czwartek, 25 lutego 2010

Lis w skórze lwa, czyli - Przychodzi Macierewicz z propozycją



Kto był na Górze św. Anny w Opolskiem i zwiedzał znajdujący się tam kościół pod tym samym wezwaniem, ten może widział pewien obraz. Przedstawia on Anioła Stróża walczącego z Diabłem poprzez grę w szachy o duszę człowieka. Słuchając nagrania rozmowy O. Redemptorysty z Antonim Macierewiczem na antenie Radia Maryja (13.02.2010), zachwalającym zdrajcę Narodu i Państwa polskiego Lecha Kaczyńskiego jako rzekomo jedynego możliwego kandydata na Prezydenta RP, przypomniałem sobie ten właśnie obraz.

Żeby zrozumieć całe diabelstwo tej "propozycji", trzeba mieć na uwadze szereg zasadniczych kwestii, które zostają starannie przed słuchaczami Radia Maryja zatajone:

1. Macierewicz mówiąc, iż prezydent Czech Klaus także podpisał traktat lizboński, podobnie jak Lech Kaczyński, "zapomina" dodać, że o ile prezydent Czech podpisał traktat lizboński po dwukrotnym skierowaniu traktatu do czeskiego trybunału i dwukrotnym pozytywnym orzeczeniu tego trybunału, o tyle Lech Kaczyński uczynił wszystko, aby nie skorzystać z jedynie i wyłącznie jemu przysługującego prawa skierowania traktatu lizbońskiego w trybie tzw. kontroli uprzedniej do polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że ewentualna kontrola konstytucyjnosci traktatu na wniosek innego podmiotu uprawnionego mogła nastąpić dopiero po uprawomocnieniu się traktatu, czyli po jego wejściu w życie.

2. Macierewicz nie wspomina, że faktyczną decyzję o przystąpieniu przez Polskę do traktatu lizbońskiego, czyli do traktatowej formy konstytucji europejskiej, powołującej do życia federalne superpaństwo europejskie, unieważniającej polską Ustawę Zasadniczą, z równoczesnym przekreśleniem polskiej państwowości, podjął nawet nie sam Lech Kaczyński, ale jego brat, Jarosław Kaczyński, ówcześnie premier rządu polskiego, po interwencjach telefonicznych m.in. prezydenta Francji Sarkozy'ego w trzeciej dekadzie czerwca 2007.

3. Bez pardonu oczernia jedynego jak dotąd wiarygodnego kandydata na prezydenta RP, który zaświadczył swoją postawą jako marszałek Sejmu, druga osoba w państwie, że w przeciwieństwie do Lecha i Jarosława Kaczyńskich nie traktuje sprawy obrony życia instrumentalnie. Macierewicz, pragnąc wykluczyć w przedbiegach tę najgroźniejszą dla Lecha Kaczyńskiego kontrkandydaturę, straszy słuchaczy, że jeśli zagłosują na Marka Jurka, mogłoby to "bardzo zaszkodzić, doprowadzić do dużych, dużych dla nas, jako Polski, negatywnych konsekwencji". Wkrótce okazuje się, że ta kandydatura "rozbije przecież obóz patriotyczny i sprawi w ostatecznym rozrachunku, że "będziemy zupełnie bezradni ma scenie politycznej" jak wtedy, kiedy przez "wiele, wiele lat dziesiątków, a nawet setek lat bez państwa ratowaliśmy swoją tożsamość".

4. Macierewicz obłudnie zaleca Markowi Jurkowi, żeby ten zorganizował akcję poparcia swojego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego przez wojewodów, starostów, wójtów i sołtysów. Tym samym, wedle Macierewicza, lokalne władze samorządowe, być może szczebla gminnego, powinny być bardziej niż sam prezydent RP, świadome faktu oczywistej skąd inąd, nawet dla niejednego laika z ulicy, sprzeczności Traktatu Lizbońskiego z Konstytucją RP. Sprzeczności, dodajmy, której Lech Kaczyński, prezydent Polski, nie chce dostrzec po dziś dzień.

5. Mówiąc o tych mniejszościowych posłach PiS, którzy podpisali się pod wnioskiem do Trybunału i pragnąc rozciągnąć wdzięczność słuchaczy z tego tytułu na cały PiS, który 1 kwietnia 2008 roku w większości zagłosował za traktatem, Macierewicz zapomina zaznaczyć, że gdyby PiS nie dostarczyło zupełnie dobrowolnie brakujących do kwalifikowanej większości 2/3 7 (słownie: siedem) głosów, ów groźny dla Polski traktat, oznaczający tak jak dla Czech, finis Poloniae, nie mógłby być ratyfikowany. Łącznie owych głosów za traktatem lizbońskim ze strony "opozycyjnego" PiS było 89.


Rozmowa z Antonim Macierewiczem na antenie Radia Maryja w dniu 13 lutego 2010

2010.02.13.rn18.mp3
(45 min. I cz. nagrania)

O. Redemptorysta: Dzisiaj ujawnił swoją wolę kandydowania Marek Jurek.

Antoni Macierewicz: Ja nie słyszałem tej deklaracji, chociaż jakieś medium o tym powiedziało i dowiedziałem się, że taka deklaracja miała miejsce, ale nie słyszałem, w związku z tym nie wiem, jak ona naprawde wyglądała, i to do oceny byłoby istotne. Ale ja chcę powiedzieć, że to jest poważna... to byłaby, gdyby była, poważna, kandydatura. Nie ze względu na szerokość poparcia, bo nie sądzę, żeby tak rzeczywiście było, tylko ze względu na głoszone przez byłego pana marszałka wartości, zwłaszcza w obszarze związanym z moralnością chrześcijańską, ochroną życia. To jest osoba, która tej sprawie się poświęciła i tutaj ma olbrzymie naprawdę zasługi. Dlatego też trzeba zrobić dużo, żeby znalazł się on w szeroko rozumianym obozie patriotycznym, popierającym Lecha Kaczyńskiego, bo tam jest potrzebny, a będąc poza nim, tylko zmarnuje część głosów, a nie uzyska żadnego...

O.R.: A nie wyobraża pan sobie, panie ministrze, że w drugiej turze, gdyby doszło do takiej drugiej tury, w której wystartowałby Lech Kaczyński, czy Marek Jurek powiedziałby: głosujcie na Lecha Kaczyńskiego?

A.M.: Znaczy, gdyby w ogóle rzeczywiście kandydował?... Jeżeli będzie kandydował rzeczywiście, to to jest jego wola ujawnienia swojego stanowiska. Mam nadzieję, gdyby w ogóle do tego doszło, ale... liczę , że do tego nie dojdzie, to będzie temu towarzyszyła właśnie taka deklaracja. Że to jest kandydatura tylko, czy też aż... może lepiej powiedzieć - na pierwszą turę. Ale, powtarzam, to jest kandydatura, która, gdyby miała miejsce, mogłaby bardzo zaszkodzić, mogłaby doprowadzić do dużych.. dużych dla nas.. jako Polski... negatywnych konsekwencji. Mogłaby doprowadzić, że w drugiej turze spotka się... nie wiem, pan Szmajdziński z panem Sikorskim, z panem Komorowskim, albo pan Komorowski z panem, no... to po prostu jest kandydatura, która by nam wszystkim w moim przekonamniu zaszkodziła.

Ja rozumiem, gdyby taka decyzja zapadła, że jest zawsze taka pokusa, żeby zgromadzić prawdziwy, katolicki, twardy, że tak powiem, elektorat. Sam temu, takiej pokusie od czasu do czasu ulegam. Rozumiem to, ale też mam świadomość, że jesteśmy w tak trudnej, nadzwyczajnej sytuacji, trzeba sobie zdawać sprawę z konsekwencji dla Polski, które będą, jeżeli wygra kandydat Platformy Obywatelskiej - będziemy mieli przez następne lata wtedy i premiera i prezydenta z formacji liberalno-komunistycznej. Jakie szkody to przyniesie Polsce. Bo to rozbije przecież obóz patriotyczny, sprawi, że będziemy zupełnie bezradni ma scenie politycznej. To oczywiście nie znaczy, że Polacy jako naród będą bezradni, bo wiele, wiele lat dziesiątków, a nawet setek lat bez państwa ratowaliśmy swoją tożsamość, więc ja nie chcę być jakimś katastrofistą. Ale szereg korzystnych rozwiązań, które dzięki możliwościom wpływów państwowych uzyskaliśmy, stracimy.

O.R: Ja nie jestem pewny, czy gdzieś ta zasada - wracam do tej hipotezy - nie będzie miała zastosowania "wasz prezydent nasz premier", ale to jest jakby na gruncie takim publicystycznym, powiedzmy, gdzieś tam, zastanawianie się nad tym, natomiast, gdyby rzeczywiście Marek Jurek wystartował, gdyby Lech Kaczyński był w drugiej turze, to czy nie wydaje się panu, że Lech Kaczyński zraził sobie jednak wiele osób po prawej stronie, chociażby podpisaniem traktatu lizbońskiego. chociażby nie do końca jasnym stanowiskiem w kwestii życia, tak naprawdę, chociażby otoczeniem, które gdzieś w pałacu prezydenckim jest wokół Lecha Kaczyńskiego. Przypomnijmy sobie także to sławetne spotkanie pani prezydentowej z kobietami - to było chyba z okazji Dnia Kobiet - kiedy została podpisana deklaracja, którą pani prezydentowa gdzieś tam w kuluarach podpisała, a którą to deklarację, jeżeli sobie dobrze przypominam - Monika Olejnik przygotowała...

A.M.: Ale trudno nazwać panią Monikę Olejnik otoczeniem pałacu prezydenckiego. To by już była niewatpliwie za daleka hipoteza...

O.R.: Tylko, że ktoś do pałacu zaprasza, prawda? Więc to jest właśnie to pytanie, czy prezydent Kaczyński jednak w tych kwestiach pryncypialnych, jak Traktat Lizboński, jak ochrona życia, nie był zbyt mało pryncypialny, przez te cztery z górą lat?

A.M.: Ja myślę tak, że pan prezydent starał się być pryncypialny w tych kwestiach, chociaż być może modus operandi, sposób realizacji, mógł stwarzać takie wrażenie, a z pewnością strona przeciwna zrobiła wszystko, żeby eksponować ewentualne błędy i słabości.

O.R.: Panie ministrze, podpis pod traktatem nie jest wrażeniem, to jest fakt.

A.M.: Tak, jest faktem. Ale jest też faktem, że uczynił to prawie jako ostatni. Że robił wszystko, żeby tego podpisu uniknąć. I to było zresztą przyczyną olbrzymiej fali systematycznego, brutalnego, cynicznego ataku z drugiej strony. Nie było takiego dnia, w tym czasie, kiedy pan prezydent odkładał podpisanie, nie było takiego dnia, żeby nie było ataku na pana prezydenta, nie było kpin z pana prezydenta w związku z tym, że nie podpisuje traktatu lizbońskiego...

O.R.: To wszystko prawda, panie ministrze, ale...

A.M.: ...oczywiście, polityka nie jest ani rzeczą łatwą, ani przyjemną i nie po to się uprawia politykę, żeby być, że tak powiem, kochanym, zwłaszcza przez wrogów własnego kraju, prawda, zwłaszcza przez przeciwników, tylko po to, żeby realizować interesy narodowe, ludzkie, obywatelskie, prawda, interesy pewnej formacji, ale przede wszystkim interesy narodowe, interesy kraju. W związku z tym polityk musi być gotów ponosić tego typu koszty, ja się tutaj z Ojcem w pełni zgadzam, ale tylko pokazuję, że pan prezydent podpisał wtedy, jak już nie było w tej sprawie nieomal żadnego wyjścia. Ale równocześnie, ponieważ tak się złożyło, że jestem autorem wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności, niezgodności traktatu lizbońskiego z Konstytucją Rzeczpospolitej, wniosku, który będzie przez cały, pełny skład Trybunału wkrótce rozważany i mam nadzieję, że uzyskam pozytywny dla Polski z tego efekt. Chcę przypomnieć, że ten wniosek, kiedy został złożony, spotkał się z przychylnym komentarzem ze strony Kancelarii pana prezydenta, który - tutaj myślę o komentarzu pana Stasiaka, szefa Kancelarii, a więc osoby, która wypowiada się w imieniu pana prezydenta...

O.R.: Ale w takim razie...

A.M.: ... to są także znaki świadczące o tym, że pan prezydent rozważa to w kategoriach tego, co uważa za pewien realizm polityczny...

O.R.: A może, panie ministrze...

A.M.: ... pryncypia nasze w pełni popiera, ale uważa, że realizm nie pozwala ponad pewną miarę się upierać przy czymś, co on osobiście uważa za nierealistyczne - tak bym odczytywał to jego postępowanie. Moje stanowisko jest troszeczkę.. troszeczkę inne, ale ja chcę też zwrócić uwagę, że ono nie było jednostkowe. W tym sejmie potrzebne było 50 podpisów, żeby ten wniosek mógł zostać złożony. Zostały złożone 63 podpisy. I to nie byli członkowie Platformy Obywatelskiej, PSL-u, ani SLD. W związku z tym warto sobie, że tak powiem, zwrócić uwagę na to i zrozumieć, cenić tę formację, jaką jest Prawo i Sprawiedliwość. Bo gdyby jej nie było, to taki wniosek w ogóle nie mógłby zostać złożony.

Ja zresztą apelowałem do pana Marka Jurka, by zmobilizował na przykład samorządowców, którzy są z nim związani. Każdy organ stanowiący samorządu terytorialnego ma prawo do złożenia takiego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli, a tak rozumiem z jego wypowiedzi, pan Marek Jurek jest pryncypialnie przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu, to dlaczego nie zmobilizować, to ciągle na to jest czas. To nie jest jakaś pretensja wstecz, tylko także apel w przyszłość, samorządowców, szefów gmin, prawda, prezydentow miast, żeby taki podpis... taki podpis złożyli pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego. To wzmocni naszą skuteczność, nasze wspólne działanie w sprawie traktatu lizbońskiego. który niewątpliwie w tym kształcie jest po prostu dla Polski bardzo, bardzo niekorzystny i kwestionuje nasza suwerenność narodową.

O.R.: I pod którym jest podpis prezydenta Rzeczpospolitej.

A.M.: I pod którym jest podpis prezydenta Rzeczpospolitej. I także prezydenta Klausa, który tak dramatycznie powiedział - powiedział "Finis Bochemiae" Koniec Czech, podpisując.

O.R.: Panie ministrze, to prawda, tylko że pan prezydent Klaus nazwał jeszcze.. i jakby można powiedzieć, jeszcze powiedział, że to przyjęcie przypominało stypę. Natomiast w pałacu pana prezydenta podpisywanie wraz z czołowymi politykami, i tak dalej, przypominało raczej w e s e l e .

A.M.: Jak O. pamięta, tam sie nawet pióra zbuntowały, prawda? Trzykrotnie trzeba było zmienić pióro, żeby ten podpis został ostatecznie złożony.

O.R.: Pióro, które zlicytował pan Palikot.

A.M.: No, to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

O.R.: A czy ten realizm w takim razie nie moglibyśmy określić, panie ministrze, no... jest takie stare polskie porzekadło: "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek"? Bo jeżeli jest to traktat niekonstytucyjny z naszego punktu widzenia...

A.M.: Tak uważam. Ja uważam, że on jest sprzeczny z Konstytucją.

O.R.: ...i skoro otoczenie prezydenta tutaj przyklasnęło temu pomysłowi, żeby pod Trybunał Konstytucyjny oddać rozważenie tego traktatu, to po co podpis?

A.M.: Proszę Ojca, my jesteśmy w sytuacji podobnej obecnie, jak w końcówce XVIII w. Jesteśmy w sytuacji tak olbrzymiego parcia sił antypolskich, a dosyć w sposób otwarty zmierzających do niszczenia poszczególnych sfer, niezbędnych do suwerennego życia kraju, a nawet samej suwerenności, kwestionujących samą niepodległość narodową Polaków, że być może trzeba grać na wielu fortepianach. Że ten sojusz niepodległościowy, narodowy, patriotyczny musi być bardzo szeroki i musi operować wieloma różnymi narzędziami. Trzeba byc lwem i lisem równocześnie, być może. I moim zdaniem potępianie, czy pretensja tutaj do pana prezydenta jest naprawdę nieroztropna. Mówię to zupełnie serio, jako człowiek, który wybrał zupełnie inną w tej sprawie drogę, ale też pełnię inną funkcję. Ale też mam inne miejsce we strukturze polityczno-społecznej. Od mojej decyzji tak wiele nie zależy, jak zależy od decyzji pana prezydenta.

Czy, proszę Ojca, można powiedzieć, że gdyby pan prezydent nie podpisał, to wtedy by zwiększył swoje szanse na zwycięstwo wyborcze?


Ja powtarzam: od zwycięstwa wyborczego zależy, czy my utrzymamy możliwość walki o suwerenność państwową? Bo jeżeli on przegra, to ta możliwość bardzo dramatycznie zostanie okrojona - bądziemy zepchnięci do podziemia. Powtarzam, nie dramatyzuję: Polacy byli w podziemiu wielokrotnie i dawali sobie radę, w związku z tym nihil desperandum. Ale będzie to sytuacja po prostu gorsza. Będziemy operowali mniejszą ilością narzędzi niezbędnych do walki o... że tak powiem, nie tylko wartości, ale o codzienny byt Polaków.
Kto inny, poza prezydentem Kaczyńskim, dzisiaj mówi o sprawach społecznych? Ko mówi o biedzie? Kto mówi o nędzy? Kto mówi o prawach robotników? Nikt o tym już nie mówi. Kto mówi o stoczniach? (...)

* * *

Jak z powyższego widać, Macierewicz zmierza swoim całym wystąpieniem na antenie Radia Maryja do tego, by Polacy patrioci i katolicy ponownie zaczęli szanować i cenić, a przede wszystkim ponownie zagłosować na ugrupowanie polityczne o szacownej biblijnego pochodzenia nazwie: Prawo i Sprawiedliwości. Na tę partię, która udowodniła, jak mało która po tej stronie sceny politycznej w ostatnim 20 leciu, że jego własny program wyborczy nic dla tej "patriotycznej" rzekomo partii nie znaczy, że nie liczy się dla niej ani Polska, ani Naród polski, ani Konstytucja RP, a tylko jej własny partyjny i prywatny interes jej kluczowych przywódców, z braćmi Kaczyńskimi na czele.

W paru słowach można by więc powiedzieć tak: piekielnie przebiegły polityczny lis w skórze lwa Antoni Macierewicz przybył do rozgłośni katolickiej Radio Maryja z propozycją ostatecznego skorumpowania polskiego etosu katolickiego i narodowego. Postanowił udowodnić wszystkim w Polsce, że samą tylko swoją zmyślną lisią retoryką skutecznie wpoi w słuchaczy Radia Maryja przekonanie, a właściwie ślepą wiarę, że co białe, to jednak czarne, a co choćby najczarniejsze - to prawie że nieskazitelnie białe. Wykazałby w ten sposób przed swoimi mocodawcami, że jest w stanie w pełni tę "ciemną moherową masę" kontrolować: zarówno intelektualnie, politycznie, jak i moralnie. Stara się więc za wszelką cenę wmówić wyborcom, że nie mają innego wyjścia, jak zagłosować ponownie na jego "jedynie słusznego" kandydata na prezydenta RP, na bliźniaczo podobnego sobie politycznego lisa w skórze lwa, Lecha Kaczyńskiego, na człowieka, który ich zaufania już raz haniebnie nadużył, a nadzieje sromotnie zawiódł, a przede wszystkim - zdradził Polskę.

Czy mu się to Macierewiczowi uda? W chwili obecnej trudno to jednoznacznie stwierdzić. Jednakże wrażenie dziejącego się diabolicznego wręcz zła, jakie tchnęło z samego głosu i słów Macierewicza, przypomniało mi swój niewysłany list z czerwca 2001, który mimo to w jakiś sposób przeniknął do Internetu i funkcjonuje tam do dnia dzisiejszego. Ale o tym historycznym już liście dopiero w następnym wpisie na tym blogu.


 •  Lis w skórze lwa, czyli - Przychodzi Macierewicz z propozycją (1)

 •  Lis w skórze lwa, czyli - Przychodzi Macierewicz z propozycją (2)

 •  Lis w skórze lwa, czyli - Przychodzi Macierewicz z propozycją (3)

 •  Lis w skórze lwa, czyli - Przychodzi Macierewicz z propozycją (4)

 •  Lis w skórze lwa, czyli - Przychodzi Macierewicz z propozycją (5)




dodajdo.com

piątek, 19 lutego 2010

Prof. Tadeusz Żarski - Zagrożenia związane z uprawą GMO i ze spożywaniem żywności wytworzonej z GMO



Publikujemy z niewielkim skrótem zasadniczą treść ekspertyzy autorstwa prof. dr hab. Tadeusza P. Żarskiego w sprawie projektu ustawy "Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych" (GMO). Nowa ustawa, stanowiąca typową implementację prawa unijnego, teraz nadrzędnago nad prawem krajowym, unieważnia poprzednią ustawę z 2001 r. w tym zakresie. Obecna ustawa, pozornie chroniąc przed zagrożeniem ze strony GMO, wprowadzana pod dyktatem Unii Europejskiej, zamienia się w ustawową regulację wprowadzania w Polsce GMO metodą "step by step" (krok za krokiem) i "case by case" (precedens za precedensem). Należy pamiętać, iż dzieje się tak wbrew decyzjom sejmików wielu województw w Polsce, które za wzorem wielu regionów Europy, proklamowały swoje regiony strefami wolnymi od GMO. Ale nic dziwnego: ta sama ekipa posłów-zdrajców w Sejmie, która uchwalała 1 kwietnia 2008 Traktat Lizboński i unieważniała tym samym polską Ustawę Zasadniczą, dziś niewiele sobie robi z uchwał organów samorządu wojewódzkiego. (Red.)



Prof. dr hab. Tadeusz P. Żarski
Katedra Biologii Środowiska Zwierząt
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego
Członek Komisji ds. GMO przy Ministrze
Środowiska i Państwowej Rady Ochrony Środowiska

Warszawa 18 stycznia 2010 r.

OPINIA
na temat projektu ustawy – Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych
(druk 2547)


(...)
Zagrożenia związane z uprawą GMO i ze spożywaniem żywności wytworzonej z GMO

Projekt ustawy o GMO powstawał przez ponad dwa lata i jego celem było dostosowanie polskiego prawa do prawa unijnego. Jednak mimo długiego czasu powstawania zawiera on szereg luk, które w konsekwencji mogą doprowadzić do skażenia polskich upraw przez GMO oraz dopuszczą do wysiewu transgenicznych roślin w sposób nie podlegający należytej kontroli. Uprawa transgenicznych roślin czy hodowla GM zwierząt wiąże się z ich uwolnieniem do środowiska a to pociąga za sobą wiele zagrożeń. Podstawowe zagrożenie, co do którego nie ma najmniejszych wątpliwości to fakt, że transgeniczne organizmy mogą rozprzestrzenić się w środowisku naturalnym współzawodnicząc z naturalną florą i fauną, a także, co zostało już stwierdzone w wielu rejonach świata, mogą doprowadzić do przepływu genów pomiędzy uprawami naturalnymi i modyfikowanymi genetycznie. Nie można również wykluczyć tego zjawiska na płaszczyźnie międzygatunkowej, co może spowodować niewyobrażalne następstwa przyrodnicze.

Drugi aspekt dotyczy wpływu żywności pochodzącej z GMO na zdrowie człowieka. Technika przenoszenia genów z innych gatunków do genomu tworzonego GMO, niezależnie od zastosowanej metody jest daleka od doskonałości. Gen może być stosunkowo precyzyjnie wyodrębniony z DNA organizmu dawcy, ale inżynieria genetyczna w wielu wypadkach nie ma pojęcia, w którym miejscu DNA organizmu biorcy zagnieździ się wyselekcjonowany gen. Okazało się na przykład, że transgen odpowiedzialny za słodycz ogórka może być zlokalizowany na różnych chromosomach. Zależnie od tego, na którym chromosomie się znajduje, ogórek ma słodki smak lub jest pozbawiony słodyczy. Wynika stąd, że powodzenie dokonywanej modyfikacji genetycznej zależy nie tylko od materiału, jaki się wprowadza, ale także od miejsca, w jakim zostanie umieszczony. Jeżeli nawet operacja przeniesienia genu wypadnie pomyślnie, to nowy element powodować będzie zakłócenia w funkcjonowaniu innych, istotnych dla życia organizmu genów, co w efekcie doprowadzić może do zaburzeń torów metabolicznych, funkcji komórek jak i całego organizmu. Zmiany w metabolizmie pod wpływem transgenu nie ograniczą się tylko do produkcji oczekiwanych, ale jednak obcych dla danego organizmu jak i konsumenta, białek np. toksyny Cry niszczącej szkodniki, dających odporność na herbicydy, ale także innych białek, które mogą mieć działanie alergizujące, toksyczne, mutagenne czy rakotwórcze. Jest to więc zabieg niezwykle ryzykowny. Biotechnolodzy nie posiadają wystarczającej wiedzy, aby modyfikować DNA bez ryzyka stworzenia mutacji, które mogą być szkodliwe dla środowiska i naszego zdrowia. Przeprowadzają oni eksperymenty z wrażliwymi, ale ciągle potężnymi siłami natury, łamiąc wytworzone przez miliony lat trwania życia na naszej planecie prawa przyrody, nie wiedząc, jakie będą konsekwencje tych działań.

Mimo tych wydawałoby się oczywistych zastrzeżeń obszar upraw roślin transgenicznych systematycznie rośnie, przede wszystkim w USA, Kanadzie i krajach Ameryki Łacińskiej. Wydaje się, że czynnikiem sprzyjającym zwiększaniu się areału upraw GMO jest wielka naukowa i gospodarcza ekspansja kilku światowych gigantów agrobiznesu, producentów roślin GM, mających główną pulę patentów na metody modyfikacji roślin, nieograniczone wpływy na obrót produktami takimi jak ziarno GM i wytwarzanymi przez te same koncerny środkami dla ochrony roślin i produkcji rolnej.

Korporacje te, mając mocne poparcie środowisk politycznych i niektórych międzynarodowych organizacji np. WTO, coraz aktywniej podporządkowują sobie wielkie obszary ziemi ornej a zatem i produkcji żywności. Miliony hektarów powierzchni obsiewanych roślinami transgenicznymi to potężna broń w rękach wielkich producentów. Przemysł biotechnologiczny nie okazuje respektu dla granic wyznaczonych przez naturę - granic ustanowionych dla ochrony charakterystycznej unikalności poszczególnych gatunków. W rezultacie przejmuje kontrolę nad procesem ewolucji. Narody są przy tym karmione nie tylko żywnością pochodzącą z roślin modyfikowanych genetycznie, ale i nośnymi hasłami humanitarnymi: poprzez uprawę roślin GM uzyskamy wyższe plony, zwiększenie plonów zlikwiduje głód na świecie, zmniejszając zużycie pestycydów uzyskamy czystą, zdrową żywność, zwiększy się zysk rolnika a jednocześnie spadną ceny żywności, wprowadzenie upraw GM roślin doprowadzi do zmniejszenia presji i degradacji ekosystemów, złoty ryż wyleczy chore na ślepotę zmierzchową i kseroftalmię dzieci w III świecie, żywność pochodzącą z roślin modyfikowanych genetycznie jest przebadana i w pełni bezpieczna.

Jak wygląda rzeczywistość w odniesieniu do głoszonych powyżej haseł i zapewnień zwolenników upraw roślin GMO? Jest ona całkowicie odmienna, a dostępne informacje naukowe i statystyczne fakty te potwierdzają.

Nie jest prawdą, że poprzez uprawę roślin GM uzyskamy większe plony. Już w samych założeniach zmian genetycznych roślin uprawnych nie prowadzono modyfikacji w tym kierunku. Wyniki oceny wskaźników plonu i zysków w uprawach tych roślin w USA wskazują na coś zupełnie innego. Rośliny GM nie dają wyższych plonów, a biorąc pod uwagę koszty uprawy nie przynoszą spodziewanych zysków. Plon soi GM był na przestrzeni lat 1999-2009 niższy o 4 – 12% od odmian tradycyjnych (FAOStat 2007, Benbrook 2001, Benbrook 2009 Fernandez-Cornejo i Caswell 2005, Qaim i Zilbreman 2003, Gurian-Sherman 2009). Do podobnych wniosków doszło działające w Wielkiej Brytanii, stowarzyszenie Soil Association, które porównywało różne badania produktywności roślin modyfikowanych genetycznie.

Drugim niezwykle nośnym hasłem używanym przez lobby biotechnologiczne jest twierdzenie, że poprzez zwiększenie areału upraw GMO i wzrost plonów zlikwidujemy głód na świecie. Rzeczywistość w istocie przeczy tej obietnicy. Uprawy roślin GM zamiast przyczyniać się do rozwiązania problemu głodu na świecie, dodatkowo powodują jego pogłębienie. Rzeczywisty problem głodu nie tkwi w braku żywności; na świecie produkuje się ją w wystarczającej ilości. Głód jest wynikiem niewłaściwej polityki rolnej i niewłaściwej dystrybucji żywności. Według danych FAO od 2007 roku liczba głodujących wzrosła o 40 milionów, a od lat 2003-2005 - o 115 milionów. Co roku umiera z głodu 15 milionów dzieci. Niedożywienie dotyka połowę dzieci poniżej piątego roku życia w Azji południowej i 1/3 dzieci w Afryce Subsaharyjskiej. Głodujących dzieci jest więcej nawet w Stanach Zjednoczonych - ich liczba wzrosła w ciągu pięciu ostatnich lat o 43 procent. W tym czasie areał upraw roślin GM przekroczył w skali świata 120 mln ha, a USA jest w tym względzie największym producentem (FAO 2008).

Wprowadzenie do uprawy roślin transgenicznych nie spowodowało zmniejszenia zużycia pestycydów, a wprost przeciwnie zgodnie ze stosowaną technologią uprawy tych roślin wzrosło zużycie totalnych pestycydów np. Roundupu w latach 1995- 2005 piętnastokrotnie. W związku z powstaniem populacji chwastów opornych na ten środek nie zmniejszyło się zużycie klasycznych herbicydów. Obecność pozostałości Roundupu, produktów jego rozkładu i substancji technologicznych może spowodować zaburzenia rozrodu poprzez hamowanie podziału, uszkodzenie i zamieranie zarodków, martwicę komórek łożyska, pępowinowych a także zaburzenia syntezy hormonów sterydowych, co przeczy twierdzeniu o wysokiej jakości zdrowotnej żywności uzyskiwanej z roślin GM (Benachour, Seralini 2009, Walsh i wsp.2000). Jak wynika z dotychczasowych doświadczeń, rośliny GM nie tylko że nie zmniejszyły ilości stosowanych środków chemicznych, ale są jeszcze bardziej toksyczne, ponieważ nie ma możliwości pozbycia się trującego białka Cry obecnego w roślinie, nawet po zakończonej wegetacji.

Modyfikowany genetycznie tzw. "złoty ryż” wzbogacony w karotenoidy nie wyleczy chorych na ślepotę zmierzchową i kseroftalmię dzieci w III świecie, bo nie rozwiązuje podstawowych przyczyn niedoboru witaminy A, jakimi są bieda i brak zróżnicowanej diety. Krótkoterminowe rozwiązania takie jak podawanie witamin w tabletkach lub dostarczanie żywności są tańsze i skuteczniejsze.

Badania wskazujące na negatywny wpływ pasz pochodzących z roślin GM na zdrowie zwierząt gospodarskich oraz laboratoryjnych stanowiących model odniesienia do ludzi są stosunkowo nieliczne, a i te wielokrotnie podważane bądź kwestionowane przez innych badaczy i instytucje kontrolujące, których celem jak się wydaje nie jest dochodzenie do prawdy obiektywnej. Obawy przed ryzykiem zagrażającym zdrowiu konsumentów są tym groźniejsze, że już zostały potwierdzone przez niektórych naukowców (Pusztai i wsp.2003, Malatesta i wsp.2002a, 2002b. 2003. 2005, Benachour, Seralini 2009. Vendomois i wsp. 2009).

Firmom właścicielom GM roślin udało się infiltrować wszystkie instancje decyzyjne. Dość powiedzieć, że FDA (Food and Drug Administration – amerykańska rządowa Agencja ds. Żywności i Leków), która rygorystycznie przestrzega procedur wymaganych przy dopuszczaniu do obrotu leków i chemikaliów spożywczych absolutnie liberalnie odnosi się do badań dotyczących żywności pozyskanej z organizmów genetycznie zmodyfikowanych, czego przykładem jest sformułowana przez tę instytucję tzw. zasada równoważności składnikowej, która praktycznie zwalnia firmy biotechnologiczne z obowiązku przedstawiania wyników badań toksykologicznych. Wydanie decyzji zezwalających na użycie i dystrybucję produktów transgenicznych, między innymi przez Komisję Europejską i Amerykański Departament Rolnictwa, opierało się tylko na dowodach przedstawionych przez korporacje przemysłu genetycznego. Mając do czynienia z tak nierozważnym podejściem do ewentualnych konsekwencji, nie możemy przewidzieć ewentualnych problemów - przeciwnie - będziemy je odkrywać w momencie, gdy się wydarzą, kiedy będzie już za późno.

Wielu naukowców uważa, że Komisja Europejska lekceważy obawy państw członkowskich co do bezpieczeństwa żywności uzyskiwanej z roślin GM, a stojąca na straży naszego bezpieczeństwa EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) w ocenie przedstawianej jej przez firmy biotechnologiczne dokumentacji jest równie liberalna jak FDA.

Jest bowiem niemal nie do wyobrażenia, żeby tak znaczne uszkodzenia ważnych organów (nerek, wątroby, etc.) lub takie zmiany w parametrach krwi (limfocytach, granulocytach, glukozie, etc.), jakie stwierdzano u szczurów karmionych zmodyfikowaną genetycznie kukurydzą, były objawami przypadkowymi wynikłymi z samej biologicznej zmienności. Takie informacje można znaleźć w oficjalnych materiałach EFSA, dotyczących genetycznie modyfikowanych roślin rekomendowanych przez Komisję Europejską do wprowadzenia na rynek i do uprawy w krajach UE (EFSA 2005).

Powszechne w polityce ekologicznej państw rozwiniętych stosowanie zasady przezorności powinno prowadzić do zapewnienia wysokiego i bezpiecznego dla zdrowia i życia ludzkiego poziomu ochrony środowiska w możliwie najwcześniejszym stadium podejmowania decyzji. Oznacza to, iż w przypadku poważnego podejrzenia, że określone działania mogą wywołać skutki negatywne dla środowiska lepiej jest działać "wcześniej, bo będzie za późno", niż oczekiwać na oficjalne potwierdzenie złowrogich przypuszczeń. To, że nie ma dowodów nie oznacza, że są dowody na brak ryzyka. Z uwagi na niemożliwość przewidzenia konsekwencji inżynierii genetycznej i fakt, że niepomyślne skutki będą znane w odległych terminach, konieczne jest stosowanie wspomnianej wyżej zasady przezorności.

W Polsce opinia publiczna nie jest oficjalnie informowana o zagrożeniach, jakie niesie za sobą stosowanie upraw roślin genetycznie modyfikowanych w otwartym środowisku i ekosystemie. Przeciwnie, fałszywa teza o ich bezpieczeństwie zdrowotnym lansowana przez propagatorów technologii transgenicznych skłania niektórych rolników do podjęcia produkcji roślin GM.

Wprowadzenie do obrotu i uprawy roślin GMO na teren Polski zagraża rozwojowi polskiego rolnictwa i eksportowi produktów rolnych. Tradycyjne gatunki i stare odmiany roślin to nasze bogactwo biologiczne, które Polska wniosła do zubożonej przyrodniczo poprzez masowe stosowanie chemizacji rolnictwa, zachodniej Europy. Polska stała się europejskim zagłębiem zdrowej żywności. Polska żywność uzyskiwana tradycyjnymi formami upraw jest o wiele zdrowsza niż uzyskiwana w warunkach rolnictwa ekologicznego zachodniej Europy.

Konkurentom zagranicznym może wręcz zależeć na wymuszeniu na Polsce zgody na uprawy GMO, aby podważyć nasz atut czystej ekologicznie i genetycznie żywności. Wreszcie argument społecznie najważniejszy: wprowadzenie GMO, zwiększające zyski koncernom amerykańskim i grupce naszych „przemysłowych” rolników, byłoby sprzeczne z dalekowzrocznym interesem polskiego rolnictwa i przemysłu spożywczego. Rezultatem tego byłoby przyspieszone bankructwo setek tysięcy drobnych rolników, a więc szybki wzrost bezrobocia (Tomiałojć 2006).

Polskie rolnictwo, jako rolnictwo rozdrobnione i cechujące się tradycyjną formą prowadzonych upraw, może być szczególnie narażone na konsekwencje wobec braku kompletnych przepisów dotyczących koegzystencji oraz odszkodowań za szkody powstałe w wyniku upraw roślin transgenicznych tym bardziej, że nowa ustawa o GMO kwestii tych jednoznacznie nie rozstrzyga.

Uwagi szczegółowe do projektu ustawy

W moim przekonaniu, opartym o doświadczenia własne i studia literaturowe, polski ustawodawca, wzorem rządów sześciu krajów europejskich, powinien wprowadzić zakaz wysiewu roślin GM w naszym kraju. Jednak, jak przypuszczam, tak się nie stanie, a argumentem będzie konieczność dostosowania polskiego prawa do prawa unijnego, dlatego też wnoszę do projektu ustawy w Dziale VI i IX następujące uwagi szczegółowe:

a) Według ustawy zgłoszenie do WIORiN upraw GMO powinno nastąpić z miesięcznym wyprzedzeniem i trzy miesiące do osób wymienionych w art. 174 ust. 1. Okres ten powinien być wydłużony do sześciu miesięcy tak w przypadku zgłoszenia do WIORiN jak i osobom wymienionym w art. 174 ust. 1. Wynika to z faktu trudnego do sprecyzowania terminu rozpoczęcia uprawy, który nie jest tożsamy z terminem wysiewu.

b) Art. 177 ust. 1 stanowi doskonałe narzędzie do wydania zakazu uprawy, aktualnie dopuszczonej na obszarze UE kukurydzy MON 810, bowiem zachodzi nie tylko podejrzenie ale wręcz pewność, że „stanowi ona zagrożenie dla zdrowia ludzi lub bezpieczeństwa środowiska”.

c) Wątpliwości budzą zapisy art. 180 i 181 mówiące o możliwości wniesienia sprzeciwu w sytuacji, gdy odległość między działkami jest mniejsza od wymaganej przepisami prawa izolacji przestrzennej. Dziwi fakt, że złamanie przepisów prawa o izolacji przestrzennej daje sprawcy prawo do wystąpienia z żądaniem dopuszczenia do bezprawnej uprawy, a o zasadności sprzeciwu ma decydować WIORiN. Jest to znakomita forma obejścia obowiązujących przepisów i cichej zgody na zanieczyszczenie transgenami upraw tradycyjnych. Tym bardziej, że z brzmienia art. 180 ust. 1 wynika, że mamy do czynienia z uprawą już istniejącą, a nie z jej rozpoczęciem.

Według ustawy tylko rolnik uprawiający roślinę tego samego gatunku lub innego gatunku tego rodzaju, może wnieść sprzeciw wobec upraw GMO. Mam nadzieję, że określenie „rodzaj” dotyczy systematyki, a nie popularnego pojęcia tego słowa, (na przykład rodzaj Kapusta - Brassica L. obejmuje ponad 100 gatunków, w tym rzepak, kapusty warzywne, dzikie itp). Prawo takie powinno również przysługiwać rolnikom uprawiającym inne rośliny oraz organizacjom związanym z rolnictwem i innym podmiotom.

d) Jakkolwiek jestem przekonany i upewniają mnie w tym dane literaturowe, że nie ma możliwości koegzystencji upraw transgenicznych z uprawami konwencjonalnymi i ekologicznymi, dlatego, że pyłek z roślin utrzymuje się w powietrzu przez wiele godzin, i może się przemieszczać nawet na dziesiątki kilometrów (dokumentacja w załączeniu), to uważam, że w ustawie powinny być zapisane szczegółowe wymagania odnośnie do zachowania izolacji przestrzennej, a nie informacja, że zostanie to wprowadzone w drodze rozporządzenia ministra właściwego do spraw rolnictwa. Wymaga tego dobro rolników uprawiających odmiany roślin tradycyjnych, czyli większości sektora polskiego rolnictwa. Biorąc pod uwagę przesunięcia czasowe w ukazaniu się i obowiązywaniu tych dwóch aktów prawnych, a także potencjalną możliwość wpływania na ostateczny kształt wyżej wspomnianego rozporządzenia lobby biotechnologicznego możemy się znaleźć w próżni prawnej, gdzie nie będą funkcjonować przepisy stwarzające chociażby namiastkę zabezpieczenia dla upraw tradycyjnych i ekologicznych.

e) Strefy wolne od GMO mogą być tworzone wg art. 187 ust. 2 i 3 na obszarze obejmującym sąsiadujące ze sobą działki rolne, a także przez grupę posiadaczy gospodarstw rolnych. Wyklucza to możliwość tworzenia stref / gospodarstw rolnych wolnych od GMO przez pojedynczych rolników prowadzących uprawy tradycyjne lub ekologiczne, a także przez organizacje pozarządowe i inne podmioty.

Umowa o utworzeniu strefy wolnej od upraw roślin GM powinna być zawierana na czas nieoznaczony, bez konieczności jej przedłużania, jeżeli nie zaistnieją jakiekolwiek przesłanki do jej rozwiązania. Boję się, znając realia polskiej wsi, że spełnienie procedur powiadamiania ujętych art. 189 będzie czynnikiem zniechęcającym rolników i w znacznym stopniu ograniczającym tworzenie w/w stref. Dlatego uważam, że wystarczającym byłoby powiadomienie Urzędu Gminnego, który miałby obowiązek przekazania powiadomienia instytucjom wymienionym w art. 189.

f) Projekt w Dziale IX w art. 205 ust 1. zwalnia z odpowiedzialności za skażenie GMO w wypadku zadziałania siły wyższej. Ten zapis otwiera praktycznie nieograniczone możliwości zanieczyszczania środowiska naturalnego bez żadnych konsekwencji. Autorzy nie podają żadnej definicji tego pojęcia na potrzeby przedmiotowej regulacji prawnej, otwierając tym samym pole do nieograniczonych możliwości uniknięcia sankcji za spowodowane straty.

Najogólniej rzecz biorąc, „siła wyższa” definiowana jest jako zdarzenie zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia, (co obejmuje również nikłe prawdopodobieństwo jego zajścia w danej sytuacji) i niemożliwe do zapobieżenia, (przy czym w zasadzie chodzi o niemożliwość zapobieżenia nie tyle samemu zjawisku, co jego następstwom).

Termin "siła wyższa" nie obejmuje jednak sytuacji, którym można było zapobiec wiedząc o naturze jakiegoś zjawiska, dlatego też uważam, że skażenie upraw tradycyjnych np. w wyniku silnego wiatru, poprzez usytuowanie upraw roślin GM przy ciekach wodnych lub na wzniesieniach terenowych z natury swojej stwarza zagrożenie przeniesieniem pyłku na uprawy tradycyjne i nie powinno stanowić podstawy do zwolnienia od odpowiedzialności, gdyż jest przewidywalne i prawdopodobne.

Odpowiedzialność za szkodę „na osobie, w mieniu lub środowisku” w części dotyczącej wprowadzenia do obrotu GMO jako produkt lub w produktach oraz uprawie GM roślin nie może ponosić użytkownik, ale organa UE dopuszczające do użycia GMO na podstawie przyjętych i zaakceptowanych przez nie procedur określających bezpieczeństwo wyżej wymienionych tworów i związanych z nimi czynności. Organa te mogą być reprezentowane przez Skarb Państwa. Powództwo z roszczeniem o naprawienie szkody powinno również dotyczyć firmy będącej właścicielem GMO. Nie może ponosić odpowiedzialności za wyżej wymienione skutki użytkownik, który uwierzył tym, którzy go przekonują, że ma do czynienia z bezpiecznym produktem czy rośliną GM.

Ustawa powinna dokładnie sprecyzować zakres odpowiedzialności za zanieczyszczenie pól rolników uprawiających rośliny tradycyjne lub uprawy ekologiczne, a także środowiska. Kary z tym związane powinny m.in. uwzględniać rzeczywisty koszt usunięcia GMO ze środowiska, czy rekompensatę za utratę możliwości zbytu produktów tradycyjnych a szczególnie z użytków ekologicznych.

Przedłożenie tych uwag szczegółowych w niczym nie zmienia mojego przekonania, że ustawa, mimo, iż reguluje status upraw roślin GM, próbuje ograniczyć ich wpływ na środowisko, nie zapobiegnie całkowicie ich wprowadzaniu na polskie pola i nie zatrzyma ekspansji GMO na teren naszego kraju.

Modyfikowane genetycznie ziarno zamiast przynosić korzyści uprawiającym je rolnikom, stworzy zagrożenie zanieczyszczenia tradycyjnych upraw poprzez przepylenie i powstawanie nowych krzyżówek, które okażą się niemożliwe do usunięcia chyba, że przez zastosowanie nowych wysoce toksycznych chemikaliów.

Prawdopodobnie nie dowiemy się, jaki dokładnie będzie wpływ GMO na naszą przyszłość, ale jednego możemy być pewni, że genetycznie modyfikowane organizmy zmienią nasz świat i jeżeli mamy wątpliwości, co do kierunku tych zmian i mamy podejrzenia a nawet pewność, że zmieniają go na niekorzyść nas wszystkich powinniśmy działać, aby ten proces zatrzymać, bo wkrótce może być za późno.

Twierdzenie zwolenników transgenicznych upraw, że „postępu powstrzymać się nie da” jest z gruntu błędne, bowiem postęp to ogół zmian prowadzących do poprawy życia. Tworzenie zagrożeń dla środowiska i populacji ludzkiej jest jego przeciwieństwem, czyli regresem.

* * *

STOP GMO!!! Jak zagłosuje Wiejska?


Sejm wbrew opinii 70 proc. Polaków chce dopuścić do upraw GMO (genetycznie modyfikowane organizmy).

W konsekwencji może dojść do nieodwracalnego genetycznego skażenia naszego środowiska i nas.

Skutki upraw GMO dla ekonomii są równie poważne.

Najpierw trzeba mieć wiedzę, a potem ustanawiac prawo. Tymczasem wszystko nastąpiło w odwrotnej kolejności.

Wprowadzamy nagle nowych graczy do ekosystemów - do ekosystemów, które są rządzone walką o przetrwanie. Bo my nie wiemy jeszcze, jak to w ogóle będzie przebiegać.
Ktoś, kto ma wątpliwości w stosunku do upraw gentycznie modyfikowanych to jest ciemnota. Czy 80 mln Niemów to są ciemniacy? Czy Grecja to są ciemniacy? Czy Francja to też jest ciemnogród i średnowiecze? Dlaczego 11 krajów Unii Europejskiej chce wprowadzić zakaz upraw GMO?

A zobaczymy, co się znajdzie jutro, czy dzisiaj, w telewizji, zobaczymy, co się znajdzie jutro w prasie. To będzie też świadczyło o tym, jak media polskie traktują nas, jak traktują społeczeństwo w tym zakresie, Czy będzie tak jak zwykle - nie powie się nic, że chcemy mieć kraj wolny od GMO.

Czy musimy wyjść na ulicę, by zmusić polityków do zmian?


dodajdo.com

środa, 17 lutego 2010

List z Grecji



List z Grecji od Christosa


Grypa666's Blog, 16.02.2010, tłum. Ola Gordon


Mam 26 lat i mieszkam w Grecji. Piszę ten list w celu poinformowania was o nowym prawie wprowadzonym wczoraj w Grecji. Minister finansów oznajmił wczoraj, że od 1.01.2011 zakazane będą wszystkie transakcje finansowe w wysokości ponad 1.500 euro. Każda transakcja powyżej tej sumy będzie mogła być dokonana tylko kartą kredytową lub czekiem. Oficjalne wyjaśnienie mówi, że uderzy ono we wszystkich tych, którzy nie płacą podatków. Ale my wiemy, że to nie jest prawdą.

Wydaje się, że NWO chce zrobić z Grecji poligon doświadczalny dla nowych przepisów. W ciągu ostatnich miesięcy, Grecję zaatakowano bez litości. Zostaliśmy nazwani kłamcami, oszustami, fałszerzami, złodziejami. Grożą nam ciągle wyrzuceniem nas ze strefy euro oraz niepłaceniem. [Oskarżenia te] nie są prawdą. Problemem jest, w oparciu o ich oskarżenia i (wirtualną) złą sytuację finansową Grecji, będą wprowadzać eksperymentalne prawa ich NWO.

Nowy rząd partii socjalistycznej, wybrany 4 miesiące temu, zapomniał o wszystkich swoich obietnicach, jest zdeterminowany, aby wprowadzić prawo dające obywatelstwo nielegalnym imigrantom po upływie 5 lat, bez wyjątku. Jest nas 10 mln Greków, a prawie 3 mln w większości nielegalnych imigrantów, którzy uzyskają greckie obywatelstwo i uzyskają prawo do sprowadzania swoich rodzin również W Pakistanie pojawiły się nawet reklamy o treści “za 5000 euro możemy dostać się do Grecji, na darmowe studia, do pracy, by zakładać rodziny oraz uzyskać paszporty UE”

A teraz to Poprzedni rząd wprowadził nową kartę tożsamości, w celu zbierania danych o osobie od urodzenia. Ten rząd będzie zakazywał transakcji w gotówce ponad 1500 euro, by każdy z nas miał kartę kredytową. Oczywistym pierwszym krokiem jest wprowadzenie zakazu wszelkich transakcji gotówkowych, a następnie scalenie tej nowej karty tożsamości z systemem kredytowym, a później - zainstalowanie tej kompletnej karty w naszym ciele

Morale nasze jest niskie, ponieważ społeczeństwo zdezorganizowane przez imigrację i propagandę, a my nie będziemy walczyć z tymi przepisami. Wy żyjący w świecie zachodnim, bądźcie przygotowani, bo oni planują to samo dla was!

Ogólna sytuacja

Spróbuję przedstawić moją opinię o sytuacji w Grecji.

Przede wszystkim, nie ma zaufania do polityków . Większość ludzi nie wierzy im i wiedzą, że to szumowiny, ale nadal w każdych wyborach głosują na tych samych ludzi. Dzieje się tak dlatego, że obiecują korzyści w celu uzyskania głosów. Większość polityków są członkami tajnych stowarzyszeń i mają bliskie związki z USA i elitami europejskimi. Nasz obecny premier jest nawet obywatelem amerykańskim

Sytuacja młodego człowieka żyjącego w Grecji i nie mającego koneksji, jest beznadziejna. Bez koneksji będzie miał poważne trudności, jeśli chce dostać się na dobry uniwersytet (lub dokończyć studia bez wręczenia łapówki), jeśli chce znaleźć pracę, lub otworzyć własną firmę. On będzie musiał wstąpić do wojska, podczas gdy uprzywilejowani młodzi ludzie z koneksjami legalnie go unikną.

I nie ma sensu szukanie miłości. Oczywiście ładne kobiety wybiorą bogatszych mężczyzn, ale w Grecji kobiety nawet o umiarkowanym wyglądzie preferują mężczyzn z głębokimi kieszeniami. Wolą dzielić się ważnymi mężczyznami, niż mieć mężczyznę tylko dla siebie.

A ważni mężczyźni w Grecji to oszuści. Grecja nie produkuje nic, poza wyjątkiem zasobów naturalnych i przemysłu turystycznego. Korupcja jest tak duża, że wszystkie siły wytwórcze są zatopione. Tak więc tutaj wszyscy ludzie władzy mają ją z grabieży narodu greckiego, lub z posiadania koneksji z tymi, którzy to robią. Kobietom (i ich rodzinom) oczywiście nie chodzi o to. Tak długo, jak ktoś jest bogaty, jest pożądany, a jego wartość jako człowieka nie ma znaczenia.

Pomimo słabej sytuacji ekonomicznej (ale nie na tyle beznadziejnej, by podejmować tak straszne środki), osoby przy władzy doznają przyjemności atakując tradycyjne zwyczaje, prawosławie, oraz tradycyjnych greckich patriotów. Oni chronią nielegalnych imigrantów oraz przemilczają zbrodnie. Atakują chrześcijaństwo w mediach, w szkołach itd. Z miejsc publicznych usuwają wszystkie symbole chrześcijańskie.

Media

Greckie media to sterta śmieci. Przez największą część dnia, większość dużych stacji telewizyjnych pokazują programy z dyskusjami o stylu życia greckich “VIP-ów”, stosunków seksualnych itp. Jest kilka programów “politycznych”, wszystkie próbują ukryć prawdę, oraz odwrócić uwagę ludzi na sprawy o trywialnym znaczeniu. Propaganda jest krzykliwa. Poprzedni rząd był dosłownie zniszczony przez sieci telewizyjne. One bardzo promowały obecny rząd, tak bardzo, że poprzedni premier był zmuszony do ogłoszenia nowych wyborów, mimo iż jego rząd trwał tylko dwa lata.

Obecny premier złożył obietnice, z których żadna nie została spełniona po wybranych. Zaledwie kilka dni po wyborach, zajął się planami NWO. Stworzył sztuczną dramatyczną sytuację finansową, aby móc wprowadzać wszelkie prawa jakie chciał, plus dawać pieniądze swoim przyjaciołom. On “spreparował” nasz budżet, przeniósł płatności z 2010 na 2009, dochody z 2009 na 2010, w celu zrobienia większego deficytu i możliwości twierdzenia w 2010, że “poprawił” gospodarkę. Nie oznacza to, że nasz poprzedni premier nie był marionetką, tylko, że nie był w stanie spełnić warunków NWO, jak nowy rząd.

Ogromne afery gospodarcze są wykrywane każdego dnia, a pogrzebane przez greckie media propagandowe. Najbardziej uczciwi ludzie są tak zafrapowani pracą w 2 i 3 miejscach, aby nakarmić ich rodziny, że nie mogą walczyć z tą korupcją. Grecy pracują średnio więcej godzin tygodniowo niż w innych krajach UE, mają dużo mniej płacone, a płacą więcej za te same produkty. Z powodu zdrajców w rządzie, prasie i mediach, unijne gazety i środki przekazu nazywają nas leniwymi. Mówią, że musimy pracować jeszcze więcej i dostawać nawet mniej Oczywiście nie jest to prawdą. Grabież narodu greckiego została zorganizowana przy ich pomocy. Ale to długi temat i nie będę o tym mówił.

Wnioski

Krótko mówiąc, życie w Grecji jest okropne. Ponieważ jestem programistą, wiele razy myślałem o wyjeździe do lepszego kraju, żeby tam zamieszkać. Ale nie chcę jeszcze porzucić mojej ojczyzny. Byłbym skłonny do walki z tym systemem, ale nie widzę żadnego sensu, ponieważ ten system jest tak głęboko zakorzeniony, że nie może zostać rozwiązany za pomocą tylko kilku osób.

Powodem napisania poprzedniego listu było to, że to nowe prawo, zakazujące transakcji pieniężnych powyżej 1.500 euro, to tylko kolejny krok na drodze do społeczeństwa bezgotówkowego, a jest ono wdrażane w Grecji jako fazie testowej. Jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu i że większość zachodnich krajów będzie miało podobne prawa.

dodajdo.com

Wrodzona choroba strefy euro



Wiele przemawia za tym, że obecnie mamy do czynienia z uzewnętrznionymi wewnętrznymi sprzecznościami całej dotychczasowej eurointegracji i że oto ujawniły się one niespodziewanie w świetle światowego kryzysu ekonomicznego. Sprzeczności te są już tego stopnia widoczne i oczywiste, iż nie można już ich zamieść pod dywan i udać, że nie istnieją. Tym, którzy mają oczy do patrzenia, a uszy do słuchania, niech posłużą za naukę i ostrzeżenie.

"Strach pomyśleć, jak kryzys uderzyłby w polską gospodarkę, gdybyśmy euro mieli już w 2008 i 2009 r. i nie mogli skorzystać z dewaluacji złotego."

- napisał w swoim komentarzu do kryzysowej sytuacji w Grecji komentator gospodarka.gazeta.pl (Grecja koniem trojańskim strefy euro. Wciąż nie koniec zagrożenia, 2010-02-14).

Zauważmy: całymi latami polski czytelnik bombardowany był rewelacjami o tym, jak rzekomo dobroczynne było dla takich krajów jak Irlandia, Grecja, Hiszpania czy Portugalia wejście do Unii Europejskiej i do strefy euro. Dopiero dzięki kryzysowi, który dotknął, co prawda w różnym stopniu, państwa członkowskie Unii Europejskiej należące już do strefy euro, możemy poznać (z tych samych euroentuzjastycznych mediów), prawdziwe oblicze europejskiej integracji polityczno-ekonomicznej.

I oto nagle słyszymy dramatyczne okrzyki, że oto
"w Hiszpanii bezrobocie wśród osób do 25. roku życia osiągnęło 40 proc.!"

Z tych samych eurosceptycznych źródeł, które dotąd eurosceptyków odsądzały od czci i wiary za krytykę eurointegracji i euromonetaryzacji, a nawet skłonne byłyby tak karygodną ksenofobię obłożyć karą 3 lat pozbawienia wolności i przepadek mienia służącego do pełnienia przestępstwa, otrzymujemy niezbite argumenty przeciwko wprowadzeniu euro w Polsce. Bowiem okazuje się nagle, że
"gdyby w Grecji wciąż były drachmy, łatwiej mogłaby się wykaraskać z kłopotów. Zadziałałby ten sam mechanizm, który pomógł polskiej gospodarce - naturalna dewaluacja waluty. Dzięki niej greckie towary i usługi stałyby się relatywnie tańsze, a przez to - bardziej atrakcyjne. Cała gospodarka zyskałaby oddech."

Ale oczywiście Grecja już tego uczynić nie może, gdyż wcześniej wyraziła zgodę na rezygnację ze swej waluty narodowej, wymieniając ją 1 stycznia 2002 na euro po kursie 340,750 GRD/EUR, z kolei wycofanie się Grecji ze strefy euro może grozić konsekwencjami na skalę wręcz apokaliptyczną. Tymczasem Narodowy Bank Polski znajduje argumenty za wprowadzeniem w Polsce euro w drodze zapytywania obywateli, czy woleliby zamienić złotówkę na euro po kursie 3,4, czy może 3,2 PLN/EUR.

Ale wróćmy do wspomnianego artykułu na temat kryzysu w Grecji.
"Kryzys pokazał, że strefa euro cierpi na wrodzoną chorobę. Jednorazowe wykupienie z długów [takie jak w przypadku Grecji] nie usunie olbrzymich różnic w produktywności i konkurencyjności, jakie dziś dzielą członków strefy euro - mówi Pieter Clieppe, ekonomista z brytyjskiego think tanku OpenEurope. - Co powinno nas niepokoić najbardziej? Strukturalne problemy w strefie euro. Mamy jedną politykę monetarną, ale różne strategie fiskalne. No i różne gospodarki. Poszczególne kraje nie są jednakowo konkurencyjne. Biedniejsze państwa - z mniej konkurencyjnymi gospodarkami - muszą wydawać relatywnie więcej na podstawową infrastrukturę. To potęguje ich problemy, koło się zamyka - wtóruje mu Duleep Aluwihare, szef firmy doradczej Ernst & Young w Polsce".

To "zamknięte koło" wygląda wręcz na klasyczny problem kwadratury koła. Z jednej strony bowiem Unia, pragnąc się objawić światu jako nowa paneuropejska potęga gospodarcza złożona z 12 państw europejskich, przymknęła oczy na faktyczną sytuację ekonomiczną we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii Grecji i Irlandii. Owa polityczna w istocie decyzja o powołaniu strefy euro po 10 latach okazuje się nagle kamieniem u szyi najlepiej stojących ekonomicznie państw tej strefy, jak Niemcy czy Holandia, które to państwa nadal pragną być najlepsze, zdecydowanie lepsze od drugiej, gorszej połowy strefy euro. Nierzadko korzystając z gorszej sytuacji pozostałych państw strefy, państwa lepsze nie zamierzają naturalnie nic uczynić, aby istniejące różnice w ramach strefy uległy zatarciu.

Z drugiej zaś strony państwa (rządy krajowe), a raczej elity polityczne, które naobiecywały swoim obywatelom złote góry z Unii Europejskiej, żeby ich mimo wszystko przekonać do rezygnacji z suwerenności, ze zdolności do samodzielnego decydowania o swoim losie, po latach wyrzeczeń ponoszonych przez tych obywateli w imię osiągnięcia (nieuniknionego, jak się okazuje) wstępu do Unii Europejskiej, muszą wreszcie kiedyś wykazać, pod groźbą kompromitacji i utraty władzy, że coś dobrego z tej Unii jednak dla obywateli wynika, poza dalszymi, coraz większymi ciężarami.

Mógłby ktoś powiedzieć, że Unia Europejska to taka instytucja dobroczynna, która krajom spragnionym szybszego rozwoju i dobrobytu wspaniałomyślnie zamiast osławionych już wędek do łowienia ryb rozdaje na lewo i prawo baty do poganiania samego siebie i zmuszania się tym sposobem do coraz szybszego ekonomicznego biegu, bez względu na gospodarcze, kulturowe, polityczne i społeczne realia, istniejące w danym kraju.

Powstaje pytanie zasadnicze - kto właściwie za dramatyczną sytuację w Grecji, Hiszpanii, czy Portugalii odpowiada? Czy rzeczywiście odpowiedzialność spada wyłącznie na Greków, Hiszpanów, czy Portugalczyków? Pamiętać przy tym należy, że banki centralne państw członkowskich w strefie euro przestają służyć gospodarkom rodzimych państw członkowskich, przestają podlegać im w najważniejszych sprawach. Obecnie w imię "instytucjonalnej i osobistej niezależności krajowego banku centralnego" banki te służą, przynajmniej formalnie, strefie euro jako takiej; pełnią one coraz bardziej rolę filii Europejskiego Banku Centralnego w służbie Unii Europejskiej.

Dla przykładu, już obecnie NBP przygotowuje "niezbędne" zmiany w polskiej Konstytucji. Obecnie nie Sejm, nie Naród polski będzie decydował, co wolno Narodowemu Bankowi Polskiemu. Teraz to NBP, aspirujący do miana Krajowego Banku Centralnego, jako filia Europejskiego Banku Centralnego, określać będzie, co może, a co nie może znaleźć się w polskiej Ustawie Zasadniczej. Między innymi prezes Krajowego Banku Centralnego (przyszłego b. NBP) nie będzie mógł już być postawiony przed Trybunałem Stanu (art. 198 Konstytucji). Krajowy Bank Centralnu (przyszły d. NBP) nie będzie mógł być kontrolowany przez Najwyższą Izbę Kontroli (art. 203 Konstytucji). Odpowiedniej do potrzeb UE zmianie ulegnie także kluczowy dla KBC art. 227., mówiący o celach działalnosci NBP, emisji pieniądza i polityce pieniężnej. (Marcin Olszak, Marek Porzycki, Prawne przygotowania do wejścia Polski do strefy euro. Raport na Temat Pełnego Uczestnictwa Rzeczpospolitej Polskiej w Trzecim Etapie Unii Gospodarczej i Walutowej)

Co więcej - obecnie, na mocy trakatu z Lizbony następuje instytucjonalizacja europejskiej służby rozrachunkowej, mającej w założeniach realizować jednolitą dla wszystkich krajów UE politykę fiskalną, i to bez względu na to, czy ta jednolita europejska polityka fiskalna dostosowana jest do warunków ekonomicznych i potrzeb danego państwa członkowskiego, czy nie, czy działa na korzyść danego kraju, czy też odwrotnie - na jego szkodę. Czy można zatem nadal, jak dotychczas, twierdzić, że za sytuację w Grecji odpowiedzialni są sami Grecy? A może za ten stan rzeczy należy raczej obarczyć eurokomisarzy, mniej czy bardziej greckiego pochodzenia?

Warto w tym momencie posłuchać, co mówią sami wysocy funcjonariusze Unii Europejskiej:
"Kraje strefy rozwijają się niezależnie od siebie, tzn. bez żadnej wewnętrznej spójności. Według najnowszego Raportu Komisji UE niektóre z krajów członkowskich przeżywają ostrą dekoniunkturę rozwoju gospodarczego, w szczególności, gdy porówna się bilans handlowy, deficyt budżetowy i salda obrotów bieżących. Przykładowo Niemcy skorzystały z członkostwa w strefie euro, gdyż poprawiły w ostatnich latach swoją pozycję w światowej konkurencji. W gorszej sytuacji znalazły się Włochy, Hiszpania, Portugalia, a głównie Grecja, gdzie od 1998r. do 2008r. silnie wzrósł deficyt budżetowy (o 10% i wyniósł 13% PKB). Już od połowy lat 90-tych w tych krajach obserwuje się wzrost deficytu budżetowego, który według Raportu Komisji UE (Quarterly Raport on the Euro Area) osiągnął obecnie szczytową wartość. Wynika z tego, że Grecy, Portugalczycy, Włosi i inne kraje strefy walutowej żyją ponad stan, czyli więcej importują i konsumują, aniżeli produkują i eksportują."
(Próba rozerwania strefy euro, Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Konsulatu Generalnego RP w Kolonii)

Doprawdy, szkoda, że tych i podobnych rewelacji komisarze brukselscy nie ujawnili przed rozkręceniem tzw. integracji europejskiej. Ale może w takim razie należałoby spytać, jaki to mechanizm w Unii Europejskiej sprawia, że płace mogą rosnąć szybciej, niż krajowy progukt brutto? Albo, co powoduje, że opłaca się więcej importować i konsumować, aniżeli produkować i eksportować?

To ostatnie pytanie o tyle zasadne, że podobne, jeśli nie identyczne zarzuty jak Grekom, Włochom, Portugalczykom czy Hiszpanom można postawić Polakom w całym niemal ostatnim dwudziestoleciu tzw. rynkowej gpospodarki: Polacy również więcej importują, niż eksportują, więcej konsumują niż wytwarzają - po prostu w sposób skandaliczny żyją ponad stan. Żeby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na ogromny deficyt w handlu zagranicznym Polski za rok 2008, (nb. spowodowany tak niezwykle pożądaną przez eurokratów nadwartościową złotówką).

Nie ulega wątpliwości, że pod oświeconymi rządami biurokratow brukselskich i ich krajowych najemników (dawniej nazywanych pachołkami) polska gospodarka będzie musiała być poddana nowej brukselskiej (frankfurckiej) terapii wstrząsowej. Niedwuznacznie nam to zapowiada poprzez swój program konsolidacji finansów państwa premier rządu Donald Tusk.

Tak, to prawda: Unia Europejska cierpi na nieuleczalną chorobę - jest nią superpaństwo europejskie. Jest ono dokładnie takie, jak jego symbol - euro. Przypomina ciemny, coraz węższy i coraz bardziej kierujący sie ku dołowi korytarz, zmuszający do coraz szybszego biegu. Lecz to, co na jego końcu majaczy, to nie jest bynajmniej światełko nadziei, w kierunku którego należałby się tłoczyć. Tym, co wrażenie nadziei sprawia, jest ostry, długi szpikulec nowego, nieznanego w dziejach ludzkości totalitaryzmu, czekający cierpliwie na swoje dalsze naiwne ofiary.

dodajdo.com

niedziela, 7 lutego 2010

Nowa szata MSWiA, czyli Witajcie w EuroSowchozie, "gdzie taką wolnością oddycha człowiek"!



Monitorowanie treści rasistowskich ksenofobicznych i antysemickich w polskiej prasie (plik PDF - 1MB). Taki raport został przygotowany przez "niezależnych ekspertów" z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk na zlecenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji i opublikowany w internetowej domenie MSWiA. http://www.mswia.gov.pl/portal/pl/100/208/Dokumenty.html
(patrz: Postscriptum)

Autorzy raportu, prof. dr hab. Roman Wieruszewski, mgr Aleksandra Gliszczyńska, mgr Katarzyna Sękowska-Kozłowska, przychylnie oceniają w tym dokumencie przygotowywaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowelizację kodeksu karnego.
'' W świetle proponowanych zmian art. 256 k.k. uzyskałby brzmienie:
„Art. 256. § 1. Kto publicznie propaguje faszystowską, komunistyczną lub inną totalitarną ideologię lub faszystowski, komunistyczny lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania, sporządza, gromadzi, przechowuje, przewozi, przenosi lub przesyła pismo, druk, nagranie, film lub inny przedmiot zawierający treść określoną w § 1.
§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2, sąd orzeka przepadek przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.” ''


W porównaniu z aktualnie obowiązującym art. 256 dodane został w par. 1 zakaz głoszenia "faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej ideologii", oraz dokonano podwyższenia maksymalnej kary z 2 lat do 3 lat, natomiast par. 2 i 3 są zupełnie nowe, umożliwiając znaczne rozszerzenie zarówno kręgu osób, które można podciągnąć pod to samo przestępstwo, jak również znacząco rozszerzyć dolegliwość wymierzanej kary.

Na uwagę zasługuje również fakt, że dotąd w całym Kodeksie karnym sąd MÓGŁ, ale nie musiał w pewnych nielicznych przypadkach, jak w art 140. orzekać "przepadku przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa, chociażby nie stanowiły własności sprawcy". Po przyjęciu propozycji nowelizacji Kodeksu karnego autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości i Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych PAN - w razie orzeczenia winy, sąd MUSI.

"Niezależni" autorzy raportu idą jednak jeszcze dalej, niż proponuje Ministerstwo Sprawiedliwości, bowiem chcieliby tą samą modyfikacją objąć art. 257 k.k. Piszą bowiem:
"Jednocześnie należy wskazać, ze względu na wyniki dotychczasowego monitoringu (który wśród wypowiedzi kwalifikujących się do ścigania karnego wykazał przede wszystkim występowanie treści wypełniające znamiona czynu zabronionego
opisanego w art. 257 k.k.), iż podobna regulacja, penalizująca dokonywanie w celu rozpowszechniania: sporządzanie, gromadzenie, przechowywanie, przewożenie, przenoszenie lub przesyłanie pisma, druku, nagrania, filmu lub innego przedmiotu zawierającego treści określone w art. 257 § 1 k.k. byłaby wskazana w odniesieniu do art. 257 k.k. Uzupełnienie projektu zmiany k.k. w zakresie wymienionych artykułów stanowiłoby również realizację zaleceń ogólnych ECRI w zakresie przeciwdziałania rozpowszechnianiu „mowy nienawiści”, jak również zaleceń ECRI sformułowanych w dotychczasowych raportów dotyczących Polski."


Stróżom politycznej europoprawności z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk nie spodobały się m.in. następujące "ksenofobiczne" sformułowania, mogące ich zdaniem zasługiwać na karę więzienia do lat 3 i na obligatoryjny "przepadek przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa, chociażby nie stanowiły własności sprawcy":
„Zapisanie w K[arcie] P[raw] P[odstawowych] „koncertu roszczeń” niebywale kosztownych w przypadku ich realizacji, (…) stwarza więc najsilniejszym włodarzom politycznym UE prawny instrument politycznego szantażu wobec słabszych prowincji”

(…) Powszechnie wiadomo bowiem, że po Anschlussie czyli po 1 maja 2004 roku, ok. 80 proc. obowiązującego u nas prawa ustalane jest w Brukseli, zaś nasi Mężykowie stanu jedynie opowiadają to własnymi słowami (…).”

„w Polsce prasa żydowska, niemiecka oraz nie zlustrowani dziennikarze taktownie milczą o zbliżającej się dacie 13 grudnia, kiedy to powstanie nowe państwo – Unia Europejska, Polsce zaś przypadnie status jego prowincji”

„Czy Unia Europejska jest tak doskonałym projektem, skoro coraz więcej mieszkańców Starego Kontynentu szuka ucieczki od rzeczywistości? Chętnie korzystającym z przywilejów socjalnym obywatelom krajów UE narkotyki wypełniają czas, który inni przeznaczają na pracę. (…) Dzisiejszy ćpun to (…) modny goguś – wierzący w „europejski eksperyment”, z tolerancją, otwartością i wielokulturowością na ustach”.

„W trosce o nasze dobro i prawidłowy rozwój miłosiernie nami zarządzający mędrcy ustalili, że pewne wypowiedzi będą tabu. Znaczy to, że będą traktowane jako nieczyste, niekoszerne, a ich autorzy będą w rytualny sposób potępiani, mniej więcej tak, jak zaleca Księga powtórzonego prawa (…)”, a także w ironicznym stwierdzeniu, iż „(…) dziś zaś (…) dokonano kamieniowania werbalnego i nierozsądny polityk, który przekroczył święty krąg, został zakwalifikowany jako climate change denier, od
czego gorsze jest już tylko bycie holocaust denier”.

w celu otrzymania nagrody Nike należy umieścić w książce postaci, wśród których „przynajmniej paru z tych niby-intelektualistów musi mieć pochodzenie żydowskie. I kilka razy muszą się zetknąć z „tradycyjnym polskim antysemityzmem”.”

„wiarę w jaskrawą nieprawość, zwaną „paneuropejską integracją” (narzucaną nam przez gang prątkujących michnikowszczyzną „euro entuzjastów” spod znaku brukselskiego sierpa i młota), Polacy mylą z tym, w co chcieliby uwierzyć”

„Unijni biurokraci chcą, żeby więcej Europejczyków umierało na raka”), (...) „Tzw. Unia Europejska coraz bardziej ingeruje (…) w kieszenie i życie swoich niewolników”.

„wizja islamskiej Europy w nieco odleglejszej przyszłości też nie jest optymistyczna. Widok tolerancyjnej i ekumenicznej Unii Europejskiej, która rezygnuje z chrześcijaństwa by przyjąć islam i zintegrować się pod przywództwem Arabów, to wizja dość odległa, że wyrażę się poprawnie politycznie, od tej, którą u początków obecnej Europy miał Karol Wielki, broniąc przed najazdami Maurów i Saracenów, odsuwając wpływy islamu poza granice Pirenejów”.

„pod pretekstem walki o tolerancję, dialog i poszanowanie odmienności, Bruksela narzuca Europejczykom laicyzm oraz moralny relatywizm”. (...) „Problemem są muzułmanie. Problemem jest islam, gardzący Europejczykiem odrzucającym Boga”, (...) „oto „neutralny światopoglądowo”, nawykły do kompromisów „biały człowiek” zaopatrzony w demokrację oraz prawa człowieka, staje oko w oko z reprezentantem obcej kultury”

„kiedy wreszcie doczekamy się ze strony dużego medium informacji, że to najbogatsi Żydzi sfinansowali nazizm i faszyzm, a później inni z nimi współpracowali”.

„Nie możemy zamykać oczu na aktualne zagrożenie, polegające na tym, że Unia Europejska i działające w niej zorganizowane siły antychrześcijańskie i antypolskie (zwłaszcza masoneria) usiłują zniszczyć tożsamość duchową i kulturową Polski”.

„Obecnie akcją antypolską kierują bez wątpienia pewne koła żydowskie, szczególnie w Ameryce i w mediach na Zachodzie, będących w rękach żydowskich lub w których Żydzi mają duże wpływy lub co najmniej chody. (…) Dlatego dzisiaj wśród polakożerców spotykamy nie tylko Żydów, Niemców czy Rosjan, ale także ich uczniów, np. rdzennych Holendrów, Australijczyków, Japończyków czy Argentyńczyków. (…) Rodacy w krajach, w których zjawisko antypolonizmu jest nagminne, jak np. USA, Kanada, Wielka Brytania, Australia i Francja, są do głębi oburzeni tymi kłamstwami i antypolskim rasizmem (bo tym jest polakożerstwo). (…) Wielu Polaków boi się Żydów, tj. ewentualnej zemsty z ich strony”.

„tajnej umowie pomiędzy Trzecią Rzeszą a żydowską Palestyną”, (...) „jest smutnym faktem, że dzisiaj Żydzi za Holokaust winią i oskarżają wszystkich ludzi z wyjątkiem tych Żydów, którzy pośrednio są odpowiedzialni za owe morderstwa”.

„dopiero z tej publikacji możemy się dowiedzieć jak wielki żydowski kapitał spenetrował Polskę”.

„Spieszmy się. Przywróćmy Żołnierzom Wyklętym honor i cześć, zanim „europejczycy” odbiorą nam osobowość narodową w imię Europy bez granic i bez pamięci historycznej.”

„(…) Pozostając w prawdzie historycznej, należy teraz wypunktować wszystkie żydowskie sprawki przeciwko Polakom. (…) Trzeba o tym mówić, pisać, pamiętać, bo liczba krzywd Polaków z rąk syjonistów jeszcze nie została oszacowana. Dziwne, że w „antysemickim” kraju, (…) gdzie podczas okupacji niemieckiej wielu rodaków straciło życie, ratując Żydów (nie znam ani jednego przypadku odwrotnego!), Polacy tak dużo od nich wycierpieli.”

„(…) czy chcemy żyć dalej w suwerennym państwie, czy też pozwolimy na przekształcenie go w euroland, pocięty na euroregiony, a tym samym nieuchronnie pogodzimy się z aborcją, eutanazją oraz poddaniem życia społecznego ludziom o niekontrolowanych odruchach seksualnych.”

„(…) Centralne Siły Polityczne zaplanowały ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej na dzień 13 grudnia 2007, czyli w 80-ą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego przeciw Polsce wiernej Krzyżowi (…). Tego dnia liberalny rząd najprawdopodobniej złoży podpis pod Traktatem Reformującym Unię Europejską oraz pod Kartą Praw Podstawowych, otwierającą Niemcom drogę na oścież do odbierania Polsce, krok po kroku, Ziem Zachodnich i Północnych.”

„pajęczyna europieniądza” „(…) Rolniku Polski, pluń na euro, żyj w biedzie i w połatanym ubraniu, ale nie poddaj się tak, jak Twoi ojcowie nie poddali się sowieckiej kolektywizacji. Niech politycy jedzą chemizowaną żywność rodem z UE, oni tego długo nie wytrzymają a my z Tobą przetrwamy bo jesteśmy u siebie, na swojej ziemi!” „(…) Zwycięstwo jest możliwe tylko wtedy, gdy będziemy się wpatrywać w Krzyż, a nie w spreparowane masońskie rewelacje.”

„(…) Tylko jedno nas cechuje: kajanie się przed wszystkimi UE, Żydami, Ukraińcami, Niemcami i jeszcze wieloma innymi wielmożami… (…)”.

„(…) Echa XIX - wiecznej prusko – carskiej propagandy pobrzmiewają dzisiaj w komentarzach, jakie serwują niemieckie czy rosyjskie gazety. Podobnie jak w XIX wieku, sąsiedzi praktycznie rozszabrowali nam lebensraum.” „socjalistyczno – masońska Europa” „tradycyjni wrogowie Polski”

„kontroli nad światem” (...) „to właśnie ta grupa etniczna, stanowiąca jedynie około 2,5 procenta ludności, przejęła kontrolę nad społeczeństwem, nakazując mu co myśleć, jak się bawić, jakie filmy i programy oglądać (…)” lub „kontrolowane przez środowiska żydowskie środki masowego przekazu”. (...) "historia pokazuje jednak, że wszelka niekontrolowana nadreprezentacja w tym zakresie, wcześniej czy później prowadziła do równie niekontrolowanej reakcji społeczeństwa”.

"Już dziś Niemiec może sądzić Polaka dzięki „europejskiemu nakazowi aresztowania”. To tylko mała przygrywka do tego, co nas czeka, gdy przeforsowany zostanie tzw. traktat reformujący UE, znoszący suwerenność państw narodowych (…)”

„Żydzi zrobili ze swojego holocaustu wielki geszeft”

A oto zaczerpnięta z tego dokumentu lista tytułów przewidzianych do dalszych badań nad rasizmem, antysemityzmem i ksenofobią, rekomendowanych przez poznańskie Centrum:
"Do podanych poniżej tytułów dodano krótkie streszczenia, dotyczące treści publikacji. Streszczenia te pochodzą ze stron księgarni internetowych, w których publikacje te są dostępne, bądź też zostały dołączone przez wydawnictwa, na
stronach internetowych tych wydawnictw."


1.Henryk Pająk, Strach być Polakiem, wyd. Retro, 2001
Sam tytuł podpowiada treść pracy. Autor stawia i udowadnia tezę, że od 1990 roku Polską rządzą agentury Piątej Kolumny, ideowi wrogowie Polski i pospolici zdrajcy, kolaboranci. Po zrealizowaniu w latach 1990–2000 programu niszczenia struktur władzy i przejmowaniu jej „zbrojnego” ramienia – mediów, w latach 2000–2003 dokonują aktu piątego rozbioru Polski przez wtłoczenie jej do żydomasońskiego Eurołagru pod nazwą Unii Europejskiej.

2. Jerzy Chodorowski, Rodowód ideowy Unii Europejskiej, wyd. Ostoja, 2005
Najbardziej obszerna analiza ideologii, leżących u podstaw Unii Europeskiej, jaka ukazała się w języku polskim. Autor przedstawia idee zjednoczenia Europy zarówno w ujęciu filozoficznym – z leżącym u ich podstaw zamiarem stworzenia „nowego człowieka” – jak i historycznym, prezentując pięć nurtów uniwersalistycznych, jakie miały wpływ na dzieje Europy: żydowski, rzymski, chrześcijański, niemiecki i wolnomularski. W drugiej części prezentuje sylwetki „ojców-założycieli” UE: Coudenhove-Kalergiego, Monneta, Retingera, Schumana, Adenauera i de Gasperiego. Książkę zamyka Bilans półwiecza tworzenia struktur europejskich.

3. Andrzej Leszek Szcześniak, Paneuropa. Stany Zjednoczone Europy czyli Eurokołchoz, wyd. Polwen, 2002
Chrześcijaństwo w ciągu dziejów wprowadziło nową jakość w pogańską rzeczywistość Europy i świata. Polega ona na jednakowym traktowaniu wszystkich ludzi oraz na promowaniu narodów i ich odrębności. Jakże odmiennie na tym tle charakteryzuje się podejście tzw. uniwersalizmu żydowskiego! Nie należy ignorować nauk płynących z przeszłości! Wszelkie próby ograniczenia wolności ludzkiej kończą się bolesną reakcją. Idee „ręcznego” sterowania narodami nie są dziś przeszłością, co dobitnie pokazuje w swej książce dr Andrzej L. Szcześniak. Projekty utworzenia Paneuropy, które pojawiły się po zakończeniu pierwszej wojny światowej, zyskały duże poparcie wśród elit politycznych Europy. Na ile totalitarne i rasistowskie pomysły hr. Coudenhove-Kalergi wpłynęły na dzisiejszy kształt Unii Europejskiej?

4. Stanisław Michalkiewicz, Studia nad żydofilią, wyd. von borowiecky, 2003
Zbiór felietonów redaktora „Najwyższego Czasu!” oraz publicysty „Gazety Polskiej” i „Naszej Polski”, poświęcony współczesnej problematyce żydowskiej. Jakkolwiek Autor jest człowiekiem, którego poglądy budzą kontrowersje i spory, nie można mu odmówić jednego – znakomitego zmysłu obserwacyjnego i talentu publicystycznego. „Gorąca” lektura!

5. Kazimierz Gajewski, Poznaj Żyda (Talmud i dusza żydowska), wyd. Ojczyzna, 1998
Wydana po raz pierwszy w 1936 roku broszura ułatwia poznanie duszy żydowskiej, która sprawia, że Żydzi to zupełnie odrębny świat myśli, etyki, moralności, zwyczajów, dążeń i celów. To sprawia, że generalnie nie może być mowy i autentycznej asymilacji, w co wierzy wielu naiwnych Polaków. Autor udowadnia, że prapoczątkiem rasizmu jest Talmud, wg, którego przyjacielem Żyda jest tylko Żyd. Inny obcy jest goim a więc bydlęciem.

6.Stanisław Michalkiewicz, Na niemieckim pograniczu, wyd. von borowiecky, 2003
Przedmiotem refleksji autora jest przyszłość Europy, w której Niemcy, jako poważne państwo odgrywają szczególną rolę. Michalkiewicz zwraca uwagę na fakt, że obecnie nim doszło do tzw. zjednoczenia Europy czy, jak pisze z właściwym sobie sarkazmem, europeizacji Europy, forsowanej przez Francję daje się zauważyć początki jej przyszłego rozpadu. Jesteśmy oto świadkami zarysowującego się konfliktu, np. na tle wojny z Irakiem i stosunku do Stanów Zjednoczonych. Z jednej strony mamy tzw. "starą Europę", której przewodzą Francja i Niemcy, z drugiej grupę państw, w tym Polskę, które swą rację stanu widzą w sojuszu z USA. Jednocześnie ze środowisk decyzyjnych Unii Europejskiej docierają do Polski różnego kalibru połajanki, których wspólną cechą jest chęć przywołania naszego kraju do porządku i przypomnienia, że głównym płatnikiem Unii są Niemcy, i że mogą one podjąć nieprzychylne dla Polski decyzje. Michalkiewicz sygnalizuje więc bardzo niebezpieczne dla naszego kraju skutki konfliktu ze "starą Europą". Pisze o możliwości rewizji granic. Jeśli bowiem Niemcy i Francja już dziś, gdy Polska nie jest jeszcze członkiem Unii Europejskiej, posuwają się do szantażu, to w przyszłości, przynajmniej teoretycznie, nic nie stoi na przeszkodzie, by dopuściły się wobec Polski innych form ekspansji. Innymi słowy pisząc, trudno powiedzieć, jak daleko jesteśmy od chwili, w której Niemcy widząc pogłębiający się konflikt, a może nawet inicjując go zażądają rewizji granic i... otrzymają na to cichą zgodę Francji. W jej wyniku Polska utraci jedną trzecią terytorium. Co będzie dalej... strach pomyśleć. Taki przebieg wydarzeń jest tym bardziej prawdopodobny, że jak zauważa Michalkiewicz w polityce niemieckiej daje się zaobserwować wielowiekową konsekwencję. Niemcy od stuleci, w różnej formie i z różnym natężeniem, dążą do zbudowania europejskiego imperium, którego będą trzonem. Wszystko wskazuje na to, że teraz starają się to czynić, wykorzystując francuskie "sny o potędze". Wszystko też wskazuje na to, że ofiarą, jak zwykle, będzie Polska.

7. Jerzy Robert Nowak, Kogo muszą przeprosić Żydzi, wyd. MaRoN, 2001
Przez wiele ostatnich miesięcy Polska była terenem prawdziwie żałosnego spektaklu. Wielka antypolska część mediów, ludzie nowej Targowicy, wytaczali Polsce i Polakom proces na oczach świata, żądając pokutnego samobiczowania za mord Żydów w Jedwabnem przed 60 laty. Całą Polskę, cały naród, próbowano obciążyć winą za mord dokonany z niemieckiej inspiracji i pod niemieckim kierow-nictwem w czasie, gdy na terenach zbrodni rządzili niemieccy okupanci i gdy nie istniały żadne polskie struktury państwowe i samorządowe. Cel potępień był od początku znany - wpisywał się w wypowiedzianą już kilka lat wcześniej - w 1997 r. groźbę jednego z przywódców Światowego Kongresu Żydów - Israela Singera. Zagroził on już wówczas otwarcie, że Polska „będzie upokarzana”, jeśli nie ustąpi pokornie wobec żydowskich roszczeń w sprawie odszkodowań za mienie w Polsce.

8. Henryk Pająk, Jedwabne geszefty, wyd. Retro, 2005
Wydana w maju 2000 r. książka Jana Tomasza Grossa Sąsiedzi: historia zagłady żydowskiego miasteczka rozpętała histeryczną kampanię oskarżania Polaków z Jedwabnego o okrutne wymordowanie swoich żydowskich sąsiadów w lipcu 1941 r. Pomimo przychylnej tej tezie postawie większości mediów, ukazało się wiele publikacji (zarówno artykułów, jak i książek), podważających narzucaną przez nieprzyjaciół Polski wizję tamtych wydarzeń. Jedną z takich pozycji, broniących jedwabieńskich Polaków, są właśnie Jedwabne geszefty Pająka: książka ta pokazuje kulisy „operacji Jedwabne”, kwestionując rzetelność Grossa jako historyka i obnażając jego nieczyste intencje. Kto chce poznać motywy i metody zorganizowanej, międzynarodowej akcji szkalowania narodu polskiego przez Żydów, powinien tę książkę przeczytać. – Trzecie wydanie, nie zmienione.

9. Walter White jr., Ukryta tyrania, wyd. Wers, 2006
Niniejsza publikacja to szokująca aktualizacja Protokołów Mędrców Syjonu. W tym, zaledwie trzydzistokilkustronicowym wywiadzie, asystent amerykańskiego senatora, Żyd, Harold Wallace Rosenthal ujawnił fakty i zamiary panowania nad światem swojego plemienia. Jest to autentyczne wyznanie rasisty żydowskiego, za które kazał sobie sowicie zapłacić. Nie przypuszczał, że za to ujawnienie działań rasistów żydowskich spotka go tak sromotna kara jak śmierć. (ze Wstępu Kazimierza Świtonia)

10. Władimir Bukowski, Paweł Stroiłow, Unia Sowiecka czy Związek Europejski, wyd. Arwil, 2005
„Nawet ci, którzy słabo znają system sowiecki, powinni zauważyć jego podobieństwo do rozwijających się na naszych oczach struktur Unii Europejskiej, z całą jej filozofią rządzenia, z «deficytem demokracji», z korupcją oraz biurokratyczną niezdarnością. Każdego, kto żył pod rządami sowieckiej dyktatury, musi to podobieństwo niepokoić. Raz jeszcze obserwujemy wyłanianie się biblijnego Lewiatana, który zniszczył wiele narodów, zubożył miliony ludzi i stłamsił kilka pokoleń, ale który – jak nam się zdawało – został pogrzebany na zawsze. (...) Czy Unia Europejska to rzeczywiście klon Związku Sowieckiego, narzucony zniechęconym narodom Europy przez te same siły polityczne, które go stworzyły?” (z Przedmowy). Włodzimierz Bukowski, jeden z najbardziej znanych rosyjskich dysydentów, miał w okresie rządów Borysa Jelcyna dostęp do tajnych archiwów sowieckich. Na dokumentach, które udało mu się wtedy niespotrzeżenie wynieść, oparta została m.in. ta właśnie książka, zawierająca zapisy tajnego porozumienia pomiędzy Związkiem Sowieckim a tworzącą się Unią Europejską.

11. ks. Michał Poradowski, Nowy Światowy Ład, wyd. Nortom, 2004
Praca ks. prof. Michała Poradowskiego ukazuje rolę masonerii i innych organizacji w budowie nowego, liberalnego i ateistycznego porządku na świecie, pod dyktando sił wrogich Kościołowi i w sprzeczności z odwiecznymi, sprawdzonymi zasadami moralnymi i etycznymi. Autor ukazał stopniowy proces likwidacji państw narodowych oraz budowę jednego rządu światowego. Szczególnie cenna publikacja w obecnej sytuacji, gdy ważą się dalsze losy świata i cywilizacji.

12. Zbigniew Żmigrodzki, Akcje antynarodowe, wyd. Nortom, 2005
Akcje antynarodowe to refleksje na temat aktualnej sytuacji politycznej, społecznej i kulturalnej w Polsce. Autor ukazał różne przejawy antypolonizmu oraz zagrożenia, jakie niosą dla narodu polskiego i Kościoła katolickiego w naszym kraju działania demoliberalnych i lewicowych środowisk, mających poparcie ośrodków zagranicznych. (od Wydawcy)

13. ks. Józef Kruszyński, Antysemityzm, Antyjudaizm, Antygoizm, wyd. Ostoja, 2002
W broszurze tej autor stara się precyzyjnie zdefiniować pojęcia antysemityzm i antyjudaizm oraz w wyważonej formie wskazać na rzeczywiste, nierzadko bardzo złożone, przyczyny niechęci wobec Żydów wśród społeczeństw Europy. Ks. Kruszyński pisze m. in., że nazwa antysemityzm jest ulubionym określeniem w mowie żydów i oni to głównie przyczynili się do jej spopularyzowania. Autorzy żydowscy używają celowo wyrażenia antysemityzm, aby odwrócić uwagę od istotnych przyczyn (religijnych, politycznych, społeczno-ekonomicznych) owego antysemityzmu.

14. Jan Marszałek, Polska zdradzona. Rzecz nie tylko o kłamstwach Grossa lecz i o antypolonizmie, ksenofobii elit politycznych na przykładzie Jedwabnego, Polska Oficyna Wydawnicza, 2001

15. Jerzy Robert Nowak, Polska a Unia Europejska 44 pytania, wyd. MaRoN, 2002
„Przez lata łudzono nas zapowiedziami dobrodziejstw, jakie czekają na Polskę po wejściu do Unii Europejskiej, opowiadano o rzekomym „deszczu” złotych euro, jaki spadnie na polskich rolników po wejściu do UE.(…) Jesteśmy przyparci do muru – płacimy za całe lata niegodnych, hołdowniczych negocjacji i wyprzedaży kraju. Jak z tego wyjść, jaki mamy wybór dla Polski? Ten tomik ma służyć lepszemu przybliżeniu czytelnikowi ogromnie trudnych dylematów stojących dziś przed Polską w jej stosunkach z Unią Europejską. (…)”.

Przy okazji wyjaśniania sprawy raportu "Monitorowanie treści rasistowskich ksenofobicznych i antysemickich w polskiej prasie" dowiadujemy się, że w MSWiA od końca 2004 r. funkcjonuje Zespół Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii. Zespół ten współpracuje z następującymi organizacjami pozarządowymi:
Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”
Helsińska Fundacja Praw Człowieka
Amnesty International Polska
Związek Biur Porad Obywatelskich
Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego
Stowarzyszenie ”Nigdy Więcej”
NIFC Hotline Polska
Fundacja Forum Dialogu Między Narodami
Stowarzyszenie Interwencji Prawnej
PRO HUMANUM Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego
Fundacja Instytut Spraw Publicznych

Nie widać w powyższym spisie "niezależnych" organizacji pozarządowych tzw. NGO (nongovernmental organization) choćby jednej organizacji, reprezentującej polską większość narodową, przynajmniej w charakterze obserwatora prac tego gremium. Zachodzi więc obawa, iż filozofia jego działania może być nader zbliżona do stanowiska, jakie w swoim czasie lapidarnie ujęła Alina Cała z Żydowskiego Instytutu Historycznego, skądinąd wsławiona bezprzykładnym oczernianiem Armii Krajowej i pomawianiem o antysemityzm. Alina Cała, członek Stowarzyszenie "Otwarta Rzeczpospolita" ((Stowarzyszenie przeciwko antysemityzmowi i ksenofobii
"chcemy żyć w społeczności wolnej od uprzedzeń, szanującej odmienność, broniącej godności człowieka") w broszurze wydanej to Stowarzyszenie w 2006 "PRZESTĘPSTWA NIE STWIERDZONO - Prokuratorzy wobec doniesień o publikacjach antysemickich" stwierdziła, co następuje:
"intencją prawodawców nie była ochrona mniejszości, a zwłaszcza zwalczanie antysemityzmu. Jest znamienne, że słowo to nie pojawia się ani w Konstytucji, ani w kodeksie karnym, ani w ustawie o IPN. Zawarte w tych aktach zapisy jedynie formalnie zgodne są z międzynarodowym zobowiązaniami. (...) Na intencje prawodawców zdają się wskazywać dwa wyroki powołujące się na te same artykuły Kodeksu, z oskarżenia o „obrazę uczuć religijnych” wyznawców religii rzymskokatolickiej. Chodzi o głośne sprawy Doroty Nieznalskiej oraz Jerzego Urbana. W tych procesach przepisy kodeksu zostały tak zinterpretowane, jakby chodziło w nich o zakaz bluźnierstwa. Elementarne poczucie sprawiedliwości (rozumianej jako opieka prawna, a nie zemsta polityczna) powinno prowadzić do wniosku, że wyznawcy Kościoła najliczniejszego w naszym kraju i dysponującego potężną siłą polityczną, nie powinni być dodatkowo chronieni za pomocą surowych wyroków. Inaczej właśnie w tym przypadku, a nie w przypadku publicznego głoszenia antysemityzmu, łamana będzie zasada wolności słowa, a ateistom zamykane usta."


Innymi słowy mówiąc: najpierw będziemy "w naszym kraju" prowokować pod pozorem wolności słowa niechęć do siebie polskiej katolickiej większości, a następnie nasze "elementarne poczucie sprawiedliwości" będzie nakazywało nam tę niechęć bezwzględnie tępić pod hasłem tolerancji i obrony praw mniejszości, skutecznie kneblując większości usta.

Jerzy Rachowski


Postscriptum
----------------
Wprawdzie w nocie do raportu zaznacza się, że "opinie wyrażone przez autorów raportu nie są oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w kwestiach będących tematyką tego opracowania." oraz że "opinie wyrażone w raporcie nie zawsze odzwierciedlają poglądy MSWiA", równocześnie jednak w stopce strony znajduje się zastrzeżenie:
©1998-2010 Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wszystkie prawa zastrzeżone. Przy wykorzystywaniu materiałów wymagane jest podanie źródła.
Równocześnie czytamy:
Serwer niniejszy NIE JEST W ŻADEN SPOSÓB połączony z siecią MSWiA. Zawiera tylko dane udostępniane przez Wydział Komunikacji i Promocji MSWiA.

I tu pojawia się problem natury formalnoprawnej: czy MSWiA, publikując na swojej urzędowej stronie informacje o materiałach i ich autorach, podejrzewanych przez jakichś niezależnych ekspertów o domniemany antysemityzm, rasizm, i ksenofobię, ma do tego prawo. Czy przypadkiem nie naruszane jest w tym przypadku, i to w sposób rażący, dobro osób, wymienianych z imienia i nazwiska, trudno powiedzieć - podejrzewanych czy pomawianych - przez jakieś czynniki zewnętrzne o popełnienie przestępstw mających być ściganymi z oskarżenia publicznego, zagrożonymi karą pozbawienia wolności do lat 3. Można odnieść niemiłe wrażenie, iż mamy do czynienia z prawdziwie Orwellowskim Ministerstwem Prawdy. (J.R.)

dodajdo.com

piątek, 5 lutego 2010

Uzyskał "Cappino", przyjął "Pietro"



" Nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk został zarejestrowany jako kontakt informacyjny (KI) wywiadu PRL o pseudonimie Cappino bez swojej wiedzy. "Rzeczpospolita" dotarła do dokumentu, który wprost stwierdza, że jego rejestracja była fikcyjna.
W 1986 roku płk Eugeniusz Spyra, odpowiedzialny w wywiadzie za Watykan, podsumowując pracę agentury, napisał, iż "Cappino" został "na wyrost" zarejestrowany w kategorii KI. Miał być jedynie "kontaktem przykrycia" oficera wywiadu Edwarda Kotowskiego (ps. Pietro), który spotykał się z ks. Kowalczykiem jedynie jako sekretarz Ambasady PRL. "
Żródło: Nuncjusz nie donosił wywiadowi, Wiara.pl, 2010-01-05





















dodajdo.com

Lord Christopher Moncton: W Kopenhadze ustanowiono rząd światowy



British Peer: Copenhagen Summit Has Established A World Government

"Instytucjonalne ramy" torują drogę dla międzynarodowej biurokracji nie posiadającej demokratycznej legitymacji

Na tle doniesień politycznie poprawnych mediów na temat rozmów na szczycie w Kopenhadze, rzekomo nieudanych i "kuśtykających" ku końcowi, jedynie lord Christopher Moncton w swoim sprawozdaniu stwierdził, źe jedynym celem konferencji było przyjęcie dokumentu ramowego i podstaw prawnych finansowania rządu światowego, który to cel - jak uważa Moncton - został osiągnięty.

"To jest jedna rzecz, jaką oni definitywnie zamierzają osiągnąć swoim działaniem tutaj i ogłoszą to jako samo w sobie zwycięstwo i będą mieli rację, ponieważ to jest jeden, jedyny cel tej całej konferencji na temat globalnego ocieplenia - ustanowienie mechanizmu, struktury, a nade wszystko funduszy dla rządu światowego" - powiedział wczoraj Alexowi Jonsowi na zasadach wyłączności brytyjski polityk, konsultant biznesu, doradca polityczny.

"Oni zamierzają uzyskać od państw zachodnich potrzebne do tego celu bardzo wielkie zasoby finansowe - powiedział Moncton, dodając, że "będą to maskować mówiąc, że ustanawiają fundusz w wysokości 100 mld USD w celu umożliwienia dostosowania do zmiany klimatu krajów Trzeciego Świata, ale ostatecznie pieniądze te zostaną niemal w całości przechwycone przez międzynarodową biurokrację."

"Pierwszą rzeczą, jaką zrobią, i jedyną, jak sądzę, oni zawsze zamierzali osiągnąć, doprowadzając do tej konferencji, to postanowią stworzyć coś, co będzie eufemistycznie określone jako 'ramy instytucjonalne'. Obecnie jest to kryptonim rządu światowego."

Lord Moncton wyjaśnił, że chociaż słowo "rząd" nie zostało wprowadzone do tego traktatu, to jednak wszystkie współzależne od siebie cechy biurokratycznego [nieobieralnego] rządu światowego pozostały w końcowej wersji jego projektu, który ustanawia globalny podatek od transakcji finansowych, płacony bezpośrednio do Banku Światowego.
"Są to nowe byty, które oni zamierzają powołać do życia w celu stworzenia rządu światowego" - powiedział.

"Ban Ki-Moon, sekretarz generalny ONZ, oczywiście spodziewa się, że część traktatu przejdzie, ponieważ mówi, że chcemy mieć ustanowioną strukturę globalnego zarządzania właśnie po to, aby móc operować wielkimi kwotami pieniężnymi, które zamierzamy pozyskać od krajów Zachodu, ponieważ taka umowa zapada w Kopenhadze" powiedział Moncton.

Ban Ki-Moon wypowiedział tę opinię w środę podczas wywiadu udzielonego "Los Angeles Times", w którym powiedział również, że formalny traktat zostanie podpisany w połowie 2010.

"Oni spodziewają się dopiąć swego", powiedział członek brytyjskiej Izby Lordów, "a więc wszystkie te doniesienia o tym, jak to uczestnicy są skłóceni ze sobą, Chiny opuściły obrady, kraje afrykańskie opuściły... wszystko to są tradycyjne parawany, stosowane w celu zdezorientowania tych z nas, którzy nie zamierzają pozwolić, żeby cokolwiek z tych planów zostało zrealizowane, ponieważ my chcemy zachować naszą narodową suwerenność."

Moncton wyjaśnił, że wciąż istnieje wielka nadzieja na niedopuszczenie do ustanowienia rządu światowego:
"W ostatnich 10 dniach chodziło wyłącznie o to, że oni próbowali przekonać się, czy mogą liczyć na wiążący prawnie traktat i mniej lub bardziej na początku zauważyli, że musieliby ten pomysł porzucić, ponieważ nigdy nie uzyskałby aprobaty Senatu USA".

"Gdyby ogłosili, że zamierzają to zrobić i nie mieli potrzebnej do tego konstytucyjnej władzy, i gdyby oczywiście tak było w Stanach Zjednoczonych, wówczas istnieje możliwość walki" - dodał Moncton.

Komentując oświadczenie prezydenta Obamy, że bedzie on próbował obejść proces legislacyjny i pominąć Kongres w celu wdrożenia systemu kapitału i handlu na emisję dwutlenku wegla, lord Moncton zauważył:
"Jeśli będzie próbował to zrobić, wówczas zostanie zdjęty ze stanowiska."

"Albo będzie musiał postępować bardzo ostrożnie, albo zanim się obejrzy zostanie bez stanowiska i znajdzie się w więzieniu. Istnieją konstytucyjne ograniczenia, które dzięki Bogu, mogą uratować przed tym, co pan słusznie określa mianem tyranii, nie tylko Stany Zjednoczone, ale także resztę świata."

"Rząd światowy zbliża się, gdyż przywódcy Zachodu poddali się. Nie chcą oni już dłużej troszczyć się o demokrację, o prawdę o klimacie." - powiedział Moncton - "Oni chcą postępować zgodnie z rządem światowym, ponieważ oni widzą w tym rządzie światowym jakąś rolę dla siebie, w dokładnie taki sam sposób, jak to uczynili przywódcy państw Unii Europejskiej."

"Oni mogą otrzymać więcej władzy jako przywódcy nie pochodzący z wyboru, niż obecnie w swoich krajach" - dodał Moncton.

Moncton, członek brytyjskiej Izby Lordów, mówił też o fizycznych atakach na sceptyków w Kopenhadze ze strony służb bezpieczeństwa ONZ, policji i innych demonstrantów, zaznaczając, że on sam został zaatakowany i uderzony przez duńskiego policjanta działającego z upoważnienia ONZ, który uniemożliwił mu wstęp na forum na szczycie w Kopenhadze.









dodajdo.com