środa, 30 lipca 2014

Natychmiast uwolnić Grzegorza Brauna!






Ruch Byłych i Przyszłych Więźniów Politycznych „NIEZŁOMNI” www.niezlomni.net
http://www.niezlomni.net/


Natychmiast uwolnić Grzegorza Brauna!

Dziś, 29.VII na mocy decyzji SSR Krzysztofa Korzeniewskiego (sygn. akt II K 462/11) z II Wydział Sądu Rejonowego dla Wrocławia - Śródmieścia został o świcie aresztowany Grzegorz Braun - twórca filmów dokumentalnych, m.in. obrazów: „Towarzysz Generał”, „TW Bolek”, „Poeta pozwany” czy „Transformacja”. Najwidoczniej są to represje za jego antykomunizm i zaangażowanie w ujawnianie sądowo-państwowej ochrony takich komunistycznych zbrodniarzy jak Wojciech Jaruzelski czy Czesław Kiszczak. Przypominamy, że jego film „Towarzysz Generał” obejrzał co dziesiąty Polak!

Natychmiastowe zastosowanie kary aresztu w sprawie Grzegorza Brauna skrytykował w wypowiedzi dla portalu niezalezna.pl m.in. Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, cyt. „Sprawa Grzegorza Brauna to szczególny przypadek. Podczas jego procesu sąd co najmniej trzykrotnie złamał konstytucję oraz Europejską Konwencję Praw Człowieka (...) Gdyby Grzegorz Braun pozwał sprawę do Strasburga, Polska musiałaby zapłacić mu wysokie odszkodowanie, ponieważ kilkakrotnie zostały złamane jego podstawowe prawa wynikające z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka”.

Kara ta w Unii Europejskiej jest bezprawna; zgodnie z treścią orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (zob. orzeczenie ETPCz w sprawie Kyprianou przeciw Cyprowi) - kary porządkowej nie może nałożyć sędzia, który jednocześnie jest oskarżycielem, świadkiem i / lub poszkodowanym w danej sprawie.

Kilka dni temu, tj. 24 lipca br., Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał w sprawie lidera KPN-NIEZŁOMNI Adama Słomki (sygn. II AKz 447/14) konieczność zadośćuczynienia mu za bezprawne aresztowanie z uwagi na podobne przesłanki jak w przypadku uwięzienia Grzegorza Brauna (zob. materiał na YouTube z posiedzenia sądu http://www.youtube.com/watch?v=XtFEP7ZH5OE ).

Wrocławski wymiar sprawiedliwości po zdecydowanej obronie komunistycznego zbrodniarza mjr Zygmunta Baumana postanowił wprost stosować metody putinowskiej Rosji czy reżimu Łukaszenki wobec znanego reżysera, nauczyciela akademickiego, scenarzysty i publicysty.

Stąd 2 sierpnia (tj. w najbliższą sobotę) różne środowiska patriotyczne zorganizują we Wrocławiu protest w obronie Grzegorza Brauna i przeciwko używaniu wymiaru sprawiedliwości do systemowej obrony komunistycznych zbrodniarzy wbrew art. 2 i 19 Konstytucji RP. Przypominamy, że nasze środowisko uczestniczyło w poprzednich posiedzeniach wrocławskiego sądu w sprawie uwięzionego reżysera, np. 27 czerwca 2013 r. (zob. relację i posiedzenie sądu na YouTube http://www.youtube.com/watch?v=qTvyaKNVIwU ).

Wszystkich świadomych patriotów zapraszamy do wysyłania konwencjonalnych listów poparcia dla Grzegorza Brauna na adres Aresztu Śledczego we Wrocławiu, Świebodzka 1, 50-046 Wrocław lub za pośrednictwem poczty e-mail na adres: as_wroclaw@sw.gov.pl oraz protestów na bezprawne działania za pośrednictwem poczty e-mail na adresy: prezes@wroclaw-srodmiescie.sr.gov.pl ; IIkarny@wroclaw-srodmiescie.sr.gov.pl z czytelnym żądaniem włączenia do akt sprawy prowadzonej przez Sąd Rejonowy dla Warszawy – Śródmieścia, II Wydział Karny – sygn. akt II K 462/11.

Domagamy się też przede wszystkim niezwłocznego uwolnienia Grzegorza Brauna i wyciągnięcia daleko idących konsekwencji dyscyplinarnych wobec SSR Krzysztofa Korzeniewskiego. Bowiem sędzia, który zastosował areszt wobec Grzegorza Brauna powinien zostać wyłączony z prowadzenia sprawy. Nie można uznać sądu za bezstronny, gdy zachowania sędziów (wypowiedzi czy inne przejawy ich stosunku do sprawy lub stron postępowania), poprzedzające wyrokowanie, świadczą o ukształtowaniu sobie poglądu przed rozpoznaniem sprawy. W takiej sytuacji uczestnicy postępowania mogą zasadnie obawiać się bezcelowości swych starań o przekonanie sędziów, zatem nie mogą obdarzyć sędziów zaufaniem niezbędnym dla rzetelnego przebiegu procesu (wyr. S.A. w Krakowie z 12.11.1998 r., II Aka 199/98, KZS 1998, Nr 12, poz. 34). Stwierdzić trzeba, że wyrażone powyżej poglądy znajdują oparcie nie tylko w Biurze Studiów i Analiz SN Biuletyn Prawa Karnego nr 2/09 wymienionym w kasacji przy uchwale Sądu Najwyższego z dnia 26 kwietnia 2007 r., I KZP 9/07 (OSNKW z 2007 r., z. 5, poz. 39), ale wyrażane były przez Sąd Najwyższy także w innych orzeczeniach, co sprawia, że można mówić o swego rodzaju linii orzeczeń (zob. wyrok z dnia 29 sierpnia 2006 r., V KK 107/05, OSNKW z 2006 r., z. 10, poz. 96, wyrok z dnia 26 czerwca 2008 r., V KK 128/08, LEX 438465, wyrok z dnia 16 stycznia 2008 r., IV KK 392/07, Prok. i Pr. z 2008 r., nr 5, poz. 9).

Nasze środowisko apeluje przy tym równocześnie o szeroki udział w organizowanej we Wrocławiu akcji protestacyjnej przewidzianej na 2 sierpnia br.



Za Ruch Byłych i Przyszłych Więźniów Politycznych „NIEZŁOMNI”

(-) Adam Słomka (-) Zygmunt Miernik

Warszawa, 29 lipca 2014 r.


WŁĄCZ SIĘ DO AKCJI PROTESTACYJNEJ – NAPISZ LIST DO UWIĘZIONEGO!


dodajdo.com

czwartek, 17 lipca 2014

Limit dobroci Unii Europejskiej dla najuboższych został wyczerpany





"Mleko w proszku, słone paluszki i przyprawa do kurczaka - to jedyne, na co obecnie mogą liczyć potrzebujący korzystający z pomocy Banków Żywności" - czytamy w informacji medialnej onet.pl. Tym samym pryska mit dobroczynnej Unii Europejskiej, która wszystko nam da, rozwiąże wszystkie nasze problemy, zwłaszcza rosnącą nędzę i plagę bezrobocia, na wszystko znajdą się unijne środki.

Obecnie jednak Unia Europejska, a raczej Niemcy ustami Unii Europejskiej, mówi całkiem jednoznacznie coś zupełnie innego:
otrzymaliśmy już od was wszystko to, co chcieliśmy, czego od was potrzebowaliśmy: mamy upragniony traktat lizboński, który przekształcił UE wspólnotę równorzędnych państw europejskich w jedno superpaństwo pod naszym niemieckim nadzorem. Europa powoli oswaja się z permanentnym kryzysem 2008 r. i stagnacją wywołaną naszą polityką w strefie euro i naszą pogłębiającą ekspansją na rynki krajów członkowskich z równoczesną degradacją ich potencjału wytwórczego i zdolności konkurencyjnych na ryku europejskim i światowym. Nie musimy już dłużej kupować waszej przychylności dla naszych niemieckich geostrategicznych celów. Nie jesteście nam już do niczego potrzebni. Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Teraz dalej martwcie się sami.

O czym bez satysfakcji zawiadamia Rodaków Red.


Puste Banki Żywności. Ponad dwa miliony ludzi zostanie bez pomocy?

Mleko w proszku, słone paluszki i przyprawa do kurczaka - to jedyne, na co obecnie mogą liczyć potrzebujący korzystający z pomocy Banków Żywności. Magazyny świecą pustkami. Zapasy skończyły się wiosną a perspektywa zapełnienia hal oddala się w czasie.

Sprawa jest bardzo poważna i może dotyczyć ponad dwóch milionów osób, które żyją w skrajnej biedzie i korzystają z pomocy Banków Żywności. Co takiego stało się, że mimo wzrostu środków na jedzenie, jest go w magazynach coraz mniej? Przyczyną są okrutne przepisy stanowione w UE.

Z informacji filmowej załączonej do artykułu dowiadujemy się:

Z pomocy banków żywności korzystają głównie te rodziny, które nie mają szans na pomoc finansową ze strony państwa, bo ich odchody przekraczają przyjęte przez ustawodawcę kryteria: 542 zł/osobę w rodzinie. W Polsce z tego rodzaju pomocy korzysta 2 mln 175 tys. osób. W tym roku Ostatnia żywność z banku dotarła do rodzin wiosną.

Dlaczego?

Do tej pory każdy bank otrzymywał tyle, by na każdego zgłoszonego przypadało ok. 40 kg żywności rocznie. To minimum, żeby pomoc miała w ogóle sens. Ale w ostatnich latach fundusze Unii przeznaczone na pomoc znacznie spadły. Najwięcej pieniędzy było w 2009 r. - ponad 100 mln euro.


Od tamtego czasu finansowanie systematycznie mimo, że budżet programu pomocowego wzrósł do 500 mln. euro. Jednak kolejne reformy doprowadziły do ograniczenia ilości zapasów interwencyjnych. Komisja Europejska proponowała zmianę, ale nie zgodziło się na to 6 państw: Niemcy, Wlk. Brytania, Dania, Szwecja, Holandia i Czechy. Tym samym wniosek został zablokowany w Radzie Europejskiej. Do tego Niemcy złożyły skargę do Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał stwierdził, że większość żywności dla banków powinna pochodzić z zapasów interwencyjnych, wcześniej ograniczonych. W ten sposób pieniędzy na pomoc jest mniej.

Stary program finansowania zakończył się w grudniu. Od kwietnia trwają rozmowy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej z Komisją Europejską.

Elżbieta Seredyn, MPiPS:
"Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej dołoży wszelkich starań, żeby mimo tego czasowego przestoju pomoc żywnościowa trafiła do najbardziej potrzebujących jak najszybciej."

W przyszłym tygodniu w Ministerstwie odbędzie się spotkanie, na którym resort postara się rozwiązać problem.



Europejski Program Pomocy Żywnościowej dla Najuboższych Mieszkańców UE (PEAD)


Program ten funkcjonuje w krajach Unii Europejskiej już od 1987 roku. Jedną z organizacji realizujących założenia tego programu w Polsce jest Federacja Polskich Banków Żywności, a na terenie województwa warmińsko-mazurskiego, Bank Żywności w Olsztynie. Jest to największy program jaki realizuje Bank. Umożliwia on przekazywanie organizacjom żywności, takiej jak: mąka, makaron, kasza, płatki kukurydziane, musli, dania gotowe, kawa zbożowa, herbatniki, ser podpuszczkowy, ser topiony, mleko UHT, mleko w proszku, masło, cukier, dżem oraz syrop owocowy. Bank rozdysponowuje wyżej wymienione artykuły organizacjom, które niosą pomoc potrzebującym.

Podstawowym założeniem programu jest udzielanie systematycznej, tj. comiesięcznej pomocy osobom potrzebującym. Produkty objęte programem (opakowania jednostkowe) są wyraźnie oznaczone napisem „Pomoc UE”. Produkty te nie są przeznaczone do sprzedaży. W ramach tego programu od 2004 roku Bank Żywności rozdysponował już ok. 30 tys. ton o wartości blisko 100 milionów złotych. Tylko w 2009 r. rozdysponowano na rzecz około 84 000 osób ponad 4700 ton żywności. Warto podkreślić, ze program jest realizowany w partnerstwie z Agencją Rynku Rolnego, która jest pośrednikiem pomiędzy Unią Europejską a Bankami Żywności. Program jest realizowany pod dużymi wymogami formalnymi, gdyż jest to bezzwrotna pomoc UE. Realizacja tak dużego programu jest wielkim przedsięwzięciem logistycznym. W jego ramach Bank Żywności w Olsztynie powiększył powierzchnie magazynowe. Uruchomiono 2 magazyny, w Olsztynie oraz Bartoszycach o łącznej powierzchni 1800m2. Bank dostarczał również żywność swoim transportem, by pomóc organizacjom nie posiadającym środków lokomocji. Dzięki realizacji programu corocznie, od 2004 roku, około 80-90 tys. osób w regionie może liczyć na stałe wsparcie w postaci żywności, która jest niezbędna do życia.


Puste półki w magazynach banków żywności.

A miało być tak pięknie...


dodajdo.com

środa, 16 lipca 2014

Petycja o dymisję premiera Donalda Tuska i wyłonienie nowego rządu



Petycja Do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej: o dymisję Premiera Donalda Tuska i wyłonienie nowego rządu


My Polacy - Domagamy się powołania niezależnej komisji do przesłuchania wszystkich osób zamieszanych w polską aferę podsłuchową, ukarania winnych złamania konstytucji RP i wyjaśnienia nam wszystkich okoliczności tej sprawy.

Z uwagi na powiązanie premiera polskiego rządu z propozycją złamania konstytucji RP ujawnioną w nagraniach – uważamy,że polski rząd stracił zaufanie społeczne do efektywnego sprawowania władzy.

Dlatego domagamy się dymisji Premiera Donalda Tuska i wyłonienia nowego rządu.

Niech Bóg błogosławi Polskę i jej naród w tych trudnych dla kraju chwilach.


Tutaj


dodajdo.com

sobota, 12 lipca 2014

Drugie oblicze 25-ciu lat tzw. "wolności": Prokuratura Okręgowa uniemożliwia IPN-owi ekshumacje szczątków Żołnierzy Wyklętych na Służewcu




W lutym br. media poinformowały:
Instytut Pamięci Narodowej planuje w tym roku zbadać dwa miejsca, w których po wojnie chowane były ciała zabitych więźniów. Jak szacuje prof. Krzysztof Szwagrzyk, w kilkunastu miejscach Warszawy może spoczywać nawet 1000 ofiar komunistycznych represji.
W ostatnich dniach pojawiły się jednak poważne trudności...


Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji!



Na terenie cmentarza przy ulicy Wałbrzyskiej na Służewiu w Warszawie policja „zabezpiecza” prace ekshumacyjne prowadzone przez historyków Instytutu Pamięci Narodowej. Szczątki Żołnierzy Wyklętych zabrał… zakład pogrzebowy!

Według informacji, do których dotarła niezalezna.pl, sprawa szczątków Żołnierzy Wyklętych pomordowanych przez komunistów została odebrana IPN i przekazana prokuraturze powszechnej. Śledztwo prowadzi prokuratura mokotowska.

Z informacji, które przekazał portalowi Tadeusz Płużański, wynika, że na cmentarzu najpierw pojawili się policjanci w cywilnych ubraniach, a następnie umundurowani funkcjonariusze, który przystąpili do „zabezpieczania” terenu ekshumacji. Prof. Krzysztof Szwagrzyk nie może brać udziału w tych czynnościach. Naukowiec został przesłuchany. Szczątki Żołnierzy Wyklętych zabrała… prywatna firma pogrzebowa, a konkretnie należąca do niej furgonetka.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk w rozmowie dla portalu PCh24.pl podkreślił, że zna powód takich działań, nie może jednak go ujawnić. – O szczegóły proszę pytać policję – stwierdził zdenerwowanym głosem.

- Co rusz się słyszy o jakiś kontrowersjach związanych z ekshumacjami. Dziwne rzeczy dzieją się w naszym państwie. Dlaczego sprawy, które powinny być zrealizowane 25 lat temu, są realizowane dopiero obecnie i napotykają takie trudności?! – mówi dla PCh24.pl Tadeusz „Tadek” Polkowski.

- Dla mnie jest to całkowicie niezrozumiałe. Żądam sprawdzenia, kto jest wnioskodawcą takiej decyzji! Czy można odebrać prowadzenie sprawy instytucji, która jest do tego powołana? – powiedział dla naszego portalu Krzysztof Bukowski, syn por. Edmunda Bukowskiego ps. „Edmund”, którego szczątki zostały zidentyfikowane jako jedne z pierwszych na powązkowskiej „Łączce”.

Policja jednak milczy. - Działamy na zlecenie prokuratury. Proszę dzwonić do Prokuratury Okręgowej – usłyszeli dziennikarze niezalezna.pl w biurze prasowym policji. Z kolei rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie powiedział: - Nie będę teraz w stanie niczego ustalić.

Teren ten jest drugim obok kwatery „Ł” Cmentarza Wojskowego Powązkowskiego w Warszawie największym polem grzebalnym ofiar terroru komunistycznego lat 1945-1956 w stolicy. Celem prac jest odnalezienie szczątków kilkuset straconych, zamordowanych i zmarłych w więzieniach i aresztach UB i Informacji Wojskowej.

Prace prowadził zespół pod kierownictwem dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka składający się ze specjalistów Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN, medyków i antropologów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz zaproszonych do współpracy naukowców i wolontariuszy.

Źródło:
niezalezna.pl/PCh24.pl



27.02.2014

Szczątki ofiar komunizmu przy Wyścigach? IPN planuje poszukiwania


Instytut Pamięci Narodowej planuje w tym roku zbadać dwa miejsca, w których po wojnie chowane były ciała zabitych więźniów. Jak szacuje prof. Krzysztof Szwagrzyk, w kilkunastu miejscach Warszawy może spoczywać nawet 1000 ofiar komunistycznych represji.

Specjaliści instytutu od lipca 2012 roku prowadzą ekshumacje na Łączce, będącej częścią Powązek. Na razie prace tam wstrzymali, ale planują wrócić wiosną. Później chcą zbadać dwa kolejne miejsca, w których prac ziemnych jeszcze nie prowadzili.

- Planujemy przeprowadzenie prac na terenie cmentarza przy Wałbrzyskiej – informuje Szwagrzyk. Jak wyjaśnia, w latach 1946–48 mieli tu być chowani zabici w więzieniu przy Rakowieckiej i w innych warszawskich więzieniach, również po praskiej stronie.

W latach 40. teren który zostanie zbadany był jednak poza granicami dzisiejszego cmentarza.


Teren toru na Służewcu

Jak podkreśla Szwagrzyk, kolejnym miejscem, które planuje w tym roku badać IPN jest "teren wyścigów konnych na Służewcu". - Z posiadanych informacji wynika, że w latach 1945–48 mogły się w tym miejscu odbywać pochówki – mówi Szwagrzyk. O które konkretnie miejsce chodzi? Tego profesor nie chce zdradzić przed rozpoczęciem prac.

W dalszej kolejności badane mają być kwatery na Cmentarzu Bródnowskim.

To nie jedyne lokalizacje gdzie były chowane ofiary komunistycznych oprawców. Jak mówi Szwagrzyk, jest ich w Warszawie kilkanaście. Mogą w nich spoczywać szczątki nawet tysiąca osób.
Nie popełnić błędu poprzedników

"Rzeczpospolita" podała w poniedziałek, że w piątek w Belwederze ujawnione zostaną nazwiska kolejnych zidentyfikowanych ofiar stalinowskich represji pochowanych na tzw. Łączce na warszawskich Powązkach.

W latach 1948-1956 pochowano na warszawskich Powązkach kilkaset osób zamordowanych przez UB. Wśród poszukiwanych są bohaterowie Polskiego Państwa Podziemnego, powstańcy warszawscy i żołnierze powojennego podziemia niepodległościowego. Wciąż nie wiadomo, czy znajdują się tam szczątki płk. Witolda Pileckiego. W czerwcu ubiegłego w miejsce tymczasowego spoczynku odprowadzono szczątki 83 ofiar reżimu komunistycznego odnalezionych na Łączce.

Szczątki są identyfikowane w laboratoriach. Ustalenie tożsamości kolejnych ofiar bezpieki jest możliwe dzięki naukowcom z Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmu (PBGOT), która działa przy szczecińskim Pomorskim Uniwersytecie Medycznym. Dotychczas historykom IPN i genetykom PBGOT udało się ustalić nazwiska 16 ofiar.



28.02.2014

IPN ujawnia nazwiska 12 ofiar z "Łączki"

W piątek podczas uroczystości w Belwederze ujawniono nazwiska kolejnych 12 ofiar komunistów, które udało się zidentyfikować po ekshumacjach na Powązkach.

W uroczystości, która odbyła się w piątek w Belwederze wziął udział prezydent Bronisław Komorowski, a także krewni ofiar komunistycznej bezpieki. Ceremonia wiąże się z obchodzonym 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Prezes IPN Łukasz Kamiński zapewnił, że w tym roku będzie kolejny etap ekshumacji na "Łączce".

Lista ogłoszonych nazwisk:

Jan Czeredys, którego udało się zidentyfikować, był majorem Wojska Polskiego. Urodził się w 1912 r. w Turowie pod Warszawą. We wrześniu 1939 r. walczył w obronie twierdzy Modlin. W okresie niemieckiej okupacji udzielał się w strukturach konspiracyjnych Armii Krajowej. W drugiej połowie 1944 r. wstąpił do WP. Objął funkcję szefa sekcji eksploatacyjnej w Departamencie Kwaterunkowo-Budowlanym Ministerstwa Obrony Narodowej. W 1948 r. stał się ofiarą czystek politycznych w WP w tzw. sprawie kwatermistrzowskiej. Aresztowany 13 lutego wraz z płk. Jerzym Brońskim i ppłk. Stefanem Długołęckim został niesłusznie oskarżony o udział w "monopolu prywatnych firm na dostawy do wojska". Wyrokiem z 3 listopada 1948 r. Najwyższego Sądu Wojskowego skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 grudnia 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Adam Gajdek "Agata", "Antek", "Olek", był podoficerem Wojska Polskiego, żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Urodził się w 1915 r. Podczas niemieckiej agresji na Polskę we wrześniu 1939 r. służył w stopniu kaprala w 3. Pułku Strzelców Podhalańskich w Bielsku. Od 1940 r. łącznik ZWZ, następnie AK na terenie Rzeszowszczyzny. W październiku 1944 r. powołany do ludowego Wojska Polskiego. Cały czas kontynuował działalność niepodległościową w ramach "Nie", DSZ, a następnie Zrzeszenia WiN. W IV Zarządzie Głównym WiN – w kwietniu 1947 r. objął funkcję szefa siatki wywiadowczej o kryptonimie "Instytut Bakteriologiczny". Aresztowany 17 października 1947 r. w Krakowie, po kilku tygodniach brutalnego śledztwa przewieziony do siedziby MBP w Warszawie. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 23 października 1948 r. został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 14 stycznia 1949 r.

Roman Groński "Żbik" był porucznikiem Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1926 r. Od najmłodszych lat związany z Lubelszczyzną, pochodził z Kraśnika. Od listopada 1943 r. ukrywał się, aby uniknąć wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec. Od marca 1944 r. w oddziale Kedyw Dekutowskiego. Walczył w czasie akcji "Burza". Rozbrojony przez Sowietów. Ujawniony w sierpniu 1945 r. nie zaniechał działalności niepodległościowej. Od czerwca 1946 r. dowódca patrolu żandarmerii, zwalczał pospolity bandytyzm. 16 września 1947 r. w Nysie został zatrzymany przez UB w trakcie próby przedostania się na Zachód wraz z mjr. Hieronimem Dekutowskim "Zaporą". Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r.

Antoni Olechnowicz "Krzysztof", "Kurkowski", "Lawicz", "Pohorecki", "Meteor" był kpt. dypl. Wojska Polskiego, podpułkownikiem Armii Krajowej, ostatnim komendantem Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej i Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej. Urodził się w 1905 r. We wrześniu 1939 r. brał udział w wojnie obronnej Polski. Na początku października 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której wkrótce zbiegł. W kwietniu 1944 r. objął dowództwo I Zgrupowania AK, którym dowodził podczas operacji "Ostra Brama". Jako jeden z nielicznych oficerów wileńskiej AK uniknął w lipcu 1944 r. aresztowania przez NKWD. Kontynuował działalność niepodległościową, od końca marca 1945 r. na stanowisku komendanta Okręgu Wileńskiego. Latem tego roku przeprowadził ewakuację wileńskiego ośrodka dowódczego do Polski centralnej.

Kontynuował samodzielnie działalność niepodległościową jako dowódca eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK. W grudniu 1945 r. podporządkował sobie oddziały partyzanckie dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę". W lutym 1947 r. przedostał się do Paryża, skąd po otrzymaniu instrukcji powrócił do kraju. Kontynuował działalność niepodległościową dowodząc kadrowym Ośrodkiem Mobilizacyjnym Okręgu Wileńskiego AK. Aresztowany 26 czerwca 1948 r. we Wrocławiu w wyniku ogólnopolskiej operacji MBP o krypt. "Akcja X", obejmującej żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego z Wileńszczyzny. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 2 listopada 1949 r. skazany na karę śmierci. Stracony 8 lutego 1951 r.

Marian Orlik był podpułkownikiem Wojska Polskiego. Urodził się w 1916 r. Wojnę obronną we wrześniu 1939 r. rozpoczął w stopniu podporucznika w 2 pułku 1 Dywizji Piechoty Legionów. Na początku października dostał się do niewoli, w której przebywał do końca okupacji niemieckiej. W styczniu 1945 r. został uwolniony przez Armię Czerwoną. Powołany następnie do służby wojskowej. Wiosną 1947 r. znalazł się wśród oficerów Grupy Operacyjnej "Wisła". We wrześniu został przeniesiony do Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W połowie 1951 r. otrzymał awans na stopień podpułkownika, a pod koniec przeniesiony został do Centrum Wyszkolenia Medycznego w Łodzi. Praca na stanowisku wykładowcy przyczyniła się do jego rezygnacji ze służby w lutym 1952 r. Trzy miesiące później został zatrzymany przez oficerów Informacji Wojskowej pod nieprawdziwym zarzutem udziału w tzw. spisku w wojsku. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego stracony 3 grudnia 1952 r.

Zbigniew Przybyszewski był komandorem Marynarki Wojennej. Urodził się w 1907 r. w Giżewie. Dowodził baterią im. Komandora Podporucznika Helidora Laskowskiego na Helu we wrześniu 1939 r. podczas agresji Niemiec na Polskę. Między innymi dowodzona przez niego bateria zwyciężyła w pojedynku ogniowym z niemieckimi pancernikami Schleswig-Holstein i Schlesien. Do 1945 r. przebywał w niemieckich obozach jenieckich. W lipcu 1945 r. powołano go jako wykładowcę do służby wojskowej w Szkole Specjalistów Morskich. W 1946 r. organizował Samodzielny Dywizjon Artylerii Nadbrzeżnej. Aresztowany 17 września 1950 r. przez oficerów Informacji Wojskowej pod nieprawdziwym zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego z 21 lipca 1952 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1952 r.

Aleksander Adam Kita był podpułkownikiem Wojska Polskiego. Urodził się w 1912 r. w Annopolu. W kampanii polskiej 1939 r. dowodził kompanią ckm 1 batalionu 45 Pułku Piechoty 13. DP Armii "Prusy". Uczestniczył w walkach z niemieckimi oddziałami pancernymi pod Tomaszowem Lubelskim, odznaczył się w lasach spalskich i w boju o przeprawę na Wiśle pod Ryczywołem. Dostał się do niemieckiej niewoli. Pod koniec stycznia 1945 r. został uwolniony przez Armię Czerwoną, po czym powrócił do rodzinnego domu. Wiosną podjął pracę w Kuratorium Oświaty w Toruniu. Miesiąc później został powołany do Wojska Polskiego. Po przebytym kursie dla szefów sztabów pułków w Rembertowie skierowano go do 39 Pułku Piechoty 12 Dywizji Piechoty. Z początkiem września 1947 r. przeniesiony do Sztabu Generalnego WP. W 1951 r. wyznaczony na przewodniczącego podkomisji do spraw wytyczenia granicy polsko-sowieckiej. Aresztowany 23 maja 1952 r. przez oficerów Zarządu Informacji pod fałszywym zarzutem udziału w tzw. spisku w wojsku. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego pod przewodnictwem ppłk. Juliusza Krupskiego z 8 sierpnia 1952 r. skazany na karę śmierci. Jego skarga rewizyjna do Zgromadzenia Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego oraz prośba o ułaskawienie do prezydenta Bolesława Bieruta zostały odrzucone. Wyrok wykonano 3 grudnia 1952 r.

Jerzy Miatkowski "Zawada" był żołnierzem Armii Krajowej, podporucznikiem Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1923 r.; pochodził z Jabłonny koło Warszawy. Od 1943 r. żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, po upadku którego dostał się do niewoli niemieckiej. Uwolniony przez wojska amerykańskie. Po powrocie do Polski, w styczniu 1946 r. wstąpił w szeregi oddziału mjr. Dekutowskiego, był jego adiutantem. Odznaczony Krzyżem Walecznych. Wiosną 1947 r. ujawnił się w związku z ogłoszoną przez władze komunistyczne amnestią i powrócił do stolicy. W obawie przed aresztowaniem zdecydował się na opuszczenie kraju wraz ze swym niedawnym dowódcą. Zatrzymany 15 września 1947 r. w Nysie wraz z mjr. Dekutowskim i jego najbliższymi współpracownikami. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r.

Stanisław Mieszkowski był komandorem Marynarki Wojennej. Urodził się w 1903 r. w Piotrkowie Trybunalskim w rodzinie inteligenckiej. Po wybuchu I wojny światowej wywieziony wraz z rodziną do Rosji, gdzie kontynuował przerwaną w gimnazjum naukę. Po powrocie do Polski jako ochotnik wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1924 r. zgłosił się do Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej. Do 1939 r. odbywał studia specjalistyczne w zakresie artylerii morskiej. Był oficerem artylerii na niszczycielach "Grom" i "Błyskawica".

We wrześniu 1939 r. dowodził kanonierką "Generał Haller", uczestnicząc w obronie polskiego wybrzeża przed lotnictwem niemieckim, a następnie 3 września wraz z załogą okrętu wzmocnił załogę Helu, walcząc w obronie półwyspu do kapitulacji 2 października. Przez całą okupację przebywał w niemieckich obozach jenieckich. Od 1947 r. był szefem Sztabu Głównego Marynarki Wojennej, zaś 15 listopada 1949 r. został dowódcą Floty. Aresztowany 20 października 1950 r. przez oficerów Zarządu Informacji Marynarki Wojennej w Gdyni pod nieprawdziwym zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego z 21 lipca 1952 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1952 r.

Karol Rakoczy był żołnierzem Ruchu Oporu Armii Krajowej, następnie Narodowych Sił Zbrojnych. Urodził się w 1928 r. Jako szesnastolatek wiosną 1946 r. wstąpił do oddziału ROAK Obwodu "Mewa". W październiku 1947 r. wspólnie z oddziałem podporządkował się 11 Grupie Operacyjnej NSZ, dowodzonej przez por. Stefana Bronarskiego "Liścia". Aresztowany po walce z grupą operacyjną UB-KBW nieopodal wsi Sinogóra w powiecie mławskim. Na skutek postrzału kręgosłupa cierpiał na całkowity bezwład kończyn dolnych. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie stracony 29 marca 1950 r.

Edmund Tudruj "Mundek" był porucznikiem Armii Krajowej i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1923 r.; pochodził z okolic Lublina. W szeregach AK od 1943 r. W czasie akcji "Burza" rozbrojony wraz z oddziałem przez Sowietów pod Polanówką. Odznaczony Krzyżem Walecznych. Powrócił w rodzinne strony, gdzie w październiku 1944 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy NKWD. Wywieziony w głąb Związku Sowieckiego, do obozu w Borowiczach, skąd powrócił w marcu 1946 r. Od maja 1946 r. w szeregach oddziału sierż. Stanisława Łukasika "Rysia". Początkowo był prowiantowym oddziału, a następnie zastępcą dowódcy jednego z patroli oddziału. Nie ujawnił się, w maju 1947 r. wyjechał na zachód Polski. Poszukiwany przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji, często zmieniał miejsce zamieszkania. Ostatecznie zdecydował się na opuszczenie kraju wraz z mjr. "Zaporą", podczas którego 16 września 1947 r. został aresztowany w Nysie przez funkcjonariuszy UB. Stracony 7 marca 1949 r.

Arkadiusz Wasilewski "Biały" był porucznikiem AK i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Urodził się w 1925 r.; pochodził ze Sterdyni na Podlasiu. Do AK wstąpił w 1943 r. po ucieczce z robót przymusowych, na które został skierowany po niemieckiej agresji na Polskę w 1939 r. Ukrywał w domu kobietę pochodzenia żydowskiego, której życie zagrożone było w wyniku polityki narodowościowej niemieckiego okupanta. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren Polski zgłosił się do wojska. Skierowany do Wojsk Wewnętrznych – formacji stworzonej do likwidacji antykomunistycznego podziemia zbrojnego, ukończył kurs w Centrum Wyszkolenia WW. W maju 1945 r. zdezerterował i wstąpił w szeregi zgrupowania "Zapory" na terenie Lubelszczyzny. W sierpniu 1945 r. skorzystał z amnestii ogłoszonej przez władze komunistyczne i ujawnił się. W grudniu został aresztowany przez funkcjonariuszy UB pod zarzutem współpracy z podziemiem. Brutalnie przesłuchiwany na Zamku Lubelskim, nie przyznał się do winy. Po zwolnieniu z więzienia w październiku 1946 r., powrócił w szeregi oddziału Dekutowskiego. W 1947 podjął nieudana próbę przedostania się na Zachód. Aresztowany w punkcie kontaktowym w Nysie wraz ze współtowarzyszami walki. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie stracony 7 marca 1949 r.


1.03.2014

Wrocław - prowokacja policji





Wrocław 1 marca uroczystości podczas Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych. Film Roberta Krauza.
23 osoby zostały bezprawnie zatrzymane podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych we Wrocławiu. Powodem było odpalenie rac pod pomnikiem rotmistrza Witolda Pileckiego. Było ono… zgłoszone w programie uroczystości i uzgodnione z władzami miasta.

Jak zapewniali organizatorów przedstawiciele władz miasta, policja miała być poinformowana o tym, że odpalenie rac jest częścią programu zgromadzenia i ma na celu uczczenie tych, którzy ginęli w walce o wolną Polskę.

Przypomnijmy, że po proteście na Uniwersytecie Wrocławskim przeciwko wizycie stalinowca Zygmunta Baumana, byłego funkcjonariusza zbrodniczego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego mordującego Żołnierzy Wyklętych, pogróżki pod adresem kibiców Śląska Wrocław wygłaszał sam premier Donald Tusk. „Będziemy starali się wraz z MSW, ale także z innymi instytucjami państwa niezwykle twardo egzekwować prawo szczególnie wobec tak zorganizowanych grup, bo dzisiaj one mogą się wydawać jeszcze mało groźne, chociaż ja uważam, że to jest wstęp do poważnego nieszczęścia” – stwierdził.

W sobotnim marszu we Wrocławiu wzięło udział tysiące osób.

- W tym roku było wyjątkowo uroczyście. Większość marszu stanowili młodzi ludzie, znaczna część z nich to kibice. Wiele ludzi przyszło z dziećmi albo z rodzinami, byli też ludzie w średnim wieku i starsi. W momencie w którym kibice odpalali race przy pomniku Pileckiego, cały marsz znajdował się po drugiej stronie fosy. W tym roku częścią marszu były inscenizacje - jedną z nich była ta z racami przy pomniku Pileckiego. Ludzie uczestniczący w marszu patrzyli się na odpalone race z daleka. Nikomu nic nie groziło - mówi Damian Wittchen.

- To święto wynika z naturalnej patriotycznej potrzeby. Tu nie chodzi jedynie o pamięć, ale o poczucie dumy z własnej przeszłości, z bohaterskich postaw tych, którzy po 1945 r, ginęli w stalinowskich kazamatach, poczucia że jesteśmy z rodu takich jak oni, jak bezkompromisowi Żołnierze Niezłomni. Od sześciu lat, mimo nieprzychylnych głosów wiodących mediów do tego typu wydarzeń, taka forma pokazania na zewnątrz dumy i radości z naszej prawdziwej historii się rozwija i będzie rozwijać się dalej - mówi Domika Arendt Witchen z Inicjatywy Historycznej. Tymczasem w sobotę rano podczas oficjalnych obchodów prezydenta miasta Rafała Dutkiewicza powitały okrzyki „Gdzie masz Baumana?!”.

Zdaniem prawnika Jacka Bąbki, prezesa Fundacji Badań nad Prawem, takie naciski jak wypowiedź premiera, mogą prowokować policjantów do bezprawnych działań. – Taka nadgorliwość mogła mieć związek z tym, że mieli w pamięci te słowa. Bo zator informacyjny pomiędzy władzami miasta, która wie o racach i policją wygląda bardzo dziwnie – mówi. Telefon rzecznika dolnośląskiej policji, którego chcieliśmy zapytać o sprawę, milczy.

- Zatrzymanie kibiców jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, ponieważ wszystko, także odpalenie rac było uzgodnione w urzędzie. To, co się stało przypomina mi sytuację, kiedy to w czasach komunistycznej Polski, patrioci byli szykanowani. Dzisiaj polska policja próbuje zniszczyć tych, którzy walczą o pamięć bohaterów naszej Ojczyzny - mówi Kalif, 24 letni student, kibic WKS ŚLĄSK.

- Podejrzewam że to odwet Dudkiewicza za okrzyki kibiców podczas uroczystości na cmentarzu - mówi uczestnicząca w uroczystościach wrocławianka

Wieczorem, po marszu zatrzymani kibice zostali przewiezieni na Komisariat Policji Wrocław Stare Miasto przy ul. Trzemeskiej, gdzie usłyszeli zarzuty z kodeksu wykroczeń. Po północy wszyscy kibice zostali wypuszczeni.


dodajdo.com

niedziela, 6 lipca 2014

Tomasz Hutyra: Jak "Stocznia Gdańska" wpadła w ukraińskie ręce!





Tomasz Hutyra

O tym jak "Stocznia Gdańska" wpadła w ukraińskie ręce!


Napisałem kiedyś list do Pana Premiera Jana Olszewskiego. List w sprawie „Stoczni Gdańskiej”. Muszę ten list opublikować na Waszej stronie, stronie „Radia Wnet” i mam nadzieję, że ktoś w końcu zainteresuje się tym, jakże bardzo poważnym tematem, jak państwo polskie utraciło kontrolę na stoczniami. Problem należy do tych, tak zwanych bardzo złożonych, nie z jednym tylko dnem, ale kilkoma.... Ów list, to tylko malutka odkryta cząsteczka całego szacher macher. Z racji, iż osobiście pracowałem dla „Stowarzyszenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej Arka”, siłą inercji uzyskałem wiedzę porażającą. Muszę w końcu coś z tym zrobić, przekazać w eter chociaż tyle, ile jeszcze w pamięci i na dokumentach zostało. Wcześniej próbowałem coś pisać na onecie, ale nie, to pomyłka była. Oto kopia mojego listu wysłanego do Premiera Jana Olszewskiego latem 2007 roku. List pozostał bez echa.


Szanowny Panie Premierze,

Ponownie, po raz drugi, bardzo proszę Pana Premiera o interwencję u Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie Stoczni Gdańskiej, bowiem sytuację mamy krytyczną. Sprawdza się to wszystko, co przewidziałem i Panu Premierowi opowiedziałem w lutym bieżącego roku (a był to rok 2007).

Cztery miesiące temu, gdy odwiedziłem Pana w Kancelarii Prezydenta, zdałem Panu relację o tym, że możemy spodziewać się załamania wyników ekonomicznych w stoczni gdańskiej, że Zarząd Stoczni działa na jej szkodę i nie ma już czasu zupełnie na jakiekolwiek kosmetyczne zmiany kierownictwa w stoczni.

Stocznia tonie. Buczkowski będąc jej wiceprezesem, w momencie gdy rządzi Prawo i Sprawiedliwość, jest przykładem na rozdwojenie jaźni. Wiemy przeciecz obaj, że Pan Buczkowski razem z Panem Szlantą doprowadzili do okrojenia i oderwania terenów stoczniowych. Jak można na takim człowieku budować przyszłość gospodarczą w naszej stoczni? To jest skandal, którego nie można wytłumaczyć pustymi frazesami, jak czyni to szef stoczni, Pan Prezes Andrzej Jaworski.

Wiemy, że Solidarność w stoczni w osobie Pana Gałęzewskiego broni układu pana Jaworskiego na szczeblach władzy. Wiemy też, że Pan Jaworski jest bliskim współpracownikiem Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ale do prawdy, czy nic nie można zrobić, aby wymienić zarząd? Jakoś nie mogę w to uwierzyć. Może jest również też coś, o czym ja nie wiem, a co skutecznie podtrzymuje ten chory i zdegenerowany układ władzy w Stoczni Gdańskiej.

Mamy straty. Nic nie uczyniono w sprawie odzyskania terenów. Nic nie uczyniono w sprawie odzyskania pochylni. Nie zrobiono ani jednego kroku w sprawie odszkodowania należnego zgodnie z wyrokiem sądowym. Czy to wszystko można jeszcze jakoś wytłumaczyć?

Mamy dokumenty, posiadamy dowody na potwierdzenie tych gorzkich słów. Panie Premierze proszę raz jeszcze o pomoc. Proszę o interwencję u Prezydenta w tej sprawie.

Z wyrazami głębokiego szacunku,

Tomasz Hutyra




Powyższy list wysłałem do Pana Premiera Olszewskiego ósmego sierpnia 2007 roku. Można powiedzieć, iż to był ostatni kontakt między nami. Wcześniej, w lutym 2007 roku byłem w Warszawie w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i osobiście rozmawiałem z doradcą Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Panem Premierem Janem Olszewskim w sprawie Stoczni Gdańskiej. Poinformowałem Pana Premiera, iż Zarząd Stoczni reprezentowany przez Pana Andrzeja Jaworskiego nosi się z zamiarem sprzedania zakładu inwestorom z Ukrainy. Pan Premier poinformował mnie, że Prezydent nigdy nie zgodzi się na sprzedaż inwestorom z Ukrainy, bowiem za nimi stoi koncern Donbas, na który prawdopodobnie wpływ mają rosyjskie służby specjalne powiązane z dawnymi interesami KGB. Cóż, jak wiemy, stało się dokładnie tak jak przewidziałem. Stocznia poszła w ręce ukraińskie. Ale dzisiaj jest jeszcze ciekawiej, otóż mamy taką sytuację, że Pan Andrzej Jaworski zasiada w Sejmie i opowiada wszem i wobec, jak to on sprawnie działał na rzecz Gdańskiej Stoczni. Dzisiaj Stocznia Gdańska w oddartym kawałku, bez swoich strategicznych terenów (tereny owe zostały wrogo przejęte i wielokrotnie odsprzedane dalej, a czym dalej tym trudniej złapać złodzieja) jeszcze działa, jeszcze zipie, ale to tylko kwestia czasu, gdy i ona dołączy do reszty bankrutów. Nie ma już stoczni w Gdyni, nie ma w Szczecinie, koniec dziesiątków zakładów kooperujących. Finał dla instytutów badawczych i rozwojowych. Początek końca polskiej myśli technicznej związanej z okrętownictwem. Cała gałąź potężnego przemysłu została wycięta. Kto jest winien? Kto za tym stoi? Kto ten układ wspiera?

Śmieszą mnie sprawy banalne, wszelkie śledcze komisje sejmowe. Czym one się pokończyły? Skandalami, oskarżeniami, zapomnieniem. Prokuratorzy oraz służby specjalne do tego powołane nie potrafią prowadzić śledztw strategicznych, działać na rzecz gospodarki narodowej przejmowanej wrogo na naszych oczach. My Polacy stoimy obecnie pod ścianą i zadajemy sobie pytanie czy państwo polskie jeszcze działa w interesie bytu narodowego? Mam nadzieję, iż nastanie w końcu taki rząd, który pozwoli swobodnie działać rzetelnym prokuratorom, a oni podejmą śledztwa na wielu obszarach, między innymi zajmą się sprawą zbyt łatwego wyzbycia się całego przemysłu okrętowego w Polsce. Dowiodą kto za tym stał...Ale to tylko już nadzieja. Przez ów upadek tysiące moich rodaków musiało wyjechać po raz kolejny z własnego kraju za chlebem na obczyznę, ale kogo to dzisiaj obchodzi....


Fot. Michał Szlaga



Więcej:
Co Jarosław Kaczyński zagwarantował Niemcom poprzez swoją zgodę na ratyfikację traktatu lizbońskiego



dodajdo.com

niedziela, 29 czerwca 2014

Mariusz Max Kolonko: 'The worst case scenario' w aferze podsłuchowej




Mariusz Max Kolonko "Mówi jak jest" - Polskie Watergate


...amerykański usiłuje zamieść pod dywan niefortunną wypowiedź szefa polskiej dyplomacji Sikorskiego wypowiedzianą w prywatnej rozmowie, że oto stosunki polsko-amerykańskie to jest jeden wielki ps, że mówiąc eufemistycznie, one nie są warte funta kłaków. Amerykański Departament Stanu wypuścił rzeczniczkę, która powiedziała taką formułkę, którą mogłaby spokojnie odnieść do 90 proc. państw na tej ziemi, ale nie do Polski i nie w tej sytuacji, która się pojawiła. Mianowicie ona powiedziała, że stosunki polsko-amerykańskie są trwałe i są oparte na tych samych wartościach.

No, Reagan to się normalnie przewraca w grobie. Od kiedy wartości amerykańskie to jest łamanie konstytucji i wpadanie do prywatnego, niezależnego biznesu medialnego jak gang Olsena? W amerykańskich warunkach, gdyby to, co się stało w Polsce, stało się tutaj, to mielibyśmy z automatu przesłuchanie wszystkich ludzi zamieszanych w tę sprawę w Kongresie i wniosek o impeachment, czyli dymisję rządu.

Moja ocena tego jest także taka: rząd w tej chwili usiłuje odwrócić uwagę społeczeństwa od faktycznych sprawców, winowajców w tej aferze, poprzez dokonywanie aresztowań, szukanie winnych w tej sprawie - co mnie niepokoi dlatego, że za każdym razem, kiedy rząd stara się znaleźć winnego, na siłę, to zwykle go znajduje i zwykle to nie jest ten, który powinien siedzieć w więzieniu. Ten który powinien siedzieć w więzieniu, to są ludzie, którzy konspirowali w celu złamania ustawy konstytucji, ustawy zasadniczej poprzez to, żeby bank centralny [NBP] finansował nieudolną politykę rządu pieniędzmi banku centralnego.

Jak oni chcieli to robić? Za każdym razem, kiedy jakiś bank działa na rynku, ma zwykle ok. 10 proc. aktywów zdeponowanych w banku centralnym jako taką rezerwę. I bank centralny patrzy na to i mówi: proszę, ten pan ma u nas 100 mln., więc możemy dać mu na przykład kredytu na sumę 100 mln. zł., dajmy na to. I w ten sposób tak jak nie mogliście dostać kredyt w banku, bo bank mówi, że nie ma pieniędzy, jak nie musicie dostać karty kredytowej, tak teraz mówi: tak, proszę bardzo, tu są pieniądze.

Dostaliście te pieniądze z banku centralnego, możecie te pieniądze wydawać. Wy wydajecie te pieniądze, pobudzacie gospodarkę, w ten sposób ta gospodarka się ożywia pieniędzmi z banku centralnego. Ale problem z tym jest taki, że ten proces jest w Polsce nielegalny. To jest legalne w Ameryce, w Japonii, w wielu krajach europejskich, ale w Polsce nie. I dlatego... w mojej ocenie szef MSW Sienkiewicz o tym nie wie, kiedy składa tę propozycję, ale ktoś go tam wysyła. Pytanie: kto go tam wysyła? Czy może jest to premier? To jest pierwsze pytanie, na które ja chciałbym mieć odpowiedź.

I drugie pytanie to jest takie... to jest wniosek taki, że szef banku centralnego o tym wie, ale on chce upiec swoją pieczeń na tym ogniu, dlatego mówi, że chce dymisji ministra finansów. A po drugie, kiedy on ma zrobić, o co mnie prosicie, to chce mieć przy sobie jako partnera premiera Donalda Tuska.

Bardzo ważny element, ponieważ to właśnie pada na taśmach i to bezpośrednio wiąże premiera z całą tą aferą, z polską Watergate.

Trzecia sprawa jest taka, że dopiero na końcu prezes banku centralnego mówi: a tak przy okazji to znowelizujcie ustawę o NBP, ponieważ to wszystko, o co mnie tu prosicie nielegalnie, tam w tej ustawie jest:   t a m  s ą  w y t r y c h y .

Reasumując, wszyscy ludzie zamieszani w tę sprawę: zarówno szef banku centralnego Belka, jak i minister MSW Sienkiewicz, jak i premier, o ile jego powiązanie z tą sprawą zostanie udowodnione, mogą - worst case scenario - excuse moi - pójść do więzienia. Oni, a nie kelnerzy. Max Kolonko mówi jak jest.


dodajdo.com

niedziela, 22 czerwca 2014

Objaśnienie dla prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska na czym polega istota "wytrycha" autorstwa prezesa NBP Marka Belki




Konstrukcja "wytrycha", o którym wspominali Marek Belka i jego przyboczny Sławomir Cytrycki w rozmowie z wysłannikiem prezesa Rady Ministrów ministrem spraw Wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem nie jest tak trudna do zrozumienia, jak się prezesowi Rady Ministrów (a także ewentualnie Prokuratorowi Generalnemu, Marszałkowi Sejmu, Marszałkowi Senatu, prezesowi Najwyższej Izby Kontroli, i last but not least Prezydentowi RP) może wydawać. Otóż według wszelkiego prawdopodobieństwa mechanizm owego "wytrycha" przedstawiałby się mniej więcej tak:

1. Prezes Rady Ministrów przeprowadza przez Radę Ministrów odpowiednie założenia do ustawy, a następnie przez Sejm i Senat RP zaproponowaną przez prezesa NBP samą ustawę o zmianie ustawy o Narodowym Banku Polskim, a także - w jej ramach albo poza nią - ustawę Radzie Ryzyka Systemowego. Cały pakiet aktów legislacyjnych zatwierdza następnie (najlepiej bez uprzedniej kontroli konstytucyjności przez Trybunał Konstytucyjny) Prezydent RP, który nota bene najwyraźniej bardzo pragnie zostać wybrany prezydentem RP na drugą kadencję.

2. Nadzwyczajne uprawnienia dla skromnego a nadzwyczaj zapracowanego prezesa NBP, opublikowane w Dzienniku Ustaw, wchodzą sukcesywnie w życie.

3. Ministra Finansów mianuje prezes Rady Ministrów na wniosek prezesa NBP. Minister Finansów wskazany przez prezesa NBP w stosownym momencie zgłasza prezesowi NBP zapotrzebowanie Rady Ministrów na środki finansowe niezbędne do sfinansowania sztucznego ożywienia gospodarki podyktowanego celami wyborczymi rządu przez dodrukowanie pustego pieniądza i rzucenia go na rynek na 1-1,5 roku przed spodziewanymi wyborami parlamentarnymi. Zapotrzebowanie rządowe realizuje prezes NBP, doprowadzając poza wiedzą i zgodą Rady Polityki Pieniężnej do wyemitowania dodatkowej transzy obligacji. Normalnie takie dodatkowe obligacje trudno byłoby sprzedać na rynku papierów wartościowych bez znacznego spadku ich wartości, ale nie istnieją żadne przeszkody ich zakupu po odpowiednim kursie przez pozostający pod kontrolą NBP komercyjny bank BGK.

4. W wyniku operacji zamiany papierów wartościowych na żywy pieniądz pomiędzy NBP i BGK rząd dostaje dodatkowe, nie przewidziane w budżecie środki finansowe, które przeznacza na wsparcie celowe swojej długodystansowej kampanii wyborczej. W wyniku działań NBP wyborcy mają rzeczywiście przez szereg miesięcy poprzedzających wybory wrażenie, że w ich portfelach jest jakby więcej pieniędzy, a więc w sporej swej liczbie nie są zainteresowani zmianą dotychczasowej ekipy rządowej, co ostatecznie odbija się dość korzystnie na preferencjach wyborczych elektoratu.

5. Po zwycięskich wyborach prezes NBP niezwłocznie ustanawia odpowiednio wysokie stopy procentowe w celu zdławienia wzrostu inflacji będącego skutkiem długodystansowej (long run) kampanii wyborczej rządu, w efekcie czego w portfelach wyborców jest tyle samo, albo jeszcze mniej pieniędzy, aniżeli przed wyborami. NBP odkupuje obligacje wyemitowane dla celów wyborczych od związanego z NBP BGK, oczywiście nie ze stratą, ale po godziwym gwarantowanym przez państwo kursie.

Jak zatem prezes Rady Ministrów może widzi, ostatecznie w wyniku przyjęcia koncepcji "wytrycha" bardzo wiele się zmienia, aby wszystko pozostało po staremu, a nawet lepiej. Przede wszystkim sam prezes Rady Ministrów nadal nie musi się troszczyć o gospodarkę, na której się nie bardzo zna, nie musi się martwić o dalsze losy sprawy smoleńskiej, więc może już w całości poświęcić się piłce nożnej i dbałości o stan swojego PR-u.

Z kolei dla prezesa NBP również się nic nie zmienia. Pozostając za poparciem prezesa Rady Ministrów na drugą kadencję na swoim stanowisku prezes NBP (o bardzo już teraz dłuugich członkach) może być nadal superpremierem (właściwie Kanclerzem, z racji rangi specjalnych uprawnień, w jakie się sam wyposażył), kierującym zarazem NBP i de facto Ministerstwem Finansów za pośrednictwem delegowanego przez siebie ministra finansów. Zgodnie ze obietnicą, złożoną prezesowi rady Ministrów za pośrednictwem Ministra Sienkiewicza przez prezesa NBP, że "bardzo wiele będzie możliwe", w dalszym ciągu istnieją zainaugurowane przed wyborami ustrojowe warunki do swobodnego "objeżdżania" woli i wiedzy fasadowej odtąd Rady Polityki Pieniężnej, jak również ustawowego zakazu finansowania przez NBP deficytu budżetowego, nie mówiąc już o "objeżdżaniu" Konstytucji RP jako takiej.

Również wybrane przez superpremiera Belkę banki komercyjne, w których skarb państwa ma swoje znaczące udziały, przekształcone w swego rodzaju rządowy koncesjonowany wtórny rynek papierów wartościowych, mogą spać spokojnie: niezależnie od tego, jak dalece nietrafne będą ich wszelkie przyszłe decyzje finansowe i niezależnie, jak bardzo wtopią się w toksyczne papiery, superministerstwo Marka Belki zawsze im poda swoją pomocną dłoń.

Wreszcie media publiczne i prywatne mogą nie zajmować się dłużej aferą podsłuchową i dzięki temu mają czas możliwość poznać do głębi i błogosławić dobrotliwość, takt i umiar policji, Agencji Bezpieczeństwa Publicznego tudzież samego Prokuratora Generalnego.

A wszystko to dzięki zainicjowanej w odpowiednim czasie inteligentnie pomyślanej przez przyszłego superpremiera Marka Belkę niepozornej nowelizacji ustawy o NBP, oraz dzięki specjalnym uprawnieniom uzyskanym przez Niego za pośrednictwem ustawy o Radzie Ryzyka Systemowego.


dodajdo.com