czwartek, 5 lutego 2009
Prof. B. Wolniewicz: Rząd i prezydent RP promotorami judaizacji Polski
Prof. Wolniewicz 1.02.2009 dla "Aktualności Dnia" Radia Maryja
Prof. Bogusław Wolniewicz rozpoczął swą wypowiedź dla Radia Maryja od wyrażenia swego szacunku i podziwu dla dokonań O. Tadeusza Rydzyka, a zwłaszcza Wyższej Szkoły Kultury Medialnej. Zauważa, że zamiast słów uznania dla obywatelskiej troski i dalszej pomocy ze strony władz, O. Tadeusza spotykają tylko wrogie potwarze, w rodzaju określenia "imperium Rydzyka" i rzucanie kłód pod nogi - różnego rodzaju szykany o charakterze administracyjnym, w których aktywną rolę odgrywa m.in. "polski" rząd.
(...) Dlaczego w tej nikczemnej nagonce na to wielkie dzieło toruńskich Ojców Redemptorystów uczestniczy polski rząd?
Nie chodzi mi o jakąś Kudrycką, bo to tylko sługa - robi, co jej każą. Chodzi mi o premiera - pana Donalda Tuska osobiście, personaliter. Czemu premier Rzeczypospolitej Polskiej za wszelką cenę - tak to w każdym razie wygląda - [chce] zniszczyć Radio Maryja i związane z nim dzieła, z Wyższą Szkołą Kultury na czele?
Jak nie udaje się tego zniszczyć politycznie, ani prawnie, ani propagandowo, to teraz próbuje się to zrobić finansowo. Nowy chwyt. Tak jak w sprawie tych wierceń geotermicznych. Przecież tam nie chodzi o żadne względy rzeczowe, techniczne, bo to jest osobna sprawa - ja się na tym nie znam - ale widać, że to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby poprzez te wiercenia, które miały być sfinansowane, a teraz się rząd z tego wycofał, czy wykręcił raczej, żeby przez to doprowadzić dzieło Ojców Redemptorystów do finansowej ruiny. To przecież widać jak na dłoni.
Bo dlaczego na przykład Jerzemu Owsiakowi wolno robić zbiórkę publiczną, a Tadeuszowi Rydzykowi nie wolno?
Pytam: w czym Tadeusz Rydzyk gorszy od Jerzego Owsiaka?
Pytam o to pana premiera Donalda Tuska oczywiście. (...)
Stawiam to pytanie i odpowiedzi widzę tylko dwie. One się zresztą nie wykluczają - mogą być obie prawdziwe, ale jedna na pewno musi być prawdziwa. Otóż jedno z dwojga: w tej wrogości do Radia Maryja rządem albo powoduje lewacka wrogość do chrześcijaństwa i do wszystkiego, co się z chrześcijaństwem łączy. To mają od XVIII wieku, od Rousseau, od Woltera. To jest jedna możliwość.
Albo - to jest druga możliwość - rząd podjął jakieś ciche zobowiązania międzynarodowe, z których usiłuje się teraz wywiązać. A na czele tych zobowiązań, tej listy zobowiązań stoi uciszenie rozgłośni Radia Maryja - zatkanie jej ust. Gips w usta - w Polsce technikę tę znamy - żeby nie krzyczała. O czymś, co się w Polsce dzieje i co ma się dziać po cichu.
Jakież to mogą być zobowiązania? Też się nad tym zastanawiałem i mówiłem już szeroko w Aktualnościach Dnia dziewięć miesięcy temu - to było 11 kwietnia zeszłego roku - zaraz po ówczesnej wizycie premiera Tuska w Izraelu. Ujawnił on wtedy na konferencjach prasowych trzy rzeczy.
Po pierwsze, że w wyniku tych rozmów, które tam przeprowadził, sprawy roszczeń żydowskich wobec Polski, jak się wyraził, "ruszyły z kopyta".
Po drugie, że co kilka miesięcy odbywać się będą - znowu tak się wyraził - regularne konsultacje premierów i ministrów Polski i Izraela.
I po trzecie, powiadomił wtedy, że udzielił stronie żydowskiej zapewnienia, iż nie będzie w Polsce tolerancji dla antysemityzmu.
To powiedział pan premier Tusk na początku kwietnia zeszłego roku w Izraelu - ja szeroko mówiłem o tym w tej audycji wtedy, 11 kwietnia.
A teraz na tle tych wypowiedzi zestawcie sobie, Państwo, takie oto fakty. Po pierwsze, już na samym początku swego urzędowania pan premier Tusk zapewnił przecież Żydów amerykańskich, że ich roszczenia wobec Polski zostaną uregulowane i uwzględnione ustawowo do końca 2008 roku. Termin minął miesiąc temu. Wobec tego to nie nastąpiło, przynajmniej oficjalnie (co się dzieje po cichu - nie wiemy). Oficjalnie to nie nastąpiło. I cisza.
Czyżby strona żydowska o tych zobowiązaniach zapomniała?
Na pewno nie zapomniała. Żydzi to jest naród poważny - jak mówi Norwid - i oni poważnie traktują zobowiązania premierów, z którymi rozmawiają. I mają po stokroć rację. Cóż więc nastąpiło? Że termin nie został dotrzymany, a strona, wobec której zobowiązanie zostało zaciągnięte, niczego nie monituje?
Otóż odpowiedż, którą ja sam sobie daję, jest taka: oni premierowi Tuskowi, rządowi obecnemu termin wywiązania się z tych zobowiązań sprolongowali.
Sprolongowali - tak tutaj prowadzę swoje rozumowanie - ale przecież nie za darmo. Właśnie jako naród poważny. Naród poważny nie prolonguje takich rzeczy za darmo. Bo byłby wtedy narodem niepoważnym, (jakim my Polacy - niestety, trzeba to powiedzieć, proszę Państwa, między nami Polakami tu rozmawiając - niestety się nieraz okazujemy).
Więc nie za darmo sprolongowano. Więc za co sprolongowano? Oczywiście za wywiązanie się z tego trzeciego zobowiązania, że nie będzie tolerowany w Polsce antysemityzm, pod którym kryje się przede wszystkim zobowiązanie zagipsowania tej tuby, jaką stanowi rozgłośnia Radia Maryja. I czego, jak sądzę, pilnuje się w tych coparomiesięcznych "regularnych konsultacjach międzyrządowych" na szczeblu premierów i ministrów, a więc na najwyższym.
Jeżeli to moje domniemanie jest prawdziwe, a jak powiadam, są tylko dwa: albo to jest goła nienawiść do chrześcijaństwa, albo to są zaciągnięte zobowiązania.
Ja przyjmuję tę wersję drugą, jako łagodniejszą. Otóż jeśli to tak jest, to pan premier musi za wszelką cenę pokazać, że przynajmniej tutaj, to znaczy w zatykaniu ust Radiu Maryja, naprawdę się stara. Więc robi, co może: uruchamia Kudrycką, uruchamia Schetynę, kogo się da. Uruchamia, bo musi. Rządowa walka z antysemityzmem - ta zapowiedziana w Izraelu w kwietniu - toczy sie u nas zresztą nie tylko na odcinku Radia Maryja, chociaż to jest odcinek jej frontu, najważniejszy, główny (tak jak w czasie II wojny światowej główny był front wschodni), to to jest "front wschodni" tej walki.
Ale są też inne fronty - pewnie też objęte jakimiś cichymi zobowiązaniami. Wskażę tylko jeden z nich, choć jest ich wiele.
W ostatni poniedziałek, teraz, 26 stycznia, ukazało się w prasie oświadczenie grupy znanych polskich historyków i polonistów, w którym protestują oni przeciwko poczynaniom ministra edukacji, Katarzyny Hall. A chodzi o zmiany, jakie ministerstwo edukacji chce wprowadzić do licealnych programów nauczania historii Polski i języka polskiego. A zmiany pani Hall sprowadzają się do jednego: obciąć te programy. Czyli program nauczania w liceum, w jego wychowawczo newralgicznym punkcie, skosmopolityzować, wypatroszyć z treści narodowych.
To pewnie jest też część walki rządu z polskim "antysemityzmem". Z tym oświadczeniem kolegów historyków i polonistów mogę się tylko na sto procent solidaryzować. Ojczyzna to jest wielka wspólna sprawa. A ta wspólna sprawa, jak już kiedyś u Państwa mówiłem, to są trzy wielkie rzeczy wspólne: wspólna mowa, wspólna ziemia i wspólna pamięć. Te rzy rzeczy wspólne, wielkie, łączą nas, Polaków, w jeden Naród. A kultywacja dwóch z nich : mowy i pamięci tej mają służyć w liceum właśnie te dwa przedmioty, których programy podręczna pana premiera Tuska chce zdegradować i obciąć.
Nie pozwólmy na to. To są zamachy rządu Tuska na naszą świadomość narodową.
Co sobie ten rząd myśli? Przecież jest polskim rządem... chyba...
W oświadczeniu tych 56 historyków i polonistów uderzył mnie pewien drobny szczegół, związany z tym, co uprzednio mówiłem, z tymi cichymi zobowiązaniami międzynarodowymi naszego rządu, jak domniemywam. Oto dowiedziałem się z oświadczenia tych historyków, czego przedtem nie wiedziałem, że według programu pani minister Hall w licealnym kanonie języka polskiego, cytuję, "jedynymi dwiema lekturami bezwzględnie obowiązkowymi z zakresu całej literatury XX wieku mają być: Bruno Schultz i Gombrowicz".
Pomińmy Gombrowicza, bo to sprawa osobna, choć też dyskusyjna, ale w innym kontekście. Ale dlaczego Bruno Schultz? Przecież drugorzędny pisarz awangardowych dziwiadeł, i to w dodatku awangardowych sprzed siedemdziesięciu lat... Otóż, gdy się nad tym zastanawiam, dlaczego Bruno Schultz [został] tak wyróżniony w całej literaturze XX wieku, to jedyny powód pchania go przez panią Hall, a za nią przez pana premiera Tuska, do kanonu lektur szkolnych (ja cytowałem - "bezwzględnie obowiązkowych"), to jedyny powód, jaki widzę, to ten, że był Żydem. A zatem, zadziałała tu chęć rządu, by się przypodobać lobby żydowskiemu: jakiemuś Smolarowi, czy Pelegowi...
Przypodobać się mu, albo trzeba powiedzieć więcej: przed nim się wykazać.
W zakresie gorliwego wykazywania się swoim filosemityzmem, ukochanie wszystkiego, co żydowskie, trwa u nas w tym wykazywaniu się jakieś dziwne współzawodnictwo między panem premierem i panem prezydentem. Oto przykład (wszyscy Państwo to pamiętają - sprzed miesiąca) w grudniu pan prezydent ostentacyjnie wprowadził w Polsce świętowanie żydowskiego święta Chanuki: palił świeczki w oknach swojego pałacu, chodził w jarmułce, na podłodze bawił się z rabinem w jakies gry chanukowe, które w tym żydowskim środowisku są przyjęte.
Ja oczywiście, napewno także i Państwo, nie mam nic przeciwko żydowskiemu świętu Chanuka, jeżeli Żydzi mają takie święto tradycyjne, to ich sprawa i niech je sobie obchodzą. Ale pytam: co nas, Polaków, obchodzi Chanuka! Oni mają swój narodowy zwyczaj, ale my mamy swój. Więc po co pan prezydent wpycha nam tę Chanukę?
My mamy swoje święta, chyba przecież nie gorsze?
Proszę Państwa, paskudnie to wygląda. I to nie pierwszy raz. Trwające u nas od dziesięciu lat, lekko licząc, nachalne forsowanie kultury żydowskiej i żydowskiego punktu widzenia staje sie już nie do zniesienia.
Przynajmniej dla mnie, Bogusława Wolniewicza, staje się nie do zniesienia. Wszelkie pretensje proszę kierować na mój adres: Warszawa...
Ta nachalność musi przecież wzbudzić reakcje i sprzeciwy, tak jak ten mój w tej chwili. Ale ufam, że ja nie jestem jedyny w Polsce, którego to razi. Musi budzić sprzeciwy.
I tutaj rodzi się we mnie drugie pytanie: Czy ci promotorzy judaizacji Polski tego nie rozumieją? Że ich tak zaślepia chucpa? Czy może przeciwnie? Rozumieją bardzo dobrze, bo tego właśnie chcą? Chcą nas sprowokować, by potem móc ryczeć na cały świat o polskim antysemityzmie i "polskich" obozach zagłady?!
W wiadomym celu. To by leżało na tej linii "podstawiania Polski", jak to mówiliśmy i opisywaliśmy z kolegą Zbigniewem Musiałem pięć lat temu w naszej książce "Ksenofobia i wspólnota" - "podstawiania Polski", czyli zawiązującego się na naszych oczach nowego Świętego Przymierza, w nas wycelowanego. Takiego Trójporozumienia, chociaż trochę inni tutaj jego partnerzy, niż to było niecałe 200 lat temu. Trójporozumienia, by najpierw w oczach świata zrobić z Polski "czarną owcę" Europy, a potem dokonać jej V. rozbioru. Rozbioru może nie totalnego, może tam zostanie gdzieś nad Wisłą kawałek, jakieś kieleckie, radomskie, czy coś takiego.
O drugim członie tego Trójporozumienia mówił co dopiero prof. Nowak. Ja dodam tylko jeszcze dwa słowa. Pan profesor Nowak mówił o działającym w Polsce lobby germanofilskim - to jest drugi człon tego Trójporozumienia, z centralą we Wrocławiu. Mówił jak najsłuszniej. Bo to udaremnienie przez Niemca Klausa Bachmana konferencji polskich historyków w Polsce to jest rzecz w swojej horendalności niebywała. Powiedziałbym - krzyżacka.
Klaus Bachman poczuł się tutaj jak komtur. Ale to jedno lobby, to tylko część zawiązującej się w Polsce nowej konfederacji targowickiej, [konfederacji] tych wszystkich, którzy Polskę spisali już na straty i każdy z tych konfederatów próbuje tylko z tego polskiego postawu czerwonego sukna, jak to powiedział Sienkiewicz, wydrzeć, ile się da dla siebie.
W Polsce działają obecnie różne... różne antypolskie lobbies. My niewiele przeciw nim możemy, bo są one potężne i mają potężnych protektorów...
Ale jedno możemy. Dopóki nie zatkano tuby Radia Maryja i dopóki nie zagipsowano panu profesorowi Nowakowi, albo Wolniewiczowi ust, możemy piętnować to łajdactwo publicznie, gdzie się da.
A poza tym, proszę Państwa, Alleluja i do przodu!
_________________________
Jako komentarz do powyższej wypowiedzi Profesora B. Wolniewicza pozwalam sobie zwrócić Czytelnikowi uwagę na artykuł:
• Jerzy Rachowski, Czy Polacy pozwolą ukraść sobie historię? Myśl Polska, 2001
a także
• Judaizacja społeczeństwa [w USA] nabiera tempa: udział sędziego federalnego Antonin Scalia w debacie o prawie talmudycznym
(Bibula.pl)
• Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski i jego Rok 2050
• Ewa Junczyk-Ziomecka: "Będziemy się czuli jak w domu"
http://suwerennosc.blogspot.com/2012/06/ewa-junczyk-ziomecka-bedziemy-sie-czuli.html
na tym blogu.
niedziela, 7 września 2008
O suwerenność Narodu Polskiego
Warszawa, 1 września 2007 r.
O SUWERENNOŚĆ NARODU POLSKIEGO
Proklamacja
Wobec stanowiska strony polskiej w sprawie tzw. Traktatu Reformującego Unię Europejską, przedstawionego na konferencji Rady Europejskiej w Brukseli w dniach 21-22.06.2007, my, niżej podpisani uznajemy za swój elementarny obowiązek wobec Ojczyzny i Narodu polskiego stwierdzić, co następuje:
1. Zaproponowany w Brukseli przez prezydencję niemiecką Traktat Reformujący Unię Europejską stwarza całkowicie nową filozoficznie, politycznie i prawnie jakość, osiągniętą w drodze przewrócenia, obalenia, odrzucenia czy też zanegowania dotychczas uznawanych za obowiązujące fundamentalnych zasad pomocniczości i solidarności w rozumieniu chrześcijańskiej nauki społecznej, jak również generalnej zasady podmiotowości wolnych, suwerennych, równych sobie narodów. Dotychczas wolne, równe wobec prawa, posiadające własną osobowość prawną suwerenne narody stanowiły w drodze traktatów jednomyślnie, co wolno, a czego nie wolno Unii Europejskiej. Pod rządami Traktatu Reformującego natomiast, to Unia Europejska, zawłaszczając osobowość prawną dotychczasowych jej członków, będzie w istocie decydowała taką czy inną większością, co wolno, a czego nie wolno narodom, tej osobowości już pozbawionych. To w istocie swej totalitarne super-państwo europejskie będzie odtąd faktycznie decydowało, jakie kompetencje i którym narodom zostawić, a jakich i których pozbawić.
2. Całkowicie nowe zasady działania Unii Europejskiej zapisane w Traktacie Reformującym, włącznie z inkorporowaną doń (nieobligatoryjną dotąd) Europejską Kartą Praw Podstawowych uprawniają do stwierdzenia, iż Traktat ten zrywa w sposób radykalny z dotychczasową postacią Unii Europejskiej zapisaną w dotychczasowych traktatach. Bowiem z chwilą wprowadzenia w życie Traktat Reformujący likwiduje w istocie Unię Europejską rozumianą jako organizacja międzynarodowa względnie suwerennych państw narodowych, a działając w dłuższym okresie czasu, nawet samych jej członków tj. państwa narodowe.
3. Co więcej – na mocy zwykłego gabinetowego ustalenia międzyrządowego odmówione zostaje narodom nabyte już przez nie prawo zatwierdzania konstytucji europejskiej w drodze narodowych referendów. Formuła Traktatu jako namiastki aktu konstytucyjnego, zatwierdzanego przez parlamenty w drodze demokracji pośredniej, to nic innego, jak votum nieufności wyrażone przez europejską klasę polityczną wobec bezpośredniej woli suwerennych dotąd narodów, Jak widać, ich zdaniem nie można już bezpiecznie powierzyć narodom członkowskim tak istotnych spraw jak ustrój polityczny i prawny Unii Europejskiej. O ratyfikacji Traktatu Reformującego, czyli aktu założycielskiego europejskiego totalitarnego super-państwa mają więc ostatecznie decydować rządy państw członkowskich, już dziś skłonne znacznie bardziej służyć owemu super-państwu, aniżeli własnym narodom, którym wszak przysięgały służyć, wykonywać wolę i godnie reprezentować je na zewnątrz.
4. W rezultacie przyjęcia powyższych zmian, w miejsce dotychczasowej Unii Europejskiej powołany zostaje do życia już obecnie całkowicie autonomiczny byt polityczny i prawny, zasadniczo odmienny od tego kształtu prawnego Unii Europejskiej, na który udzieliły swej zgody suwerenne dotąd narody-państwa europejskie – dotychczasowi jej członkowie. Mamy zatem do czynienia raczej ze swego rodzaju europejskim gabinetowym zamachem stanu, któremu następnie poszczególne parlamenty narodowe mają nadać pozory legalizmu prawnego, sukcesywnie akceptując ów Traktat Reformujący pod presją głównych aktorów europejskiej sceny politycznej.
5. Idea europejskiego, ponadnarodowego, totalitarnego ze swej istoty super-państwa to przede wszystkim idea przejęcia rządów w Europie przez najsilniejsze państwa europejskie, w tym zwłaszcza przez Niemcy, z równoczesną marginalizacją wpływu mniejszych państw, takich jak Polska. Jest to równoznaczne z utratą przez mniejsze narody-państwa europejskie zdolności stanowienia o swoim własnym losie. Ten brzemienny w daleko idące konsekwencje fakt ma w tych krajach pozostać nie-dostrzeżony przez opinię publiczną. I tak już sama nazwa: Traktat Reformujący, wywołać ma mylne powszechne wrażenie, że chodzi zaledwie o nieznaczne ulepszenie czy modyfikację obecnego systemu unijnego. Tymczasem celem owego Traktatu Reformującego jest w istocie podstępne wymuszenie na narodach Europy pozbycia się przez nie ich własnej suwerenności, przynależnej im z mocy prawa naturalnego.
6. Traktat Reformujący jest niemal w całości tym samym projektem Konstytucji Europejskiej, który został odrzucony uprzednio w referendach konstytucyjnych we Francji i w Holandii. Jest to ten sam ze wszech miar wadliwy i szkodliwy, ostentacyjnie ateistyczny, antychrześcijański projekt, który przyjęty wraz z obligatoryjną, nieodłączną Europejską Kartą Praw Podstawowych z 2000 r. umożliwia dalsze skuteczne systemowe niszczenie rodziny, zabijanie nienarodzonych i eutanazję, a przez to zasługuje bez-sprzecznie na miano konstytucji europejskiej cywilizacji śmierci.
7. Reanimacja odrzuconego uprzednio projektu konstytucji europejskiej, nazwanego obecnie Traktatem Reformującym, leży przede wszystkim w interesie europejskich antynarodowo zorientowanych, globalistycznych, kosmopolitycznych, antyreligijnych, i antychrześcijańskich sfer politycznych, które najwyraźniej zdołały Unię Europejską opanować. Kręgi te są żywotnie zainteresowane w likwidacji w sposób nieodwracalny historycznych państw narodowych i w unicestwieniu zarazem całego dotychczasowego dziejami uświęconego porządku wartości nadrzędnych, obowiązującego w Europie od stuleci.
8. Nie powinno ulegać wątpliwości, że dla wspomnianych antynarodowych, globalistycznych, kosmopolitycznych, antyreligijnych i antychrześcijańskich sfer politycznych totalitarne super-państwo europejskie nie jest i nigdy nie będzie celem samym w sobie. Jest to zaledwie narzędzie, środek i stopień do celu ostatecznego, jakim jest ustanowienie innego super-państwa – tym razem globalnego, które nie będzie musiało się już liczyć z nikim ani z niczym, nawet z samym Bogiem.
9. Zwiększona skuteczność działania „reformowanej Unii Europejskiej jako ponadnarodowego super-państwa oznacza między innymi dalsze zwiększenie podatności tego super-państwa na dyktat ze strony Banku Światowego oraz Światowej Organizacji Handlu (WTO) w kierunku wielkiej reformy rolnej, opartej o wielkoobszarowe gospodarstwa rolne z równoczesnym zniszczeniem średnich i małych gospodarstw rolnych, oraz o przemysłową hodowlę zwierząt i masową uprawę roślin genetycznie modyfikowane (GMO).
10. Dla polskiej klasy politycznej nie powinno być wątpliwości, iż Traktat Reformujący jest to projekt totalitarnego europejskiego super-państwa, pomyślany wprawdzie na wzór federalnego państwa niemieckiego, zakładający wszakże błędnie, iż obecne narody europejskie, z własnymi językami, kulturą a nierzadko także odrębnymi systemami wartości, są tym samym, co niegdyś niemieckojęzyczne księstwa (obecnie landy niemieckie). To bowiem, co jeszcze w ramach niemieckiego kręgu kulturowo-językowego może być określone jako jednoczenie, to w ramach ogólnoeuropejskich, pod przemożną hegemonią którejś z potęg europejskich musi nieuchronnie przekształcić się w podbój słabszych narodów przez silniejsze. Tymczasem proponowane przez Niemcy totalitarne super-państwo europejskie, prowadząc właśnie do hegemonii państw najsilniejszych, umożliwia im poprzez narzucenie innym, mniejszym narodom własnego prawa międzynarodowego i dyktowanych przez siebie traktatów, a w szczególności Niemcom - osiągnięcie drogą dyplomatyczną tego wszystkiego, czego nie udało się im uzyskać w wyniku obydwu wojen światowych, przy pomocy czołgów. Należy przy tym pamiętać, że pomyślane na modłę niemiecką europejskie super-państwo to od pierwszych lat 80. ubiegłego stulecia cel strategiczny całej dalekosiężnej polityki niemieckiej. Warto ponadto nie zapominać, że taki właśnie, a nie inny, kształt jedności europejskiej i takie widzenie Europy sięga korzeniami hitlerowskiego podboju Europy w latach 30.-40. XX w..
11. Jest to tym istotniejsze, że Polska jako jedyne państwo w Europie po II wojnie światowej arbitralną decyzją Aliantów, bez udziału samych Polaków, zostało terytorialnie przesunięte o kilkaset kilometrów na zachód, z równoczesnym uszczupleniem polskiego stanu posiadania. Zarazem aktualne brzmienie art. 116 Konstytucji niemieckiej interpretowane jest w Niemczech jako podstawa do uznawania mocy prawnej granic niemieckich z 1937 r. a tym samym – do traktowania polskich ziem zachodnich i północnych jako ziemie niemieckie. Tymczasem Niemcy, uzyskując na mocy tzw. Traktatu Reformującego i dzięki zasadzie podwójnej większości pozycję hegemona w Europie Środkowo-Wschodniej, stwarzają sobie niebywałą okazję powetowania swoich strat z okresu II wojny światowej, tym razem kosztem Polski.
12. W tej sytuacji z najwyższym zaniepokojeniem stwierdzamy, że strona polska, nie zadbawszy wcześniej o należyte traktatowe i krajowe prawne zabezpieczenie Polski przed nieuniknionymi w tych warunkach roszczeniami niemieckimi, biorąc aktywny udział w negocjacjach na temat sposobu podejmowania decyzji w reformowanej Unii Europejskiej:
a) przez zaakceptowanie niemieckiej propozycji, by odrzuconą Konstytucję europejską zastąpić niemal identycznie brzmiącym Traktatem Reformującym, faktycznie uznała niemiecki postulat ustanowienia w Europie totalitarnego super-państwa - cywilizacji śmierci, z równoczesną praktyczną likwidacją tworzących je suwerennych państw narodowych.
b) godząc się na wprowadzenie podwójnej większości w późniejszym terminie, de facto zgodziła się na unieważnienie traktatu z Nicei, a tym samym wyraziła zgodę na odroczone zaledwie na kilka lat ustanowienie Niemiec jako hegemona, jeśli nie w całym europejskim super-państwie, to przynajmniej w Europie Środkowo-Wschodniej.
c) zaakceptowała zasadę nadrzędności prawa unijnego, a co więcej – całego dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości jako źródła prawa, nad całym polskim prawem narodowym, z Konstytucją RP włącznie, w szczególności zaś,
d) pomimo swej jednostronnej deklaracji, iż żaden sposób nie wpływa na prawo państw członkowskich do stanowienia prawa w zakresie moralności publicznej, prawa rodzinnego, a także ochrony godności ludzkiej i poszanowania fizycznej i moralnej integralności człowieka", strona polska faktycznie zgodziła się na przestrzeganie przez Polskę Europejskiej Karty Praw Podstawowych choćby z racji samego tylko swego uznania nadrzędności prawa europejskiego nad polskim prawem narodowym.
13. Powyższy zastraszający w swej wymowie faktyczny wynik polskiej akcji dyplomatycznej na europejskim szczycie w Brukseli stoi w rażącej sprzeczności zarówno z wcześniejszymi zapowiedziami ze strony polskiego MSZ obrony nadrzędności prawa polskiego nad międzynarodowym, jak też z późniejszymi oficjalnymi optymistycznie brzmiącymi oświadczeniami rządu polskiego, głoszącymi rzekomy niebywały polski sukces dyplomatyczny, uzyskany jakoby w dzięki bezkompromisowej, nieugiętej obronie polskiego interesu narodowego.
14. Równocześnie rząd polski w osobie premiera RP Jarosława Kaczyńskiego uchyla się od oceny rezultatów brukselskich negocjacji podczas lipcowej debaty sejmowej, tłumacząc to „paranoją” w Sejmie RP. Nie można tego kroku rozumieć inaczej jak usiłowania ucięcia przez szefa rządu RP dyskusji na temat przebiegu i wyników brukselskich rozmów na szczycie i powstrzymania tym sposobem szybko narastającej fali publicznie wyrażanego niezadowolenia i krytycyzmu.
15. Na makiaweliczny wprost cynizm polityczny i obłudę rządzących Polską zakrawa fakt, iż w momencie, kiedy natychmiast po konferencji brukselskiej podniosły się, nieprzypadkowe bynajmniej, niemieckie głosy o zwrot przez Polskę przedwojennej niemieckiej własności, premier rządu RP Jarosław Kaczyński usiłuje wprowadzić w błąd polską opinię publiczną sugerując, że polskie sądy będą mogły w dalszym ciągu ignorować prawo europejskie i w sprawach sądowych o zwrot byłej niemieckiej własności orzekać wyłącznie zgodnie z polskim interesem narodowym.
16. W tym stanie rzeczy zmuszeni jesteśmy przypomnieć, iż ugrupowanie Prawo i Sprawiedliwość otrzymało od Narodu mandat do sprawowania władzy nie z uwagi na charyzmat i inne cechy osobowe braci Kaczyńskich, ale z uwagi na głoszony przez nich taki a nie inny program polityczny i społeczno-ekonomiczny. Doszło ono do władzy w Polsce pod warunkiem budowy IV Rzeczpospolitej, państwa polskiego bliższego tradycji katolickich i patriotycznych, wolnościowych i niepodległościowych, przywrócenia takiego państwa polskiego, za jakie przelewały krew i oddawały życie pokolenia Polaków, a także pod warunkiem działania na rzecz Europy wolnych, suwerennych Ojczyzn. Z całą więc pewnością nie było w mandacie na sprawowanie władzy przez PiS narodowego przyzwolenia na niemiecki projekt nowego ładu w Europie, ładu zbudowanego, jak już zostało powiedziane, na gruzach historycznych państwowości narodowych. Tym bardziej nie było narodowej zgody na to, aby IV Rzeczpospolita miała zacząć oznaczać swego rodzaju Państwo Polskie w stanie likwidacji, ani na to, aby była czymś w rodzaju utrzymanego w katolicko-patriotycznym tonie pożegnania z własną Ojczyzną.
17. Ponadto w deklaracjach wyborczych PiS IV Rzeczpospolita miała być ostatecznym rozstaniem się z postkomunistyczną III RP, rządzoną przez antynarodowych liberałów i socjaldemokratów (postkomunistów), zerwaniem z umową okrągłego stołu. Jak pamiętamy, umowa ta była przymierzem sił antynarodowych i antykatolickich przeciwko rzekomemu nacjonalistyczno-klerykalnemu zagrożeniu, faktycznie więc – przymierza przeciwko całemu Narodowi polskiemu. Wolno było tedy spodziewać się, iż IV Rzeczpospolita pod rządami PiS będzie państwem bardziej polskim, a zarazem bardziej liczącym się z Narodem, bardziej temu Narodowi służebnym. Tymczasem, poprzez sugerowanie przez Premiera chorobliwej podejrzliwości w Sejmie RP wokół przebiegu i wyników brukselskich negocjacji zdaje się niestety przebijać rzeczywisty ironiczno-pogardliwy stosunek kierownictwa PiS do kwestii suwerenności narodu. Zwłaszcza w świetle szczytu brukselskiego, choć nie tylko, obiecywana Narodowi IV RP pod rządami PiS zdaje się być wierną kontynuacją ery politycznego faryzeizmu obłudy rządzących Polską. Jest to w naszym przekonaniu dalszy ciąg tego samego manipulowania polską opinią publiczną, wprowadzania w błąd Narodu, formalnego wprawdzie ale nie faktycznego suwerena, jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi, któremu rządzący jedynie winni służyć. Nadal, jak przez cały okres III RP, Naród to dla rządzących Polską zaledwie masy ludzkie, którymi można swobodnie manipulować i których prawa można przy każdej nadarzającej się okazji swobodnie naruszać i gwałcić.
18. Nadal i wciąż jest to ta sama arogancja i samowola, która cynicznie wykorzystała przy okrągłym stole polskie odwieczne dążenie do wolności i suwerenności, by z góry zadecydować za Naród, że ma on nie tylko na drugi dzień po rozpadzie systemu komunistycznego wstąpić do Unii Europejskiej i poprzez odpowiednie zapisy w Konstytucji z 1997 r. uznać prawo unijne za nadrzędne nad polskim prawem (art. 91 ust. 2-3), pozbawić się możliwości pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązań w centralnym banku państwa (art. 220 ust. 2), ale nawet zrezygnować waluty narodowej: złotego i przyjąć euro (por. art. 216 ust. 5). Ta sama arogancja i samowola, która pozwala rządzącym utrzymywać od szeregu już lat katastrofalny deficyt w polskim handlu zagranicznym rzędu kilkunastu miliardów euro rocznie, działający na korzyść najbogatszych państw europejskich, głównie Niemiec. Ta sama arogancja i samowola, która kazała rządzącym Polską postkomunistom poprzeć wojnę w Afganistanie i w Iraku, wbrew przeważającej negatywnej opinii Narodu i bez uzyskania należytej zgody Sejmu RP, a zatem z pogwałceniem Konstytucji (art. 116 ust. 1), w tym zwłaszcza - w sposób sprzeczny z naczelną konstytucyjną zasadą suwerenności narodu. W rezultacie czego polski żołnierz, wysłany do odległego kraju, aby tam ginąć bez sensu, pomaga od kilku już lat podbijać nieznany sobie naród, a co gorsza – swoim udziałem w tej wojnie legitymizuje dokonywane tam bestialstwa i idące już w setki tysięcy ofiar cywilnych ludobójstwo na narodzie irackim. Ta sama arogancja i samowola, która nakazuje rządzącym obecnie Polską podtrzymywać polski udział w interwencji militarnej na Bliskim Wschodzie, wymierzonej jawnie przeciwko krajom islamu, a równocześnie rozważać zainstalowanie w Polsce amerykańskiej „tarczy antyrakietowej”, rzekomo w celu zwiększenia polskiego bezpieczeństwa narodowego - czyniąc w ten sposób z Narodu polskiego swego rodzaju chłopca do bicia za skutki obcej agresywnej imperialnej polityki, na której kształt zresztą nie mamy i bodaj nie chcemy mieć najmniejszego choćby wpływu. Przypomnijmy w tym miejscu, iż takie i temu podobne przypadki mają miejsce nieustannie od czasu wprowadzenia obecnej Konstytucji, pomimo, iż zgodnie z obowiązującą ustawą zasadniczą każdy poseł na Sejm RP uroczyście ślubuje Narodowi „rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej” (art. 104 ust. 2).
19. Tradycja nieliczenia się przez rządzących z wolą Narodu polskiego i narzucania mu własnej lub obcej woli przez aktualnych rządzących jest dość długa. Jest ona z pewnością dłuższa od całego okresu komunistycznej niewoli, datuje się też znacznie wcześniej, aniżeli początki niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej. Suwerenność narodu, jako zasada regulująca w sposób istotny całość życia politycznego w państwie, trwała zaledwie 8 lat, tj. od momentu odzyskania niepodległości w 1918 r. do sławetnego zamachu majowego w 1926 r. Od osiemdziesięciu już z górą lat Naród polski utrzymywany jest sztucznie w złudnym przekonaniu, że jego suwerenność jest mu do niczego nie potrzebna, że wystarczy mu, że istnieje względnie suwerenne państwo polskie, które jest po to, aby Polak obywatel mógł wrzucić taką czy inną kartkę do głosowania do urny i nie musiał się o nic więcej troszczyć - co najwyżej od czasu do czasu za swoich rządzących zginąć, lecz do powiedzenia w sprawie Narodu i Państwa miał tylko tyle, ile mu na to rządzący pozwolą.
20. Tradycyjny postulat suwerennego państwa, zakorzeniony głęboko w myśleniu politycznym Polaków, obecnie, w dobie coraz bezwzględniej realizowanego globalizmu, w czasach programowego likwidowania narodów jako suwerennych podmiotów, jest już dalece niewystarczający. Dzisiaj, po szczycie europejskim w Brukseli jaskrawiej niż kiedykolwiek przedtem widać, że pogłębiający się w coraz szybszym tempie proces wyobcowywania się, tj. uwalniania się polskiego aparatu państwowego spod kontroli Narodu polskiego, który ten aparat powołał do życia, może mieć dla Narodu katastrofalne wręcz konsekwencje. Dlatego też w najwyższym stopniu konieczna staje się powszechna świadomość, że samo państwo, nie wykazujące należytego poszanowania dla nadrzędnej zasady suwerenności narodu, może nawet zwrócić się przeciwko samemu Narodowi-Suwerenowi, doprowadzając do jego zniewolenia, do całkowitej utraty przezeń zdolności stanowienia Polaków o swoim losie, o losie przyszłych jego pokoleń. Nie może być zatem państwo polskie traktowane dłużej jako wartość samoistna, wartość sama w sobie, ale tylko i wyłącznie w związku z Narodem.
Zaalarmowani niemal całkowitą biernością opinii publicznej wobec niedwuznacznego za-grożenia ze strony totalitarnej Unii Europejskiej pod niemiecką hegemonią z równoczesną groźbą likwidacji suwerennego niegdyś Państwa polskiego, w walce o które ginęły pokolenia Polaków; zobowiązani nie tylko czcić rocznicami, ale i szanować na co dzień pamięć ofiar z życia i polskiej krwi poniesione przez Naród polski dla sprawy suwerenności Narodu i Państwa polskiego, my, niżej podpisani, stwierdzamy z całym naciskiem:
Powstrzymanie nieobliczalnego w skutkach zagrożenia dla Narodu polskiego i jego Państwa, jakie otworzył szczyt europejski w Brukseli z polskim udziałem może nastąpić jedynie w wyniku sformułowania, a następnie konsekwentnej realizacji jedynego możliwego programu ocalenia narodowego, jaki jeszcze pozostał – jest nim program urzeczywistnienia konstytucyjnej zasady suwerenności narodu.
Ażeby Państwo polskie mogło nadal bezpiecznie istnieć, a zarazem została uszanowana zasada suwerenności narodu, nie tylko musi zostać bezwzględnie odrzucony Traktat Reformujący, ale na domiar musi to nastąpić także w wyniku wolnego, niezafałszowanego, ogólnonarodowego referendum, po otwartej, pełnej publicznej debacie. Winna w owej narodowej debacie paść jasna i zdecydowana odpowiedź na pytanie nie tylko, co zrobić z tym traktatem reformującym, ale także – co zrobić z ugrupowaniem politycznym, przedstawiającym się w wyborach jako pro-katolickie i pro-narodowe, które następnie wespół z liberalną, antynarodową Platformą Obywatelską i z postkomunistami taki haniebny i samobójczy Traktat Reformujący przedkłada Polakom do akceptacji, w dodatku przedstawiając go jako niebywałe narodowe osiągnięcie.
Ażeby Państwo polskie mogło nadal istnieć, należy ponadto przede wszystkim bezwzględnie pozbawić polski aparat państwowy zawłaszczonej, przypisanej sobie przezeń bezprawnie godności suwerena - najwyższego podmiotu, uprawnionego rzekomo narzucać swoją wolę rządzonym przez siebie bezwolnym masom. Czas państwa jako suwerena-samozwańca musi się skończyć. Musi nastać czas, kiedy zgodnie z nieprzemijającą wizją Prymasa Tysiąclecia Stefana kard. Wyszyńskiego, to nie Naród będzie dla Państwa, ale Państwo dla Narodu. Tedy Państwo polskie, rozumiane jako widzialna emanacja polityczno-prawna Narodu polskiego, nie może dłużej służyć obcym siłom zewnętrznym, ani nawet samemu sobie, ale tylko i wyłącznie Narodowi polskiemu i tylko temu jednemu Suwerenowi służyć powinno.
Ażeby tak się stało, zapisana w obecnej Konstytucji RP zasada suwerenności narodu, zasada Narodu jako Suwerena, a zarazem jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi, któremu wszelka władza polityczna jest podległa, nie może w dalszym ciągu sprowadzać się jedynie do prawa wrzucenia raz na cztery lata kartki do głosowania do urny wyborczej, bez jakiegokolwiek dalszego realnego wpływu obywateli na politykę wybranych tym sposobem władz państwowych. Przeciwnie - zamiast pozorną, fikcyjną czy fasadową zasadą konstytucyjną, swego rodzaju alibi dla samowoli rządzących, musi ona stać się bezwzględnie faktyczną nadrzędną zasadą, regulującą w sposób ciągły, nieprzerwany organizację życia politycznego i publicznego w Polsce.
Jerzy Rachowski, Warszawa
Janina Piekarz, Karłowice woj. opolskie, przew. Kom. Obrony Polskich Cukrowni i Ziemi
Romuald Frydrych, Szwecja
Tadeusz Fiałkowski, AK
Adam Charitonow
Janusz Jaremko, Warszawa
Władysław Siejka, rolnik, woj. opolskie
Andrzej Litwin
Alfred Włodarski
Bogusław Moskal, Starochęcina
Grzegorz Górniak, poseł na Sejm RP IV kadencji
prof. dr. Andrzej R. Altenberger, University of Minnesota, USA
Anna Rutkowska, Warszawa
August Kozak, Zamość
Sławomir Roguszewski
i inni
____________________________________________________
Zgłoszenia podpisów poparcia dla powyższej Proklamacji proszę kierować na adres kontaktowy:
Jerzy Rachowski - jerzy.rachowski@gmail.com
środa, 28 maja 2008
Siedem pytań do prof. Jerzego Roberta Nowaka
Siedem pytań do prof. Jerzego Roberta Nowaka
(z których dwa pierwsze skierowane zostały skierowane do niego w dniu 26 maja br. osobiście na spotkaniu w Warszawie-Raszynie, a całość wręczona mu w postaci Biuletynu Informacyjnego Komitetu "Suwerenność Narodu" nr 14/2008 z dnia 25.05.2008.)
1.
Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniami zawartymi w oświadczeniu prof. Rafała Brody z 6 kwietnia 2008 r. odwołującym manifestację wyznaczoną w Warszawie na 23 kwietnia 2008 , że „oryginalnie sformułowany cel manifestacji jednoznacznie definiował obecny rząd i wspierającą go koalicję jako jedynego adresata protestu”, oraz że głosowanie przez większość posłów i senatorów PiS za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego nie wchodzi „w zakres tych pretensji, które pragniemy kierować wobec działań i decyzji dzisiejszych decydentów skupionych głównie w Platformie Obywatelskiej”?
2.
Czy zaliczyłby się Pan, idąc po myśli prof. R. Brody w tym samym oświadczeniu, do owych „orędowników wzmacnia jedności i wspólnoty wokół jasnych celów naprawy Polski”, budowanej poprzez eliminowanie wszystkich tych, „którzy w ostatnich wyborach zostali słusznie ukarani przez wyborców brakiem poparcia i zdradzają chęci do wykorzystania tej akcji dla własnej propagandy politycznej i powrotu na scenę publiczną”?
3.
Czy jest Pan świadom faktu, że właśnie taki a nie inny wynik ostatnich wyborów, który doprowadził do wyeliminowania z ław Sejmu i Senatu ugrupowań, które, aczkolwiek można mieć im niejedno do zarzucenia, były jedynymi ugrupowaniami, które mogły przeciwstawić się skutecznie bezdyskusyjnemu praktycznie przyjęciu przez obie izby parlamentu Traktatu Lizbońskiego i że dziwnym przypadkiem są to te same „radykalne” ugrupowania, których skuteczne zneutralizowanie obiecywał Jarosław Kaczyński w wykładzie wygłoszony w Fundacji im. Stefana Batorego w dniu 14.02.2005 zatytułowanym „O naprawie Rzeczypospolitej”?
4.
Czy jest Panu wiadomy fakt, że w sam przeddzień przedterminowych wyborów w październiku 2007 r. nazajutrz po faktycznym zatwierdzeniu Traktatu Lizbońskiego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, trzy ugrupowania Liga Polskich Rodzin, Prawica Razem oraz Unia Polityki Realnej zwołały wspólnie konferencję prasową, na której ogłosiły Lecha Kaczyńskiego zdrajcą Narodu i Państwa polskiego? Lub czy przynajmniej nie wpadł Panu w ręce opublikowany w „Naszym Dzienniku” 29 listopada 2007 r. List otwarty do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, którego autor ks. prof. Jerzy Bajda stwierdza jednoznacznie, że „«oddanie» komuś suwerenności narodu jest zdradą najwyższego stopnia”, (nie rozróżniając przy tym pomiędzy jakimś „dobrym” PiS-em a „złą” Platformą Obywatelską)?
5.
Czy studiując systematycznie springerowski „Der Dziennik”, podobnie jak i cały szereg innych dzienników, tygodników i miesięczników, a wśród nich „Gazetę Wyborczą” i Rzeczpospolitą”, nie natrafił Pan przypadkiem około 20 marca 2008 na jakąś informację mówiącą o oświadczeniu złożonym w dniu 20 marca 2008 przez przebywającego w Polsce francuskiego ministra obrony Hervé Morina o planowanym na dzień 23 kwietnia 2008? Czyli, dokładnie w tym samym czasie, co planowana manifestacja przeciwko ratyfikacji, wizycie w Polsce prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy, który miał właśnie zamiar podczas tejże wizyty przedstawić Polsce wspaniałomyślną propozycję wejścia Polski w strategiczny sojusz z Francją, w zamian za co Francja dopomogłaby w uplasowaniu Polski w europejskiej „wielkiej szóstce”?
6.
Czy atakując w kwietniowej audycji „Minął miesiąc” pewien „komitecik obrony suwerenności” manifestujący 23 kwietnia 2008 na Pl. Trzech Krzyży pod pomnikiem Wincentego Witosa, „z jakąś szubienicą”, zdawał Pan sobie sprawę z tego, że ów „komitecik”, noszący w rzeczywistości nazwę Komitet Suwerenność Narodu, już od 7 grudnia 2007 czynił nadludzkie wysiłki, manifestując w dzień i noc, w deszcz i mróz pod Sejmem RP, a także zbierając podpisy pod wnioskiem o referendum ogólnokrajowe - wszystko to po to tylko, aby przełamać uporczywe milczenie mediów, i to nie tylko tych wrogich Radiu Maryja postkomunistycznych i liberalnych, ale także tych sprzyjających, w sprawie Traktatu Lizbońskiego? Wszystko w tym celu, aby poprzez upowszechnienie idei referendum w sprawie Traktatu doprowadzić do jakiejkolwiek bądź debaty publicznej na ten tak ważny dla Polski temat? Podczas gdy Pan, cieszący się ogromną popularnością autor szeregu książek, inicjator i promotor Ruchu Przełomu Narodowego, nic w istocie dotąd w tej sprawie nie uczynił, a można by nawet powiedzieć, że wręcz przeciwnie, że w tym przemilczaniu Traktatu, wraz z prof. R. Brodą i kilku innymi podobnymi osobami, w obecnym narzuceniu Narodowi tego haniebnego Traktatu, w tej masowej antynarodowej zdradzie, macie swój niezaprzeczalny współudział.
7.
Wreszcie na koniec, czy zdaje Pan sobie sprawę z tego, że po opisaniu przez siebie dość trafnie zdrady narodowej i kompromitacji AWS i jego przywódcy Mariana Krzaklewskiego w swym opracowaniu „Jak oszukano Naród” z początku 2001 r. kroczy Pan obecnie dokładnie tą samą co AWS wówczas drogą i że przez to Pański Ruch Przełomu Narodowego, zważywszy Pańskie wielomiesięczne milczące przyzwolenie na wejście Traktatu Lizbońskiego w życie, staje się już w samych swoich założeniach swego rodzaju ruchem narodowego pogromu, ściągając w dodatku całe odium takiego obrotu spraw na Radio Maryja?
* * *
Oczekujemy z niecierpliwością na odpowiedź.
Redakcja
O tym, jakiej odpowiedzi udzielił prof. J.R.N. powiemy w następnym wpisie.
poniedziałek, 15 października 2007
Skończyć z oszukiwaniem Narodu! Żądamy referendum w sprawie Traktatu Reformującego Unię Europejską!
Odezwa Społecznego Komitetu "Suwerenność Narodu Polskiego"
Warszawa, 11 października 2007
Polacy!
Już tylko pojedyncze dni i godziny dzielą nas od momentu, w którym 19-20 października zostanie podpisany przez przedstawicieli polskiego rządu, w imieniu całego Narodu polskiego, nadzwyczaj groźny dla Narodu polskiego i Państwa Traktat Reformujący Unię Europejską. Przesądzi on na dziesięciolecia, jeśli nie na zawsze, o całej naszej przyszłości. Dlatego też niepokoić musi i zastanawiać powszechne milczenie mediów i instytucji państwowych w tej sprawie.
Przypomnijmy więc, że Traktat, o którym mowa, to w istocie ten sam Traktat Konstytucyjny UE, odrzucony w referendach narodowych we Francji i Holandii. Traktat Reformujący ustanawia w istocie w miejsce dotychczasowego związku państw-narodów jedno wielkie ponadnarodowe super-państwo europejskie dysponujące własną osobowością prawną. Jego przyjęcie oznacza rozpoczęcie nieodwracalnego w skutkach procesu likwidacji państw. narodowych, a miejsce narodów Europy ma zająć jeden, bliżej nieokreślony naród „europejski”. Zarazem zostają porzucone, lub zupełnie inaczej rozumiane fundamentalne zasady, przyświecające początkom Unii Europejskiej, takie jak zasada pomocniczości i solidarności. Zostają także odrzucone chrześcijańskie wartości i całe dwutysiącletnie chrześcijańskie dziedzictwo kulturowe Europy. W wyniku przyjęcia Traktatu Reformującego sądy polskie będą już tylko polskojęzycznymi sądami, orzekającymi wyłącznie zgodnie z prawem europejskim, a nie zgodnie z prawem polskim i nie z polskim, chrześcijańskim systemem wartości. Szkoły będą również jedynie polskojęzycznymi szkołami, nauczającymi tzw. uniwersalnej historii Europy, a nie historii Polski i nie polskiej tradycji narodowej. Wszystkie polskie instytucje, dotąd państwowe, mają być już tylko organami regionalnej, lokalnej administracji unijnej. Z powyższych względów owo wielkie ponadnarodowe super-państwo europejskie musi być i z całą pewnością będzie państwem jednoznacznie antychrześcijańskim, antynarodowym i totalitarnym, jedynie pozornie i przejściowo demokratycznym.
Tymczasem w mediach publicznych na ten tak ważny, najważniejszy dla nas wszystkich temat, trwa swego rodzaju zmowa milczenia. Również partie polityczne, zaangażowane obecnie w walkę wyborczą sprawiają wrażenie, jak gdyby ich ta kwestia w ogóle nie dotyczyła, bowiem nie podejmują tego tematu. Co gorsza, milczą w swej większości również uznawane powszechnie autorytety intelektualne i moralne. Powstaje realne niebezpieczeństwo, iż Naród polski, zwiedziony powszechnym milczeniem w sprawie Traktatu Reformującego, zaakceptuje go również milcząco i bez najmniejszego protestu przyjmie to wszystko, pod czym w istocie będą wkrótce podpisywać się w imieniu Narodu, ale bez Jego wiedzy, woli i zgody, polscy przedstawiciele w Brukseli, czy w Lizbonie.
Jak słusznie zauważyła w dniu 9 września br. w wypowiedzi telewizyjnej p. prof. Anna Raźny, kalendarz wyborczy obecnych przedterminowych wyborów parlamentarnych niezwykle ściśle pokrywa się z kalendarzem przyjmowania Traktatu Reformującego w Unii Europejskiej. W naszym przekonaniu stwierdzenie to najlepiej ze wszystkich dotychczasowych wypowiedzi, jakie padły w obecnej kampanii wyborczej, zwraca uwagę na to, co się w Polsce rzeczywistości obecnie rozgrywa. Wiele bowiem przemawia za tym, iż toczące się obecnie przedterminowe wybory w Polsce są tylko i wyłącznie po to, aby oszukać Naród polski, odwrócić Jego uwagę od spraw najważniejszych, podsuwając mu temat zastępczy, wielodniowe wyborcze boje o przysłowiową pietruszkę.
Zważmy tylko: w chwili, w której ważą się nie tylko losy niepodległego Państwa polskiego, ale wręcz losy chrześcijańskiego, suwerennego Narodu polskiego, w momencie, kiedy każdy odpowiedzialny Polak powinien mieć pełną, niezafałszowaną i niezmąconą niczym świadomość wagi i znaczenia Traktatu Reformującego dla niego i jego dzieci, uwaga całej Polski zostaje skierowana na sprawy zgoła drugo- i trzeciorzędne. Co więcej: w chwili, kiedy wszystkie władze i instytucje państwa polskiego, od Rządu, Prezydenta i Sejmu RP poczynając, powinny dołożyć wszelkich starań, ażeby nie zostały popełnione fałszywe kroki, których skutki odczuwać będą następne polskie pokolenia, wywołuje się w państwie polskim polityczne zamieszanie. Poprzez sztucznie wywołany kryzys rządowy i przedterminowe wybory doprowadzono do przerwania ciągłości procesu parlamentarnej, demokratycznej kontroli Narodu nad procesem przyjmowania Traktatu Reformującego przez władze wykonawcze: Rząd i Prezydenta RP. W istocie już wcześniej Rząd RP i urząd Prezydenta RP w osobach p.p. Lecha i Jarosława Kaczyńskich odmówiły Sejmowi RP dalszej współpracy w tym zakresie, natomiast Marszałek Sejmu RP p. Ludwik Dorn przesądzając jednoosobowo o losach Sejmu V kadencji, proklamował się nawet publicznie „likwidatorem tego Sejmu”.
W tym samym dniu, w dniu 7 września br. kiedy Sejm RP podejmował uchwałę o skróceniu kadencji i o przedterminowych wyborach, minister spraw zagranicznych p. Anna Fotyga podpisywała właśnie bliżej nikomu nie znane ustalenia, uzgodnione w Brukseli w końcu czerwca 2007 r. przez Prezydenta RP. Nie znane – dodajmy - do tej pory nawet samemu przewodniczącemu Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Posłowie na Sejm RP, zamiast dowiedzieć się więc przede wszystkim, jakie faktycznie warunki pojechała właśnie tego dnia zatwierdzać minister spraw zagranicznych, uznają się nagle za niezdolnych do dalszego działania i przyjmują uchwałę o skróceniu kadencji Sejmu i o przedterminowych wyborach.
Należy przy tym zauważyć fakt, że ugrupowania uznawane dotąd za opozycyjne do rządu p. Jarosława Kaczyńskiego, to znaczy liberalna Platforma Obywatelska, postkomunistyczne Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe, okazały się w tym momencie wielkim sojusznikiem Rządu i Prezydenta RP i całego Prawa i Sprawiedliwość. Wzięły one w ten sposób czynny udział w zatajaniu przed całym Narodem polskim, co w sprawie Traktatu Reformującego zostało przez Polskę zatwierdzone w czerwcu i we wrześniu br. w Brukseli, a co wkrótce będzie uroczyście potwierdzane przez Prezydenta RP na najbliższym szczycie europejskim.
Nie możemy ponadto przemilczeć samego w sobie skandalicznego faktu, że samo Prawo i Sprawiedliwość, głosząc w dalszym ciągu aktualność swego programu „Europa Solidarnych Narodów” z 2004 r., realizuje w praktyce program diametralnie przeciwny, program federalistyczny. Ten sam federalistyczny program, który sam PiS określa jako niezwykle niebezpieczny dla Narodu i Państwa polskiego. A to już zakrawa wręcz na świadome wprowadzanie w błąd Narodu-Suwerena!
W tej sytuacji nader realna staje się możliwość, iż polski wyborca pójdzie do wyborów, aby wrzucić do urny wyborczej kartkę do głosowania na preferowane przez siebie ugrupowanie, bez jakiejkolwiek elementarnej świadomości, co do rzeczywistego znaczenia swojego postępowania, podejmowanego najczęściej wbrew swojej rzeczywistej woli i na swoją własną ewidentną szkodę. Dlatego też z całą odpowiedzialnością oświadczamy, iż:
A. Mamy oto do czynienia z najbrutalniejszym bodaj od 1989 r. pogwałceniem w Polsce najwyższej konstytucyjnej zasady suwerenności narodu, jak też wszelkich reguł praworządności w demokratycznym państwie prawa.
B. Odbywające się obecnie wybory są w istocie swego rodzaju plebiscytem za lub przeciw Traktatowi Reformującemu, bez większego względu, na kogo zostanie oddany głos przez wyborcę. Jest to sposób rządzących na wyłudzenie naszej milczącej zgody na odebranie nam, całemu Narodowi polskiemu prawa do wypowiadania się w referendum ogólnonarodowym w sprawach dla Narodu najważniejszych. Jest to ucieczka zarówno obecnego Rządu RP i Prezydenta RP, jak również czołowych ugrupowań parlamentarnych PO, SLD, PSL przed politycznymi i prawnymi skutkami ich działania i całej polityki całego ostatniego dwudziestolecia. W szczególności zaś jest to ucieczka od politycznej i prawnej odpowiedzialności za współudział w przestępczym, podstępnym narzuceniu Narodowi polskiemu, bez Jego wiedzy, woli i zgody, tragicznego w skutkach Traktatu Reformującego.
C. Jedynym sposobem obrony Narodu polskiego przed tą zorganizowaną przemocą, dokonywaną przy zachowaniu pozorów praworządności i bez użycia siły fizycznej, jest tylko i wyłącznie głosowanie na te i tylko te ugrupowania, które jednoznacznie i publicznie opowiedzą się:
1) za suwerennością Narodu, jako jedynego prawowitego gospodarza na polskiej ziemi, oraz za niepodległością Państwa polskiego, a równocześnie
2) przeciwko Traktatowi Reformującemu Unię Europejską w ogóle, a na warunkach „wynegocjowanych” przez Prezydenta RP p. Lecha Kaczyńskiego i pośrednio przez Premiera Rządu RP p. Jarosława Kaczyńskiego w szczególności;
3) zapewnią odbycie pełnej publicznej debaty w sprawie Traktatu Reformującego;
4) zagwarantują przeprowadzenie ogólnonarodowego, nie sfałszowanego referendum.
Żądamy publicznej debaty w sprawie Traktatu Reformującego i jasnego opowiedzenia się wszystkich ugrupowań politycznych w tej sprawie jeszcze w tych wyborach! Żądamy uczciwości rządzących wobec Narodu i przestrzegania Konstytucji RP! Żądamy referendum!
Społeczny Komitet „Suwerenność Narodu Polskiego”
http://suwerennosc.blospot.com
za Komitet: Jerzy Rachowski
tel. kontaktowy: 513-777-154
(Powyższa odezwa w dniu 12.10.2007 została złożona za potwierdzeniem w Kancelarii Prezydenta RP, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a ponadto w siedzibach Komitetów Wyborczych "Prawa i Sprawiedliwość", oraz "Platformy Obywatelskiej".)




