawanego za czyny dokonane, jak mówiono, „bez rozkazu lub wbrew rozkazowi” jest rzeczywiście niezwykła. Był to pierwszy nowoczesny order wojskowy sięgający swymi korzeniami bitwy pod Kolinem w 1757 r. Na jego statucie wzorowane były przepisy innych, później powstałych, orderów wojskowych m.in. statut Virtuti Militari. W czasie I wojny światowej Orderem Wojskowym Marii Teresy odznaczono 131 dowódców oraz oficerów. Wśród nich było 5 Polaków: oprócz Tadeusza Rozwadowskiego także: Emil Prochaska, Mieczysław Skulski, Stanisław Wieroński oraz Jerzy Zwierkowski (jedyny oficer marynarki w tym gronie).




W odradzającej się Polsce został pierwszym Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Tutaj po raz pierwszy pokłócił się z Piłsudskim, który nie zgadzał się na armię z poboru...

- Rozwadowski, obejmując z ramienia Rady Regencyjnej, z którą współpracował już od 1917 r., stanowisko szefa Sztabu Generalnego wykonał rzeczywiście wielką pracę. W ciągu dwóch tygodni, na bazie wcześniej istniejących instytucji wojskowych, generał i jego współpracownicy (szczególnie aktywny był ppłk Włodzimierz Zagórski) zorganizowali Sztab Generalny oraz Ministerstwo Spraw Wojskowych. Szef sztabu powołał także zalążki poszczególnych rodzajów wojska m.in.: kawalerię, marynarkę wojenną, straż graniczną. Po powrocie Józefa Piłsudskiego między Naczelnym Wodzem i szefem sztabu doszło rzeczywiście do różnicy poglądów. Generał naciskał na szybką mobilizację i formowanie regularnych oddziałów, podczas gdy Naczelnik Państwa forsował tworzenie oddziałów ochotniczych odpornych na zimno i niedostatki pierwszych miesięcy Niepodległości. Ostatecznie przeważyło zdanie Naczelnika, a Rozwadowski odszedł na stanowisko dowódcy Armii Wschód.

Później zapisał się w historii jako obrońca Lwowa. To nieco zapomniana karta naszych dziejów. Z nikłymi siłami, bez wsparcia z Warszawy i mimo rozkazu wycofania trwał na posterunku. Miał powiedzieć: „Powziąłem niezłomną decyzję raczej zginąć z załogą niż w myśl rozkazu Naczelnego Dowództwa opuścić Lwów”. Dopiero krytyka społeczeństwa na władze w Warszawie doprowadziła do wysłania odsieczy na Lwów...

- O wydarzeniach tych rzeczywiście rzadko się wspomina w mediach, podobnie jak o konflikcie polsko-czeskim ze stycznia i lutego 1919 r. Społeczeństwo Małopolski, mimo znaczącego wykrwawienia w toku I wojny światowej, wykonało nadludzki wysiłek, zyskując dla Polski Galicję Wschodnią i znaczną część Śląska Cieszyńskiego.

Biorąc pod uwagę konflikt z Ukraińcami: w efekcie powziętych przez Naczelnego Wodza decyzji, wojna o Lwów i Małopolskę Wschodnią toczona była w początkowym okresie (przełom 1918 i 1919 roku) pomiędzy oddziałami polskimi głównie z Małopolski i ukraińskimi z tzw. Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Ponieważ Ukraińcy zdecydowali się na powszechną mobilizację, ich armia trzykrotnie przewyższyła liczebnie siły polskiej Armii Wschód. Tak dużych oddziałów Rozwadowski nie mógł pokonać, ale szachował je z powodzeniem, broniąc Lwowa. Miało to istotne znaczenie w związku z toczącymi się rozmowami na Konferencji Pokojowej w Paryżu. Ukraińcom z Galicji, a należy podkreślić, iż potrafili świetnie się wówczas zorganizować (w przeciwieństwie do swych współbraci z Kijowa), zabrakło jednak doświadczonych dowódców i zaopatrzenia. Z tego powodu, po przybyciu odsieczy, w skład której weszły także oddziały z Wielkopolski, losy wojny przechyliły się na stronę polską. Jednak na pełne zwycięstwo trzeba było poczekać jeszcze kilka miesięcy.


Dowództwo obrony Lwowa 1919


Dlaczego mimo sukcesów m.in. we Lwowie generał został wysłany do Francji jako Szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu?

Przyczyna odejścia generała ze stanowiska dowódcy Armii Wschód ma skomplikowany charakter. Naciski były z różnych stron, bo Rozwadowski naraził się zarówno lwowskim narodowym demokratom jak i socjalistom, a Naczelny Wódz bardzo szybko przystał na zmianę dowodzącego. Na nowej placówce gen. Rozwadowski położył fundamenty pod przyszły sojusz polsko-rumuński i polsko-francuski. Jego zasługą jest też sprowadzenie do Polski lotników amerykańskich, którzy zasłużyli się w wojnie polsko-bolszewickiej, współtworząc Eskadrę im. Tadeusza Kościuszki.

Dopiero w najtrudniejszym momencie, gdy wydawało się, że padnie Warszawa Józef Piłsudski wzywa Rozwadowskiego na ratunek stolicy. Na wszystkich rozkazach operacyjnych od 12 do 16 sierpnia widnieje podpis generała. Podobno dlatego, że Piłsudski załamał się nerwowo, co potwierdza złożenie przez niego 12 sierpnia 1920 r. na ręce Premiera Witosa dymisji z piastowanych stanowisk...

- Rzeczywiście generał objął stanowisko szefa Sztabu Generalnego w przełomowym momencie wojny. O depresji Marszałka pisało też wielu polityków w swych wspomnieniach. Pisał o tym także w swym szkicu gen. Kukiel, ale tekst ten dotąd nie został opublikowany.

Kto był autorem planu zwycięskiej bitwy warszawskiej?

Niewątpliwie Rozwadowski. To on także zmodyfikował pierwotne plany wzmacniając lewe skrzydło wojsk polskich rozkazem nr 10.000.

Jaki wpływ na zwycięstwo miało złamanie rosyjskich szyfrów? Skutecznie wykorzystano przechwycone informacje?

- Wiedza o zamiarach przeciwnika jest równie istotna jak oręż, którym się walczy. Bronią tą trzeba jednak umieć się posłużyć, tymczasem bolszewicy doszli aż pod Warszawę.

Zaraz po zakończeniu z sukcesem operacji warszawskiej rozpoczęła się inna, tym razem propagandowa walka. Spierano się autorstwo warszawskiego zwycięstwa. Wydaje się, że w tym sporze najlepiej wypadł Piłsudski....

- Do końca wojny, a nawet po jej zakończeniu Rozwadowski nie uczestniczył w sporach na ten temat. Zachowywał bardzo lojalną postawę wobec Naczelnego Wodza, co najbardziej uwidoczniło się w okresie afery Biura Prasowego Sztabu. Przełomem było wystąpienie publiczne socjalisty Jędrzeja Moraczewskiego, który ujawnił, że były dwa plany bitwy: jeden Rozwadowskiego drugi Weyganda, z których Piłsudski wybrał bardziej ryzykowny, opracowany przez swego szefa sztabu. Nastąpiło to dopiero w 1922 r. i dopiero wówczas rozpoczęła się burza, w którą został wciągnięty Rozwadowski.

Piłsudski bał się popularności Rozwadowskiego? Mimo to powierzył mu stanowisko Generalnego Inspektora Jazdy...

- Po wojnie generał nie zabiegał o stanowiska, które wikłałyby go w bieżącą politykę, a takimi były z pewnością: szefostwo Sztabu Generalnego, czy stanowisko ministra spraw wojskowych. Z zadowoleniem objął natomiast Generalny Inspektorat Jazdy/Kawalerii. W 1924 r. współtworzył wielką reformę tej narodowej broni Polaków. Likwidacji uległa wówczas kawaleria dywizyjna, a z 10 istniejących pułków strzelców konnych utworzono normalne pułki liniowe, których liczba wzrosła do 40. Utworzono 4 dywizje kawalerii złożone z trzech dwupułkowych brygad, a pozostałe pułki weszły w skład samodzielnych brygad kawalerii. Reforma ta jest pozytywnie oceniana przez historyków, choć dziś pojawiają się też głosy, iż była niekonsekwentna, bo należało połączyć wszystkie pułki w dywizje.

Generał miał odmienną od Piłsudskiego i jego stronników wizję rozwoju polskiego wojska. Na czym ona polegała?

- No właśnie, po maju 1926 r. dywizje kawalerii zostały zlikwidowane. W Kampanii Polskiej 1939 r. brygady kawalerii, dzięki wielkiej ruchliwości, uzbrojeniu i wyszkoleniu, świetnie sobie radziły. Odnosiły też znaczące sukcesy, jak np.: pod Mokrą, ale były do „tylko” brygady szkoda, że zabrakło dywizji.

Nie zostały też zrealizowane pomysły Rozwadowskiego związane z tworzeniem samodzielnych jednostek pancernych, ani tzw. „armii wysokiego pogotowia„, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w obliczu najazdu ze strony Niemiec lub Rosji. Armia taka miała być doskonale wyposażona, m.in.: w lotnictwo, zmodernizowaną kawalerię, i ”całkiem samodzielnie zorganizowane grupy specjalnej broni pancernej samochodowej”. Dziś taką formację nazwalibyśmy zapewne siłami szybkiego reagowania. Rozwadowski łączył gruntowną wiedzę techniczną z doświadczeniem bojowym i wyciągał wnioski. Domyślał się, że w przyszłej wojnie wzrośnie znaczenie broni pancernej i lotnictwa, stąd już 1921 r. wnioskował o powołanie specjalnego referatu w Sztabie Generalnym, który miał koordynować prace dotyczące obrony przeciwlotniczej i gazowej. Wymowny jest także fakt, iż jeden z ostatnich jego projektów dotyczył budowy nowego rodzaju bomby lotniczej.

W maju 1926 r. doszło do zamachu stanu, zginęło kilkuset Polaków w bratobójczej walce. Po drugiej strony barykady stał gen. Rozwadowski. To on dowodził wojskami wiernymi rządowi i konstytucji. Nie udało mu się jednak pokonać zamachowców. Czy Rozwadowski miał możliwości i środki, by zmienić bieg historii?

- Od terminu „zamach…„ czy „przewrót majowy„ wolę określenie gen. Kukiela - ”majowa wojna domowa”, które bardziej, moim zdaniem, oddaje to co wówczas się stało. Gwałtowność toczonych walk, determinacja obu stron i przekonanie o słuszności głoszonych idei potwierdzają tezę, iż w Warszawie w tych dniach miała miejsce regularna wojna domowa. Kolejnym dowodem na to jest udział w tym konflikcie ludności cywilnej. Wprawdzie większość warszawiaków opowiedziała się za Piłsudskim, szczególnie aktywne były oddziały Związku Strzeleckiego (członkowie Związku po zmobilizowaniu wzięli udział w walkach w sile sześciu kompanii),a także członkowie KPP…, ale po drugiej stronie opowiedziała się także wielu cywilów zwłaszcza młodzież studencka oraz członkowie Sokoła i ZHP. Symbolem oporu wobec zbrojnego zamachu była wreszcie śmierć, w niejasnych okolicznościach, studenta Karola Levittoux – stryjecznego wnuka słynnego konspiratora i carskiego więźnia. Ruch wojsk trwał także poza stolicą. W poszczególnych okręgach wojskowych formowano siły idące na pomoc walczącym stronom.

W nawiązaniu do drugiej kwestii – generał, niestety, popełnił w toku walk kilka znaczących błędów. Przede wszystkim drugiego dnia nie wykorzystał szansy zajęcia Ministerstwa i Dyrekcji Kolei z węzłami łączności kolejowej, co umożliwiłoby kontakt z prowincją oraz usprawniło transport posiłków dla wojsk rządowych. Zawiódł się także w kwestii pomocy ze strony płk. Modelskiego, który dał się zaskoczyć i aresztować w Cytadeli.

Na obronę generała należy przytoczyć fakt, podkreślany już w pracy Stanisława Hallera o maju 1926 r., że obrońcy rządu i Prezydenta nie wiedzieli na kogo mogą liczyć w Warszawie i kto został wciągnięty do spisku. Warto także podkreślić, iż Rozwadowski przegrał bitwę o stolicę, ale nie został pokonany. Siły, którymi dysponował, zdołały się wycofać, a o kapitulacji zadecydowali politycy i to w momencie, gdy pod Warszawą pojawiły znaczniejsze siły, które mogły zupełnie zmienić wynik tego konfliktu. Ciekawostką jest, że oddziałami przeciwnika dowodził nie Piłsudski lecz gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, którego Rozwadowski oceniał jako jednego z najwybitniejszych dowódców kawalerii.

Rozwadowski wydał wówczas rozkaz, w który wzywał do pojmania przywódców spisku nawet za cenę ich życia…

- W ferworze walk dowódca wojsk rządowych rzeczywiście wydał taki rozkaz. Wówczas, a czasami jeszcze i dziś, jest on przywoływany jako przykład małoduszności i zacietrzewienia Rozwadowskiego. Należy jednak pamiętać w jakich warunkach i pod jaką presją przyszło mu działać. Ówczesne wystąpienie traktował jako początek rewolucji i najprawdopodobniej wiedział o porozumieniu strony przeciwnej z komunistami.

Czy była szansa na złapanie Piłsudskiego?

- Szans na ujęcie Piłsudskiego raczej nie było. Zachodziła natomiast obawa, że w razie klęski wycofa się do Wilna, gdzie miał największe poparcie i będzie kontynuować działania wojenne, które rozleją się na inne regiony Polski. Takiego obrotu spraw obawiali się prezydent Wojciechowski i premier Witos dlatego podjęli decyzję o kapitulacji.

Piłsudski 22 maja 1926 r. wydał odezwę, w której obiecywał, że nie wyciągnie konsekwencji wobec pokonanych. Mówił też o zgodzie i pojednaniu. Kłamał, bo kilku generałów, w tym Rozwadowskiego aresztowano...

- Generałów: Rozwadowskiego, Włodzimierza Zagórskiego, ministra spraw wojskowych Juliusza Malczewskiego oraz Bolesława Jaźwińskiego rzeczywiście aresztowano i wywieziono do Wojskowego Więzienia Śledczego na Antokolu w Wilnie. Aby zatrzeć wrażenie, że jest to zemsta za ich postawę w maju, wysunięto wobec nich zarzuty natury kryminalnej, a w przypadku gen. Malczewskiego zarzut lżenia wziętych do niewoli szwoleżerów z 1. Pułku Szwoleżerów oraz niektórych oficerów strony przeciwnej. Później dodano Malczewskiemu także zarzut o obrazę wyższego stopniem – marszałka Józefa Piłsudskiego, o którym generał miał się wyrazić: „słuchacie tego starego dziada Piłsudskiego”. W prasie z tego okresu z premedytacją kłamano natomiast, że Malczewski miał bić szpicrutą i opluwać pojmanych szwoleżerów, zarzutu tego próżno jednak szukać w dostępnych dokumentach wojskowych. Żadnemu z wymienionych generałów nie udowodniono też winy. Sprawę Malczewskiego umorzono, Zagórski zaginął, a Rozwadowski i Jaźwiński zmarli zanim zakończyły się procesy w ich sprawie.

W jakich warunkach i jak długo przetrzymywano Rozwadowskiego, był to przecież oficer odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Wojennego Virtuti Militari?

- Warunki uwięzienia generałów mocno odbiegały od standardów już wówczas przyjętych w krajach europejskich. W przypadku wysokich szarżą i zasłużonych dowódców stosowano raczej areszt domowy. Tymczasem stare carskie więzienie, zlokalizowane w dawnym pałacu Słuszków na Antokolu w Wilnie, było w opłakanych stanie technicznym. Cele, z powodu awarii pieców, były zimne, a ze ścian odpadał tynk. Z powodu trudnych warunków lokalowych w więzieniu zamknięto także izbę chorych. Generała jednak najbardziej irytował fakt, że był przetrzymywany w sąsiedztwie pospolitych przestępców. Mimo tych upokarzających warunków zdecydowanie jednak odmawiał działań, których celem było wywołanie interwencji w jego sprawie, ze strony którejś z panujących rodzin europejskich. Uważał bowiem, że godziłoby to w dobre imię Polski na arenie międzynarodowej.

Rozwadowski wyszedł na wolność 18 maja 1927 r. po uprzednim przedstawieniu mu aktu oskarżenia. Jego uwolnienie poprzedziły różne akcje protestacyjne i uchwały Senatu. Głośnym echem odbiło się zwłaszcza wystąpienie rektora Uniwersytetu Wileńskiego - prof. Mariana Zdziechowskiego, który wydał własnym sumptem broszurę „Sprawa sumienia polskiego”.

Są hipotezy mówiące, że generała otruto. Z kolei innego generała Włodzimierza Zagórskiego miano zabić. O obu zbrodniach miał wiedzieć, a nawet je zlecić Piłsudski. Czy są na to dowody?

- Włodzimierz Zagórski padł ofiarą mordu politycznego i chyba większość historyków nie ma dziś wątpliwości w tej kwestii. W przypadku gen. Rozwadowskiego sprawa jest bardziej skomplikowana. Sam generał uważał, że był podtruwany w czasie transportu. Do tezy o otruciu przychylał się gen. Kukiel oraz słynny lwowski chirurg - prof. Tadeusz Ostrowski. Bezpośrednich dowodów w tej sprawie nie ma, ale wymowny jest fakt, iż władze wojskowe zabroniły sekcji zwłok. Warto dodać, że po maju 1926 r. miała miejsce cała seria tajemniczych zgonów. Znawca archiwaliów wojskowych (twórca słynnych Tek Laudańskiego), a w czasie wojny polsko-sowieckiej oficer II Oddziału Sztabu - płk Stanisław Laudański zginął w 1926 r. śmiercią samobójczą. Gen. Jan Thullie wysuwany w 1925 r.(wbrew Piłsudskiemu) do stanowiska ministra spraw wojskowych zmarł w 1927 r. z powodu zatrucia rybą… Dziwne okoliczności towarzyszyły też śmierci generałów Jana Hempla i Oswalda Franka oraz kontradmirała Jerzego Zwierkowskiego.

Dziś Józef Piłsudski ma ulicę lub pomnik chyba w każdym mieście w Polsce. Rozwadowski do niedawna, nie miał nawet ulicy swojego imienia w Warszawie. Jest niezwykle zapomnianym generałem, dlaczego tak się dzieje?

- Winna temu jest propaganda i cenzura sanacyjna, a następnie cenzura komunistyczna. W latach 90. sytuacja bardzo wolno zaczęła się jednak zmieniać. Generałowi poświęcono kilka ulic, a ksiądz biskup Zbigniew Kraszewski – kapelan AK i duszpasterz kombatantów poświęcił, ufundowane staraniem rodziny Rozwadowskich i przyjaciół, epitafium generała w Kościele Konkatedralnym na Kamionku w Warszawie. Świątynia ta, dodam, powstała jako wotum stolicy za „cud nad Wisłą”, na terenie parafii gdzie, 13 sierpnia 1920 r., ks. Ignacy Skorupka odprawił mszę świętą i spowiadał żołnierzy 236. Pułku Piechoty, by następnego dnia zginąć pod Osowem. W moim rodzinnym Opolu powstało natomiast, z inicjatywy zastępcy prezydenta miasta – Arkadiusza Karbowiaka rondo im. gen. Tadeusza Rozwadowskiego.


Tablica ku czci gen. Rozwadowskiego na frontonie konkatedry p.w. Matki Boskiej Zwycięskiej na Kamionku w Warszawie


W 2012 r. ważnym wydarzeniem była także premiera fabularyzowanego filmu dokumentalnego -„Zapomniany Generała. Tadeusz Jordan Rozwadowski„ w reżyserii Piotra Boruszkowskiego (autora świetnego dokumentu „Był Luksemburg„) i w redakcji wybitnego współczesnego dokumentalisty - Dariusza Króla. W filmie tym, w postać generała, wcielił się Tomasz Marzecki – lektor i aktor o niezwykłej charyzmie, guru polskich lektorów. Jego głos mogli Państwo usłyszeć ostatnio w filmach historycznych: „Rok 1863” oraz ”Po co ci te chłopy” – rzecz o Karolu Lewakowskim.

Nie mogę nie wspomnieć również o Państwa tj. redakcji portalu historia.org.pl, inicjatywie, dzięki której w Warszawie istnieje dziś ulica Rozwadowskiego, choć mam świadomość, że to ciągle mało. Pomijam tu już Józefa Piłsudskiego, ale wspomniany gen. Orlicz-Dreszer ma w Warszawie na Mokotowie park swego imienia, jest patronem 60. Wieliszewskiego Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej oraz osiedla w Siedlcach i liceum w Chełmie, a jego imieniem nazwane są ulice w wielu polskich miastach.

Wracając do gen. Rozwadowskiego, to cechą charakterystyczną chyba wszystkich uroczystości związanych z jego postacią jest brak oficjalnych przedstawicieli władz państwowych i wojskowych. Nazwisko generała rzadko także pada w czasie apelu poległych, jaki odbywa się co roku podczas uroczystości 11. Listopada przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Jest to o tyle dziwne, że miał on istotny wpływ na tworzenie fundamentów polskiej armii i rozbrojenie okupantów w Warszawie, a także był współtwórcą pomnika - Grobu Nieznanego Żołnierza. Najprawdopodobniej pierwszy szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego nie został także patronem żadnej z jednostek wojskowych…

Widział Pan może film „Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana? Zgodzi się Pan z tezą, że rola Rozwadowskiego została w nim sprowadzona do groteski?

- Nie spodziewałem się wiele po filmie Jerzego Hoffmana, bo rozczarowało mnie już sienkiewiczowskie „Ogniem i mieczem„ w jego adaptacji. Zachęciła mnie jednak informacja, że scenariusz filmu nawiązuje do „Lewej wolnej„ Józefa Mackiewicza. I tu kolejne rozczarowanie bo w „Bitwie warszawskiej” niewiele jest z Mackiewicza, no może przywołanie oddziału kozaków dowodzonych przez sotnika Kryszkina, którego grał Domagarow. Natomiast Michał Dzięgiel (słynny gospodarz z ”Wesela”) w roli gen. Rozwadowskiego jest rzeczywiście zupełnie bez wyrazu; bezwolnie potakuje marszałkowi, tak jakby grał ordynansa, a nie szefa Sztabu Generalnego i to niezależnie od faktycznej roli Rozwadowskiego w tych wydarzeniach. W filmie błyszczy natomiast Natasza Urbańska, która zagrała w pewnym sensie samą siebie i dała z siebie wszystko. Na tle swych poprzedniczek z wcześniejszych wielkich produkcji Hoffmana, tj. Małgorzaty Braunek i Izabeli Skorupco wypada też całkiem nieźle.

Na próby odebrania Piłsudskiemu roli jedynego autora bitwy warszawskiej środowiska piłsudczykowskie reagują alergicznie.

- Kwestia autorstwa bitwy rzeczywiście wywołuje sprzeciw, ale i tu nastąpiły pewne zmiany. Niektórzy przedstawiciele tego środowiska dziś już doceniają wkład gen. Rozwadowskiego w organizację i rozbudowę polskiego wojska, a także krytycznie piszą o decyzjach i postępowaniu marszałka po maju 1926 r. i potępiają uwięzienie generałów.

Myśli Pan, że uda się wreszcie przełamać zmowę milczenia wokół generała?

- Sądzę, że to już się dzieje, czego przykładem ta rozmowa…



* dr Mariusz Patelski - od 2002 r. adiunkt w Katedra Biografistyki Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego. Członek Stowarzyszenia Polsko-Serbołużyckiego „Pro Lusatia„ oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddział w Opolu. Członek redakcji „Pro Lusatii. Opolskich studiów łużycoznawczych„ oraz redakcji ”Tek Biograficznych”. Autor biografii „Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski – żołnierz i dyplomata„.



dodajdo.com

środa, 13 sierpnia 2014

Harald Vilimsky: Chcemy odzyskać swoją suwerenność







Eurodeputowany austriacki Harald Vilimsky
Parlament Europejski, Strasburg - 2 lipca 2014 r.


Panie i Panowie z grup większościowych tu w tej Izbie!

Czy naprawdę wierzycie, że reprezentujecie swoje kraje, swoje narody i swoje kultury?
Mieliśmy niewielką, poniżej 20% frekwencję w tych wyborach, a 80% ludzi odmawia w nich udziału od dawna i mówi, że z tą formą integracji europejskiej nie chcą mieć więcej nic wspólnego. I gdybyśmy byli uczciwi i pozostawili wszystkie miejsca wolne dla ludzi, którzy nie głosowali, to cztery piąte byłoby puste, i ta Izba byłaby reprezentowana w taki sposób, że byłoby jasne, że naprawdę potrzebna jest wreszcie reforma.

Pochodzę z Austrii i po ośmiu latach w parlamencie austriackim jestem teraz tutaj, aby jedno postawić jasno: mój kraj, mój naród chce przywrócenia swoich kompetencji. Chcemy odzyskać swoją suwerenność. I nie będziemy już godzić się na to, co tutaj, przez europejską nomenklaturę, która przez 80% ludzi w Europie nie jest nawet wybrana, jest ustalane, a nie jest już przedmiotem integralnego demokratycznego procesu podejmowania decyzji. Wraz z paktem personalnym, jaki tu zawarto, i gdzie pan Juncker dzisiaj...

(mikrofon wyłączony przez przewodniczącego )

Transkrypcja przez: karasekus.blogspot.com



dodajdo.com

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (4)




Bitwa wrze...

Tymczasem armie sowieckie Tuchaczewskiego w przeważających siłach kontynuują swój atak i uderzają z furią na front północny, z wyraźną tendencją z jednej strony obejścia północnego skrzydła V armii gen. Sikorskiego, przeciwstawiającego się co najmniej 3-krotnie przeważającym siłom nieprzyjaciela, a z drugiej równoczesnego sforsowania przyczółka warszawskiego

V. armia w akcji

Zdawało się, że gen Sikorski pod naporem przeważających sił nie będzie w stanie utrzymać swojej pozycji, tym bardziej, że działająca od niego na północ samodzielna grupa nie była zdolna przeszkodzić wojskom czerwonym i korpusowi Gay Hana w posuwaniu się ku Pomorzu i Gdańskowi i umożliwieniu obejścia Warszawy od zachodu.

Niezwykła ruchliwość operacyjna gen. Sikorskiego i jego determinacja, nie tylko wytrzymywały natarcia wojsk czerwonych, ale co więcej, po powstaniu luki na północ od Wkry, jego krótkie lecz skuteczne uderzenia usuwały ustawicznie wiszące nad nim niebezpieczeństwo bezpośredniego obejścia jego skrzydła północnego.
Z podziwem żołnierskim śledził akcję V armii generał Weygand, z pełnym spokojem gen. Rozwadowski, wierzący, że "Sikorski się nie da".

Walki na przyczółku

Z pogodą ducha, a nawet z pewnym zadowoleniem operacyjnym przyjmował gen. Rozwadowski alarmujące wiadomości o dalszym posuwaniu się Gay Hana i Armii Czerwonej ku zachodowi i odsuwaniu się poważniejszych sił od rozgrywającej się bitwy pod Warszawą. Wydając odpowiednie zarządzenia obronne dla powstrzymania i związania tych oderwanych sił przeciwnika, z największą uwagą i troską śledził i wspierał akcję obronną na przyczółku warszawskim, gdzie rozgorzały najzaciętsze walki i gdzie Tuchaczewski dążył za wszelką cenę do jego sforsowania.
Generał Latinik, dowódca pierwszej armii, podejmował wszelkie wysiłki, ażeby do sforsowania przyczółka nie dopuścić.

Generał Rozwadowski czuwa

Gen. Rozwadowski z całą pogodą ducha i z wiarą w zbliżające się zwycięstwo nie tylko czuwał nad całym przebiegiem kampanii, ale każdy alarm znajdował zawsze pogodną odpowiedź i radę na wyjście z wytworzonej sytuacji.
Generał Rozwadowski domagał się od od frontu północnego utrzymania się za wszelką cenę i wytrwania do 17 sierpnia 1920 r., w którym grupy uderzeniowe znad Wieprza podejmą nakazane natarcie na flankę i tyły, związanych przez ten front wojsk Tuchaczewskiego.
A jakkolwiek gen. Rozwadowski nie liczył się wówczas z możliwością interwencji rosyjskich wojsk z południa, mimo nakazanego tymże wojskom marszu na Warszawę, to przecież z zadowoleniem przyjął wiadomość, że dowódca tych wojsk, przy których był wówczas Stalin, skierował się na Lwów.

Piłsudski opuszcza Warszawę

Warszawa w tym czasie przeżywała najtragiczniejszy moment niepewności i trwogi. Cały naród z zapartym oddechem śledził i przeżywał toczące się śmiertelne zapasy liczebnie słabszej, ale duchem potężniejszej Armii Polskiej, w starciu z nawałą bolszewicką, której dowódca, Tuchaczewski, zdradzał nie tylko determinację, ale i niewątpliwy talent operacyjny.
Na ustach wszystkich znajduje się Radzymin, gdzie pokotem pada ochotnik polski, którego symbolem staje się ks. Skorupka, wiodący do boju z krzyżem w ręku.
Boje pod Radzyminem zapowiadały jednak moment krytyczny dla przedmościa warszawskiego, groziły jego upadkiem i wdarciem się hord czerwonych do Warszawy i objęciem władzy przez Marchlewskiego. W tym czasie naczelny wódz Piłsudski decyduje się na opuszczenie Warszawy, oświadczając, że chce osobiście objąć dowództwo nad grupami uderzeniowymi znad Wieprza. W ten sposób, stając się dowódcą grupy operacyjnej, z natury rzeczy wyrzekał się odpowiedzialności i za dalszy ciąg wojny i że na swoim nowym stanowisku dowódczym będzie lojalnie wykonywał rozkazy gen. Rozwadowskiego, na którego barki złożył całkowitą odpowiedzialność w momencie najtragiczniejszym operacji warszawskiej.

Rozstrzygająca interwencja

Tymczasem niebezpieczeństwo upadku przedmościa wzrosło tak dalece, że płk. Włodzimierz Zagórski, utalentowany szef sztabu północno-wschodniego, w celu odciążenia przyczółka i odparcia wdzierającego się już do bram Warszawy przeciwnika, apeluje do gen. Sikorskiego o natychmiastowe podjęcie ofensywy na swoim froncie.
Gen. Sikorski, rozumiejąc grozę sytuacji, mimo niedokończonej jeszcze całkowicie koncentracji, podejmuje taką ofensywę w dniu 13 sierpnia 1920 r. Zrazu napotyka na zdecydowany opór Armii Czerwonej, lecz w dniu następnym poszczycić się już może poważniejszymi sukcesami. Atak ten powoduje z miejsca odciążenie również i na przedmościu.

Armia Czerwona w odwrocie

Płk. Zagórski, oceniając wytworzoną sytuację za korzystną dla podjęcia ofensywy ze strony grupy uderzeniowej Piłsudskiego nie tylko z racji odciążenia samego przedmościa, ale i dlatego, że Armia Czerwona, związana silnie z armią frontu północnego, doskonale się nadaje właśnie w tym czasie na silne uderzenie na jej flankę i tyły, żąda przyspieszenia ataku, zanim przegrupowane wojska czerwone podejmą swój generalny szturm na przedmoście i widzi konieczność podjęcia jej już dnia 15 sierpnia. Gen. Rozwadowski całkowicie podzielał ocenę płk. Zagórskiego, lecz oczywiście nie mógł zmusić Naczelnego Wodza do posłuchu.
Piłsudski definitywnie odrzuca żądanie płk. Zagórskiego i gen. Rozwadowskiego, oświadczając, że uderzy dopiero w ustalonym terminie, tj. 17 sierpnia 1920 r.

Generał Sikorski umożliwia zwycięstwo

A tymczasem z powodzeniem w dalszym ciągu prowadzona ofensywa gen. Sikorskiego zmienia całkowicie sytuację i zmusza Armię Czerwoną już w dniu 15 sierpnia do odwrotu i co więcej, akcja jego powoduje, że i przedmoście warszawskie przechodzi w tym samym dniu do akcji zaczepnej i zmusza również Armię Czerwoną do odwrotu.
W ten sposób front północny, front wiążący, bez udziału i wpływu grupy Piłsudskiego wymusił na Armii Czerwonej jej odwrót spod Warszawy już w dniu 15 sierpnia 1920 r.
Generał Weygand, który pilnie śledził rozwijające się na froncie wypadki, ocenił ofensywę gen. Sikorskiego za wspaniałą robotę operacyjną, która umożliwiła zwycięstwo.

Pościg, a nie pogrom

W dniu 17 sierpnia 1920 r.*) Piłsudski podejmuje atak na cofające się już spod Warszawy wojska Tuchaczewskiego. Dość długo nie jest on zdolny nawiązać z nimi kontaktu bojowego. Jego akcja pościgowa za cofającym się już nieprzyjacielem nie mogła zatem dokonać pogromu Armii Czerwonej, który by niewątpliwie uzyskał, gdyby podjął ofensywę w dniu 15 sierpnia, kiedy wojska Tuchaczewskiego były silnie związane przez atak gen. Sikorskiego i gen. Latinika.

Wyniki wojskowe kampanii

Tak to kampania odwrotowa armii polskiej w 1920 r., dzięki genialnemu planowaniu i dowodzeniu gen. Rozwadowskiego zmieniła się u bram Warszawy w pościg za cofającymi się wojskami czerwonymi. Kampania ta wykazała niezbicie, że żołnierz polski należy do najbardziej ofiarnych, bitnych i wytrzymałych żołnierzy w świecie i że mając należyte i odpowiednie dowództwo, jest zdolny przeciwstawić się znacznie liczniejszemu przeciwnikowi. Kampania ta potwierdza całkowicie opinię obcych, a zwłaszcza Niemców, że mając takich żołnierzy, można by się na ich czele pokusić o zdobycie świata.
W osobie gen. Rozwadowskiego odżyły najwspanialsze tradycje oręża polskiego oraz myśli wojskowej jego genialnych wodzów.

Wyniki polityczne

Pod względem politycznym i moralnym kierownictwo nawą państwową w tym ciężkim położeniu narodowym, wykonywane przez Wincentego Witosa, raz jeszcze udowodniło, że naród polski w obronie swojej niepodległości i wolności jest nie tylko gotów do największych poświęceń zarówno życia jak i dobra materialnego, ale również, że wykazuje niezwykłe zdolności w inicjatywie, że jest zawsze gotów i chce ponosić pełną odpowiedzialność za losy państwa na równi z kierownikami życia politycznego jak i wojskowego.
Kampania ta potwierdziła bezcenną inicjatywę i współodpowiedzialność, którą polskie społeczeństwo wykazało już u zarania niepodległości w akcji gen. Rozwadowskiego w obronie małopolski i Lwowa, w inicjatywie Paderewskiego w uwolnieniu Poznańskiego oraz w obronie Śląska przez Korfantego.
"Nic o nas bez nas" dokumentowało zawsze polskie społeczeństwo.

"Cud nad Wisłą"

Stąd kampanię zwycięską, która zakończyła bitwę pod Warszawą, należy rozpatrywać nie tylko z punktu widzenia wojskowego, ale i moralno-politycznego, które to zwycięstwo umożliwiło.
Bitwę pod Warszawą i jej zwycięstwo w istniejącej omalże beznadziejnej wojskowo sytuacji - nazwano "Cudem nad Wisłą".
I słusznie - nie dzielenie się współodpowiedzialnością z narodem i zastosowanie błędnego strategicznego ugrupowania wojsk przez Piłsudskiego spowodowały w rezultacie nieuchronną klęskę wojskową, a politycznie grom tzw. linii Curzona. W tej sytuacji wydobył się naród tylko cudem Bożym przez zorganizowanie moralnej i politycznej jedności narodowej pod przewodnictwem wielkiego chłopa polskiego, Wincentego Witosa i dzięki geniuszowi operacyjnemu wielkiego żołnierza polskiego, Tadeusza Rozwadowskiego.
Ten cud doprowadził nie tylko do ustalenia granicy polsko-rosyjskiej w traktacie pokojowym w Rydze, ale przede wszystkim uratował Polskę i Zachód przed inwazją czerwoną.
Bitwa pod Warszawą zakończyła okres stabilizowania się niepodległości państwa polskiego, pragnącego żyć i rozwijać się w ramach wolności demokratycznych.
Doświadczenia tego okresu, okupione bezmiarem ofiar, wskazywały wyraźnie na linie, po których naród chce kroczyć w swoją przyszłość, zarówno politycznie jak i wojskowo.

Lekcje przeszłości zlekceważone

Niestety, jak przyszłość wykaże, ówczesny wódz naczelny i naczelnik państwa, zlekceważył lekcje historyczne tego okresu i szedł wyraźnie w kierunku dyktatury, a w dziedzinie wojskowej, odrzucając doświadczenia Zachodu, bazujące na rozwoju technicznym armii, zahipnotyzowany urokiem powodzenia armii konnej Budionnego, oparł reorganizację armii polskiej na rozbudowie kawalerii - przygotowując w ten sposób grunt pod przyszłą klęskę, która miała w kilkanaście lat później zniweczyć całkowicie owoce z takim trudem i ofiarami odniesionego zwycięstwa.







*) Co do momentu rozpoczęcia legendarnego uderzenia znad Wieprza występują znaczące rozbieżności. Na podstawie książki Józef Piłsudski, "Rok 1920" (1924) uderzenie to miało rozpocząć się 16.08.1920 o świcie. Zarazem jednak Piłsudski sam przyznaje, że jeżdżąc całe dwa dni (16 i 17 sierpnia) samochodem poszukiwał "mozyrskiego" potwora (bolszewicka mozyrsko-mohylewska grupa operacyjna) w trójkącie Ryki-Łuków-Lubartów. Jeszcze 18.08.1920 rano Piłsudski był w Garwolinie - w miejscu oddalonym ok. 40 km od miejsca stacjonowania w chwili uderzenia, 32 km od Mińska Mazowieckiego. W Garwolinie zatem spędził Piłsudski drugą noc, licząc od wskazywanego przez niego początku natarcia świtem 16.08. Spodziewanego wroga do tego stopnia przez cały ten czas nigdzie nie było, że dopiero owej drugiej nocy, tuż przed położeniem się na spoczynek, słysząc dobiegające z dala odgłosy kanonady artyleryjskiej Piłsudski przekonał się, że przeciwnik naprawdę istnieje. - przyp. J.R.


dodajdo.com

piątek, 8 sierpnia 2014

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (3)


Rozkaz do przegrupowania

Rozkaz generała Rozwadowskiego do przegrupowania nad Wisłą i Wieprzem z dnia 6 sierpnia nakazuje armii przegrupowanie do bitwy pod Warszawą. Rozkazem tym została ustalona ostateczna koncentracja głównych sił na froncie północnym i gen. Rozwadowski odzyskał nareszcie swobodę działania operacyjnego. Nakazane przegrupowanie podjęte zostało nocą 7 sierpnia 1920, zaś zasadniczą linię obrony stanowiła linia rzeki Orzyc-Narew z przyczółkiem mostowym Pułtusk, przyczółek Warszawa-Wisła, przyczółek Dęblin-Wieprz i dalej na Seret lub Strypę. Linia ta pozwoliła na ustawienie wojsk własnych w "schody" dogodne do uderzenia na flankę i komunikacje posuwających się grup nieprzyjacielskich.
Front północny ciągnął się od granicy niemieckiej do przyczółka Pułtusk wyłącznie, front środkowy od Dęblina włącznie po Brody wyłącznie i front południowy od Brodów włącznie do granicy południowej.

Idea przewodnia planu

Przewodnią ideą operacyjną na czas najbliższy było:
1) wiązać nieprzyjaciela na południu i przesłaniać Lwów i Zagłębie naftowe;
2) na północy nie dopuścić do oskrzydlenia wzdłuż granicy niemieckiej oraz osłabić rozmach nieprzyjaciela przez odbicie jego zdecydowanych na przyczółek warszawski ataków;
3) w centrum - zadanie ofensywne: szybkie zebranie na dolnym Wieprzu armii manewrowej, która by uderzyła następnie na flankę i tyły nieprzyjaciela, atakującego Warszawę i rozbiła go;
4) grupa wojsk nad Górnym Wieprzem, zebrana początkowo dla ochrony koncentracji armii manewrowej od wschodu i południowego wschodu, dołączyłaby się następnie do akcji manewrowej w kierunku północno-wschodnim. Wtedy też współdziałanie wojsk polskich odcinka północnego i jest brane pod uwagę.
Front północny pod dowództwem generała Józefa Hallera był najbardziej zagrożonym odcinkiem polskiego frontu ze względu na dążenie nieprzyjaciela do opanowania stolicy bądź w uderzeniu czołowym, bądź przez ruch okrążający od północy. Nie były też wykluczone próby sforsowania Wisły na południe od Warszawy.

Ugrupowanie na ostatecznej linii odwrotu

Dowództwo frontu północnego dysponowało:
1) V armią generała Sikorskiego na odcinku od granicy niemieckiej po Pułtusk włącznie z zadaniem utrzymania przepraw przez Narew, względnie Narew i Orzyc i aktywnego działania kawalerią na prawe skrzydło nieprzyjaciela;
2) I armią generała Latinika na przyczółku warszawskim od Serocka włącznie do Karczewa włącznie z zadaniem odbicia ataków na Warszawę i zadania nieprzyjacielowi możliwie wielkich strat celem osłabienia jego odporności bojowej;
3) od Góry Kalwarii włącznie po Dęblin wyłącznie po odcinek II armii gen. Raszewskiego z zadaniem obserwacji i utrzymania linii Wisły.
Front środkowy pod dowództwem generała Rydza-Śmigłego stanowił armię manewrową, która wykorzystawszy zmęczenie nieprzyjaciela wskutek ataków na przyczółek warszawski oraz skrzydłowe ugrupowanie, energicznym uderzeniem zada klęskę bolszewickim siłom głównym.
Dowództwo frontu środkowego dysponowało:
1) IV armią gen. Skierskiego na odcinku od Dęblina włącznie po Kock włącznie, stanowiącą główną grupę uderzeniową w ogólnym kierunku na Mińsk Mazowiecki;
2) III armia gen. Zielińskiego od Kocka wyłącznie po Brody wyłącznie z ostatecznym zadaniem uderzenia w kierunku na Łuków.
Front południowy przewidziany dla gen. Dowbór-Muśnickiego miał za zadanie przesłonięcie Wschodniej małopolski i kierunku Hrubieszów-Rawa Ruska.
Dowództwo tego frontu dysponowało:
1) VI armia gen. Iwaszkiewicza na swoim północnym odcinku, a armią gen. Pawlenki na swoim południowym odcinku.
Rozkaz gen. Rozwadowskiego z dnia 6 sierpnia był tak jasno i precyzyjnie zredagowany, że nie mógł budzić u jego wykonawców najmniejszych wątpliwości co do zadań i sposobu ich wykonania.

Ujawnienie zamiarów polskich

Niestety, mimo wszelkich nakazów najściślejszej poufności, rozkaz z dnia 6 sierpnia, ustalający zamiary na czas najbliższy, stał się ogólnie znanym. Co więcej, pewne dane wskazywały, że zamierzenia polskie nie były obce i nieprzyjacielowi, na co wskazywać się zdawały zarządzenia zmian w ugrupowaniu rosyjskim.
Tuchaczewski nakazał bowiem przegrupowanie swych sił bardziej ku północy, dążąc w ten sposób do odsunięcia swych głównych sił głównych przed polskim uderzeniem z jednej strony, a z drugiej sparaliżować je jednoczesnym uderzeniem swych grup armii XII, maszerujących na Lublin przez Kowel i Włodzimierz Wołyński.
W związku z przemieszczeniami polskimi ujawnionymi w jakiś sposób nieprzyjacielowi, również i naczelne dowództwo czerwone nakazało przesunięcie armii Budionnego i części armii XIV bardziej ku północnemu zachodowi.
Zdawało się, że przewidywania gen. Weyganda co do podejmowanego ryzyka przez gen. Rozwadowskiego mogły nabrać realnych kształtów, grożących załamaniem się koncepcji ustalonej rozkazem z dnia 6 sierpnia 1920 r.

Generał Rozwadowski nie rezygnuje

Gen. Rozwadowski, mimo nowej fali przeróżnych koncepcji przegrupowania się na zachód od Wisły, zdecydowanie trwa nadal przy koncepcji bitwy nad Wisłą.
Z całym jemu tylko właściwym optymizmem zarządza tylko takie zmiany operacyjne, które by odpowiedziały ewentualnemu przegrupowaniu przeciwnika. Przewiduje on skoncentrowanie znaczniejszych sił na głównym kierunku natarcia sił Tuchaczewskiego na Zegrze-Modlin i zniweczenie zamiarów nieprzyjaciela, zmierzającego do obejścia polskich sił na północ od Modlina.
W nocy z dnia 8 na 9 sierpnia 1920 r. gen. Rozwadowski opracowuje swój słynny rozkaz zatytułowany Rozkaz Operacyjny Specjalny Nr 10.000 z dnia 10 sierpnia 1920, który przewiduje dwuskrzydłową akcję zaczepną.
W celu zabezpieczenia tajemnicy nowych zarządzeń Rozwadowski postanowił tym razem rozkaz swój napisać własnoręcznie i bez żadnych kopii i tylko w tej formie rozesłać kurierem do dowódców jednostek celem poinformowania tychże o zadaniach i sposobie ich wykonania.

Jasny obraz przewidywanej operacji

Gen. Rozwadowski, zdając sobie dokładnie sprawę, że jego rozkaz ma zadecydować nie tylko o losie bitwy pod Warszawą, ale i o przyszłości narodu, redaguje go z jeszcze większą precyzją i jasnością, wchodzi w szczegóły wykonania operacyjnego dowódców, które by odpowiadały jego zasadniczej idei operacyjnej. Określa on zadania dowódców i oddziałów, określa ich zadania obronne, manewrowe i uderzeniowe, ilustrując ważniejsze odręcznie na marginesie rozkazu narysowanymi szkicami.
W ten sposób schematycznie przedstawiał on plan obu przewidywanych przez niego manewrów skrzydłowych wraz z obu wariantami manewru południowego oraz szczegółowym przedstawieniem ruchów III armii w czasie akcji armii IV.
Wymieniona już wyżej Bellona załącza odbitkę fotograficzną rozkazu nr 10.000, uwidaczniająca wymienione szkice oraz wszystkie poczynione w czasie opracowywania rozkazu, osobiste poprawki generała Rozwadowskiego.

Zadania V armii gen. Sikorskiego

Dla V armii generała Sikorskiego gen. Rozwadowski przewidywał w pierwszej fazie zadanie przeszkodzenia dalszemu wciskaniu się nieprzyjaciela między Modlin a granicę niemiecką, oraz zakrycie możliwie linii kolejowej Modlin-Mława i niedopuszczenia do przedostania się bolszewików na Pomorze. W dalszej fazie zadaniem armii gen. Sikorskiego było podjęcie uderzenia na północną flankę nieprzyjaciela, częściowo obejście go z północy i zepchnięcie od Narwi ku południowi.
W tej fazie ofensywna grupa gen. [Franciszka] Krajowskiego oraz kawaleria gen. Karnickiego, działając w ścisłej łączności z V armią, miała przez Ostrołękę uderzyć na flankę i tyły nieprzyjaciela.

Zadania grup uderzeniowych

Armii IV gen. Rydza-Śmigłego gen. Rozwadowski nakazał przygotowanie się do silnego uderzenia stosownie do sytuacji, albo:
a) wzdłuż Wisły w kierunku Mińsk-Kałuszyn;
b) albo bardziej na wschód przez Łuków-Siedlce.
Natomiast II armia miała się przygotować, albo przy wariancie
a) do przejścia Wisły bliżej Warszawy i uderzenia razem z IV armią na Okuniew; lub przy wariancie
b) do sforsowania Wisły pod Ryczywołem, ulżenia przez to akcji IV armii oraz współdziałania z nią przez Osieck na Mińsk.
Zadaniem frontu południowo-wschodniego było krótkimi uderzeniami rozbijać nieprzyjaciela przechodzącego przez Bug w okolicy Włodzimierza Wołyńskiego i dalej ku północy. W dalszym ciągu zadaniem tej armii było współdziałanie przy akcji głównej "schodami" między Wieprzem a Bugiem, w kierunku na Parczew lub nawet Białą.

Zadania frontu południowego

Zadaniem frontu południowo-wschodniego gen. Iwaszkiewicza było zakrycie całej Małopolski włącznie po Kryłów nad Bugiem aż do Dniestru i granicy rumuńskiej. Grupa manewrowa VI armii tegoż frontu miała zakrywać całą przestrzeń od Włodzimierza Wołyńskiego po Zborów.
Rozkaz ten określał również zadania wojsk ukraińskich w celu zakrycia defensywnego południowo-wschodniej części małopolski po linię Płotycza-Brzeżany-Bóbrka włącznie, oraz określać zadania organizującej się grupy wojsk węgierskich w okolicy Nadwórny.
W ten sposób plan dwustronnego działania skrzydłowego, opracowany przez gen. Rozwadowskiego, określał jasno zadania i sposób wykonania w celu rozgromienia z jednej strony Armii Czerwonej u bram Warszawy, a z drugiej - odpowiadał on wszystkim warunkom toczącej się walki i możliwym zmianom.
Zabezpieczał on gotującą się wielką bitwę pod Warszawą przed wszelkimi ewentualnymi niespodziankami ze strony przeciwnika.

Dokument historyczny

Na marginesie swojego rozkazu gen. Rozwadowski napisął własną ręką:
"niniejszym zostają poinformowani:
1) Naczelny Wódz;
2) gen. Weygand;
3) gen. Haller i jego szef sztabu, płk. Zagórski;
4) gen. Latinik;
5) gen. Rydz-Śmigły i jego szef sztabu, płk. Kutrzeba;
6) gen. Nawotny, jako łącznikowy oficer frontu południowego;
7) gen. Sikorski;
8) gen. Krajowski;
9) gen. Piskor;
10) gen. Norwid;
11) gen. Kuliński;
12) gen. Iwaszkiewicz i jego szef sztabu, płk. Kessler;
13) gen. Sosnkowski;
14) gen. Leśniewski."

Piłsudski potwierdził zaznajomienie się z rozkazem złożonym na marginesie podpisem swego nazwiska. Jest to jedyny podpis złożony na dokumencie operacyjnym od czasu objęcia szefostwa sztabu generalnego przez gen. Rozwadowskiego. Fakt, który oczywiście oznacza "aprobatę", lecz żadną miarą decyzję lub jakąkolwiek inicjatywę, gdyż Piłsudski nie poczynił żadnych poprawek lub zastrzeżeń.
Wszyscy adresaci osobiście lub w zastępstwie potwierdzili otrzymanie do wglądu rozkazu. Nie ma na nim tylko jednego podpisu, a to gen. Sosnkowskiego, którego miejsca pobytu w czasie od 9 do 13 sierpnia 1920, kiedy rozkaz był w cyrkulacji - nie można było ustalić.
Rozkaz nr 10.000 był w dalszym ciągu wynikiem osobistej i niezmordowanej pracy gen. Rozwadowskiego, w którego rękach spoczywała nie tylko decyzja, ale i jej wykonanie, nad którym bez przerwy i z nadludzkim wysiłkiem czuwał.
Piłsudski, poza złożeniem wymienionego podpisu - nadal pozostawał w rezerwie, zdając się całkowicie na decyzje i plany gen. Rozwadowskiego, o których oczywiście ten ostatni w miarę potrzeby go informował, tak jak informował premiera Witosa i Radę Obrony Narodowej.



dodajdo.com

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (2)




Gen. Rozwadowski planuje i dowodzi

Lecz mimo pozostania na stanowisku naczelnego wodza, Piłsudski zachowuje pełną rezerwę w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji operacyjnej i nie ma jego podpisu na żadnym rozkazie operacyjnym z tego okresu (za wyjątkiem parafy na rozkazie nr 10.000), jak gdyby ścigany widmem klęski nie chciał brać odpowiedzialności, ciążącej na nim jako naczelnym wodzu.
W ten sposób generał Rozwadowski sam nie tylko podejmuje potrzebne decyzje i planuje, ale również dowodzi.
Dąży on przede wszystkim do uchwycenia dotychczasowego odwrotu w ramy zorganizowanej i planowej akcji. Przewidując swój pierwszy opór zorganizowany na większą skalę, a może i walną bitwę nad Bugiem, kalkuluje potrzebny mu operacyjny czas tak, ażeby stawiając opór nieprzyjacielowi na z góry wybranych miejscach mógł w międzyczasie zorganizować i przegrupować armię, ściągnąć maximum sił z frontu południowego i odzyskać potrzebne odwody.

"Armia Błękitna"

Wielką pomocą w rozwiązaniu tych zadań było organizowanie w tym czasie przez popularnego generała Józefa Hallera Armii Ochotniczej. Ochotnicy tej armii zapisują się złotymi, lecz krwawymi zgłoskami w historii operacji warszawskiej. trzeba w tym miejscu przypomnieć, a nawet podkreślić, że widocznie Piłsudski był pewnym łatwego nad Rosją zwycięstwa, skoro tuż przed tą wyprawą ostatecznie zlikwidował bitną Armię Błękitną generała Hallera, zorganizowaną we Francji i w Ameryce i odmówił prośbom ochotników polskich z Ameryki prawa dalszej walki o niepodległość. Umieszczeni w obozach przejściowych na Pomorzu, zniechęceni i w łachmanach, oczekiwali oni w tym czasie na transport do Ameryki. Olbrzymia ich większość zrezygnowała jednak z powrotu i zaciągnęła się znowu w szeregi armii ochotniczej swego dawnego wodza.

Chwile oczekiwania i trwogi

Cały naród polski z niepokojem i z zapartym oddechem śledził przebieg wypadków na polu bitwy. Kościoły pełne były wiernych, którzy zanosili dniem i nocą gorące modły o uchylenie grożącej Polsce katastrofy.
Świat śledząc pilnie toczącą się wojnę na ziemiach polskich, zdawał się przesądzać ją na niekorzyść Polski.

Generał Weygand w Polsce

Do Warszawy zjeżdża Misja Ambasadorów, a na nią przybywa wybitny generał francuski Weygand, b. szef sztabu marszałka Focha.
Zarówno on, jak i bawiący w Polsce szef misji wojskowej, generał Henrys, starają się uczynić ze swej strony wszystko, ażeby pomóc gen. Rozwadowskiemu w zorganizowaniu oporu i zwycięstwa. Generał Weygand po dokładnym zapoznaniu się z sytuacją, nie ukrywa swego niepokoju, lecz niebywały optymizm gen. Rozwadowskiego i przeprowadzone z nim fachowe dyskusje "zarażają" go wiarą w możliwości zwycięstwa.
Poglądy gen. Weyganda różnią się jednak od poglądów operacyjnych gen. Rozwadowskiego, co do miejsca stoczenia bitwy i są bardziej operacyjnie ostrożne, aniżeli idee operacyjne gen. Rozwadowskiego, które gen Weygand uważał raczej za ryzykowne.
Współpraca francuska z gen Rozwadowskim, mimo pewnych zasadniczych rozbieżności poglądów - miała doniosłe jednak znaczenie w organizowaniu oporu polskiego i niewątpliwie wpłynęła na kształtowanie się idei operacyjnych gen. Rozwadowskiego. Z drugiej jednak strony, nie była ona w stanie zmienić w niczym zasadniczej jego koncepcji operacyjnej stoczenia bitwy nad Bugiem.
Generał Rozwadowski, przyjmując zawsze życzliwie uwagi kolegów francuskich, nie ulegał jednak ich sugestiom podejmowania większych skoków w tył, lecz przeciwnie, kontynuował skoki mniejsze, które mu umożliwiały reorganizację sił bojowych i ich przegrupowywanie z jednej strony, a z drugiej odbierały Armii Czerwonej jej impet.

Przekroczyć Bug...

W tym czasie, kiedy toczyły się dyskusje na temat bitwy nad Bugiem, Tuchaczewski otrzymał rozkaz sforsowania Bugu przed 31 lipca 1920 , na który to dzień Kreml zapowiedział prawdopodobne rozpoczęcie pertraktacji rozejmowych z Polską.
Było rzeczą jasną, że celem Moskwy nie był żaden rozejm, lecz kontynuowanie ofensywy w kierunku Warszawy i osadzenie w niej "polskiego" rządu komunistycznego z Marchlewskim na czele, który z kadrami administracyjnymi i policyjnymi ciągnął za Armią Czerwoną.
Fakt ten skłania gen. Rozwadowskiego do wcześniejszego stoczenia bitwy nad Bugiem, mimo, że zarządzone przez niego prace techniczne nad przygotowaniem linii obronnej: Grajewo-OSsowiec-Wizna-rzeka Narew-rzeka Orlanka-Wierchowicze-rzeka leśna-Brześć miały być ukończone dopiero 5 sierpnia 1920 roku.
Generał zdecydował się na stoczenie tej bitwy raczej o charakterze zaczepnym i w większym stylu, aniżeli tylko obronnym. Liczył, że mimo trudności uda mu się pospiesznie zarządzonymi transportami skoncentrować na czas jeszcze armię II i część VI z południa - w rejonie Siedlec i Brześcia.

Rozkaz do bitwy

Rozkaz generała Rozwadowskiego do "Bitwy nad Bugiem" z dnia 27 lipca 1920 r. nr 7945/III nakazuje generałowi Józefowi Hallerowi, dowódcy frontu północno-wschodniego, koncentrację I i IV armii na linii Grajewo-Brześć z zadaniem powstrzymania naporu przeciwnika i niedopuszczenia za żadną cenę do przekroczenia linii Grajewo-Narew-Brześć przed 5 sierpnia 1920 r.
Zadaniem frontu południowo-wschodniego gen. Rydza-Śmigłego było utrzymanie się na linii Kowel-Włodzimierz Wołyński oraz dostosowania ruchów III armii do działań grupy polskiej gen. Sikorskiego.

Precyzja i jasność rozkazu

Rozkaz gen. Rozwadowskiego był opracowany z taką precyzją i jasnością, które były właściwymi cechami wszystkich jego rozkazów i nie mogły wywoływać u wykonawców jakichś zasadniczych wątpliwości względnie chwiejności w wykonaniu.
Z rozkazu powyższego wynikało jasno, że gen. Rozwadowski dąży do odzyskania zagubionej dotąd swobody działania i wyrwania inicjatywy operacyjnej z rąk Armii Czerwonej, przez podjęcie akcji zaczepnej na jej flankę i tyły.

Bitw nad Bugiem

Rozpoczyna się zażarta bitwa, która trwać będzie aż do 7 sierpnia 1920 roku włącznie. Ta bitwa jest pierwszą od czasu rozpoczęcia odwrotu akcją operacyjną na większą skalę oraz znakomitym sprawdzianem wartości odbudowanej zdolności bojowej.
Niestety, bitwa ta nie była jeszcze zdolna do odebrania inicjatywy z rąk przeciwnika, gdyż gen. Rozwadowski nie mógł podjąć akcji zaczepnej na flankę atakujących wojsk Tuchaczewskiego z obszaru Siedlec i Brześcia, gdzie miała się skoncentrować przerzucana transportami z południa armia II i część armii VI.

Weygand i Rozwadowski

W czasie, gdy toczyła się bitwa nad Bugiem, prowadzone są długie, zresztą owocne dyskusje, ścierają się poglądy operacyjne między gen. Weygandem i gen. Rozwadowskim na szerszych zebraniach w sztabie generalnym. Dyskutuje się elementy w celu ustalenia planu operacji warszawskiej i związanego z nim ewentualnego rozkazu do nowego przegrupowania do bitwy pod Warszawą. Jakkolwiek nie istnieje już spór co do miejsca stoczenia walnej bitwy nad Wisłą, to przecież nadal generał Weygand ostrzega przed koncepcją operacyjną gen. Rozwadowskiego jako zanadto ryzykowną, a zatem kryjącą w sobie ewentualne niepowodzenie planowanej bitwy. Niebezpieczeństwo to generał Weygand widział w ryzykownym ustawieniu grupy uderzeniowej w rejonie Wieprza, która na wypadek interwencji części Armii Czerwonej i armii konnej Budionnego z południa, a pod uderzeniem Tuchaczewskiego od wschodu może ulec zniszczeniu, względnie zaangażowaniu się w bezpośrednio w walkę, zanim będzie mogła spełnić nakazane rozstrzygające i zabójcze uderzenie pod Warszawę i akcję pościgową.

Ryzyko generała Rozwadowskiego

Generał Rozwadowski argumentuje i uzasadnia, że takie ryzyko jest operacyjnie konieczne przede wszystkim w celu jak najszybszego zakończenia wojny. Każde inne rozwiązanie, jakkolwiek operacyjnie również słuszne i uzasadnione, z natury rzeczy wojnę musi przeciągnąć, a bitwę pod Warszawą sprowadzi do roli, jaką odgrywa obecnie bitwa nad Bugiem, która nie odzyskawszy swobody operacyjnej i możności zaczepnych, zbliżała się ku swojemu końcowi. Poza tym generał Rozwadowski przewiduje, że część wojsk rosyjskich z południa łącznie z armią Budionnego nie zdąży na czas, ażeby zaważyć na losach bitwy pod Warszawą. Zresztą i na ten wypadek gen. Rozwadowski przewiduje środki zaradcze i dlatego z podjęcia ryzyka operacyjnego nie może żadną miarą zrezygnować.

Ogólna instrukcja obronna

W dniu 4 sierpnia 1920 r. zjawia się gen. Rozwadowski na zebraniu w sztabie z opracowanym przez siebie projektem Ogólnej Instrukcji Obronnej. W ciągu tego dnia i w dniu następnym toczą się dyskusje, a generał Weygand ze swojej strony przedstawia swój projekt. Dyskusje kończą się jednak zwycięstwem koncepcji generała Rozwadowskiego, gdyż gen. Weygand wycofuje swój projekt i uznaje lojalnie projekt gen. Rozwadowskiego za lepszy od swojego. W ten sposób Ogólna instrukcja Obronna z dnia 4 sierpnia staje się dla sztabu generalnego podstawą do opracowania Rozkazu do przegrupowania z dnia 6 sierpnia 1920 r. nr 8358/III.

Nadal brak decyzji Piłsudskiego

Również i w tych pracach generała Rozwadowskiego nie daje się odczuć żadna decyzja operacyjna Piłsudskiego. Twierdzenie niektórych, post factum oczywiście, że istniał jakiś osobisty plan naczelnego wodza dla bitwy pod Warszawą, okazało się gołosłowne, gdyż nie można uważać szkicu nie przedstawiającego żadnej wartości operacyjnej i bez żadnego w ogóle znaczenia, nakreślonego ręką Piłsudskiego, a tyczącego koncentracji I armii na przedmieściu warszawskim, za jakąś decyzję lub instrukcję naczelnego wodza.

Dokumenty zachowane

Zresztą dla bardziej interesujących się kampanią polsko-rosyjską w 1920 roku wskazuję na bezcenne dokumenty, które na szczęście zostały uratowane przez generała dr Mariana Kukiela przez ogłoszenie ich w sierpniowej Bellonie z 1925 roku. Między tymi dokumentami znajdują się również fotograficzne odbitki zarówno własnoręcznego szkicu naczelnego wodza, jak i własnoręcznie przez gen. Rozwadowskiego napisanego słynnego rozkazu nr 10.000 z dnia 10 sierpnia 1920 roku.
Ponadto wspomniany historyk wojskowy stwierdza, że nie znalazł żadnych poza wymienionym szkicem, dokumentów, "które wskazywałyby na podjęcie w owym czasie jakiejś decyzji przez naczelnego wodza, a która by się dała odczuć w pracach ówczesnego sztabu generalnego".

Rozkaz operacyjny specjalny Nr 10.000 z dnia 10 sierpnia 1920 r.


"Legendarna decyzja"

Jedynym, według generała Kukiela, śladem jakiejś decyzji Piłsudskiego w czasie prac nad operacją warszawską i odmiennej idei operacyjnej od idei zawartej w "Rozkazie do przegrupowania z dnia 6 sierpnia 1920 r. byłaby wzmianka osobista Piłsudskiego, znajdująca się w jego dziele Rok 1920, że jego idea koncentracji sił frontu południowo-wschodniego polegała na ich skoncentrowaniu "gdzieś między Kowlem, a Brześciem" w celu "uderzenia stąd wprost ku północy". Ta idea nie zaznaczyła się jednak niczym ani w pracy szefa sztabu generalnego, ani szefa oddziału operacyjnego.
Tę rozbieżność stara się gen. Kukiel w sposób łagodny wyjaśnić tym, że "zamiar ten nie został przekazany jako decyzja sztabowi generalnemu", zamiast po prostu powiedzieć, że koncepcja ta w ogóle nie istniała, a więc nie mogła być zrealizowana przez sztab generalny, jako zresztą operacyjnie niemożliwa wówczas do przyjęcia i wykonania.

Próba ratowania legendy

Tak więc nie ma w dalszym ciągu dowodu, ażeby decyzja Piłsudskiego miała jakikolwiek wpływ na powstanie Rozkazu do przegrupowania z dnia 6 sierpnia 1920 r. nr 8358/III, który całkowicie bazował na Ogólnej Instrukcji Obronnej gen. Rozwadowskiego i tych zmian, które ustalone zostały z Francuzami w dniach 4 i 5 sierpnia 1920 r.
Rozkaz z dnia 6 sierpnia 1920 bazuje na tej samej linii obrony i linii ofensywy na Wieprzu, co Ogólna Instrukcja Obronna i stąd żadna decyzja Naczelnego Wodza z dnia 6 sierpnia, o ile w ogóle istniała, nie mogła być wcześniejsza od idei operacyjnej, ujętej w instrukcji z 6 sierpnia 1920 r.
Próba ratowania "legendy" Piłsudskiego i twierdzenie, że Piłsudski "w serdecznej męce" podjął koncepcję operacyjną w dniu 6 sierpnia 1920 r. dla koncepcji bitwy pod Warszawą - jest całkowicie dziecinne, bo nie można "podjąć koncepcji" w dniu 6 sierpnia, kiedy została ona już podjęta 4 sierpnia 1920 r. i była dyskutowana z Francuzami na kilka dni przed tym.

dodajdo.com

wtorek, 5 sierpnia 2014

Płk R. Michałowski, Bitwa pod Warszawą (1)





Płk dypl. R. Michałowski

Bitwa pod Warszawą - Głos faktów i dokumentów historycznych
(w "Tadeusz Jordan Rozwadowski Generał broni", Katowice 1993)


Bitwa pod Warszawą w 1920 roku należy w historii wojen do całkowicie wyjątkowych operacji. Zakończyła ona zwycięsko kampanię, którą rozpoczął ówczesny naczelny wódz Józef Piłsudski, tzw. wyprawą kijowską", w dniu 25 kwietnia 1920, oparłszy na całkowicie błędnych podstawach.

Fatalna wyprawa

Wyprawa kijowska opierała się na zupełnie fałszywej ocenie przeciwnika i zupełnym lekceważeniu zasad operacyjnych obowiązujących na teatrze polsko-rosyjskich zmagań, na którym front północny, a nie południowy, stanowił zawsze o rozstrzygnięciu kampanii.
To odwrócenie znaczenia obu wymienionych frontów i w konsekwencji skoncentrowanie głównych sił polskich na froncie ukraińskim a pozostawienie na froncie północnym zbyt słabych sił, które by mogły przez czas określony przeciwstawiać się skutecznie natarciom Armii Czerwonej (siedzącej swoimi głównymi siłami na rozstrzygającym wojnę kierunku Smoleńsk-Warszawa ), spowodowały niepowodzenie kampanii oraz trzymiesięczny odwrót armii polskiej.

Ofensywa polska na Kijów styczeń 1919- maj 1920 (Wikipedia)

"Mogę bić!..."

Czerwone wojska osłonowe na froncie ukraińskim celowo cofały się przed frontowym atakiem Piłsudskiego tak, że główne siły polskie bez większego wysiłku zajęły Kijów w dniu 8 maja 1920 roku.
Piłsudski, wciągany w matnię i próżnię strategiczną, nie orientował się, że wiąże swe główne siły w rejonie i zbyt odległym i ekscentrycznym. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że przy braku odpowiedniej komunikacji i możliwości szybkich transportów, nie będzie w stanie na czas interweniować na odcinku głównym w wypadku, gdyby Armia Czerwona pod dowództwem Tuchaczewskiego zagroziła temu frontowi. Nie liczył się on także z tym oczywistym faktem, że w razie uderzenia głównych sił czerwonych na północy i zagrożenia bezpośrednio Warszawie, Tuchaczewski wcześniej osiągnie stolicę, aniżeli Piłsudski zdąży ze swoją interwencją i przerzuceniem sił z południa ku północy. Piłsudski nie tylko nie żywił żadnych obaw i wątpliwości operacyjnych, maszerując "zwycięsko" ku Kijowowi, a przeciwnie - z pychą wojskowego dyletanta i kresowego panka oświadczył do zebranych w Żytomierzu dziennikarzy zagranicznych, że może bić bolszewików: "gdzie chce, jak chce i kiedy chce" (wywiad m.in. w londyńskim Daily Mail).

Odwrót

Tymczasem, po związaniu głównych sił polskich w rejonie Kijowa, Armia Czerwona podejmuje generalną kontrofensywę na całym froncie. Przerzuty zaś dobrze zorganizowanej armii konnej Budionnego na tyły powodują panikę oraz odwrót frontu południowego pod dowództwem gen. Rydza-Śmigłego. podczas gdy naczelny wódz Józef Piłsudski chyłkiem opuszcza Kijów i wraca do Warszawy.
Równocześnie, pod uderzeniem przeważających sił Tuchaczewskiego na północy, również gen. Szeptycki, dowódca frontu północno-wschodniego, zmuszony jest do odwrotu, mając ruchliwy korpus konny Gay Hana na swoim północnym skrzydle.
Z konieczności i gen. Sikorski, dowódca Grupy Poleskiej, która stanowiła wiązadło strategiczne obu frontów, zmuszony jest do wydania rozkazu odwrotowego.

Bolszewicy prą ku zachodowi

W ten sposób operacyjnie nieopatrzna wyprawa kijowska zamiast się zamknąć, jak Piłsudski sądził, w ramach Ukrainy, umożliwiła Moskwie podjęcie od dawna przez nią planowanej ofensywy czerwonej ku zachodowi.
Czerwony Kreml doskonale orientował się w zamiarach Piłsudskiego i wiedział o zawartym przez niego tajnym układzie z uchodźcami ukraińskimi i gruzińskimi. Moskwa grała z Piłsudskim na zyskanie na czasie, w celu ostatecznego zlikwidowania w międzyczasie wojsk białych Kołczaka i Denikina.
Uchwyciwszy w swoje ręce polskich wywiadowców, działających z ramienia Piłsudskiego na terenie Rosji - Moskwa umiejętnie kierował ich informacjami, które miały za cel wprowadzenie Piłsudskiego w błąd. Stąd naczelny wódz polski miał całkowicie fałszywy obraz sytuacji wewnętrznej rosyjskiej, a co więcej, uwierzył, ze główne siły Armii Czerwonej koncentrują się na Ukrainie.
Wbrew wszelkiej logice operacyjnej i wbrew ostrzeżeniom wybitnych generałów, a w szczególności generała Szeptyckiego, Piłsudski przyjmuje absurdalne doniesienia swych wywiadowców jako prawdziwe i nakazuje również koncentrację głównych sił w kierunku na Kijów.

Przewaga operacyjna i polityczna

W ten sposób, dzięki zręcznej grze Moskwy, obie planowane ofensywy, polska i rosyjska, zbiegają się w czasie i krzyżują, z tą jednak zasadniczą różnicą, że ugrupowane polskich sił jest całkowicie błędne i operacyjnie zgubne, i że Piłsudski z miejsca traci swobodę działania operacyjnego, a inicjatywa operacyjna przechodzi w ręce Moskwy.
Pomijając fakt przewagi liczebnej (a to 4 milionów Armii Czerwonej wobec 600.000 armii polskiej) planowana inwazja Zachodu została znakomicie wobec świata zachodniego zakamuflowana, gdyż nie Rosja "demokratyczna", lecz Polska "imperialistyczna", miała się okazać agresorem.
W ten sposób nie na czasie podjęta wyprawa kijowska spowodowała nie tylko klęskę wojskową, ale także i polityczną, ponieważ Polska została na terenie międzynarodowym całkowicie izolowana i tylko Francja pozostała Polsce wierna w jej ciężkim i groźnym położeniu.

Rezygnacja Piłsudskiego

Omal, że równocześnie z dniem wkroczenia Piłsudskiego do Kijowa rozpoczyna się bezustanny odwrót armii polskiej na całym froncie. Nieustanne i przeważające ataki Armii Czerwonej, mimo bohaterskich wysiłków żołnierza polskiego, groziły Armii Polskiej całkowitą likwidacją, otwarciem nie tylko drogi do Warszawy, ale i dalszego pochodu ku nie spodziewającemu się niczego Zachodowi.
Piłsudski oraz naczelne dowództwo polskie straciło wiarę w możność naprawienia sytuacji wojennej. Naczelny wódz polski okazał się niezdolnym do powzięcia jakiejkolwiek skutecznej decyzji operacyjnej w celu zorganizowania oporu wojsk polskich i przywrócenia równowagi operacyjnej na froncie. Miarą tej bezradności i przyznaniem się do poniesionej klęski był fakt, że Piłsudski złożył na ręce nowego premiera Rządu Obrony Narodowej, Wincentego Witosa, rezygnację ze stanowiska naczelnego wodza.

Witos i gen. Rozwadowski na widowni

I dlatego to - bitwa pod Warszawą, a względnie nieco wcześniejsza bitwa nad Bugiem, mają tak doniosłe znaczenie zarówno dla Polski samej, jak i dla świata zachodniego. Są one wojskowo związane omalże wyłącznie z nazwiskiem genialnego organizatora zwycięstwa operacji warszawskich. generała Tadeusza Rozwadowskiego, a politycznie z nazwiskiem Wincentego Witosa, wielkiego chłopa polskiego.
Generał Rozwadowski, który przejął na siebie tragiczny spadek po Piłsudskim, chciał i umiał wykuć z oczywistej klęski wojskowej zwycięstwo polskiej idei operacyjnej, z nadludzkim wysiłkiem przywrócił równowagę strategiczną frontu na drodze planowego skoncentrowania jeszcze na czas głównych sił polskich na froncie północnym.
Wincenty Witos przy jedności działania wszystkich stronnictw i ich ówczesnych przywódców, w rzędzie których w szczególności zasługuje na podkreślenie rola polskiego socjalisty i wicepremiera, Ignacego Daszyńskiego, - chciał i umiał zorganizować wszystkie elementy niezbędne do zorganizowania oporu i ostatecznego zwycięstwa na polu bitwy.
Taka jest ogólna charakterystyka kampanii polsko-rosyjskiej, której obrazem był zwycięski pochód nacierającej Armii Czerwonej i wymuszony odwrót Armii Polskiej aż do linii Bugu.
Bitwa wydana przez generała Rozwadowskiego nad Bugiem stała się punktem zwrotnym w kampanii polsko-rosyjskiej i umożliwiła przegrupowanie do rozstrzygającej bitwy pod Warszawą.

Widmo Linii Curzona

Ażeby lepiej zrozumieć wypadki polityczne i wojskowe, które towarzyszyły wysiłkom Rządu Obrony Narodowej i pracom generała Rozwadowskiego, oraz trudności i atmosferę, w których się rodziły koncepcje obu bitew w czasie odwrotu i zamieszania na polu bitwy oraz zaskoczenia i przerażenia społeczeństwa polskiego, trzeba przypomnieć sobie, że Piłsudski rząd Władysława Grabskiego, który w krytycznym momencie został zastąpiony przez Rząd Obrony narodowej na czele z Witosem, nie widząc możliwości odwrócenia karty wojennej, zwrócił się do państw zachodnich z prośbą o interwencję w celu zawieszenia broni i rozpoczęcia pertraktacji pokojowych z Rosją
I wtedy to premier angielski Lloyd George, na słynnej konferencji w Spa, nawraca do koncepcji tzw. Linii Curzona, jako linii rozejmowej, która to linia w praktyce miała się stać nową granica polsko-rosyjską.

Linia Curzona - Biały obszar - Polska zaproponowana przez Lloyda George'a w Spa w razie zawarcia pokoju z Rosją Bolszewicką po wyprawie kijowskiej Józefa Piłsudskiego (Wikipedia)


Jak beznadziejna musiała się wówczas przedstawiać sytuacja wojskowa i polityczna, dowodzi fakt, ze Piłsudski był skłonny do przyjęcia tej granicy. Na szczęście Moskwa, mając inne zamiary aniżeli zatrzymanie się na linii Bugu, w ciągnących się rozmowach z przedstawicielami Zachodu ostatecznie odrzuciła interwencję Aliantów i oświadczyła gotowość wszczęcia pertraktacji rozejmowych, ale tylko i wyłącznie, bezpośrednio z Polską.
Stanowisko Moskwy, planującej dalszy pochód ku Zachodowi, było jasne. Licząc na szybkie zwycięstwo armii i przekroczenie Bugu - Moskwa stale odkładała terminy podjęcia rozmów rozejmowych.

Nie kapitulujemy

W tę atmosferę kapitulacji i niewiary w zwycięstwo, nowy Rząd Obrony narodowej wnosi ze sobą ducha oporu i wiary w ostateczne zwycięstwo w oparciu o cały naród.
Generał Rozwadowski, żywiąc całkowicie to samo przekonanie i ciesząc się pełnym zaufaniem nowego premiera, oświadcza mu, że podejmuje się zreorganizowania sił polskich, które zasilone gorącym nowym elementem ochotniczym, odzyskają ducha bojowego i wiarę w zwycięstwo, co pozwoli mu na czas przeprowadzić przegrupowane, zanim by Armia Czerwona stanęła u bram Warszawy. W miejsce dotychczasowej bezplanowości i improwizacji generał Rozwadowski odrzuca strategię partyzancką i oświadcza, że na drodze planowej organizacji oporu i na zasadach obowiązujących zresztą prowadzenie wojny regularnej przywróci równowagę operacyjną frontu i sięgnie śmiało po zwycięstwo. Przewadze liczebnej pędzonego do boju żołnierza czerwonego pragnie gen. Rozwadowski przeciwstawić przede wszystkim ofiarnego i bohaterskiego ducha narodu. Wierzył on, że żołnierz polski, należycie dowodzony na polu bitwy, przewagę liczebną przeciwnika znakomicie wyrówna. Niemniej domaga się on podniesienia stanu armii o 200.000, licząc głownie na element ochotniczy.

Jedność narodowa

Generał Rozwadowski, mając całkowite poparcie Rządu Obrony narodowej, wszystkie swoje wysiłki podporządkował jednemu naczelnemu celowi uzyskania zwycięstwa, całkowicie oddał się trudnemu zadaniu wykucia go na polu bitwy.
Na bok odsunięto wszelkie animozje polityczne i osobiste, czego najlepszym przykładem było stanowisko premiera Witosa, który nie przyjmuje złożonej na jego ręce pisemnej rezygnacji Piłsudskiego ze stanowiska wodza naczelnego, motywowanej chorobą serca.
Dodać tu z góry należy, że po odniesionym przez generała Rozwadowskiego zwycięstwie, premier Witos zwraca Piłsudskiemu jego pisemną rezygnację, dokument jego słabości i niewiary.
Wincenty Witos, nie przyjmując rezygnacji Piłsudskiego, powodował się przekonaniem, ze jej przyjęcie mogło być uważane za oficjalne przyznanie się do klęski i mogło źle wpłynąć na ducha żołnierza, który jakkolwiek bity, nadal wierzył, że cofanie się armii nie oznaczało jeszcze przegranej wojny. Opinię premiera Witosa podzielał również generał Rozwadowski, który oświadczył, że niepowodzenia Piłsudskiego jako naczelnego wodza żadną miarą nie mogą oznaczać klęski żołnierza i nie wymagają kapitulacji.


dodajdo.com